Eric Zemmour: Samobójstwo Francji

zemmomurNiemcy po raz kolejny niszczą Europę. Od obłędu czystej rasy doszli do szaleństwa pomieszania ras. Jedno i drugie jest równie wyniszczające. Ale oni, widać, hołdują skrajnościom – mówi Eric Zemmour, publicysta i politolog

„Plus Minus”: Jak pan ocenia rzeczywisty społeczny odbiór swej książki „Francuskie samobójstwo” w rok po jej ukazaniu się? Słowo „rzeczywisty” dodaję dlatego, że paryscy znajomi opowiadali mi o swoistej modzie na pokazywanie się z tą książką. Byłby to akt manifestowania pewnej postawy, ale niekoniecznie dowód lektury.Eric Zemmour, publicysta i politolog: Wobec sukcesu książki – a jego rozmiary zaskoczyły mnie samego – u tych, którym była ona nie w smak, początkowe osłupienie przerodziło się we wściekłość. Poświęcono mnóstwo czasu na próby zniweczenia tego sukcesu i zaprzeczenia jego przyczynom. Najpierw obowiązywała wersja, że nikt „Francuskiego samobójstwa” nie czyta. Potem, że, owszem, sprzedało się 2 tys. egzemplarzy, bo autor się promuje w telewizji. Następnie, że ludzie idą do księgarni jakby szli na wybory, bo to nie książka, tylko karta do głosowania…A czym jest w istocie?Znalazłem formułę – to dekonstrukcja dekonstruktorów. Książka ukazuje ich sztuczki i chwyty, to, w którym miejscu pociągają za sznurek, oraz pracę ideologiczną wykonaną dla dekonstrukcji, a w końcu destrukcji budowanej przez wieki struktury społecznej. Odpowiedzialni za dzieło zniszczenia zostają zdemaskowani, więc wpadają we wściekłość. Ta zaś owocuje pogardą, toteż – jak w anegdocie pana znajomych – pojawia się złudzenie, że ludzie może i kupują, ale nie czytają. Tymczasem Francuzi przeczytali i zrozumieli, co ta książka im mówi: mieliście rację, że byliście nieufni wobec oficjalnej narracji, wobec dyskursu elit. Nie wiedzieliście tylko, skąd się brała wasza nieufność. Teraz już wiecie.

To cenne, tyle że jednocześnie okrutne. Stwierdzeniem samobójstwa uśmierca pan tę Francję, w którą zapewne wciąż chce wierzyć większość pańskich rodaków. Której im świat zazdrościł, bo było czego. Której w „Obietnicy poranka” wyznał miłość Romain Gary, Francuz w pierwszym pokoleniu.

„Obietnica poranka”, mój Boże… Dotyka pan sedna sprawy. Francji Gary’ego już nie ma, ona umarła. Od XVIII w. przyjmowała imigrantów w takiej skali, że nazywano ją Chinami Europy. Miała ludność podobnie liczną jak Rosja na terytorium sześciokrotnie mniejszym. W XIX w. Francja, jako pierwsza w Europie, zapadła na depresję demograficzną. Po rewolucji przemysłowej zabrakło rąk do pracy. Sprowadzano więc Belgów, Włochów, Hiszpanów, Polaków – piłkarz Kopa [Raymond Kopaszewski – G.D.] jest z takiej rodziny. A oni wrastali we Francję – na szczególnej drodze asymilacji. Przemierzali ją prosto i do końca. Imigranci, a potem ich dzieci, stawali się Francuzami nie za sprawą urzędowego dokumentu, którym się mogli wylegitymować, lecz przez utożsamienie się z francuską kulturą i dziedzictwem historycznym. Uczyli się w szkołach słynnego zdania: „Nasi przodkowie Gallowie…”.

Każdy przybysz ma się stać rodowitym Gallem, najlepiej jasnowłosym?

Calosc KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: