Uncategorized

Rachela Auerbach – literatura jako praca społeczna oraz kuchnia ludowa getta warszawskiego


Autor: Eliza Rose

Przeglądając biografię Racheli Auerbach, niełatwo oddzielić jej wkład jako pisarki od tego, który wniosła jako aktywistka, organizatorka i adwokatka swojej najbliższej wspólnoty, ale także rozproszonej sieci żydowskich intelektualistów – zarówno w Polsce, jak i w krajach sąsiednich.

Auerbach została zapamiętana dzięki kierowaniu kuchnią ludową w warszawskim getcie podczas II wojny światowej. Jest to zaledwie wycinek w całym życiu, które poświęciła służbie publicznej, pełnionej z reguły za pomocą słowa pisanego. Jej działalność rozpoczęła się  przed wojną i trwała dekady po niej, do samej śmierci Auerbach w 1976 roku.

Feministyczna jidyszystka i intelektualistka

Urodzona w 1903 roku w Łanowcach (dziś leżących na terenie Ukrainy) Auerbach dorastała, identyfikując się jako jidiszystka intelektualistka – dwujęzyczna i bezpartyjna. Warto o tym wspomnieć w kontekście ówczesnej drażliwej epoki, w której napięta sytuacja szeregowała żydowskich intelektualistów w polityczne i spolaryzowane frakcje.

Ktoś niezaznajomiony z kulturą jidysz wspomnianych czasów i okoliczności mógłby założyć, że wspólnota była jednorodna i składała się z Żydów przestrzegających zasad i nie do końca zasymilowanych. Jednak rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Środowiska władające jidysz jako językiem z wyboru były zróżnicowane (a nawet rozproszone). Obejmowały: Żydów ortodoksyjnych i chasydów, inteligencję literatów, socjalistów syjonistów oraz socjalistów stowarzyszonych w Bundzie – Powszechnym Żydowskim Związku Robotniczym. Ta ostatnia, antysyjonistyczna, partia tworzyła koalicje z polskimi ugrupowaniami socjalistycznymi, po to, by zorganizować się na rzecz politycznej zmiany właśnie w Polsce, nigdzie indziej.

Warszawa i Wilno wyróżniały się jako de facto ośrodki świata jidyszkajt: Wilno (czule nazywane Jerozolimą Litwy) było domem dla Towarzystwa Przyjaciół Żydowskiego Instytutu Naukowego (nadal działającego jako JIVO). Miasto oferowało solidne zaplecze dla rozwijającego się grona żydowskich intelektualistów. Tymczasem Warszawa mogła pochwalić się największą w Europie wspólnotą żydowską z populacją sięgającą 375 tysięcy osób w przededniu II wojny światowej. Scena jidyszkajt była dynamiczna, z mnożącymi się gazetami, klubami sportowymi, kabaretami, chórami i teatrami. 

Jednak Auerbach sprzeciwiała się umacnianiu kultury jidysz w kosmopolitycznych twierdzach i pracowała nad zróżnicowaniem tej mapy. Pierwszym przystankiem w tym procesie był Lwów, do którego przeprowadziła się z rodziną w 1920 roku. Auerbach nie ignorowała Warszawy ani Wilna, ale jej serce zdawało się bić gdzie indziej. Stała na stanowisku radykalnym i nietypowym, uważając, że kobieta przyszłości będzie kobietą wiejską. Widziała w wiejskich miejscowościach właściwe miejsce na renesans żydowskich kobiet i na odrodzenie feminizmu.

Jako młoda kobieta we Lwowie, Auerbach ubolewała, że miasto zawodzi w kwestii wspierania i podtrzymywania żydowskiej kultury. Zamiast spakować walizki, zostawić Lwów i budować własną karierę, zebrała siły, żeby służyć swojemu Lembergowi (jak w jidysz nazywano miasto). Kiedy studiowała historię i filozofię na Uniwersytecie Lwowskim, potem nazywanym Uniwersytetem Jana Kazimierza, zbliżyła się do Debory Vogel, która została wpływową filozofką i poetką. Auerbach pracowała z Vogel ramię w ramię i tłumaczyła jej prozę na jidysz.

Wzniecając jidyszkajt

Międzywojenny Lwów, fot. materiały prasowe

Międzywojenny Lwów, fot. materiały prasowe

Dzisiaj nazwalibyśmy Auerbach pracoholiczką. Robiła doktorat z psychologii wiedzy, tłumaczyła, redagowała i pisała do literackich magazynów oraz pracowała jako sekretarka lwowskiego oddziału JIVO. W swojej kampanii na rzecz odnowienia kultury jidysz, Auerbach nigdy nie stawiała na pogoń za indywidualnym rozgłosem. Trudziła się po to, by zbudować zaplecze dla prawdziwego rozkwitu jidyszkajt w polskiej Galicji. 

 Celem Auerbach nie było gromadzenie licznych publikacji pod swoim nazwiskiem. Ukrywała się jako redaktorka, w magazynach pisanych w języku jidysz – jak „Morgen” czy „Tsushtayer” – nie była wymieniana z nazwiska. Ta niewidoczność nie wpłynęła na jej dorobek. Auerbach wypełniała strony „Tsushtayer” własną genealogią pisarek. W swojej alternatywnej historii literatury uwzględniała również nieżydowskie autorki, a także ingerowała w kanon i jego tradycyjną segregację grup kulturowych. W ten sposób jej odmiana feminizmu była intersekcjonalna od samego początku, ponieważ Auerbach rozumiała, że seksizm jest z natury związany z innymi formami dyskryminacji.

Jak naukowczyni Karolina Szymaniak zauważyła w swoich badaniach, wielu przyjaciół, koleżanek i kolegów Auerbach było apostatami, którzy powrócili do swojego stada. Byli to zasymilowani i często świeccy intelektualiści, którzy dorastali, mówiąc po polsku. Mimo że ich znajomość jidysz była znikoma, zaczęli wracać do języka. Uczyli się go od podstaw jako dorośli i byli właściwie samoukami. Jeśli chodzi o żydowską tradycję – czasami zataczali koło, wracając do niej akademicką drogą. W gronie przyjaciół Auerbach, Debora Vogel i poetka Rachela Korn były dwiema takimi „apostatkami powracającymi” .

Auerbach podchwyciła ideę popularną wśród jej rówieśników, żeby odzyskać i odbudować tożsamość jidyszkajt. Za pomocą pomysłowości i odporności, które przydały jej się później w warszawskim getcie, wspierała to odrodzenie na poziomach: finansowym, redakcyjnym, empatycznym i intelektualnym. Poprzez prowadzenie obszernej korespondencji oferowała się jako węzeł łączności dla żydowskich intelektualistów rozrzuconych po całym regionie.

Auerbach rozumiała to jako zadanie feministyczne, ponieważ czuła, że kobiety są bardziej podatne na wpływy asymilacji. Skoro modernizm umożliwił pisarkom rozwój, zaapelowała do nich, aby oświadczyły, że ich właściwym językiem jest jidysz. W ten sposób Auerbach wspierała ruch, który już intuicyjnie się rozwijał. Zdarzało się nawet, że zasymilowanych twórców piszących po polsku oskarżała o zdradę idei.

Jednym z jej rozmówców był pisarz i artysta Bruno Schulz, który również trzymał się z dala od kosmopolitycznych Warszawy i Wilna – nigdy nie wyprowadził się z rodzinnego miasta, Drohobycza. W listach do niego Auerbach nakazała mu rezygnację z języka polskiego i pisanie w jidysz. Zaproponowała jednak kompromis: zaapelowała, aby poparł środowisko żydowskie, publicznie identyfikując się jako żydowski pisarz. W skrócie – misją Auerbach stało się sprowadzenie wszystkich (chętnych) apostatów z powrotem.

Oneg Szabat

Pisarze i uczeni żydowscy, Polska, ok. 1930 r. Na fotografii (od lewej): Emanuel Ringelblum, Icyk Manger, Rachela Auerbach, Jakub Szacki, Ber Horowits, Rafael Mahler i M. Weinberg, fot. YIVO

Pisarze i uczeni żydowscy, Polska, ok. 1930 r. Na fotografii (od lewej): Emanuel Ringelblum, Icyk Manger, Rachela Auerbach, Jakub Szacki, Ber Horowits, Rafael Mahler i M. Weinberg, fot. YIVO

W 1939 roku Warszawa została zdobyta przez niemieckie siły, a Auerbach przemierzała zdławione miasto. Przeprowadziła się tu w 1932, żeby skończyć doktorat, jednak zastała ją inna rzeczywistość. Auerbach przywołuje w swoich wspomnieniach pierwsze chwile okupacji:

Chodziliśmy z głowami pełnymi popiołu z pożarów, które dopiero zupełnie niedawno przestały trawić miasto.

To w tym rozpadającym się mieście zakorzeniła się i prędko została zrealizowana idea stworzenia kuchni ludowej w warszawskim getcie. Akcję przeprowadziła sieć pisarzy przebranżowionych na pracowników socjalnych.

We wczesnych chaotycznych dniach okupacji historyk Emanuel Ringelblum posłał poetkę Rajzlę Żychlińską na misję z pilną sprawą. Rajzla miała odszukać inną pisarkę: Rachelę Auerbach. Auerbach niezwłocznie udała się do nowego biura Joint Distribution Committee, gdzie Ringelblum i inni pracownicy zaimprowizowali nową siedzibę po tym, jak ich biura na ul. Wielkiej zostały zniszczone. 

Tu, pośród zamieszania, przekaz Ringelbluma dla Auerbach był jasny: żydowska inteligencja nie będzie wynosić się ponad cierpienie społeczności. Mają zostać na miejscu i pracować by „zachować kadrę”. W dzienniku Auerbach pisze:

 … postawił sprawę jasno, że nie każdy może uciec – i nie każdy powinien.

​​​​​​​(tłum. ZL)

Po tym krótkim wprowadzeniu Ringelblum wysłał Auerbach ze skromną sumą pod adres: ul. Leszno 40. Dotarła do niezniszczonego budynku, gdzie, pośród tej nowo zebranej „kadry”, miała wypełniać swoje zadanie i otworzyć kuchnię ludową dla uchodźców wypędzonych ze wsi i napływających tysiącami do warszawskiego getta. 

Dni mijały. Pierwszego października Ogrodem Saskim w Warszawie przeszła defilada, aby uczcić zwycięstwo Hitlera. Zaledwie kilometr na północ, przed ul. Leszno 40, Auerbach przekopywała zasypane gruzem getto w poszukiwaniu niezbędnych składników potrzebnych do podania gorącej, pokrzepiającej zupy. Hurtem. 

Wychodząc naprzeciw wezwaniu Ringelbluma, Auerbach przyłączyła się do grona ludzi pracujących nad udokumentowaniem i zachowaniem historii 400 tysięcy ludzi uwięzionych w warszawskim getcie – największym żydowskim getcie w Europie okupowanej przez nazistów. Późną wiosną 1941 roku Ringelblum wezwał Auerbach jeszcze raz, żeby powiedzieć jej o sojuszu, który budował. Jego „kadra” intelektualistów osiągnęła konkretny kształt.

Grupa Ringelbluma przyjęła kryptonim Oneg Szabat. Te słowa oznaczają „radość soboty”, a odnosiły się do cotygodniowych spotkań, odbywających się w sobotnie popołudnia w mieszkaniach jej członków. Może to się wydawać niewłaściwe, aby utożsamiać radość z zadaniem pozyskiwania i przechowywania dokumentacji codziennego życia w getcie. Działanie grupy rzucało jednak światło na trudną prawdę: w czasie kryzysu walka o przetrwanie urasta rangą do czegoś pięknego i świętego. Osoby tworzące archiwum ćwiczyły się w delikatnej sztuce. Kiedy próbowały ocalić to ziarno nadziei, jednocześnie z niezbędnym pragmatyzmem musiały zajmować się swoim tragicznym położeniem.

Dopiero w czerwcu 1942 roku, kiedy BBC użyło informacji zebranych przez Oneg Szabat, aby poinformować o rzeczywistej sytuacji w Polsce, Ringelblum przyznał się do nadziei na nieuchronność konsekwencji tego exposé: upadku nazistowskiego reżimu. W przypływie  optymizmu – któremu historia nie spieszyła się zadośćuczynić – Ringelblum o przemoc uczynioną przez nazistów oskarżył elity pochłonięte sobą. Zaprzysięgły marksista Ringelblum postawił na humanizm niemieckich mas. Był pewien, że kiedy tylko ponura rzeczywistość Polski okupowanej przez nazistów wyjdzie na jaw, ludzie powstaną przeciwko swojemu przywódcy. 

Kuchnia ludowa w warszawskim getcie

Żydowscy uchodźcy oczekujący w kolejce na zupę w schronisku przy ulicy Nalewki 33, fot. Yad Vashem

Żydowscy uchodźcy oczekujący w kolejce na zupę w schronisku przy ulicy Nalewki 33, fot. Yad Vashem

Ringelblum zaprosił Auerbach do wspólnoty Oneg Szabat. W zgodzie z wyznawaną przez siebie ideą łączenia pracy intelektualnej i zaangażowania społecznego Auerbach widziała naturalny związek pomiędzy pracą w kuchni i pracą w archiwum. Oświadczyła Ringelblumowi, że jej wkładem będzie kronika kuchni ludowej. Ta rola zapewniła jej szczególnie dobre miejsce do obserwacji: tysiące ludzi dziennie przechodzących przez kuchnię na ul. Leszno (w dniu otwarcia przyjęła 50 gości, nie minęło wiele czasu, gdy ich liczba wzrosła do 2 tysięcy). 

Być może Ringelblum pomyślał o tym, kiedy wybrał Auerbach do tej roli. Ufał jej zdolnościom sprostania wielu zadaniom jednocześnie: w charakterze pracowniczki społecznej i czujnej pisarki w terenie. Auerbach pisała sprawozdania w nocy, po dwunastogodzinnych zmianach, podczas których wydzielała towar na przetrwanie, złapana w nieustanny dialog z czymś, co opisała jako:

śpiew głodowy (…). Chóralny recital, którego nuty zapisane pozostaną w uszach tych, co go słyszeli, a żadną ze śmierci naszych potem nie umarli – do końca życia.
 

Grupa zbierająca się w każdą sobotę, żeby czcić „radość szabatu”, obierając strategie na rzecz polskich Żydów, składała się z wzorcowych zamlerów. Kontynuowali oni międzypokoleniową żydowską tradycję kolekcjonowania dokumentów dotyczących ich społeczności. 

Oneg Szabat ceniło logistyczne akcydensy (świadectwa urodzin, spisy ludności) na równi z anegdotami, opowieściami ludowymi, a nawet żartami. Sztuka kolekcjonowania była nieodłączną częścią większego świeckiego zwrotu w żydowskiej kulturze. Kolekcjonowanie oznaczało przyjęcie dnia codziennego, przekierowanie uwagi z szabatu na dni tygodnia, ze świętej księgi na wyrywkowe, prozaiczne doświadczenia pracujących, świeckich Żydów. 

Sama twórczość Auerbach ucieleśnia poetykę kolekcjonowania. Jej dziennik, który pisała w jidysz i po polsku – a który został zredagowany i przetłumaczony na język polski przez Karolinę Szymaniak i Annę Ciałowicz – pochłania wszystkie motywy i tematy.

Auerbach inwentaryzuje przedmioty na sprzedaż na pchlim targu i regularnie prześlizguje się do analizy własnych snów. Zgłębianie snów (niektóre z nich to koszmary, inne to po prostu enigmatyczne sekwencje fantazji) było dla niej sposobem autorefleksji, oferującym mechanizm obronny w stanach skrajnej presji. Jej wyobraźnia jest niezwykła i osobliwa:

Miałam ciasto w dzieżach, a gdy zabrałam się do wyrobienia go na bułki, ciasto rozkisło się na wszystkie strony, mnożyło mi się bez końca na stolnicy, w dzieży, w blachach, a przy tym nie stawało się rzadsze, tylko rozrastało się w tej samej pełni, czułam w palcach jego jędrność.

Drugi sen o kocie. Ja tak bardzo przecież lubię koty. Asocjacja domu, Łanowiec, świeżo prażonego mleka, ciszy wiejskiego popołudnia i tych wszystkich rzeczy, na których wspomnienie mogłabym się bez niczyjej pomocy rozpłakać, gdyby wrzesień 1939 nie zatkał był we mnie na tak długo – może na zawsze – źródła łez. 

W eseju, który napisała po wojnie, Auerbach jeszcze raz ucieka się do spisu jako narzędzia poetyckiego i odnotowuje wielką stratę, jakiej doznała. Robi to poprzez wymienianie tych, którzy zginęli.

Nazywa tych „prostych”

żyjątkami przykutymi do swej gleby. Tymi, którzy trzęśli się przed wizytą u dentysty, a prowadzono ich do komór gazowych. I dalej wymienia: dzieci świeżo wyklute, toczące się na pulchnych nóżkach (…) delikatne pęki nierozwinięte – jedenasto-, dwunasto-, trzynastoletnie (…). Pod nowymi imionami polskimi Sary i Rebeki, Rachele i Lee biblijne (…). Młodzi robotnicy, młodzi chalucowie (…) i ci Żydzi pobożni i uczeni w piśmie w kapotach czarnych (…) rzemieślnicy, furmani i tragarze (…) rzezimieszki (…) ojcowie rodów (…) sprzedawacze karmelków i sacharynek na kalekich stoliczkach.

Ta lista nie ma końca. Czyta się ją jak lamentację. W którymś momencie obsesję wyliczania przekłuwa rozpaczliwa myśl.

Co za przedsięwzięcie szalone – chcieć wymienić każdą kategorię ludzi żydowskich, którzy poginęli.

Rola Auerbach – kronikarki i pracowniczki społecznej – pokazuje ograniczenia archiwizowania jako wystarczającego antidotum na tragedię. Jednak z drugiej strony, nigdy nie wyrzekła się tego zadania.

Kronika getta warszawskiego

Trzy z dziewięciu metalowych pudełek oraz dwie bańki po mleku, w których znajdowało się Archiwum Ringelbluma, fot. Wikimedia

Trzy z dziewięciu metalowych pudełek oraz dwie bańki po mleku, w których znajdowało się Archiwum Ringelbluma, fot. Wikimedia

To, co wyszło spod rąk Auerbach i zemlerów z Oneg Szabat, było czymś w rodzaju amatorskiej socjologii tworzonej ad hoc w czasie rzeczywistym. Zbierali dane każdego rodzaju, prowadzili kwestionariusze dotyczące tyfusu, zachowywali karty żywnościowe, wiersze, wewnętrzne waluty krążące w getcie, afisze ogłaszające deportacje, relacje naocznych świadków obozów, socjologiczne badania getta, pocztówki, opaski naramienne, wpisy do pamiętników, podziemną prasę i cotygodniowe raporty o warunkach sanitarnych. Akcydensy były zmieszane z literaturą wysoką i intymnymi osobistymi dokumentami. W zardzewiałych bańkach na mleko i metalowych skrzynkach, w których archiwum zostało umieszczone i zakopane, każdy kawałek papieru miał taką samą wagę. 

Ten zbiór danych zapiera dech w piersi swoją dokładnością. Ponieważ z małych miejscowości deportowane były całe rodziny, getto warszawskie stało się sitem dla wiadomości sączących się z całej Polski. Dokumenty zawierały również najświeższe informacje z obozów, z których relacje szły podziemnymi kanałami. Getto warszawskie było magnesem dla wszystkich tych wiadomości, a Oneg Szabat z kolei stało się nadajnikiem do ich transmitowania. W ten sposób grupa ucieleśniła rolę, której Auerbach zawsze oczekiwała od swojej społeczności – rolę węzła łączącego odległe podmioty na rzecz stworzenia zjednoczonego frontu.

Nie była to bierna praca. Jej efektem miało być nie tylko zachowanie historii na przyszłość. Oneg Szabat angażowało się w akcje bezpośrednie, wśród których kolekcjonowanie to zaledwie część. Dla Auerbach oznaczało to zarządzanie kuchnią ludową i codzienne obliczanie, jak zmaksymalizować korzyści z dostępnych zasobów. 

Według jej relacji:

Jedynym rezultatem pracy naszej jest to, że całe getto nie wymrze od razu, że śmierć ulega pewnej reglamentacji.

W swoim raporcie, który dotyczył pierwszej fali masowych deportacji, członkini Oneg Szabat, Gustawa Jarecka, napisała:

Ten rejestr trzeba cisnąć jak kamień pod koła historii, żeby to przerwać…

(tłum. ZL)
Pisanie w obliczu śmierci stało się formą oporu, niemniej nie bardziej ważną od napełniania misek zupą. Auerbach zanotowała:

Moje pióro nie jest w stanie opisać grozy ludobójstwa, ale niech i tak będzie, jestem zmuszona pisać dalej.

(tłum. ZL)

Kiedy wojna nadal szalała, ich bezpośrednie akcje zaczęły mieć bardziej określony cel: Oneg Szabat zebrało pieniądze, aby kupić broń dla Żydowskiej Organizacji Bojowej. Kuchnia Auerbach stała się platformą dla zorganizowanego oporu, miejscem spotkań, na których planowano powstanie w getcie warszawskim.

Kuchnia ludowa działała do czasu Wielkiej Akcji do 23 lipca 1942 roku. Przypadło to na Tisza be Aw, żydowski dzień żałoby. Kiedy zaczęły się obławy, drzwi kuchni były nadal otwarte. Tłumy ruszyły ulicą Leszno. Auerbach opisała to jako „ucztę żebraków”, każdy, kto poprosił, dostał dokładkę. 

Przetrwanie i spuścizna Auerbach

Rachela Auerbach podczas przemówienia, fot. Yad Vashem

Rachela Auerbach podczas przemówienia, fot. Yad Vashem

W marcu następnego roku Auerbach uciekła na stronę aryjską, końcówkę wojny spędziła w ukryciu, w Końskich. Auerbach była jedną z trzech osób z Oneg Szabat, które przeżyły i po wojnie brała udział w zlokalizowaniu zakopanych dokumentów. Archiwa wydobyto w 1946 roku spod ruin szkoły na ul. Nowolipki, gdzie umieszczonych było dziesięć metalowych skrzynek. Druga partia została odsłonięta przez polskich pracowników budowlanych w 1950 roku. Zawartość – około 35 tysięcy stron. Morze wiedzy.

I tak Rachela Auerbach przetrwała. W latach powojennych pracowała dla Żydowskiej Komisji Historycznej i Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, a następnie w 1950 roku wyemigrowała do Izraela, gdzie zaczęła kierować działem świadectw w Instytucie Jad Waszem. Auerbach pomagała w przygotowaniu świadków do historycznego procesu Adolfa Eichmanna w Jerozolimie w 1961 roku. Sama również zeznawała. Kontynuowała nagłaśnianie opowieści innych, co często odwracało uwagę od jej własnej.

Auerbach miała niesamowitą umiejętność przekładania okoliczności niemożliwych do zniesienia na żywą prozę. Tutaj opisuje cień śmierci kładący się na jej lud:

Wszelkie instynkty życiowe tkwiące w masie porwanej w wir kataklizmu – obnażone, skłębione, spienione. Egoizm, brutalny pęd do utrzymania się na powierzchni za wszelką cenę, ratowania własnego życia, choćby kosztem cudzego – na jednym biegunie. A na drugim – porywy najwyższego poświęcenia za najbliższych, solidarność zgonu nawet z tymi, którzy bliskimi nigdy nie byli. Wszelkie afekty dramatycznie przejaskrawione, smagane biczem lęku, grozy, obłędnej aktywności. To znowu przechodzące w przeciwieństwo swoje – bierne opuszczenie rąk, w determinację.

Odsłonięcie tablicy z nazwą ulicy Ringelbluma przez Rachelę Auerbach w Tel Avivie, fot. Yad Vashem

Światowa tragedia, w którą Auerbach była uwikłana może czasem przysłaniać jej przedwojenną twórczość oraz zdolność do prześlizgiwania się pomiędzy tematami. Jej pióro wędrowało od psychoanalizy przez krytykę literacką po modernizm. Stworzyła podstawy dla takiej formy feminizmu, która wyprzedza współczesne apele o intersekcjonalność.

Praca Auerbach jest trudno dostępna w języku angielskim, oprócz wybranych fragmentów przełożonych przez Samuela Kassowa i Seymoura Levitana (chociaż trwają prace nad następnymi). Można mieć tylko nadzieję, że dzięki niedawnej inicjatywie rozsławienia Auerbach, podjętej przez badaczy Karolinę Szymaniak i Samuela Kassowa, jej proza dotrze niedługo do wielu czytelników.

Rachela Auerbach – literatura jako praca społeczna oraz kuchnia ludowa getta warszawskiego

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Dzień dobry,
    też jestem zafascynowana postacią Racheli Auerbach. Napisałam powieść (w j. polskim) pt. „Bohaterki drugiego planu. Buchholtz, Auerbach oraz Berman” https://www.wydawnictwocm.pl/ewa-malkowska-bieniek-bohaterki-drugiego-planu-buchholtz-auerbach-oraz-berman-p-713.html .
    Mam nadzieję, że trafi do szerszego grona czytelników niż opracowania naukowe i spopularyzuje postać Racheli Auerbach.
    Z poważaniem Ewa Małkowska-Bieniek

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.