Zagłada zakopiańskich Żydów

„To niestety nieznana historia Zakopanego. Gdy się ją pozna, Wielka i Mała Krokiew nie są już tylko malowniczym obiektem sportowym, a pozostałością po kamieniołomach, gdzie pracą ponad siły wyniszczono wielką część żydowskiej ludności miasta. Osiedla na Pardałówce przestają być pięknie położoną „sypialnią” miasteczka, przywołując wspomnienie zorganizowanego tu w 1942 roku obozu, zwanego przez miejscowych – nie do końca ściśle – gettem (…)”. Przeczytaj fragment książki „Zakopane Odkopane” Pauliny Młynarskiej i Beaty Sabała-Zielińskiej!

wŻołnierze Wehrmachtu na Krupówkach w Zakopanem, 01.02.1940 r. /Agencja FORUM

Gdy w 1889 roku hrabia Władysław Zamoyski kupił na licytacji dobra zakopiańskie, miejscowy proboszcz ksiądz Józef Stolarczyk odetchnął z ulgą, a potem ogłosił swą radość z ambony: „Szczęście, bo bardzo chcieli kupić Żydzi!”. Takie podejście charyzmatycznego kapłana mogło źle wróżyć przyszłym stosunkom polsko-żydowskim w Zakopanem. Tymczasem wszystkie, choć niestety bardzo nieliczne, źródła podają, że wcale nie było tak źle. Górale i Żydzi żyli tu w miarę harmonijnie aż do wybuchu II wojny światowej.

Żydzi pojawili się na Podhalu w 1765 roku, a w samym Zakopanem prawie pół wieku później, wraz z odkryciem osady dla pierwszych turystów. W połowie XIX stulecia było ich pod Giewontem pięt- nastu, a przez kolejne dziewięćdziesiąt lat diaspora rozrosła się do liczby 2900 mieszkańców. Za czasów wspomnianego już księdza Stolarczyka, czyli u zarania zakopiańskiej legendy, jedną z kluczowych postaci w mieście był karczmarz Rigelhaupt.

Prowadził coś na kształt hotelu tuż obok starego, czyli wówczas zupełnie nowego kościółka przy dzisiejszej ulicy Kościeliskiej i był właścicielem sklepu. Wypisz, wymaluj takiego, jakie możemy czasem oglądać w westernach: mydło, powidło, sznurowadło, szydło. Obrywało mu się ostro z ambony, ale głównie dlatego, że podobnie jak dziś po niedzielnej mszy wielu górali od razu biegło się napić. Druga żydowska karczma w mieście znajdowała się w Kuźnicach. Wiadomo, że dobry szynk to dla pionierów i zdobywców podstawa. Gdzieś trzeba się spotkać przed wyprawą i gdzieś opić jej szczęśliwe zakończenie. Bez postaci karczmarza mit założycielski Zakopanego byłby niepełny.

Żydzi powoli wrastali w krajobraz Zakopanego. W połowie XIX wieku były to jeszcze pojedyncze osoby, w 1910 stanowili już 5% ludności, a pod koniec II RP – 15%. W przeważającej większości byli to ludzie wykształceni i zdecydowanie zamożni. Wedle spisu sporządzonego na początku wojny przez Niemców żyło tu wówczas dziewięciu żydowskich adwokatów, ośmiu lekarzy i dentystów, architekt, artysta malarz, dwunastu właścicieli i dzierżawców pensjonatów, sześćdziesięciu czterech kupców i czterech handlowców. Pamiętajmy, że przeczuwając nadejście wojennej nawałnicy, wielu zdążyło wcześniej opuścić Polskę, więc spis nie oddaje rzeczywistego stanu w czasach pokoju.

Postacią, która znalazła szczególne miejsce w sercach wszystkich, którzy naprawdę kochają Tatry, był na pewno pierwszy po odejściu Mariusza Zaruskiego (w 1914 roku generał przyłączył się do Legionów Polskich) naczelnik TOPR – Józef Oppenheim. Początkowo ukrywał się pod Tatrami po ucieczce z carskiego więzienia, by ostatecznie osiedlić się tu na stałe.

Swoją funkcję pełnił aż do wybuchu II wojny światowej, czyli przez dwadzieścia pięć lat, w tym czasie także z zapałem fotografując. Pocztówki jego autorstwa na wiele lat stały się najlepszą wizytówką Tatr w całej Polsce i za granicą. Podczas wojny udało się Oppenheimowi ukryć u przyjaciół w Warszawie, a po 1945 roku wrócił do Zakopanego i na krótko znów podjął swą funkcję w TOPR. Przetrwał setki niebezpiecznych akcji ratunkowych w górach, wojnę i powstanie warszawskie, a zginął – jak na ironię – we własnym domu na Krzeptówkach z rąk włamywaczy. Do dziś starzy zakopiańczycy czule wspominają Oppenheima, zawsze nazywając go Józio lub Opcio.

Trudno policzyć wszystkie zakopiańskie nieruchomości będące niegdyś żydowską własnością. Część z nich już po prostu nie istnieje, część wielokrotnie zmieniała właścicieli, a nieuregulowane sprawy spadkowe po wojnie spowodowały rodzaj wstydliwej zmowy milczenia w tej sprawie. Wiadomo jednak, że w całym mieście były żydowskie sklepy, składy i warsztaty.

Wymienimy kilka najbardziej znanych: konkurujące ze sobą sklepy bławatne Adolfa Goldsteina i Jakuba Piwoka na Krupówkach, na tej samej ulicy doskonale zaopatrzony spożywczo-kolonialny sklep Mojżesza Stilla i hurtownię budowlaną Adolfa Statera. W mieście nie brakowało koszernych restauracji i pensjonatów nastawionych na przyjmowanie żydowskich gości, a w jednym z nich, u Beka Tellermana, gościł swego czasu sam Jan Kasprowicz.

w1Okładka książki  INTERIA.PL
W latach międzywojennych większość tutejszych żydów była w pełni zasymilowana, zwierano też wiele mieszanych małżeństw. Wieloletnim radnym Zakopanego był przedstawiciel gminy żydowskiej Maks Mangel. Z powodzeniem funkcjonowały dwa żydowskie kluby narciarskie – Hagibor i Makkabi. Ich zasługą było zorganizowanie tu w lutym 1933 roku Zimowych Igrzysk Świata Makkabiady, które przyciągnęły setki zawodników i tysiące gości. W setną rocznicę powstania kościuszkowskiego gmina wystąpiła na uroczystościach z własnym proporcem, a w dzień imienin marszałka Józefa Piłsudskiego w miejscowej bóżnicy regularnie odbywało się świąteczne nabożeństwo w jego intencji!

Jedyny naprawdę poważny incydent wymierzony jawnie przeciw Żydom w Zakopanem to obrzucenie kamieniami przez miejscowych wandali szklanego dachu nowo wybudowanej synagogi. Tym trudniej uwierzyć, że obecnie – czyli trzy pokolenia po Zagładzie – tak niewiele zostało śladów.
Jedną z przyczyn jest zapewne błyskawiczne wymazanie przez Niemców żydowskiego życia z mapy miasta. Z dnia na dzień zniknęła drewniana synagoga przy ulicy Szkolnej, piękna modernistyczna bóżnica pod Gubałówką, poniżej cmentarza na Pęksowym Brzyzku, mykwa i cheder.

Zniknęli ludzie – z wyjątkiem tych, którzy mogli być wyjątkowo użyteczni w mieście, co tylko odwlekało w czasie wydany na nich z góry wyrok śmierci. Już w pierwszym roku wojny liczba mieszkańców żydowskiego pochodzenia skurczyła się do stu osób, nie licząc ukrywających się. Naziści działali szybko, bo Tatry były dla nich idealnym miejscem do regeneracji sił dla wojska i wakacyjnych obozów Hitlerjugend (w willi Koliba przy ulicy Kościeliskiej), a w przyszłości – być może – snobistycznym uzdrowiskiem dla elit.

W tej sytuacji „odżydzenie” miejscowości stało się priorytetem. Ci, którym udało się uniknąć obozu lub egzekucji na miejscu, starali się opuścić Zakopane. Ukrywanie się tu było wyjątkowo utrudnione z uwagi na ogromną liczbę Niemców, obecność siedziby gestapo i, niestety, gorliwość przedstawicieli Goralenvolku, którzy – choć nieliczni – byli w tej małej społeczności wyjątkowo niebezpieczni.

Dwie góralskie rodziny zostały po wojnie wyróżnione medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata51. Pierwsi – matka Anna Karpiel i jej syn Józef – przez wiele miesięcy ukrywali u siebie Itkę i Sarę Kolender po likwidacji getta w Lipnicy Murowanej, a zaopatrzywszy je w aryjskie papiery, pomogli im wyjechać do Niemiec na roboty, gdzie ich szanse przetrwania były zdecydowanie większe niż na Podhalu.

Drudzy, również matka i syn – Apolonia i Kazimierz Trybus – przyjęli pod dach sześciomiesięczną Irenkę, w rozpaczy oddaną w przypadkowe ręce przez prowadzoną na śmierć matkę, i wychowali jako najmłodsze z sześciorga rodzeństwa. Po wojnie odmówili przyjęcia finansowej rekompensaty oferowanej przez organizacje żydowskie za pomoc i utrzymanie dziecka. Pytani podczas badania poprzedzającego przyznanie medalu o swoje motywacje, nie bardzo rozumieli, o co chodzi. Jak mogli nie pomóc?

To niestety nieznana historia Zakopanego. Gdy się ją pozna, Wielka i Mała Krokiew nie są już tylko malowniczym obiektem sportowym, a pozostałością po kamieniołomach, gdzie pracą ponad siły wyniszczono wielką część żydowskiej ludności miasta. Osiedla na Pardałówce przestają być pięknie położoną „sypialnią” miasteczka, przywołując wspomnienie zorganizowanego tu w 1942 roku obozu, zwanego przez miejscowych – nie do końca ściśle – gettem.

w2Naziści działali szybko, bo Tatry były dla nich idealnym miejscem do regeneracji sił dla wojska i wakacyjnych obozów Hitlerjugend (w willi Koliba przy ulicy Kościeliskiej), a w przyszłości – być może – snobistycznym uzdrowiskiem dla elit. W tej sytuacji „odżydzenie” miejscowości stało się priorytetem. /fot. Reprodukcja z archiwum FORUM
Agencja FORUM

Na Krupówkach wszechwładni w mieście Robert Weissman i Arno Sehmisch, stojący na czele tutejszego gestapo, bez oporów strzelali do ludzi podczas relaksujących przechadzek. Na cmentarzu przy Nowotarskiej masowo mordowano zakopiańskich Żydów strzałem w potylicę, a w budynku katowni Podhala, willi Palace przy ulicy Chałubińskiego 7, zamęczono na śmierć setki mieszkańców miasta, zarówno Żydów, jak Polaków.

I tak wędrujemy w czasie, ale bez drogowskazów. Wiele jest w Zakopanem pamiątkowych tablic, wiele strzałek kierujących nasze kroki w miejsca, gdzie pisała się historia, ale próbując odtworzyć historię obecności Żydów pod Giewontem, musimy radzić sobie sami. Właściwie jedyny niezatarty (choć mało brakowało) ślad to założony na początku lat 30. cmentarz żydowski na Bachledzkim Wierchu.

Można tam trafić spacerem z Pardałówki lub zostawić samochód pod stacją benzynową Lukoil na drodze wylotowej z miasta i, kierując się pod wiaduktem kolejowym polną drogą w prawo, wędrować przez pola, aż natkniemy się na kirkut. Nie znajdziemy tam już jednak żadnej macewy, prócz jednej – pamiątkowej. Wszystko zostało rozbite i wywiezione przez Niemców.

Wśród malowniczych pastwisk z widokiem na panoramę Tatr z jednej i Harendę z przeciwnej strony zobaczymy po prostu niewielką, prostokątną, porządnie ogrodzoną, pustą – jeśli nie liczyć zarośli – działkę. Jej charakter zdradza jedynie wmontowana w bramę gwiazda Dawida i patrząca na wschód jedyna granitowa tablica. Pod bramą ktoś postawił kilka zniczy, wokół zupełny spokój. Ani śladu domku stróża i kostnicy, które kiedyś się tu znajdowały.

Zanim w 1931 roku założono ten cmentarz, zakopiańscy Żydzi grzebani byli w Nowym Targu. Okoliczni gospodarze zakopiańscy niechętnie zgodzili się na umiejscowienie kirkutu wśród swoich pastwisk, były nawet dość ostre protesty, ale ostatecznie udało się ich przekonać i zakopiańska gmina uniezależniła się ostatecznie od nowotarskiej.

Dzisiejszy swój wygląd cmentarz zawdzięcza pieniądzom przekazanym w 2004 roku gminie żydowskiej w Krakowie przez ambasadora amerykańskiego na Słowacji Rudolfa Weisera, którego dziadek miał w Zakopanem sklep z nartami i właśnie tu został pochowany.

Echa wspomnień o zakopiańskich Żydach czasem wracają w długie zimowe wieczory, gdy popytać starych mieszkańców miasta. Nie jeden jeszcze pamięta, jak jego ojciec czy dziadek przeprowadzał „za Niemca” Żydów przez Tatry na słowacką stronę. Wielu widziało z bliska obóz na Pardałówce, powszechnie znane są też nazwiska zakopiańskich zdrajców i donosicieli. Częściej jednak o losach zakopiańskich Żydów się milczy.

***

http://turystyka.interia.pl/polska/news/bez-sladu-zaglada-zakopianskich-zydow,1864873,3575

Powyższy tekst jest fragmentem książki „Zakopane Odkopane”.

Autor: Paulina Młynarska, Beata Sabała-Zielińska

Wydawnictwo: Pascal

Przyslala Marysia Stauber

marysia stauber 2

 

 

 

 

 

reunion 69

One Response to “Zagłada zakopiańskich Żydów”

  1. O tym też trzeba pamiętać, dziękuję.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: