Władymir Putin (Gavriil Grigorov / AP)
Putin zawarł sojusz między rosyjskim imperializmem a radykalnym islamem.
Pisarz i filozof, człowiek instytucja, a także największy celebryta pośród francuskich intelektualistów, który nakręcił swój trzeci już film dokumentalny o Ukrainie, twierdzi, że „Rosja, która już całkiem otwarcie próbuje rozpętać wojnę światową przeciwko Zachodowi, stała się siłą w niebezpieczny sposób sprzęgającą z rosyjskim także chiński, irański i turecki imperializm”.
Nowy dokument Bernarda-Henriego Lévy’ego o Ukrainie to dziennik z linii frontu, poniekąd hymn dla narodu obywateli-żołnierzy oderwanych od zwykłego życia i zmobilizowanych do walki z najeźdźcą. Premiera filmu, który 14 listopada został wyemitowany na antenie France 2, odbyła się parę dni wcześniej w Paryżu w obecności pierwszej damy Ukrainy Ołeny Zełenskiej.
„Putin, Xi Jinping, Erdogan, Chamenei, wraz z sunnickimi talibami i Hamasem, postanowili przekształcić porządek geopolityczny na swoją korzyść. Dostrzegli swoją szansę na przeforsowanie nowej konfiguracji”, ostrzega Lévy. Skupił się na rzadko zauważanym wątku: tworzonym przez ideologów Putina, takich jak Aleksander Dugin, „ideologicznym” sojuszu prawosławnego mesjanizmu z mesjanizmem muzułmańskim. Lévy jest przekonany, że Kreml wiedział wcześniej o ataku na Izrael 7 października.

Bernard-Henri Lévy podczas kręcenia filmu dokumentalnego 'L’Ukraine au coeur’ Fot. Marc Roussel
***
W pana filmie uderzyło mnie, pod jak wielkim wrażeniem ukraińskiego ruchu oporu pan pozostaje.
– To prawda. Dobrze znam Ukrainę. I podziwiam ją już od czasu rewolucji na Majdanie w 2014 r. Zachwycił mnie wtedy rozmach i spontaniczność tego wydarzenia. W historii nie tak znów często obserwujemy na własne oczy takie imponujące momenty zwrotne.
Mówi pan o „pojawieniu się narodu, który w walce z agresorem na nowo odkrył zapomniany już w Europie smak bohaterstwa”.
– Zostałem wychowany przez ojca w kulcie Wolnej Francji, pierwszych gaullistów, ochotników Armii Afrykańskiej, a wcześniej Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii. I tego samego ducha odnajduję w Ukrainie, podobny zbiorowy heroizm. To jest to, co Marc Roussel i ja sfilmowaliśmy w okopach i na froncie, gdzie od prawie dwóch lat wielomilionowy naród przypomina światu maksymę z dawnej rewolucji meksykańskiej: „Lepiej ryzykować życie, stojąc, niż żyć na kolanach”.
Powtarza pan też, że stawka jest większa niż tylko los Ukrainy.
– Nie ja to mówię, tylko Ukraińcy. Zadaliśmy im wszystkim pytanie Franka Capry: „O co walczycie?”. Wszyscy odpowiadali: „Za nasz kraj i za Europę”. Albo: „za naszą wolność i wolność świata”. Stawka tej walki jest globalna, bo Ukraińcy walczą z Rosją, która właśnie próbuje rozpętać wojnę światową. Jeśli Putin miałby tu wygrać, to naprawdę byłby koniec Europy, koniec autorytetu Zachodu, promieniowania jego, naszych wartości.
Celem Putina nie jest podporządkowanie Ukrainy, tylko konfrontacja z Zachodem?
– Przecież to właśnie on i jego ideolodzy powtarzają od dwudziestu lat. Nie chcieliśmy tego słyszeć ani rozumieć. Putin, kagiebista, nienawidzi Zachodu, który wyciągnął rękę do Rosji po upadku muru berlińskiego i zaoferował jej każdą możliwą formę stowarzyszenia. A jeszcze bardziej nienawidzi tego aspektu Zachodu, który tkwi w umysłach i aspiracjach świata niezachodniego.
Zachodu jako symbolu wolności?
– Tak, ponieważ Zachód jest nie tylko pojęciem geograficznym, ale i metafizycznym. Jest pewnym regionem świata, ale głównie pewnym sposobem bycia. Regionem, w którym mówi się coś bardzo prostego, choć Europa chora na nienawiść do siebie samej z coraz większym trudem to słyszy: wolność jest lepsza niż niewola. Ustrój polityczny i społeczny oparty na równości płci jest lepszy niż ten oparty na poniżeniu kobiet. I jeszcze: demokracja parlamentarna jest lepsza od „orientalnego despotyzmu”, o którym po Monteskiuszu pisał wielki historyk Chin Karl Wittfogel.
Akcja filmu toczy się na linii frontu od czerwca do września 2023 r. Co pan sądzi o pesymistycznej ocenie kontrofensywy dokonanej przez dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerija Załużnego? Mówi w „The Economist”, że nastąpił impas i potrzeba cudu technologicznego, by go przełamać.
– Mieliśmy już do czynienia z psychologicznym cudem: bohaterstwo Zełenskiego, potem zryw Ukraińców i ich męstwo. Teraz potrzebujemy drugiego cudu, w sumie znacznie łatwiejszego niż pierwszy, i nie jestem pewien, czy jest on naprawdę „technologiczny”. Chodzi o to, by Ukraina wreszcie dostała samoloty F-16, bez których nie da się pójść do przodu. Zachód robi bardzo dużo – ale to wciąż zaledwie tylko tyle, żeby Ukraina nie upadła. A za mało, żeby wygrała. I cały czas za późno. Razem z moją ekipą badaliśmy sytuację na linii frontu w Donbasie. Liczyliśmy amunicję. Ukraińcy za każdym razem mieli zapasy na kilka dni. W niektórych miejscach na tydzień. Pomoc z Zachodu spływa kroplami.
Uwaga Ameryki zwraca się gdzie indziej. To alarm dla Europy, nie tylko Ukrainy [GARTON ASH]ZAPISZ NA PÓŹNIEJ
Zachód przyhamował z pomocą, bo boi się scenariusza, który doprowadzi do eskalacji nuklearnej lub ryzykownej implozji Rosji?
– Na razie to jedyny prawdziwy sukces Putina. Udało mu się wsączyć w nasze żyły przekonanie, że Rosja jest krajem niebezpiecznym, gotowym na wszystko. I że zbyt wielka porażka pogrąży ją w chaosie podobnym do tego po rewolucji 1917 roku lub upadku muru berlińskiego. Zważywszy na globalny kontekst geopolityczny, w jaki wpisuje się ta wojna, ja bym się z takiej perspektywy cieszył. Jestem jak François Mauriac, który tak bardzo „kochał” Niemcy, że nie przeszkadzało mu po klęsce nazizmu powstanie aż dwóch niemieckich krajów…
Chce pan powiedzieć, że politycy, na przykład w Pałacu Elizejskim, nie rozumieją tych globalnych ram działań Kremla?

Bernard-Henri Lévy z ukraińskimi żołnierzami w pobliżu Bachmutu podczas kręcenia filmu dokumentalnego 'L’Ukraine au coeur’ Fot. Iaroslav Prokopenko
– W Paryżu akurat rozumieją je lepiej niż gdzie indziej. Ale martwię się o Waszyngton, zwłaszcza po wyborach, a także, oczywiście, o to słynne globalne Południe, gdzie, jak się wydaje, nie rozumieją, że dzisiejszy imperializm z jego szlakiem grabieży, morderstw, upokorzeń i uzależnień jest chiński, turecki, irański, islamski i oczywiście rosyjski.
Wspomniał pan o Iranie i islamskim fundamentalizmie. Jak odnieść konflikt ukraiński do kryzysu na Bliskim Wschodzie, który wybuchł wraz z atakiem Hamasu 7 października?
– Hamas to organizacja z ducha nazistowska, która nie istniałaby bez strategicznego i finansowego wsparcia Iranu. A za Iranem przecież stoi Rosja. Ukraińcy o tym wiedzą. „Kiedy ty kręcisz ten film – powiedzieli mi – Ławrow rozmawia z Hamasem, a w Bejrucie, z błogosławieństwem Putina, toczą się rozmowy między Hezbollahem, irańskimi instruktorami i mordercami z Hamasu”. Jestem przekonany, że Rosjanie wiedzieli o planie ataku na Izrael. I Ukraińcy też tak myślą.
Putin utrzymywał równowagę między swoimi relacjami z Izraelem a licznymi powiązaniami z Hamasem, Hezbollahem, Iranem. Po ataku Hamasu mocno zdystansował się od Izraela.
– Nigdy nie wierzyłem w tę sympatię Kremla dla Izraela. Czytałem teksty otaczających Putina ideologów. Kilka lat temu w Amsterdamie brałem nawet udział w debacie z Aleksandrem Duginem, jednym z ich liderów i teoretykiem eurazjatyzmu. On ma dwa kompasy – antysemityzm i, oczywiście, antyzachodniość. Zawsze powtarzał, że Izrael jest lokajem Stanów Zjednoczonych, a syjonizm – plagą tego świata. 7 października, w dniu ataku Hamasu, wrzucił tekst na Twitterze. Ani słowa o ofiarach. Żadnego potępienia terroryzmu. Tylko pochlebne zdania na temat „mesjanizmu” w radykalnym islamie.

Bernard-Henri Lévy przy czołgu dostarczonym przez Szwedów Fot. Marc Roussel
Jak uzasadnia pan ten sojusz islamizmu z antysemityzmem? Czy to tylko frustracja zbyt długą dominacją Zachodu, walka z nowoczesnością?
– Dugin, śladem ideologów nazizmu, usprawiedliwia antysemityzm „korumpującym” charakterem „żydowskiego fermentu” mającego na celu rozpuszczenie najsilniejszych organicznych tożsamości. Zaczynając od „tożsamości rosyjskiej”. I „imperialnej” tożsamości muzułmańskiej.
Ale czy sojusz z muzułmańskim radykalizmem nie jest przede wszystkim narzędziem Kremla? Rosyjskie prawosławie nie łączy się dobrze z muzułmańskim fundamentalizmem.
– Tak by się wydawało, prawda? Na tym polega „oryginalność” putinizmu. Używa prawosławia, by uzasadniać, dlaczego wrogiem Rosji jest katolicyzm i judaizm. A najbardziej znienawidzonym przez tych „wielkoruskich” ideologów – nazywających katolicyzm „łacińską herezją” – elementem chrześcijaństwa zachodniego jest zasadniczy rozdział między tym, co boskie, a tym, co cesarskie. Dlatego opowiadają się dziś za wielkim sojuszem dwóch mesjanizmów, rosyjskiego i muzułmańskiego.
Związek Radziecki dekadami finansował arabski, a zwłaszcza palestyński terroryzm.
– Wszystkie palestyńskie ruchy terrorystyczne były finansowane z ukrycia przez KGB. Ale to było doraźne, pragmatyczne w czasie zimnej wojny, natomiast wraz z Putinem przeszliśmy na wyższy, bardziej ideologiczny poziom. To nie przypadek, że na początku wojny w Ukrainie Putin opierał się na dwóch nogach – Prigożynie i myślącym jak on obozie ultranacjonalistycznym oraz Kadyrowie, watażce, który w oddanej mu we władanie Czeczenii wprowadził terror i prawa szariatu.
Czy to Rosja jest teraz siłą stojącą za „międzynarodówką resentymentu”, z Chińczykami w tle, o czym świadczy kolosalny wzrost antyizraelskich wypowiedzi na TikToku?
– Zarysowała się już dość wyraźnie międzynarodówka, która postanowiła zdobyć serca globalnego Południa. Z jednej strony mamy Stany Zjednoczone, Europę i tych przedstawicieli reszty świata, którzy podzielają nasze wartości. Z drugiej strony Putin, Xi Jinping, Erdogan i Chamenei, którzy wraz z sunnickimi talibami i Hamasem postanowili zmienić porządek geopolityczny na swoją korzyść. To nowa konfiguracja.
Szczególnie niepokojące jest to, że podział przebiega już także przez kraje Zachodu. Jak obserwujemy od 7 października, zarówno na amerykańskich kampusach, jak i w wielu dzielnicach Paryża ludzie głośno wspierają Hamas i otwarcie szczują na Żydów, Izrael i zły, biały, pouczający, ale obłudny Zachód.
– Co, nawiasem mówiąc, oznacza, że jeśli faktycznie mamy do czynienia z „wojną cywilizacji”, to znowu nie ma ona wcale charakteru geograficznego, tylko toczy się w głowach, w naszych głowach, w naszych miastach. A Putin i Erdogan nieprzerwanie dolewają oliwy do ognia. Za epidemią antysemickich graffiti na ulicach Paryża prawdopodobnie – według naszych służb – stoją Rosjanie. Przypominam, że w tej bitwie Ukraina jest z nami.
W swoim filmie pokazuje pan podobieństwa łączące dziś sytuację Izraela i Ukrainy.
– Owszem, poprzez scenę z młodymi żołnierzami Sił Obronnych Izraela, z odsłoniętymi twarzami, którzy walczą ramię w ramię z elitarną ukraińską jednostką.
Pokazuje pan także odrodzenie żydowskiego życia w Ukrainie. Czy przepracowuje się tam złą przeszłość?
– To przeszłość potworna. Ale jedna z różnic między Rosją a Ukrainą polega na tym, że Ukraina rozpoczęła pracę nad pamięcią, żałobą i pokutą. I widzimy już skutki – synagogi w Dnieprze i Odessie, gdzie ludzie z dumą modlą się i uczą.
Jest w filmie scena, w której ranny żydowski żołnierz robi pompki w synagodze w Dnieprze, bo chciałby jak najszybciej wrócić do akcji…
– A przy okazji został idolem moich ukraińskich pomocników: wszyscy walczyli o zaszczyt zrobienia sobie z nim selfie.
Wspomina pan o Ukraińcach, którzy pomagali przy filmie. Jak został tam pan przyjęty jako Francuz? W pewnym momencie żołnierze demonstrują ironicznie „postawę bojową”, zwaną postawą Macrona…
– Od początku wojny widzieli, jak przyjeżdżam, a potem znów wracam, spędzam czas w terenie i przynajmniej w ułamku dzielę ich życie. Wiedzą, że jestem ich przyjacielem.
Kolejna niezapomniana scena to rozmowa z trzema rosyjskimi jeńcami.
– Są tak godni pożałowania! Nieprzygotowani do brzemienia, jakim jest ta inwazja. Traktowani przez swoich jak niewolnicy. Nie mają cienia pojęcia, dlaczego walczą w tej wojnie. Chciałbym, żeby Francuzi zobaczyli ten fragment i zrozumieli, jak zdemoralizowana jest „druga co do wielkości armia świata”, ta armia, która zdaniem wielu z nas jest niezwyciężona…
Ale czy w obrazie bohaterskiej Ukrainy są jakieś rzeczy, które budzą pana niepokój co do przyszłości? Françoise Thom, specjalistka od Rosji, obawia się zjawiska, jakie obserwowano u francuskich żołnierzy po powrocie z wojny 1914-18. Bezmiar strat zrodził pacyfizm, który doprowadził potem do klęski.
– To możliwe i wszystko mnie martwi: zniszczone życie tylu ludzi, nieodwracalne szkody wyrządzone ciałom i duszom, ruiny. Nie wiem, jak można dojść do siebie po takich doświadczeniach. Ale żołnierze się trzymają. Zachód jest zmęczony tą wojną, której nie prowadzi i którą ogląda z fotela. Nie oni.
Sugeruje pan, że gdyby coś takiego spotkało Europę, nie będzie w nas takiej samej zdolności do walki?
– Nie wiem. Wystarczy spojrzeć na to, co wydarzyło się ostatnio w Afryce, skąd rejterujemy. Jesteśmy zbyt pasywni. A jednak mam nadzieję, wierzę, że znajdziemy w sobie taką siłę. Dlatego właśnie nakręciłem ten film. Żeby pokazać tutaj, we Francji, przykład oporu, tak nieoczekiwanego.
Mówi pan w filmie: „Ja odchodzę, a oni zostają”. Czy nie kusiło kiedyś pana, by zostać i samemu chwycić za broń?
– Raz, 30 lat temu, w czasie oblężenia Sarajewa. Zasugerowałem bośniackiemu prezydentowi pomysł stworzenia międzynarodowej brygady. Uśmiechnął się i powiedział: „Mamy żołnierzy, których potrzebujemy; jeśli ty wiesz, jak trzymać kamerę, to ten obraz może być wart tysiąca karabinów”. Wtedy nakręciłem swój pierwszy film dokumentalny.
Mówił pan wcześniej o galerii bohaterów. Którzy są dla pana najważniejsi?
– Wolna Francja de Gaulle’a, o której już wspominaliśmy. Ale też międzynarodówka pisarzy, którzy są zarazem ludźmi czynu i którzy fascynowali mnie od najmłodszych lat: Malraux, Lawrence z Arabii, Orwell, Hemingway z czasów hiszpańskiej wojny domowej i oczywiście mistrz ich wszystkich, lord Byron.
Jak w tym kontekście odbiera pan zarzuty o narcyzm?
– Śmieję się z tego. Od 50 lat staram się rzucić nieco światła na zapomniane ofiary i bohaterów współczesnych wojen. Emmanuel Levinas nazywał to stawaniem się zakładnikiem Innego, które pochwalał.
Michel Foucault nazwał to „parrêsia”. Po grecku: „odwaga mówienia prawdy”. Ale „pilna potrzeba” też wystarczy, żeby wyjaśnić, dlaczego jeżdżę z kamerą na te wojny.
Boi się pan tego, co dzieje się we Francji? Rosnącej przemocy, komunitaryzmów, antysemityzmu?
– Boję się dwóch rzeczy. Ataków antysemickich. A potem, zważywszy na podsycany przez skrajne poglądy klimat nienawiści, wojny domowej w jakimś kraju na Zachodzie.
tłum. Sergiusz Kowalski
Bernard-Henri Lévy: Kreml był uprzedzony o ataku Hamasu
Kategorie: Uncategorized



Potym jak ten uczeń czarnoksiężnika przyczynił się walnie do wojny w Libii i do chaosu w Afryce i poza nią, przestałem go brać poważnie. Widać zresztą że gada szybciej niż myśli: Putin wiedział o 7 października.