Historia pewnego emigranta

Przyslal Jacek Kobosko

 

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy / Przed mocą Twoją się ukorzę / Ale chroń mnie Panie od pogardy / Od nienawiści strzeż mnie Boże” – te słowa napisał Natan Tenenbaum, emigrant marcowy. „Modlitwę o wschodzie słońca” z muzyką Przemysława Gintrowskiego wykonywało trio Kaczmarski-Gintrowski-Łapiński. Utwór był wsparciem w ciemną noc stanu wojennego. 


Mimo wyjazdu do Szwecji, Tenenbaum tworzył wyłącznie po polsku, gdyż tylko w tym języku potrafił wyrazić siebie i swoje odczucia. „Modlitwa…” była aktem jego wiary i pogody ducha. To było jego credo, pod którym podpisałoby się – tak myślę – wiele osób, które tak jak on były zmuszone opuścić Polskę w następstwie wydarzeń marcowych.

Na łamach „Przeglądu Australijskiego” w tekście „O australijskim kamyku, poezji i ojczyźnie polszczyźnie” Tenenbaum pisał: Wyjechałem z Polski do Szwecji z rodziną w grudniu 69. Pierwsze pięć lat przemieszkałem w mieście Lund, gdzie – po kursie językowym – studiowałem na tamtejszym uniwersytecie historię i literaturoznawstwo. Przez pewien czas współpracowałem z rozgłośnią Wolna Europa. Razem z kilkoma przyjaciółmi i parą Czechów zorganizowaliśmy też małą grupę, która przedstawiała Szwedom prawdę o Polsce, o opozycji demokratycznej i o innych demoludach. Współpracowałem również z pismem ‚Aneks’, tłumacząc teksty z rosyjskich wydawnictw podziemnych, czyli ‚samizdatu. W połowie lat siedemdziesiątych przenieśliśmy się do Sztokholmu, gdzie po jakimś czasie dostałem pracę w Instytucie Kultury Antycznej, zgodnie z moim zawodem wyuczonym. Przepracowałem tu równe 30 lat, w spokoju, choć bez większych sukcesów zawodowych. W tym czasie zajmowały mnie żywo sprawy polskie – były to lata burzliwe. Szwecja, gościnna dla nas i życzliwa, była w moim świecie nieco na uboczu, gwarantując mnie i mojej rodzinie godziwe warunki pracy i życia. Gdy wybuchła ‚Solidarność’, a wkrótce potem stan wojenny, ‚rozwoziłem sprawę polską po szwedzkich opłotkach’.

Ojczyzna-polszczyzna

Był więc, z dala od Polski, ale w sercu Polski, w jej żywej tkance, języku, w tym co stwarza i czyni nas Polakami. Jego polskości nie odebrała mu władza ludowa, jego polskości nie odbierze mu obecny rząd – który nota bene w jednym miejscu twierdzi, że „Polski w 1968 roku nie było” a w drugim jest z wydarzeń marca 68′ dumny.

Piękno, które rodzi się w języku nie zniszczy żaden dekret, żadna uchwała, żaden – nawet najbardziej obrzydliwy tweet czy facebookowy post. W tej Ojczyźnie-polszczyźnie jest miejsce i dla Tenenbauma, i dla Juliana Tuwima, i dla Bolesława Leśmiana; dla Seweryna Blumsztajna, dla Karola Modzelewskiego, dla Hanny Krall i wielu wielu innych, którym niektórzy chcą urządzić „drugi marzec”.

Leśmian nie był godny na patrona roku 2017 w Polsce, a przecież, jak żaden inny poeta, ten artysta słowa przyczynił się do rozwoju polszczyzny.

Jeżeli władzy tak zależy na promowaniu polskości, pokazywania potęgi kraju, jego kultury i tradycji, dlaczego nie robi tego poprzez poetę, który z rodzimej mowy uczynił wielką sztukę? Skoro władza tak bardzo dba o dobre imię kraju i narodu, to dlaczego odrzuca, tych którzy o te imię walczyć potrafią najpełniej i najpiękniej. Jeżeli bronić mamy polskości od Bałtyku aż po Tatry, miejmy swych najlepszych ambasadorów, którzy choć mogli wybrać języków wiele, pozostali przy tej niełatwej, szeleszczącej mowie z nad Wisły.

Tym wszystkim – pisarzom, aktorom, reżyserom, dziennikarzom itd.– którzy obawiają się, że obecna władza odbierze im możliwość nazywania się Polakiem, którzy myślą o emigracji lub czują się do niej zmuszani – mogę po prostu powiedzieć, żeby się nie przejmowali, bo polskość jest właśnie w języku. Nie na bluzie z kapturem, nie na sztandarze, nie na szumnych manifestacjach, ale w codzienności słowa. Tyle i aż tyle.

Warszawski sen

Sprawy, które najbardziej mnie obchodzą, dzieją się nad Wisłą. Przez wiele lat, gdy nie pozwalano mi, choćby na odwiedziny, śniłem sen o Warszawie, prosiłem przyjaciół, by na rynku krakowskim słuchali – za mnie – hejnału o północy i pozdrawiali małe dolnośląskie miasteczko mojego dzieciństwa – pisał znów Tenebaum w cytowanym wyżej periodyku. Żył Polską i myślał po polsku. Był z polskości – ze wspomnień, doświadczeń, tęsknot polskich się składał. Z tego nie dał się ograbić. 

W 2004 r. poeta został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, zaś w 2013 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 23 lutego 2016 roku w Sztokholmie.

Był jednym z 13 tysięcy Polaków, którzy opuścili kraj po wydarzeniach marcowych. To los jednego tylko emigranta, ale wyraża, to co czuła większość emigrujących, którzy w Polsce w owych mrocznych dniach „pozostawiali więcej niż mieli”.

Historia pewnego emigranta

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: