„Na Wandę Kronenberg zachorowało wiele osób, głównie facetów”. Oto najgroźniejsza polska agentka

Na zdjeciu Wanda Kronenberg

Kiedy wybucha wojna, córka barona Kronenberga ma 17 lat. Jej rodzinny pałac zostaje spalony, a żydowskie pochodzenie jest jak wyrok śmierci. Ale Wanda nie myśli o ucieczce i wierzy, że przechytrzy wszystkich. Przepiękna baronówna donosi NKWD, pisze meldunki dla AK, jest prawą ręką asa Gestapo.


Drży. Mokra pościel lepi się do jej ciała niczym brudny całun. Nie ma siły się ruszyć. Chciałaby zawołać o szklankę wody, ale nic z tego. Nie może nawet otworzyć ust. Oczu też nie. Poza tym nie chce. Boi się, że światło wstrzeli się długim jęzorem i rozsadzi jej czaszkę*.

„Odys” krząta się w kuchni. Rześki, zadowolony z siebie i z wczorajszego wieczoru. (…) Wanda prostuje nogi. Próbuje rozciągnąć ścięgna i mięśnie, chce się odwrócić na plecy. Jest jak manekin, którego obsługa sklepu zamierza dopiero ubrać i postawić w okiennej wystawie. „Odys” patrzy na nią rozbawiony, dojadając jabłko. Czuje, że cała się klei. Kochali się wczoraj z atrakcjami. Chłopak strzelił korkiem od szampana w obraz pradziadka. Wielki Leopold nawet nie drgnął, dalej łypał srogo spod krzaczastych brwi. A potem mimo jej protestów „Odys” wylał na nią pianę z butelki. Wszystko zalał tym szampanem, kretyn. (…)

„Odys”, co za głupi pseudonim. A ona? Na tym spienionym morzu pościeli wygląda żałośnie – jak martwa syrena. Tańce w Adrii, porywający śpiew Cyganów, występ derwiszów, wielbłądy, no i ten koncert orkiestry Scotta. Obrazy migają jej przed oczami. To była szalona czerwcowa noc, być może jedna z ostatnich w tej Warszawie. Jednak Wehrmacht potrafi się bawić, nawet gdy podaje tyły. (…) Czerwona bestia nadchodzi. Miażdży kolejne niemieckie dywizje, połyka gigantyczne połacie ziemi. Na nic się zdała potężna linia obronna w lasach i błotach pińskich. Rowy przeciwczołgowe, transzeje z betonu i stali, poukrywane działa. W huku dział, terkocie karabinów, z chrzęstem gąsienic pełznie czerwona zaraza. (…)

Słychać kroki. „Odys” staje przed nią. Też jest nagi, nie licząc oficerek. Debil, wyciągnął je z szafy gospodarza. Nie wygląda na to, żeby miał kaca. W wyglansowanych butach robi krok w przód, krok w tył, wspina się lekko na palce, niezdarnie naśladując kroki w walcu. Obraca się, pokazując ślady szminki na gołym tyłku. – Ta mała piła dziś. i jest wstaawioona, kto nie chce wierzyć mi, niech się przekoona. – zaczyna śpiewać. Fałszuje. Wanda nie może unieść głowy, widzi tylko włosy na jego udach.

– Przestań! – Zamiast krzyku z jej ust wydobywa się chrapliwy szept.

– Rozkoszny szmerek w pijanej główce maa, więc jak cukierek, rozkoszne usta wszystkim daa… „Odys” przestaje się kręcić i pada na mokrą pościel. – Wiesz, że ta Pogorzelska to była Niemka? Świetny kawałek. Niemcy to muzykalny naród. Widziałaś wczoraj, jak się wygłupiali?! Mając Stalina na karku!

Dziewczyna nie odpowiada. I wtedy on zmienia ton.
– Masz? – pyta ostro.
– Mam. 
Odpowiedź też jest stanowcza. Jakby Wanda w mig wytrzeźwiała.
– Gdzie? 
– W biurku. 
„Odys” znika za wielkimi rozsuwanymi drzwiami.
– Ilu? 
– Nie wiem, nie liczyłam. Koło stu.

Chłopak przegląda listę. Nazwiska, przy nich adresy. Komuniści. Lista jest niemiecka, całkiem świeża. Gestapo sporządziło ją zaledwie miesiąc temu. – Nu ładna, ładna. – Chłopak jest zadowolony. Powinni uporać się z robotą w miesiąc. Zastrzeli się z dziesięciu, dla postrachu. Reszta niech pozrywa kontakty i spi***ala. Do swojego kochanego Soso. Do matuli Rosiji.

Calosc TUTAJ

Michał Wójcik

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: