Wojna 6-dniowa – 50 lat po maturze i wyjeździe z PRLu – Czerwiec 1967

Roman Wroblewski

 

 

Właśnie zrobiłem prawo jazdy – gdzieś na Pradze dla mnie znanej jako dzielnica z ZOO i Stadionem 10-lecia.
Dużo większa satysfakcja niż z matury. Obowiązkowe egzaminy (wśród dzieci z DBK) na wyższe studia.
Obóz pływacki czy Szwecja?

Nagle wojna 6-dniowa.

Moja mama i Ciocia Zina (lektorka rosyjskiego na UW) rozmawiały przyciszonymi głosami gdy wszedłem do pokoju. Popatrzyły uważnie na mnie i znów coś zaszeptały.
„Co, wyglądam jak z naszej armii?” spytałem.
Nie odpowiedziały – ale zarumieniły się obydwie.
Fakt, 17-tolatek, wysportowany, opalony, w zielonym T-shirt i w zielonych spodniach i krótko ostrzyżony wyglądałem jak żołnierz „naszego” Cahalu.
Pierwszy raz wtedy poczułem moją identyfikacje, i tak zostało.

Obóz pływacki z 50 m basenem odbył się bezemnie.

Mój Tata spakował moja walizkę przed wyjazdem na 2 tygodnie do Szwecji.

Gdy otworzyłem w Sztokholmie walizkę znalazłem tam ze zdziwieniem ciepłe białe kalesony zimowe. Sygnał od Ojca – nie wracaj!

I tak się zaczęła moja emigracja w Szwecji.

PRZEWIDYWANY POWRÒT – Kwartał IV pozostał na zielonej wkładce do paszportu pusty.

http://jimbaotoday.blogspot.se/2017/06/wojna-6-dniowa-50-lat-po-maturze-i.html

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: