CYTRYNKI LATAJĄ

 

Pojawił się na parkingu ośrodka olimpijskiego w Cetniewie jak zjawa: odrestaurowany do ostatniej klamki czarny samochód, którym zaraz po wojnie jeździła francuska policja, a w jego luksusowym wydaniu ministrowie socjalistyczno-komunistycznego rządu francuskiego.


 

Citroen BL 11, znany z francuskich filmów kryminalnych, na który w Polsce mówiło się „cytrynka”, trafił również do garaży polskiej ubecji; tymi ośmiocylindrowymi, hebanowymi gazelami, 160 kilometrów na godzinę, goniono podejrzanych obywateli Polski Ludowej.

Klikałem mu komórkowe zdjęcie (na końcu tekstu) i zatrzymała się moja klatka filmowa z napisem „1959”. Odwiedzałem wtedy w Maroku przyjaciół Andrzeja i Hankę Kamińskich, którzy pracowali w marokańskim radiu w Rabacie. Miałem ze sobą najdroższy polski aparat fotograficzny EXACTA produkcji NRD. Andrzej sprzedał go francuskiemu przyjacielowi, a tamten po wręczeniu mi 200 dolarów, powiedział: możesz za to kupić mocno używany BL 11,

Z bramy pałacu sułtańskiego w Rabacie wyszedł mi na spotkanie Marokańczyk i opowiedział historie stojącej pod murem zardzewiałej cytrynki: należała do premiera rządu marokańskiego, który jeździł nią kilkanaście lat zanim dostał posadę z samochodem służbowym (rozmawiałem z szoferem premiera), a który teraz chce go sprzedać tanio, byle szybko, bo pod pałacem długo stać nie może.

Cytrynka miała tyle lat co ja, rok produkcji 1937, nie udało nam się jej uruchomić, więc odstawiliśmy ją do portu w Casablance, skąd za kilka miesięcy miał odpłynąć do Szczecina polski frachtowiec.

Wróciłem do Polski i prawie zapomniałem o tym sprawunku, gdy obudził mnie nad ranem telefon celnika ze szczecińskiego portu: przyszło coś na pana nazwisko, niby samochód, ale w takim stanie, że będziemy musieli go przeszukać na okoliczność przemytu, bez pana nie możemy tego zrobić.

Jakby zachłystując się polskim powietrzem, cytrynka odpaliła i z przyjacielem z radia Tadziem Prociem przy kierownicy, ruszyliśmy w kierunku Warszawy, tablice mieliśmy arabskie. Nie było człowieka na stacjach benzynowych, który nie chciał usłyszeć historii tego samochodu.

– Żyjecie cudem – powiedział warszawski mechanik – wszystkie przeguby są w rozsypce, dalsza jazda to oczekiwanie na śmierć, niestety jedyne części do cytrynek są w magazynach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wiele lat temu wycofali te samochody z obiegu, mogły im zostać jakieś części do przegubów, ale ja tam nie pójdę, bo boję się, że mnie wsadzą za nielegalny handel samochodami.

Należałem do niewielkiej części społeczeństwa, która nie bała się ubeków. Z moją filmową wyobraźnią traktowalem ich jak postacie z filmu kryminalnego, które udawały, że coś robią. Z takim uczuciem żegnałem się z magazynierem garażu MSW zadowolonym, że pozbył się niepotrzebnego balastu. Nie mieli na to ceny, więc nie mogli wziąć pieniędzy, podpisaliśmy „protokół zniszczenia”.

Następne dwa lata upłynęły pod znakiem jednej udanej podróży po krajach bałkańskich, ale też niekończących się napraw i kończących się części w bezpiece, Urząd celny nie wiedział jak oclić te ruinę, więc zostały mi arabskie tablice „w tranzycie” i zafascynowanie przechodniów, bo coś takiego nie jeździło dotąd po Warszawie.

Przez ostatni rok mój policyjny gazik stal już tylko na klockach, a wtedy pojawił się kupiec z ogłoszenia: „Citroen BL 11 na arabskich numerach – sprzedam”.

Nie wchodziło mi do głowy, że on coś z tym wrakiem może zrobić – zapewnił mnie jednak, że wie, co kupuje.

Te cytrynki, proszę pana, latają!

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

http://studioopinii.pl/cytrynki-lataja/

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: