Uncategorized

Jak żydowski chłopak zza żelaznej kurtyny trafił do Wolnej Europy

Janusz Marchwiński, ur. w 1948 r., z zawodu aktor, emigrant 1968 r., wieloletni dziennikarz Radia Wolna Europa, a także telewizji ARD. W 1996 r. wrócił z emigracji i osiadł w Krakowie. Współtwórca krakowskiego Teatru Nowego

W Wolnej Europie zetknąłem się ze światem, którego już dawno nie było, światem Polski przedwojennej, ludźmi i historiami zakonserwowanymi jak grobowiec Tutenchamona. Rozmowa z Januszem Marchwińskim


KRYSTYNA NASZKOWSKA: Jan Nowak-Jeziorański to było dla ciebie wielkie nazwisko?

JANUSZ MARCHWIŃSKI: Ogromne! Mój ojciec nałogowo słuchał Radia Wolna Europa. Zresztą z tego powodu wyleciał z posady dyrektora miejskich łaźni w Łodzi. Był rok 1967, studiowałem w łódzkiej Filmówce aktorstwo, uczyłem się jakiejś roli, a bez przerwy grało radio. Było stare i tak strasznie brzęczało, że w końcu odkręciłem mu tylną ściankę i przeciąłem jakiś drucik. Zamilkło. Ojciec był zrozpaczony. Uruchomił swoje kontakty i kupił tranzystorowe duże rosyjskie radio marki Meridian, i od tej pory zabierał je wszędzie w teczce. Przyjmował jakichś interesantów w tej łaźni i nagle mówił: „Przepraszam, dziennik”, wyjmował radio z teczki i słuchał. I ktoś na niego doniósł.

Jak trafiłeś do Nowaka?

– To on chciał mnie poznać. W kwietniu 1969 r. w efekcie antysemickiej nagonki z rodzicami i starszym bratem wyemigrowaliśmy z Polski. Brat skończył wtedy konserwatorium, był skrzypkiem, miał obiecaną posadę w Filharmonii Łódzkiej. I nagle jej dyrektor przyszedł do niego i powiedział: „Władeczku, bardzo mi przykro, ale nie mogę cię zatrudnić”. Spróbował w Filharmonii Koszalińskiej – to samo.

Nikt nie mówił: „Jesteś Żydem, to wypierdalaj”, tylko zabierano przestrzeń życiową, możliwość egzystencji. Mnie i wielu innych po prostu zmuszono do wyjazdu, jednocześnie otwarto furtkę.

Ale ta historia dla mojej rodziny zaczęła się wcześniej, podczas wojny sześciodniowej między Izraelem i Egiptem w czerwcu 1967 r. Moja matka była Żydówką, ojciec – Polakiem. Poznali się w czasie wojny w słynnym obozie braci Bielskich, gdzie matka się schroniła, a ojciec się przyłączył. W czerwcu 1967 r. ojciec wysłał do ambasady Izraela list, w którym zgłosił się na ochotnika do jego armii. Napisał, że chce wziąć udział w tej wojnie po stronie Izraela. Był podpułkownikiem. List przejęły służby, groziły mu oskarżenie o zdradę i proces. Właściwie musiał wyjechać, by nie iść do więzienia. Chciał do Izraela, bo miał tam przyznany medal „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata” i wydawało mu się, że będzie fetowanym bohaterem.

A za co dostał ten medal?

– W obozie braci Bielskich szybko zyskał pozycję nieformalnego przywódcy. Pewnego razu, chyba w 1943 r., Niemcy zorganizowali obławę, otoczyli ich i jedyna możliwość ucieczki była przez bagna w Puszczy Nalibockiej. I on tę ogromną grupę przez nie przeprowadził, wszyscy przeżyli. Po wojnie wielu z nich wyemigrowało do Izraela i to oni zainicjowali nadanie mu tego medalu.

Ja początkowo nie chciałem wyjeżdżać, zwłaszcza do Izraela, bo w moim wieku musiałbym pójść do wojska w kraju, którego nie znałem. Walczyć dla narodu, z którym się nie identyfikowałem. Wyjeżdżałem, bo czułem się lojalny wobec rodziny.

Nie wiedzieliśmy, gdzie wylądujemy. Procedura zawsze była taka sama – najpierw pociągiem z Dworca Gdańskiego w Warszawie jechało się do Wiednia. Stamtąd po paru tygodniach – do Rzymu, gdzie czekało się na wizy do innych krajów. Ale jeszcze w Wiedniu przyszedł do nas miejscowy korespondent Wolnej Europy Wacek Pomorski. Poprosił mnie o wywiad na temat protestów studenckich, który został wyemitowany w radiu i usłyszał go Nowak-Jeziorański. W monachijskiej rozgłośni następowała wtedy zmiana generacyjna. Ci, którzy ją tworzyli, przedwojenni dyplomaci, dziennikarze, działacze społeczni odchodzili na emeryturę. Oni w ogóle PRL-u nie znali. Nowak miał klarowną myśl, by zastąpić ich ludźmi, którzy przybyli zza żelaznej kurtyny. Postanowił mnie zatrudnić. Pomorski powiedział, że gdziekolwiek będę, mam się kontaktować z lokalnym biurem Wolnej Europy, bo Nowak chce mnie poznać. I w Rzymie zgłosiłem się do miejscowego biura, którego szefem był Kazimierz Komła, niezwykle barwna postać. Któregoś dnia zadzwonił do mnie, kazał się ubrać w garnitur i przyjść na spotkanie z Nowakiem. Nowak siedział w fotelu w jakiejś kawiarni, podał mi rękę imadło. Wypytał o szczegóły mojej kariery aktorskiej i powiedział, że szuka spikerów, a ja się doskonale nadaję, więc chciałby mnie zatrudnić. Spytałem, czy zdaje sobie sprawę z mojego żydowskiego pochodzenia. „Proszę pana, to nie ma najmniejszego znaczenia. To mnie w ogóle nie interesuje i nie chcę, żeby pan o tym w ogóle wspominał. Będę pana oceniał wyłącznie na podstawie pańskiej pracy” – odparł. Po czym podniósł się i wyszedł. Byłem kompletnie oszołomiony.

Chciałeś pracować w radiu?

Calosc TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: