Reguiem  d-moll

Zenon Rogala


          – Nareszcie ! Tak, tak. Dzisiaj już jest świetnie. Jak zaczynałeś wczoraj, uznaliśmy wspólnie, że było źle. Dzisiaj zaproponowałeś to już całkiem inaczej. Inaczej to znaczy bardziej miękko, ale z pełną subtelności odwagą. Subtelnie, ale zdecydowanie. Pogodnie, ale z perspektywą  piorunów. Tkliwie, ale z miłością pełną poświęcenia, – słuchałem mistrza w skupieniu.

          – W tym co proponujesz jest jeszcze  wiele niedoskonałości, powiem nawet więcej, raczej zakłopotanie, nawet nonszalancja. Ale jest już prawie dobrze, jak widzisz można oddać intencję kompozytora. Tak jak dzisiaj proponujesz, to już widzę, że coś z tego będzie. To cztery proste, ale najważniejsze w tym utworze dźwięki. Miałeś w domu tylko o tym myśleć. Przetrawić w sobie tę frazę i zaproponować inne, właściwe wejście. Inny nastrój, inny początek, początek rześki, który zwiastuje nadzieję, jakąś odmianę, jakiś przełom. Dzisiaj jest już prawie dobrze. Dzisiaj słyszę, jak bardzo od wczoraj się zmieniło. Widać, a przede wszystkim słychać, że myślałeś o tym, o czym wczoraj rozmawialiśmy, a przecież właśnie to miałeś  przemyśleć i dzisiaj zaproponować coś, jako coś płynącego z twojego serca i twojego życiowego doświadczenia. Coś co będzie wynikiem twoich dogłębnych przewartościowań. Coś, co da mi przekonanie, że nie zabierasz mi czasu na próżno, że nie powinnam mieć wątpliwości, że siedzi tutaj ktoś, kto rozumie magię muzyki, – przerwał, ale zaraz mówił dalej.

– A teraz powiem ci, że to, o co cię prosiłem, co miałeś odrobić jako najważniejszą lekcję, wykonałeś dobrze i nie zmarnowałeś wczorajszego dnia. Zależy mi na tym żebyś powiedział jak do tego doszedłeś, bo zmiana i postęp wobec wczorajszej propozycji jest bardzo widoczna.

         – Tak, maestro ma rację, myślałem o tym od wczoraj. – zacząłem nieśmiało,    – sądziłem, że mimo, iż rozumiem przesłanie, będę miał problemy z proponowaniem czegoś innego, bardziej ożywczego. Tymczasem, wczoraj tuż po wyjściu z próby, spotkałem kogoś mi bliskiego, kogoś bliskiego mi  przed wieloma laty. Dzisiaj już ta osoba nie powinna i nie znaczy tyle co kiedyś, ale jednak to wczorajsze spotkanie miało dla mnie wielkie znaczenie. Sądziłem, że nasze rozstanie było faktem dokonanym i tak je do wczoraj oceniałem. Jednak sam fakt, że zobaczyłem  tę osobę, że znów tak jak dawniej miałem okazję spotkać się z jej spojrzeniem, że znów, mogłem usłyszeć jej głos, dlatego wszystko stało się moim nowym przeżyciem. To jakbym zobaczył jeszcze raz film, który już kiedyś widziałem. I patrzyłem na ten film z zainteresowaniem i wielką uwagą. To ten dziwny stan mojej duszy sprawił, że powstały nowe warunki, aby dobrze wykonać to muzyczne zadanie. W domu ciągle myślałem o tej osobie spotkanej tak niespodziewanie, że całe moje nastawienie na przebudowę początkowej frazy utworu, zostało zdominowane przeżywaniem spotkania. Może nie odrobiłem zadania samodzielnie, bo moja psychika została obciążona, więc myślę, że właśnie to spotkanie najlepiej pomogło mi zrozumieć początek utworu, napisanego jako pukanie kościstą dłonią, do naszych życiowych drzwi, przez tę upartą, bezwzględnie nieuchronną Panią…

         – pa… pa… pa… pam …


Wszystkie opowiadania Zenona Rogala

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: