„ZAWSZE CIESZY MNIE WIDZ ZDENERWOWANY”

DYBUK  Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich Warszawa Reżyseria: Maja KleczewskaObsada: Marcin Błaszak, Ewa Tucholska, Piotr Stramowski, Izabella Rzeszowska,Dawid Szurmiej, Piotr Chomik, Magdalena Koleśnik, Wanda Siemaszko, Rafał Rutowicz, Piotr Sierecki, Marek Węglarski, Joanna Przybyłowska, Jerzy Walczak,Henryk Rajfer, Gołda Tencer, Genady Iskhakov, Barbara Szeliga,

Maja Kleczewska mówi w wywiadach, że nie ma w sobie sentymentalizmu. Tymczasem jej nowa realizacja dowodzi, że jest to kokieteria. „Dybuk” An-skiego w jej reżyserii jest przypomnieniem słynnego dramatu doskonale poszerzonego przez Łukasza Chotkowskiego o motywy pamięci o ofiarach Holokaustu. Ofiarach zarówno z getta na warszawskim Muranowie, gdzie obecnie znajduje się Teatr Żydowski, jak i z wielu innych miejsc na świecie, w których podczas II wojny światowej zostały zamordowane miliony Żydów. Cudowna historia o miłości zamieniła się we wzruszający apel pamięci, przedstawiony w charakterystyczny dla młodej reżyserki sposób. Nie zaproponowała ona stuletniego dramatu w kostiumie z epoki, ale zrealizowała performance z pogranicza różnych gałęzi sztuki: wizualnej, wideo, popkultury, animacji i muzyki.

Przedstawienie rozgrywa się na scenie, która jest odtworzeniem sali prób Teatru Żydowskiego. Tłem są typowe dla tego pomieszczenia lustra, które jednocześnie stanowią ekran dla prezentacji wideo. Skromne pomieszczenie wypełniono tłumem postaci z wyglądu tak przeciętnych, że czasami trudno nam pojąć, kto gra ducha, a kto postać żywą. Każda z tych postaci jest w przedstawieniu wykorzystana i odgrywa w nim ważną rolę. Tym razem realizatorzy nie pokazali przeciągających się scen chóru, które pamiętamy z przedstawienia „Marat/Sade” w Teatrze Narodowym. To nie ta sztuka, nie to miejsce i nie te czasy. Przedstawienie jest zwięzłe, a akcja – chronologiczna. Maja Kleczewska to zwierzę teatralne: świetnie wplata w przedstawienie słynny rytuał poświęcony zmarłym, przeniesiony z „Dziadów” Adama Mickiewicza. Jesteśmy więc świadkami najprawdopodobniej pierwszego w historii przeniesienia tradycji i elementów kultury polskiej do inscenizacji dzieła literackiej klasyki żydowskiej. Rytuał jest jednak dostosowany do epoki i ofiar, których dotyczy.

Według tradycji żydowskiej dusze tragicznie zmarłych, nie mogąc dokończyć przeznaczonego im życia, wędrują niewidzialne po świecie i szukają możliwości podczepienia się jako dybuki pod osoby żywe, aby razem z nimi wypełnić pozostałe lata. Przejmujący pomysł, szczególnie pokazany w miejscu naznaczonym krwią tysięcy zmarłych w getcie. Tekst zostaje wiernie zachowany. Poza tym „Dybuk” grany jest w języku polskim, momentami w jidysz, a modlitwy odmawia się po hebrajsku. Tworzy to pewien zamęt dla widza, ale w słuchawkach można posłuchać tłumaczeń, więc co jakiś czas sięgamy po nie. Ruch jest potrzebny widzowi, gdyż kondensacja wrażeń podczas dwugodzinnego przedstawienia przytłacza każdego. Jednocześnie tłumaczenia pozwalają zrozumieć treść modlitw, a także wyjaśniają, dlaczego tragicznie zmarłym Żydom zależało na odmówieniu za nich jednej z najważniejszych w judaizmie – kadiszu.

Zgodnie z modą, panującą ostatnio w teatrze, aktorzy mówią do ścian. Ograny przez zespół jest właściwie każdy element dekoracji. Na scenie dzieje się bardzo dużo. Do interpretacji roli służą artystom ściany, drzwi, okna, a nawet parapety. Każdy rekwizyt, nawet krzesło czy najmniejsza część garderoby zostaną wykorzystane w przedstawieniu bardzo skutecznie. Nawet lustro potrafi stać się przezroczyste, dzięki czemu możemy zobaczyć za szybą śpiewającego rabina.

Aktorstwo stanowi bardzo mocną stronę przedstawienia. Henryk Rajfer obsadzony jako rabbi-terapeuta jest postacią popkultury rodem z amerykańskiego filmu. Taka interpretacja roli zmienia poważną dotychczas wymowę „Dybuka”. Pokazuje humor żydowski i jego lekkość, nawet kiedy historia opowiadana jest w sposób mocno dosadny. To chyba jedyny moment do śmiechu w całej sztuce. Wspaniałą kreację stworzyła Joanna Przybyłowska w roli ducha matki. Może kreacja ta jest zasługą reżysera, a może bardziej wrażliwości artystki, która potrafi pokazać wielką sztukę nawet w roli drugoplanowej. Magdalena Koleśnik to młoda aktorka, która gra współczesną Leę, inną od pokazanej kiedyś w tym teatrze przez Gołdę Tencer i Joannę Przybyłowską. Śliczna dziewczyna, opętana przez ducha, raz jest smutna, kiedy indziej radosna, a przede wszystkim w sposób widoczny nosi w sobie nieszczęście młodego zamordowanego Żyda, który wykorzystuje jej ciało do przekazania swoich skarg. Dodajmy, że ten duch nie jest bynajmniej grzecznym chłopcem. Gra Magdaleny Koleśnik jest przejmująca, wywołuje dojmujący ból, który przenika każdego wrażliwego widza. Na scenie pojawia się sama Gołda Tencer, która wstrząsająco, spokojnym głosem, opowiada o tragedii i cierpieniu. W tym przedstawieniu nie ma miłych chwil. Nie ma też zapowiadanej przez oponentów teamu Kleczewska/Chotkowski nagości męskiej i damskiej. Ta, która przez chwilę się pojawia, wynika z interpretacji tekstu, a nie potrzeby epatowania golizną. Spektakl przywołuje nasze lęki i konfrontuje je z pamięcią o tych, którzy odeszli. Konfrontacja potrzebna jest szczególnie młodemu pokoleniu. Może właśnie dlatego pojawia się w spektaklu tyle elementów popkulturowych, które przecież najlepiej przemawiają do wyobraźni młodych: smętny śpiewak, atrybuty lalkarskie na scenie czy kolorowe animacje. Każda droga jest właściwa, żeby pobudzić wrażliwość widzów. Maja Kleczewska powiedziała kiedyś: „do teatru idzie się po to, żeby zanurzyć się w sobie, poczuć coś, czego nie ma się odwagi poczuć w samotności, skonfrontować z demonami. Dlatego zawsze cieszy mnie widz zdenerwowany, bo to oznacza, że pojawiła się emocja, że włącza się mechanizm obronny”. W najnowszej realizacji „Dybuka” jest element sentymentalny, który pozwala odbiorcy uronić w ciemności łzę. Demony widzimy na scenie, w nas rośnie wzruszenie i pozostaje pamięć. Ten spektakl, na złość Mai Kleczewskiej, może się widzom podobać.

autor tekstu: Wojciech Giczkowski

http://teatrdlawas.pl/recenzje/3791-zawsze-cieszy-mnie-widz-zdenerwowany

Przyslal Heniek Rajfer

heniek rajfer

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: