Korczak – ” Maly przeglad „

Nadeslal Pawel Rieske

pawel Rieskie

„Mały Przegląd”, 1 IV 1927, s. 9

Icek Opiekun

(Dziecko wychowawca)

Wstęp
Kiedy w szpitalu przyjmowałem matki z chorymi dziećmi, często nie mogłem się z nimi dogadać: robiły inaczej, niż tłumaczyłem, a potem miały pretensję. Tam poznałem Esterkę. Esterka miała lat 14 i pięcioro młodszego rodzeństwa… Pierwszy raz przyszła z małym braciszkiem, który się oparzył. Radziły sąsiadki, żeby smarować oparzoną rączkę naftą, potem śmietaną, potem żeby palić papier nad świecą, a gdy pożółknie od ognia, przyłożyć. Wszystkie te lekarstwa nie pomogły, nawet zaszkodziły. Wtedy przyszła do mnie. Poradziłem dobrze i później zawsze przychodziła, raz z bratem, raz z małą siostrą. Mama Esterki była dzień cały za domem, więc dziewczynka opiekowała się i prowadziła gospodarstwo.
Ze szpitala przeniosłem się do Domu Sierot. Było bardzo trudno. Dzieci w lecie źle się sprawowały, nie słuchały, nie mogłem sobie poradzić. Pytam się innych wychowawców – mówią to samo. Wszyscy się skarżą, że z dziećmi tyle kłopotu, jedni próbują dobrocią, drudzy złością – i tak, i tak nie pomaga.
Męczą się dorośli, gdy mają dwoje – co robić, gdy cała gromada?
Także dobrocią i złością próbuję. Widzę, że źle – raz lepiej, częściej gorzej. Krzywią się, gdy zwracam uwagę, mówią, że niesprawiedliwie. Więc: radźcie sobie same, rządźcie się – zobaczymy.
To nie żart, a prawda: wprowadza się samorząd. Z początku było trudno, gorzej niż przedtem. Jedni od razu się poprawili, drudzy powoli, są i niepoprawni.

 
Nie ma rady. I chorzy są rozmaici: jeden wyzdrowieje prędzej, drugi długo choruje, czasem niezupełnie przyjdzie do zdrowia, ale czuje się lepiej.
Najwięcej kłopotu z nowymi dziećmi. Tamte się już przyzwyczaiły, przychodzą nowe, znów trzeba od początku. A przecież nie można powtarzać ciągle tego samego. Zmęczy się człowiek, chce, że jeśli raz zaprowadził porządek, żeby było tak samo, a nawet lepiej.
Więc wprowadziliśmy zwyczaj, że nowym opiekuje się dziecko, które jest już dawno. Opieka trwa trzy miesiące. Jeśli nowe wcześniej może sobie radzić, składa podanie do samorządu, że dosyć. Niektóre dłużej niż trzy miesiące mają opiekuna. Opiekun pisze w zeszycie, jak się nowy sprawował, jak dzień spędził. Dziewczynki lepiej się opiekują, chłopcy są niecierpliwi, nie lubią pisać.
Dziecko mądre łatwiej i prędzej się przyzwyczaja. Najwięcej kłopotu z głuptasami. Dzieci zupełnie głupich nie przyjmujemy, ale nie zawsze można poznać, a matki nas oszukują. Trudno się gniewać na matkę, że chce dziecko umieścić w zakładzie. Za granicą są domy, gdzie wychowuje się takie właśnie niemądre chore dzieci. W tych domach jest więcej dorosłych wychowawców, bo trzeba pilnować, żeby sobie krzywdy nie zrobiły. U nas każdy sam siebie musi pilnować. Dziecko niemądre sobie i innym krzywdę może zrobić. Dlatego chociaż żal, nie możemy brać ich do siebie.
[…]
„Mały Przegląd”, 1 IV 1927, s. 9

„Mały Przegląd”, 1 IV 1927, s. 9  Icek Opiekun (Dziecko wychowawca) Wstęp  Kiedy w szpitalu przyjmowałem matki z chorymi dziećmi, często nie mogłem się z nimi dogadać: robiły inaczej, niż tłumaczyłem, a potem miały pretensję. Tam poznałem Esterkę. Esterka miała lat 14 i pięcioro młodszego rodzeństwa... Pierwszy raz przyszła z małym braciszkiem, który się oparzył. Radziły sąsiadki, żeby smarować oparzoną rączkę naftą, potem śmietaną, potem żeby palić papier nad świecą, a gdy pożółknie od ognia, przyłożyć. Wszystkie te lekarstwa nie pomogły, nawet zaszkodziły. Wtedy przyszła do mnie. Poradziłem dobrze i później zawsze przychodziła, raz z bratem, raz z małą siostrą. Mama Esterki była dzień cały za domem, więc dziewczynka opiekowała się i prowadziła gospodarstwo.  Ze szpitala przeniosłem się do Domu Sierot. Było bardzo trudno. Dzieci w lecie źle się sprawowały, nie słuchały, nie mogłem sobie poradzić. Pytam się innych wychowawców – mówią to samo. Wszyscy się skarżą, że z dziećmi tyle kłopotu, jedni próbują dobrocią, drudzy złością – i tak, i tak nie pomaga.  Męczą się dorośli, gdy mają dwoje – co robić, gdy cała gromada?  Także dobrocią i złością próbuję. Widzę, że źle – raz lepiej, częściej gorzej. Krzywią się, gdy zwracam uwagę, mówią, że niesprawiedliwie. Więc: radźcie sobie same, rządźcie się – zobaczymy.  To nie żart, a prawda: wprowadza się samorząd. Z początku było trudno, gorzej niż przedtem. Jedni od razu się poprawili, drudzy powoli, są i niepoprawni.  Nie ma rady. I chorzy są rozmaici: jeden wyzdrowieje prędzej, drugi długo choruje, czasem niezupełnie przyjdzie do zdrowia, ale czuje się lepiej.  Najwięcej kłopotu z nowymi dziećmi. Tamte się już przyzwyczaiły, przychodzą nowe, znów trzeba od początku. A przecież nie można powtarzać ciągle tego samego. Zmęczy się człowiek, chce, że jeśli raz zaprowadził porządek, żeby było tak samo, a nawet lepiej.  Więc wprowadziliśmy zwyczaj, że nowym opiekuje się dziecko, które jest już dawno. Opieka trwa trzy miesiące. Jeśli nowe wcześniej może sobie radzić, składa podanie do samorządu, że dosyć. Niektóre dłużej niż trzy miesiące mają opiekuna. Opiekun pisze w zeszycie, jak się nowy sprawował, jak dzień spędził. Dziewczynki lepiej się opiekują, chłopcy są niecierpliwi, nie lubią pisać.  Dziecko mądre łatwiej i prędzej się przyzwyczaja. Najwięcej kłopotu z głuptasami. Dzieci zupełnie głupich nie przyjmujemy, ale nie zawsze można poznać, a matki nas oszukują. Trudno się gniewać na matkę, że chce dziecko umieścić w zakładzie. Za granicą są domy, gdzie wychowuje się takie właśnie niemądre chore dzieci. W tych domach jest więcej dorosłych wychowawców, bo trzeba pilnować, żeby sobie krzywdy nie zrobiły. U nas każdy sam siebie musi pilnować. Dziecko niemądre sobie i innym krzywdę może zrobić. Dlatego chociaż żal, nie możemy brać ich do siebie.              [...] „Mały Przegląd”, 1 IV 1927, s. 9

 

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: