
Po ponad 50 latach reżimu Baszara al-Assada władzę w Syrii przejęli rebelianci pod przywództwem dżihadystów, ale graczy o władzę jest znacznie więcej.
– „Turcja i Izrael to dwaj, którzy zyskali na tym najwięcej, ale obaj też mają się czym martwić” – mówi Aron Lund, ekspert ds. Syrii w FOI.
Rosja
Rosja była jednym z głównych sojuszników dyktatora Baszara al-Assada. Teraz rosyjski rząd musi poradzić sobie z konsekwencjami jego upadku. Według Arona Lunda, analityka Szwedzkiej Agencji Badań Obronnych (FOI), najważniejsze są ich bazy wojskowe w tym kraju – baza morska, którą mają od czasów sowieckich, oraz baza lotnicza założona podczas wojny domowej.
Obie bazy są wykorzystywane do zaopatrywania rosyjskich operacji wojskowych w Afryce. Wyzwaniem jest teraz wynegocjowanie z nowym reżimem utrzymania obecności we wschodnim regionie Morza Śródziemnego.
Rosja chce utrzymać swoje bazy wojskowe w Syrii.
– Muszą spróbować pociągnąć za wszystkie możliwe sznurki, aby utrzymać bazy. To dość trudna bitwa po tak długim wspieraniu al-Assada.
HTS i sojusznicy
Dżihadystyczny ruch Hayat Tahrir al-Sham (HTS), kierowany przez Abu Mohammeda al-Julaniego, został utworzony w 2011 r. pod nazwą Front Nusra jako oddział grupy terrorystycznej Al-Kaida w Syrii. W 2017 r. przyjęli obecną nazwę, połączyli się z innymi grupami i zerwali więzi z Al-Kaidą.
Według al-Julaniego, teraz chcą państwa dla wszystkich obywateli. Dla niego ważne jest, aby uzyskać wsparcie ze świata zewnętrznego – ale także, aby jego sojusznicy, w tym międzynarodowi dżihadyści, byli zadowoleni.
– „Jest to grupa, której celem jest, po pierwsze, obalenie al-Assada, a po drugie, ustanowienie państwa islamskiego. Gdyby zaczęli iść na kompromis w tej kwestii, w grupie wywiązałaby się bardzo gorąca debata” – mówi Aron Lund.
Kontrolując wcześniej tylko prowincję Idlib, HTS będzie próbował rządzić państwem, z infrastrukturą, władzami i dużymi miastami. Muszą również radzić sobie z kilkoma mniejszościami religijnymi i ludźmi, którzy woleliby, aby reżim al-Assada pozostał.
Co więcej, są oni objęci sankcjami terrorystycznymi, podczas gdy sankcje wobec Syrii nadal obowiązują. Syria boryka się z poważnym kryzysem gospodarczym, a walki są na porządku dziennym.
– Abu Mohammed al-Julani mógł się bardzo zmienić, ale nie tak bardzo, jak chciałby udawać. „To zależy od ich otoczenia i środowiska, w którym działają” – mówi Aron Lund.
– „Jeśli znajdą się w sytuacji, w której będą kwestionowani przez inne grupy lub jeśli wzrośnie wewnętrzna opozycja, istnieje ryzyko, że powrócą do tej twardej linii”.
Kurdowie
– Prawdopodobnie chcą po prostu przetrwać w obecnej sytuacji.
W ten sposób Aron Lund opisuje interesy grup kurdyjskich po upadku al-Assada. „Mimo że byli wrogami obalonego reżimu, mieli z nim bliższe powiązania niż z jakimkolwiek innym rządem” – wyjaśnia. Odkąd rebelianci przejęli kontrolę nad Aleppo na północy, a HTS przeniósł się na południe, grupy wspierane przez Turcję atakują obszary kontrolowane przez Kurdów na północ od miasta.
Grupy te były wcześniej chronione przez reżim i Rosję. Grupy kurdyjskie we wschodniej Syrii są chronione przez USA. Donald Trump powiedział wcześniej, że chce wycofać siły amerykańskie, gdy zostanie prezydentem.
Według Arona Lunda, jeśli tak się stanie, Kurdowie nie mają już szans. Obszary kontrolowane przez Kurdów mają dużo ropy naftowej i gruntów rolnych. Oznacza to, że HTS również chce tych terytoriów.
– HTS ostrożnie podchodzi do tych grup. Są wrogo nastawione, ale na razie nie mówią zbyt wiele. Grupy kurdyjskie najbardziej obawiają się obecnie wspieranych przez Turcję milicji, ale HTS nie pozwoli nikomu innemu na zajęcie tych obszarów. Przyjdą tam prędzej czy później.
W poniedziałek kurdyjski samorząd zaprosił nowy reżim do dialogu i wezwał do zakończenia walk.
Turcja
Przed upadkiem Baszara al-Assada głównym celem Turcji w Syrii było pozbycie się kurdyjskich bojówek powiązanych z terrorystyczną PKK. Teraz znalazła się w nowej sytuacji, a jej sąsiadowi nagle grozi całkowity upadek. Według Arona Lunda, Turcja obawia się, że oznaczałoby to nową falę uchodźców i ryzyko przekroczenia granicy przez ekstremistów i broń.
Turcja chce stabilności, a przede wszystkim wojny z kurdyjskimi grupami wspierającymi PKK.
Dlatego turecki rząd stara się wspierać nowy reżim najlepiej jak potrafi, jednocześnie wykorzystując okazję do pozbycia się kurdyjskich grup.
– Cele te są ze sobą nieco sprzeczne. Jednym z nich jest pokój i stabilizacja, a drugim prowadzenie wojny. Ale kwestia PKK jest tak priorytetowa, że Turcja nie odpuści” – mówi Aron Lund.
Izrael i USA
– Izrael obserwował sytuację. Od upadku reżimu wkroczyli i zajęli wiele terytoriów w południowej Syrii, pomimo protestów ONZ, ponieważ mogą, mówi Aron Lund.
„Ale najważniejszą rzeczą dla Izraela jest zbombardowanie wszystkiego, co ma związek z syryjskim wojskiem, aby pozbyć się go raz na zawsze” – mówi. Plan jest taki, że jakikolwiek rząd zostanie utworzony w Syrii, nie będzie miał żadnej zaawansowanej broni, która mogłaby stanowić zagrożenie dla Izraela.
Według Lunda, upadek Baszara al-Assada ma zarówno zalety, jak i wady dla Izraela. Reżim HTS jest, jeśli to możliwe, jeszcze bardziej antyizraelski niż poprzedni reżim – ale powiedział również, że naród syryjski „nie jest gotowy na nową wojnę”.
– „Izrael i Turcja zyskały na tym najwięcej, ale obie strony mają też powody do zmartwień” – mówi Lund.
Stany Zjednoczone próbują przypisać sobie zasługi za upadek al-Assada. Prawda jest taka, że wcale nie tego chciał odchodzący rząd Bidena.
– „To zwiększa presję na ich siły na północnym wschodzie, które mają chronić grupy kurdyjskie, a potem mamy sytuację z Trumpem” – mówi.
Iran
Według Arona Lunda, Iran jest prawdopodobnie największym przegranym wśród państw regionu.
Syria była wykorzystywana do wspierania Hezbollahu w Libanie. Po upadku syryjskiego reżimu i znacznym osłabieniu Hezbollahu, kwestia nuklearna stała się zmartwieniem dla świata. Istnieje ryzyko, że Iran rozpocznie testy.
– W takiej sytuacji Iran może stać się na tyle zdesperowany, by to zrobić.
Oto najważniejsi gracze w konflikcie w Syrii
Kategorie: Uncategorized

