Aleksander Edelman o swoim słynnym ojcu: „Mówić. To jedyne, co mogę dla niego zrobić”

Artykul jest z 14.04.2010

Niewysoki, siwy, uprzejmie uśmiechnięty. Aleksander Edelman wita się ze mną na paryskiej ulicy nieopodal stacji metra Pasteur i wprowadza do swego królestwa. Korytarze laboratorium badawczego paryskiej Akademii Medycznej wyglądają jak wnętrze bazy wojskowej. Toczy się tu walka o życie ludzkie. O wynalezienie antidotum na śmiertelną chorobę – mukowiscydozę. Syn Marka Edelmana, jak jego słynny ojciec, nie może żyć bez pomagania innym.

 

Jest do niego nawet podobny fizycznie. Ojciec walczył w getcie warszawskim. Był przywódcą najbardziej rozpaczliwego powstania w historii. Gromada nieuzbrojonych Żydów porwała się na faszystowską machinę wojenną. Choć większość z nich ginie – zwyciężają, zostając w pamięci pokoleń. Marek Edelman przez następne pół wieku jest głosem sumienia świata. Głośno krzyczy, gdy słabym dzieje się krzywda. Żadnego patosu, szczery aż do bólu. Dlatego jedni go szanują, inni się go boją. Syn trzyma dystans. „Nigdy nie rozmawiałem z ojcem o getcie – przyznaje. – Dla mnie nie był bohaterem narodowym. Nie był legendą. Był ojcem – i to było ważne”. Syn Żyda, który uważał się za Polaka, jest Francuzem. Nie chce grzać się w blasku słynnego ojca. Chce żyć swoim niezależnym, skromnym życiem. Prowadzi badania naukowe, żyje z żoną Polką, artystką sztuk wizualnych.

– Kiedy ostatni raz widział się Pan z ojcem?
Aleksander Edelman:
Przed śmiercią, pod koniec sierpnia w Warszawie. Wcześniej w lipcu ojciec przyjechał do Paryża. Prosto z lotniska kazał się zawieźć na grób żony. Mama umarła rok przed nim.

– Ojciec miał świadomość, że odchodzi?
Aleksander Edelman:
Nie rozmawialiśmy w ten sposób. Po prostu przyjechał, był już słaby, poruszał się na wózku, ale umysł miał jasny. Umarł niedługo potem, w Polsce.

– Czuł Pan, że to ostatnie dni?
Aleksander Edelman:
Ja takie przekonanie miałem od 20 lat. Wciąż mi się wydawało, że to koniec. Trudno się pogodzić ze śmiercią bliskiej osoby. Dopiero teraz – po kilku miesiącach – dochodzę do siebie. Wiem, że nie mogę się rozklejać.

– Dlaczego?
Aleksander Edelman:
Bo pan chce rozmawiać o ojcu. To jedyne, co mogę dla niego zrobić. Dla niego i tych wszystkich, których zamordowano. O nich trzeba pamiętać.

– Wyjechał Pan z Polski na początku lat 70. zeszłego wieku. Był Pan wtedy chłopakiem. Jak wyglądały Wasze relacje?
Aleksander Edelman:
Wie pan, wtedy inaczej wychowywano dzieci. Dzisiaj we Francji wszyscy się strasznie przejmują, mówi się: „enfant roi” – dziecko król. Nasi –  moi i mojej o kilka lat młodszej siostry Ani –  rodzice nie przejmowali się nami, póki nie byliśmy chorzy. Oboje byli lekarzami, typ Judyma. Poświęcali czas, całą pasję leczeniu i ratowaniu pacjentów. Nikt nas nie brał na kolana, nie przytulał. Nie, że byli zimni – po prostu nie zwracali na nas uwagi. Po tym, co przeszli, być może uważali, że jeżeli dzieci są zdrowe, nie chodzą głodne,  to naprawdę już mają wszystko. Oni wiedli swoje życie i my – ich dzieci – swoje. Ania miała koleżanki, ja – kolegów. Jeździliśmy na rowerze, chodziliśmy do parku, do kina. Wszystko było normalne.

–  A wiedział Pan, co rodzice robili w czasie wojny?
Aleksander Edelman:
O tym się nie mówiło, ale się wiedziało. Jak? Przez osmozę. Przez półsłówka. Czasem ktoś z Warszawy przyjechał, rozmawiali. Wtedy wpadało coś do ucha. Wszystko wiedzieliśmy. Nie chcieli, żebyśmy pojechali do Oświęcimia, do Auschwitz. Jak były wycieczki ze szkoły –  my zostawaliśmy w domu.

–  Nie zastanawiało to Pana?
Aleksander Edelman:
To nie był problem. Tak jak nie było problemem, że jest się Żydem. O tym się nie mówiło, ale wiadomo było, że się jest.

–  Nie mówiło się z lęku?

Calosc TUTAJ

Komentarze 2 to “Aleksander Edelman o swoim słynnym ojcu: „Mówić. To jedyne, co mogę dla niego zrobić””

  1. Ewa korulska 27/04/2017 @ 01:39

    Marek Edelman, wielki polski patriota, życie poświecił Polsce. Jego syn związał się z Francja i wzbogacił ja swoją praca. A jednak antysemityzm dogonił ich wszędzie. Z Francji Żydzi wyjezdzaja dziś tak jak wyjeżdżali kiedyś z Polski, a może w jeszcze większym strachu… Czas skończyć te bezsensowna, upokarzająca i męcząca tułaczkę po cudzych katach i powrócić do własnego kraju. Które pokolenie wreszcie to zrozumie ?…
    Smutny ten wywiad gdy się patrzy na dzisiejsza Francje…

    Polubienie

  2. Drogi Aleksandrze, czy slyszales cos o ZZW, bo:
    Z Wikipedii, „Powstanie w Getcie Warszawskim” :
    „​… W getcie powstały wówczas Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) i Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW). ŻOB grupował młodych działaczy lewicowych ugrupowań, do których przyłączyli się też członkowie Bundu. Sztabem ŻOB dowodzili: Mordechaj Anielewicz (dowódca), Icchak Cukierman (zastępca dowódcy, zajmował się sprawami uzbrojenia), Berek Szajndmil, zastąpiony później przez Marka Edelmana (wywiad), Hersz Berliński (planowanie), Johanan Morgenstern (finanse), oraz Michał Rozenfeld. Pod koniec 1942 ŻOB liczyła około 600 żołnierzy. ŻZW grupował prawicowych działaczy partii Syjonistów-Rewizjonistów i jej młodzieżówki – Bejtaru. Dowództwo ŻZW stanowili Dawid Wdowiński, Michał Strykowski, Leon Rodal, dowódcą wojskowym był Paweł Frenkel. ŻZW liczyła około 250 żołnierzy[7][8]….​”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: