Wszyscy mówią, że walczą z Państwem Islamskim  – i wszyscy kłamią

Palmira_sWojownicy ISIS wysadzają świątynię Baal Szamin z czasów rzymskich w starożytnym mieście Palmira. (zdjęcie: ISLAMSKIE MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE)

„Jedynym właściwym sposobem walki z międzynarodowym terroryzmem… jest działanie prewencyjne, zwalczanie i niszczenie wojowników i terrorystów na terenach, które już okupują, nie zaś czekanie na nich, by przyszli do naszego domu” – powiedział prezydent Władimir Putin na spotkaniu w Moskwie w ubiegłą środę. Tego samego dnia rosyjskie siły powietrzne przeprowadziły pierwsze naloty bombowe. Słowa Putina mogłyby być słowami George’a W. Busha. W odróżnieniu jednak od Busha Putin zdobył poparcie wielu ludzi Zachodu, zarówno z lewicy, jak i z prawicy. Brytyjski komentator, Simon Jenkins, który szydził z wojny Busha z terrorem, określając ją jako „udzielenie przyzwolenia na nową głupotę… przekładającą się na globalną katastrofę, która przyniesie śmierć i nieszczęście milionom”, chwalił Putina w „Guardianie” w dniu 29 września. W artykule Dlaczego Zachód powinien słuchać Putina w Syrii pisał, że „jak wszyscy wiedza, jedynym sposobem zatrzymania rzezi w Syrii jest współpraca USA i ich sojuszników z prezydentem [Baszarem] Assadem – i skończenie z martwieniem się, co wygląda dobrze”. Putin przyniósł „dumę” i Zachód powinien współpracować z nim przeciwko „poważnemu zagrożeniu południa [Rosji] przez państwa muzułmańskie”.

Organizacja Stop the War Coalition w Wielkiej Brytanii napisała 18 września, że “bombardowanie jest niemoralne, głupie i nigdy nie wygrywa wojen”, a następnie twierdziła, że “jedyną interwencja, która prawdopodobnie zadziała w Syrii, jest ta obecna, z Moskwy”.
Przywrócenie przez Rosję “dumy” jej “walce z terrorem” i otwartość mówienia przeciwko “islamskiemu terroryzmowi” podziwiają ci sami ludzie Zachodu, którzy doszukują się “islamofobii” w słowie “terroryzm” we własnej prasie i sprzeciwiają się bombardowaniom, kiedy prowadzone są przez USA lub Wielką Brytanie. Mówi się nam, że dla „zatrzymania rzezi” w Syrii musimy sprzymierzyć się z dyktatorem, który dowodził rzezią 200 tysięcy Syryjczyków i pomógł zmienić około pięć milionów Syryjczyków w uchodźców.

Za całym tym przeszeregowaniem “wojny z terrorem” stoi straszydło Państwa Islamskiego (ISIS). Ponad 62 kraje dołączyły od zeszłego roku do koalicji, żeby podobno „walczyć z ISIS”. Każdy miesiąc są nowe zgłoszenia chętnych do koalicji. W lipcu Turcja twierdziła, że dołączyła do „trwającej współpracy przeciwko Daesh [ISIS]”. 26 września parlament brytyjski przegłosował zgodę na misje powietrzne przeciwko islamistom (ten sam parlament w 2013 r. odrzucił prośbę Davida Camerona o zgodę na misje powietrzne przeciwko Assadowi). W tym samym czasie Belgia i Dania „dołączyły do rosnącej koalicji, która obejmuje Francję i Australię wraz z sojusznikami arabskimi, takimi jak Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie”. Także Iran, który już popiera Assada i milicje szyickie w Syrii i Iraku, powiedział, że może pomóc koalicji w walce z ISIS  Jeśli chcecie mieć trochę zabawy, znajdźcie portal on line, który pozwala kodować kolorem na mapie świata (ja lubię map chart.net). Kliknijcie wszystkie 62 kraje zaangażowane obecnie w „zwalczanie ISIS”, a większość świata będzie pomalowana na czerwono. Kraje z najsilniejszymi armiami na świecie, najwyższym PKB i z ogromną liczbą ludności są sprzymierzone przeciwko ISIS. Niemal wszystkie kraje, które walczyły w II wojnie światowej w Europie, są sprzymierzone przeciwko ISIS. Niemcy, Włochy, Rosja, Francja, Wielka Brytania i USA, wszystkie są po tej samej stronie. Wspólnie te kraje posiadają najnowocześniejsze technicznie wyposażenie militarne, jakie kiedykolwiek istniało. A z czym walczą? Państwo Islamskie jest przerażającą organizacją – jeśli jesteś cywilem irackim lub syryjskim, albo należysz do mniejszości Jazydów lub chrześcijan, których społeczności ISIS mordowało masowo. Odkładając jednak na bok propagandę, gwałcenie kobiet i mordowanie cywilów, szacuje się, że ISIS miała 31 tysięcy żołnierzy u szczytu swojej ofensywy we wrześniu 2015 r. Liczba ludzi pod panowaniem ISIS w Syrii to około dwa miliony, chociaż część uciekła. Obejmuje to ludność w prowincjach Aleppo, Hasakah, Rakka i na obszarach wokół Deir as-Zor. Wzmocnione przez 20 tysięcy zagranicznych ochotników formacje ISIS mogą rekrutować żołnierzy tylko z 200 tysięcy mężczyzn w wieku zdolnym do walki. Trochę więcej zasobów ISIS ma w Iraku. Jest jednak cienko rozciągnięte tak w Iraku, jak w Syrii, walcząc z milicjami szyickimi, Iranem i Kurdami z YPG w Syrii oraz peszmergą w Iraku. Sami Kurdowie mają większe siły w polu niż ISIS i pokonali ISIS w bitwach. Jeśli więc Kurdowie, zupełnie sami, z zamontowanymi na ciężarówkach karabinami kalibru .50 i AK-47 mogą pokonać ISIS, to dlaczego nie może tego zrobić „Koalicja do walki z ISIS” licząca 62 kraje? Jak to jest możliwe, że kraje, które walczyły po obu stronach w II wojnie światowej w Europie, nie mogą pokonać 40 tysięcy mężczyzn uzbrojonych w moździerze i jeżdżących półciężarówkami Toyoty? ISIS nie ma sił powietrznych. Nie ma obrony przeciwlotniczej. Nie ma czołgów.

ISIS improwizuje tworząc „pojazdy opancerzone” przez przyspawanie płyt metalowych do samochodów cywilnych i przez przechwytywanie Humvee od armii irackiej. Ponieważ nie ma możliwości naprawiania przejętego sprzętu, wiele pojazdów rozpada się. Gdyby dało się wskrzesić tylko jedną dywizję trzeciej armii Pattona z 1944 r., mogłaby ona pokonać ISIS. Dlaczego więc ISIS rośnie w siłę w Syrii i nadal walczy? Ponieważ koalicja 62 narodów i wszyscy jej przyjaciele w Ankarze i w Moskwie tak naprawdę wcale  nie walczą z ISIS. Żyjemy w epoce zmyśleń, bombastycznych oświadczeń, biurokratycznego bełkotu i nonsensu, gdzie wypowiadanie pustych słów o “walce” jest zawsze przedkładane nad rzeczywistą walkę. Jeden z cudzoziemskich ochotników, który walczył u boku rzeczywiście walczących Kurdów, napisał wczoraj na Facebooku: „Co za niespodzianka, ‘walczenie z terroryzmem’ jest dobrą wymówką w tych dniach do zabijania każdego, kogo nie lubisz”. Jego cyniczny komentarz jest zasadniczo poprawny. Kiedy Turcja twierdziła, że będzie “zwalczać ISIS”, w rzeczywistości rozpoczęła wojnę przeciwko wojowniczej grupie kurdyjskiej PKK w próbie zdobycia popularności przed wyborami listopadowymi.

Twierdzenie Putina, że będzie walczyć z ISIS, było po prostu sposobem zdobycia aprobaty od społeczności międzynarodowej na wejście głęboko do Syrii, by wesprzeć Assada i pokonać rebeliantów syryjskich. Nie jest niespodzianką, że po pierwszych uderzeniach powietrznych Rosji donoszono, iż Putin będzie prowadził „pilne rozmowy” z USA „po tym, jak Putin przeciwstawia się Zachodowi, ‘obierając za cel wspieranych przez USA rebeliantów’”. Wszystkie narody zrozumiały, że „walka z ISIS” jest przepustką do przeprowadzania innych planów politycznych. Dla Turcji był to sposób walki z Kurdami. Dla Rosji, sposób wspierania Assada. Dla Iranu, sposób pogłębienia swoich wpływów w Iraku i Syrii. Dla niektórych krajów, sposób zbliżenia się do USA lub przetestowania swojego wyposażenia militarnego. Ostro zjechano kampanię USA przeciwko ISIS za wyolbrzymianie sukcesu przy bardzo nikłych osiągnięciach. Możecie to sami zobaczyć, czytając między wierszami dowolnego oświadczenia Pentagonu o uderzeniach powietrznych USA i owych „osiągnięciach”.

We wrześniu 2014 r., kiedy rozpoczęły się naloty, twierdzono, że miały na celu “warsztaty produkcyjne i obozy szkoleniowe”. W innym nalocie, w którym udział wzięły F-22 Raptory, F-15, F-16, bombowce B-1 i drony, celami były „kwatera główna, baraki obozów szkoleniowych i pojazdy wojskowe”. Pentagon twierdził: „Partnerzy koalicji brali udział w drugiej i trzeciej fali, wspierając całym wachlarzem możliwości bojowych, które zaczęły się od patroli powietrznych do właściwych uderzeń w cele”. Jeden z okrętów USA strzelał rakietami Tomahawk i uderzył w „centrum finansowe” ISIS w Rakka. 5 czerwca 2015 r. Pentagon twierdził: “Uderzenia powietrzne naszej koalicji są najbardziej precyzyjne i zdyscyplinowane w historii walk powietrznych”. Zapytany, jak ISIS zajął Palmirę, generał powiedział: „Nie powiedziałem, że nie robią taktycznych postępów. Powiedziałem, że nie dokonali strategicznych zwycięstw”.

Celem uderzeń powietrznych było “zarządzanie i zatrzymanie dopływu cudzoziemskich wojowników oraz zniszczenie finansowania Daesh, co może być ważniejsze”. Inne odprawy opisują uderzenia powietrzne na motocykle i “pozycje walczące” ISIS, co zasadniczo znaczy miliony dolarów wydane na wysadzenie w powietrze worków z piaskiem. Koncepcją jest pokonanie ISIS żargonem, nie zaś wojną totalną. I dlatego ISIS ciągle prze do przodu, podczas gdy świat podobno z nim walczy. Jedyną rzeczą, jakiej boją się ci „walczący z ISIS” jest, że ISIS faktycznie może zostać pokonane, co usunęłoby ich wymówkę na mieszanie się do syryjskiej wojny domowej.

Everyone is fighting Islamic State and they’re all lying

Jerusalem Post, 3 października 2015

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

listy z naszego sadu

Seth J. Frantzman


Publicysta “Jerusalem Post”. Zajmował się badaniami nad historią ziemi świętej, historią Beduinów i arabskich chrześcijan, historią Jerozolimy, prowadził również wykłady w zakresie kultury amerykańskiej. Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie farmerskiej, studiował w USA i we Włoszech, zajmował się handlem nieruchomościami, doktoryzował się na  Hebrew University w Jerozolimie.

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: