ZAPISKI Z WYGNANIA – urywki (#2)

zapiski z wygnaniaAusteria
2015

Spakowaliśmy nasz ubogi bagaż i wypełniliśmy szczegółową deklarację celną, wyliczając sumiennie, w trzech bodajże egzemplarzach, każdy garnek, każde majtki i każdą zakładkę do książki. Następnie przeszliśmy kilkudniową, mozolną i upokarzającą odprawę celną w zimnej jak kostnica hali ukrytej w czeluściach wrocławskiego Dworca Głównego, gdzie zadaniem celników, którzy szperali w naszym bagażu było, po pierwsze, odkrywanie nieścisłości w naszej deklaracji lub – po drugie – odkrywanie rzeczy zadeklarowanych, których nie wolno wywozić, a w każdym razie tworzenie sytuacji, w której, stając wobec listy problemów jednej lub drugiej kategorii, pojmowaliśmy wreszcie, że łapówka stanowi jedyne wyjście. Im dłuższa lista, tym większy „argument finansowy”, szperanie było więc gorliwe.

Celnicy spełniali ten swój obywatelsko-profesjonalny obowiązek sumiennie, rozwalali co się dało, i odrzucali, co tylko chcieli. Nie wolno. Po „posmarowaniu” odrzucali mniej, ale za to więcej rozwalali, chyba dla fasonu. W którym momencie dać w łapę, też było strategicznie ważne. Musiało się to stać dostatecznie wcześnie, żeby celników udobruchać i zapobiec ostremu rozwalaniu, ale też należało wytrzymać na tyle długo, żeby potem nie dawać drugi raz.
Taki, na przykład, samowar, znaleziony w dolnej części skrzyni. Ani zabytkowy, ani ładny – ot metalowy czajnik elektryczny o specyficznym kształcie. Właściwie nie wiem, po co nam on był potrzebny.

– Samowar?! A gdzie pozwolenie?!

Tata tłumaczy, że nie wiedzieliśmy o konieczności zdobycia pozwolenia na taki zwykły, niezabytkowy, używany samowar. Celnikowi za argument posłużyło mocno akcentowane: “Ależ proszę pana!” Mama szepcze: “Daj mu ten samowar”. Ja: “A niech odrzuci, na co nam to?!”… Ale tata uznał samowar za konieczny rekwizyt emigracyjny i następna łapówka zakończyła sprawę. Byłam wściekła. A na końcu naszej podróży okazało się, że nie da się go włączyć do amerykańskiego prądu.[…]

Jeżeli takie reguły w ogóle istniały, były znane wyłącznie celnikom i wyłącznie przez nich interpretowane. Potem ruszała poczta pantoflowa: „Trzeba mieć pozwolenie na samowar”. „A gdzie się takie pozwolenie dostaje?” „Nie wiem”.

zaproszenie

Kliknij na zdjecie

 

 

 

 

 

 

Przyslala Sabina Baral

sabina baral

 

 

 

 

 

 

reunion 69

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: