Palac Kultury

Po Marcie Zielińskiej i Zbigniewie Benedyktowiczu trudno coś jeszcze powiedzieć o Pałacu Kultury, głupio czy mądrze, żeby było ciekawie. Można przecież potwora zobaczyć, czyli nie można nie zobaczyć. Chociaż może.

W niedzielę rano wspinamy się z Lol na trzydzieste piętro. Według starego dowcipu najpiękniejsze miejsce w Warszawie, bo jedyne, z którego nie widać PeKiNu.
palace-of-culture-and-science-7Nie ma darmowych wejść dla dziennikarzy, ale są zniżki dla uczniów i staruchów, kupuję więc ulgowy dla siebie i dla Lol normalny. Szczęśliwie wspinamy się przenośnie, bo winda działa i nas przenosi, choć najpierw długo trzeba do niej stać w kolejce, a potem ścisk, jak w osiemnastce przed ósmą rano w dzień powszedni. Pamiętam jak jeździło się wygodnie i za darmo, sowieckimi, wlekły się w porównaniu do dzisiejszych otisów, ale większe wydawały się i bardziej pałacowe.
Wietrznie było już na dole, tutaj na wskroś, ale jak pięknie. I wysoko. No, może nie tak jak Dubaj, Tokio albo Nowy Jork, ale jednak wysoko. Takie oglądanie Warszawy to nie tylko jazda z dołu do góry, to również podróż w czasie. Mentalna tylko, ale zawsze.
Jest na wschodzie wczorajsza Warszawa, której nie lubię. Szara Ściana Wschodnia, szary po przechyleniu głowy MDM i plac Konstytucji. Komunizm już kolorystycznie jest odpychający, zarówno krwawą czerwienią pochodów, jak i ponurością fasad.
Jest na południu Warszawa przedwczorajsza, nieparzystą stroną alei Jerozolimskich, którą uwielbiam za delikatną, jakże miejską i paryską prawie różowość.
Jest na zachodzie Warszawa jutrzejsza, ze Złotą 44 na pierwszym planie. Kłania się Pałacowi ten wieżowiec Libeskinda i jak często, kiedy budują cudzoziemcy, stara się sprzedać popelinę tradycji, swojactwa, siedliska. Amerykanin nieświadomie naśladując budowniczych PKiN, zapowiadał, że jego gmach, rezultat zainspirowania historią Warszawy i światłem, potencjałem jaki miasto ma w sobie, pokaże Warszawę przeszłości i Warszawę przyszłości. Gadanie niepotrzebne, bo wpisuje się świetnie w stado wybudowanych i budujących się po tej stronie wysokościowców.
– Patrz – mówię do Lol – jakie to spójne, zgrabne, piękne.
– Łatwo było o spójność, bo tu kamień na kamieniu nie został, to krwawa plama po getcie – odpowiada bez entuzjazmu.

Wiecej

Kliknij tutaj

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: