Odpowiedz Adama Michnika na artykul Jana Grossa

Kiedy pisze się o obojętności polskiego duchowieństwa wobec Zagłady, może byłoby właściwe dorzucić parę zdań o więzionych i mordowanych kapłanach
Jan Tomasz Gross – profesor Princeton University, autor ważnych prac o Polskim Państwie Podziemnym, o okupacji sowieckiej lat 1939-41, o stosunkach polsko-żydowskich – jest ważnym uczestnikiem polskich debat publicznych. Jego prace o mordzie w Jedwabnem i pogromie kieleckim wywołały szok i skandal porównywalny z pamiętnym esejem Jana Błońskiego sprzed 28 lat „Biedni Polacy patrzą na getto”. Te publikacje nakazały, by w nowy, bardziej krytyczny i dociekliwy sposób spojrzeć na fenomen antysemityzmu w Polsce. To zaś z kolei spowodowało wielką – nieraz bolesną aż do okrucieństwa – debatę i uczyniło z Polski jedyny kraj w Europie Środkowej i Wschodniej, który miał odwagę zmierzyć się z tym ponurym i gorzkim dziedzictwem.Mój bliski przyjaciel pisze ostro, błyskotliwie, opinie formułuje radykalnie. Często nazbyt radykalnie, a przez to – jednostronnie. A przecież – powiadają Francuzi – melodia robi piosenkę. Stąd nasz spór. Spór o melodię…Pisząc o Kościele katolickim, mówi Jan Gross o obojętności wobec Zagłady metropolity krakowskiego Adama Sapiehy i ogółu duchowieństwa. Może byłoby jednak właściwe dorzucić tu parę zdań o odważnej postawie metropolity wobec władz okupacyjnych, o więzionych i mordowanych kapłanach katolickich. Przecież ten kontekst ma istotne znaczenie dla rozumienia ostrożności i milczenia ludzi Kościoła.Pisze też Gross, że Państwo Podziemne umyło ręce. A przecież były – znane historykom – deklaracje i działania instytucji Państwa Podziemnego potępiające szmalcowników i tym bardziej – zagładę Żydów.Jan Gross rysuje swój obraz jedną barwą – czarną. A przecież relacje polsko-żydowskie były uwikłane w wiele kontekstów – choćby stosunek konspiracji żydowskiej do rządu RP w Londynie i do granic państwa polskiego sprzed 1 września 1939 r. Teresa Prekerowa poświęciła temu ciekawy esej („Podziemie żydowskie a podziemie polskie”, „Odra”, nr 4/1991). Szkoda, że w jego pisarstwie nie ma śladu refleksji na ten temat.
Natomiast uwagi dotyczące wystawiania pomnika Sprawiedliwym budzą moje zdumienie. Przecież wszędzie budowane są pomniki tych, którzy zasługują na szacunek i wieczną pamięć; którzy mają być wzorem dla potomnych. I są one sytuowane w takich miejscach, gdzie będą komentarzem do historycznych wydarzeń.Twierdzenie Jana Grossa o polskim masowym uczestnictwie w prowadzonej przez Niemców grabieży żydowskiego majątku oraz współudziale w tropieniu i mordowaniu Żydów próbujących ratować życie po tzw. aryjskiej stronie uważam za uogólnienie wysoce niestosowne.Tym bardziej że – jak pisze – „wszystkie te zachowania miały miejsce w kontekście pełnego odwagi i poświęcenia oporu przeciwko okupantowi”. Czy chce powiedzieć, że szmalcownicy i szabrownicy żydowskiego mienia byli „bohaterami” ruchu oporu? Czy też może akowcy i Sprawiedliwi byli bohaterami?Gross spogląda na tamten czas przez „żydowskie” okulary. Ma do tego prawo – te okulary pokazują obrazy, których nie widać wyraźnie przez okulary polskie. Żydowskie świadectwa były właśnie takie: w wielkiej części prześladowani i tropieni Żydzi widzieli na ulicach szmalcowników, a nie akowców czy Sprawiedliwych.Czy to może dziwić? Z perspektywy Afroamerykanów – by podać przykład pierwszy z brzegu – historia Stanów Zjednoczonych wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy amerykańskich Irlandczyków, Polaków, Anglosasów czy Żydów. Jednak uogólnienia tego typu są przekleństwem naszych czasów.

Nie relatywizuję i nie banalizuję tego, co pisze Jan Gross. Wolę jednak inną melodię.

Najpierw powtórzę za Jackiem Bocheńskim: „Nie Polska jest i była winna zbrodni polskich przestępców. Winni są dziś i byli także wtedy, podczas Holokaustu, zbrodniarze. Polska byłaby inna, gdyby usiłowała ich zbrodnie zacierać, czego dziś na szczęście nie robi, choć niektórzy woleliby, a nawet domagają się, żeby robiła. A to właśnie byłoby dla Polski fatalne: gdyby zachowywała się jak winowajca. Bo tylko winowajcy zacierają ślady zbrodni”.

Natomiast Władysław Bartoszewski, komentując sprawę Jedwabnego, mówił w kapitalnej rozmowie z Michałem Komarem:

„Odezwały się zaniedbania pastoralne Kościoła katolickiego, który już w wolnej Polsce nie umiał przygotować wiernych do odrzucenia tradycji nieprawdy. A przecież, jeśli nie będziemy umieli mówić prawdy o Jedwabnem i Radziłowie, to czy będziemy umieli mówić prawdę o naszych, polskich ofiarach?

(…) Antysemityzm jest trucizną powoli, ale skutecznie zatruwającą organizm społeczny. To narkotyk. A jaka jest granica ludzkiej odporności? Jedni po zażyciu dawki siedzą osłabieni. Inni chwytają za noże. (…) Łagodny wpływ trucizny na działanie mózgu powinien być brany pod uwagę przy rozważaniu takich zjawisk patologicznych, jak nienawiść rasowa, narodowa, wyznaniowa, klasowa. Z tej nienawiści prędzej czy później wyrasta terror, który co jakiś czas daje o sobie znać we współczesnym świecie. Antysemityzm odgrywa w tym szczególną rolę, bo jest wciąż żywy i wciąż podsycany. I naprawdę nie przekonują mnie głosy o tym, że istnieje światowy antypolonizm, bo nie istnieje, tak jak nie istnieje ideologia antyfrancuska albo antyangielska. Chyba że opowieści o antypolonizmie mają na celu usprawiedliwienie antysemityzmu…”.

Wspominając okupację, mówił Bartoszewski do Komara:

„My nie mieliśmy polskiej dywizji SS ani rządu kolaboracyjnego, ale mieliśmy prawdopodobnie w przybliżeniu ten sam procent szumowiny jak gdzie indziej. Do Frontu Odrodzenia Polski, do Żegoty, do referatu żydowskiego Departamentu Spraw Wewnętrznych, Delegatury Rządu na Kraj, gdzie działałem, docierały informacje o pogromach w Łomżyńskiem, o wydawaniu ukrywających się Żydów w ręce niemieckie, o rabunkach i morderstwach. Pod gettem żerowały gangi szmalcowników. Czy były duże? Były dobrze zorganizowane. Jeżeli pod gettem warszawskim czyhało tylko dwustu bandytów, dwustu to tylko drobniutka, prawie niezauważalna część społeczeństwa, ale spróbujcie dzisiaj, w warunkach pokoju i wolności, oprzeć się takiemu gangowi. Na 20 tysięcy Sprawiedliwych uznanych przez Yad Vashem 6 tysięcy to Polacy, w czasie okupacji, w warunkach infernalnych, uratowano około 4 tysięcy żydowskich dzieci i około 20, może 30 tysięcy dorosłych. Dla mnie, znającego warunki, to wielkie osiągnięcie. Dużo to czy mało? Zbrodniarzy były setki, może tysiące. Tych, którzy ratowali – tysiące! A reszta? Reszta się bała. Nie, to nie była postawa heroiczna, ale gdzie jest taki nakaz, że narody mają być heroiczne?”.

Warto pamiętać o tych słowach człowieka z Żegoty, czytając gorzkie refleksje Grossa. I warto pomyśleć – z dumą – jak to dobrze, że w naszej kulturze są tacy ludzie jak Władysław Bartoszewski i Jacek Bocheński.

Powtórzmy – Jan Tomasz Gross jest autorem ważnym. Myślę, że to pisarz tyleż wybitny, co uparty. Nie sądzę bym go przekonał. Ale niechaj będzie mi zapamiętane, że próbowałem.

 

4 komentarze to “Odpowiedz Adama Michnika na artykul Jana Grossa”

  1. Nie popieram wypowiedz Michnika. Odnosze wrazenie z czytania ze albo zapomina skad sie wywodzi albo czegos sie boi. Na tego typu artykuly czy to Grossa czy kogo kolwiek krytykujacego polski antysemityzm Michnik powinien milczec. Sam z tego powodu cierpial w latach 60. Wtedy juz nie bylo antysemityzmu indywidualnego tylko zainicjowanego polskim rzadem. Jaki kolwiek rzad by to nie byl wtedy kladzie bardziej ponizajacy wstyd dla calego narodu bo narod ten rzad wybral.

  2. Gabrys Wroblewski 14/03/2015 at 17:40

    Niezwykle interesujace spojrzenia dwoch przyjaciol z „Klubu Poszukiwaczy Sprzecznosci ” Jana Grossa i Adama Michnika.
    Ciekaw jestem co by na ten temat powiedzial pierwszy Przewodniczacy tego Klubu Prof Josef Blass ?
    Pozdrawiam
    Gabrys

  3. Najlepszym kontrargumentem adasiowej propagandy sukcesu narodu polskiego sa powojenne ofiary polskiego antysemityzmu. Nie ma nic lepszego w dyskusji niz fakty jakie są, nie jakie chcielibysmy zeby byly.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: