Uncategorized

Gdansk 46 cz. 5

Natan Gurfinkiel

Ojciec był człowiekiem porządnym do szpiku kości, ale nie zawsze miał wyczucie taktu i potrafił mądrze siȩ zachować, Gdyby mama żyła, wytłumaczyłaby mu, że pan Kuttenkeuler mógł poczuć się zraniony tym odtrąceniem gestu. Doznałem chyba jakiejś iluminacji, kiedy zacząłem sobie wyobrażać jak moja mama zareagowałaby w takiej sytuacji.

– Powiedz panu doktorowi, że przemyślałeś sprawę i przepraszasz za szorstką odpowiedź. Poproś go o jedną książkę na pamiątkę. Zapewnij pana Kuttenkeulera, że bardzo doceniasz jego piękny odruch i przechowasz go w pamięci ile razy spojrzysz na tę książkę…

W ten sposób otrzymaliśmy trzytomowe wydanie  monumentalnego  dzieła Theodora Mommsena „Römische Geschichte” z połowy XIX, za które autor dostał  w roku 1902 ustanowioną rok przed tym literacką nagrodę Nobla.

 

Mój tata streszczał mi nieraz swe rozmowy z byłym właścicielem fabryki. Zapytał go kiedyś czy wiedział o zbrodniach popełnianych przez nazistów.

– Gdyby to pytanie zadał mi ktoś inny, powiedziałbym krótko –  nie wiedzialem i nie byłoby zupełnym kłamstwem. Ale wobec pana muszę zachować się uczciwie, bo nie wyczuwam wrogości w pańskim pytaniu. Jest ono, jak rozumiem, podyktowane rzetelnością poznawczą, bo chce pan wysłuchać drugiej strony, nie bacząc na emocje tak naturalne po tym wszystkim, czego  musiał pan doświadczyć.

Więc sformułuję to w ten sposób: nie wiedziałem, bo tak było wygodniej. Jak pan wie, jestem człowiekiem apolitycznym, więc uczepiłem się tej apolityczności, bo dawała mi łatwe alibi, gdy rzeczywistość wydawała mi się zbyt straszna, by można ją było znieść bez odwracania wzroku od natrętnej codzienności…

Pan Kuttenkeuler przeprosił na chwilę i wyszedł do sąsiedniego pokoju. Po chwili wrócił ze skoroszytem pełnym korespondencji hadlowej.

– Proszę, niech pan spojrzy, Miałem przed wojną kilku kontrahentów  Warszawy. Kontakt urwał się oczywiście  z wybuchem wojny, ale po jakimś roku od wkroczenia wojsk niemieckich ponowiłem gotowość podtrzymywania kontaktów handlowych. Nie mialem szczególnej nadziei na odnowienie kontaktów, ale dobry obyczaj nakazywał pisanie kurtuazyjnych listów do ludzi, z którymi prowadziło się interesy

Na kopertach widnial stempel: „Jüdischer Wohnbezirk in Warschau”.

-Moi warszawscy kontrahehenci – ciągnął dalej pan Kutteneuler – jako osoby wychowane na dobrych wzorach,  dziękowali za zainteresowanie i obiecywali nawiązać ze mną łączność gdy tylko sytuacja na to pozwoli. Ta rutynowa korespondencja urwała się w roku 1942. Listy wracały  z nadrukiem „adresat nieznany”. Mówiąc najoględniej, zrozumialem, że nigdy już nie będę miał okazji porozmawiać z ludźmi, których znałem tylko listownie.

 

Nie wszyscy rozmówcy taty potrafili zaprezentować taką elegancję stylu.Naszym bezpośrednim sąsiadem z parteru był uwielbiany przez wszystkich pan Dieter Einholz, łagodny, uśmiechnięty, zawsze gotowy  pomóc gdy tylko mógł. Był on mechanikiem od naprawy maszyn, ale potrafił zreperować dowolne urządzenie.

W  młodości pracował w stoczni  Schichau (powojennej Stoczni Gdańskiej). Pewnego dnia zamiast przyjść po pracy do domu, pojechał tramwajem do Neufahrwasser (Nowego Portu), zamustrował się na statek i wrócił do Gdańska po dwudziestu latach, spośród których kilkanaście spędził we francuskiej Legii Cudzoziemskiej.Później mieszkał w Aix- en- Provence, gdzie otworzył warsztat ślusarski. Latem 1939 roku pojechal do Gdańska, by zobaczyć się z rodzicami i nie zdołał już wrócić, bo Gdańsk został przyłączony do Rzeszy, której Francja wypowiedziała wojnę. Po dwóch latach pan Einholz został zmobillizowany i wysłany na front wschodni. Został ranny i po wypisaniu ze szpitala uznany za niezdolnego do służby. Znalazł zatrudnienie w fabryce doktora Kuttenkeulera i wkrótce po podjęciu pracy ożenił się z dziewczyną z firmy. Pod  koniec wojny urodziła im się dziewczynka, która stała się maskotką, rozpieszczaną przez wszystkich mieszkańców posesji, nie wyłączając Polaków.

 

Pan Einholz nie przebierał w słowach, kiedy mówił o swoich rodakach.

– Widziałem na froncie takie rzeczy, że nic mnie już nie zdziwi, powiedział któregoś dnia memu tacie Tu nie ma co owijać w bawelnę. Jeżeli ktoś mówi, że nie wiedział o obozach,zbudowanych po to by uśmiercać ludzi, to znaczy, że nie chciał wiedzieć. Taka jest prawda w całej swej prostocie. Wstydzę się, że jestem Niemcem, a najbardziej tego, że moi rodacy nie chcą uznać swej winy, bo wszystko zrobił Hitler, a oni, porządni ludzie nic o tym nie wiedzieli.

Pan Einholz powiedział memu ojcu, że nawiązał kontakt z francuskim konsulatem i jest w trakcie załatwiania formalności związanych z osiedleniem się we Francji.

 

Najbardziej niezwykłą rzeczą, która wydarzyła się na podwórku był ślub magazyniera z fabryki z dorodną i poczciwą, lubianą przez wszystkich niemiecką dziewczyną. Miała na imię Lotte. Jak opowiadała swoim koleżankom, zrobiło jej się żal nieśmiałego i  wiecznie melancholijnego  magazyniera, na którego polskie dziewczyny nie zwracały uwagi, bo uważały że jest brzydki. Chciała go tylko pogłaskać, by dodać mu otuchy i gdy dotknęła dłonią,  ogarnęło ją podniecenie. Po kilku dniach dniach wszystkie dziewczyny zauważyły, że Staszkowi, jak miał na imię, złagodniały rysy. Z uśmiechem na twarzy i energicznymi ruchami przestał wydawać siȩ brzydki. Lotte też promieniała, bo jak mówiła koleżankom, nigdy przedtem nie doświadczyła od żadnego mężczyzny tylu odruchów czułości i takiego uwielbienia. Nie minęło wiele czasu, kiedy oznajmila koleżankom, że jest w ciąży…

Wkrótce potem podwórko opustoszało z niemieckich mieszkańców. Chodziłem już wtedy do szkoły i byłem ze swoją klasą na kilkudniowej wycieczce w Karkonoszach. Kiedy wróciłem, z dawnych niemieckich mieszkańców został tylko pan Einholz wciąż czekający na francuską wizę i  Lotte Borówko, jak się teraz nazywała. Uczę się intensywnie polskiego, oznajmiła, ujrzawszy mnie. Strasznie trudny jest ten wasz język, ale dam radę…

 

Nie znam dalszych losów moich niemieckich sąsiadów – doktora Kuttenkeulera, pani Rogalinski, pana Lewandowskiego. Słyszałem, że panu Einholzowi dano pozwolenie na stały pobyt we Francji.

Dostałem też dwa listy od Ulli po jej zamieszkaniu w Düsseldorfie. Jej ojciec, wypuszczony przez Anglików z obozu jenieckiego, zamieszkał z nią i z jej mamą w nowym domu. Jak mi napisała, ona sama i Charlotte oswajają się z nowym otoczeniem, co nie jest całkiem bezproblemowe.

– Pamiętasz,  pisała – jak mówiłam ci na plaży, że Gdańsk, w którym się urodziłam przestał już być moim miejscem na ziemi. Gdańsk już przestał, a Düsseldorf jeszcze nie zdążył się nim stać i nie wiem nawet czy do końca tego pragnę. Czuję się jakby umieszczono mnie w  próżni między przeszłością a przyszłością. Teraz dopiero  zrozumiałam do końca twoją uwagę, która wówczas mnie zadrasnęła,  że nie trza było wywoływać wojny…

W drugim liście poinformowała mnie, że wychodzi zamąż i wyjeżdża do Nowej Zelandii. Mam nadzieję – pisała – że to małżeństwo, i całkowita zmiana otoczenia zrobi mi dobrze, ale trzymaj za mnie kciuki…

                *************

Moja powojenna gdańska codzienność była rodzajem szczepionki przeciwko  PR-owskiej propagandzie na temat żądzy odwetu ze strony „niesłusznych” zachodnich Niemców, którzy dawno już najechaliby najechaliby Polskę, by odbić utracone tereny, tylko  gdyby nie nasz sojusz ze Związkiem Radzieckim i istnienie buforu w postaci NRD. Wielu skąd inąd rozsądnych i dalekich od komunizmu ludzi dało się nabrać na ten mit zagrożenia ze strony Niemiec wmontowanych w struktury UE i NATO.

Jednym z niewielu, którzy zgodnie z tekstem piosenki  Młynarskiego, „mnie wyczuwali” był Jerzy Karaszkiewicz.

Kiedyś nagrywał postsynchrony do jakiegoś filmu w studiu WFD na Chełmskiej. W którymś momencie zepsuła się aparatura. Przerwa trwała dość  długo i aktorzy zaczęli siȩ nudzić. Karaszkiewicz podszedł do mikrofonu, nie wiedząc, że przed chwilą technicy zdołali naprawić  defekt. W ogromnej hali studia rozległ się zachrypnięty i sepleniący głos aktora: tu stacja Kutno, tu stacja Kutno. Odwetowcom i militarystom zachodnioniemieckim załoga naszego wȩzła kolejowego mówi swe zdecydowane NIE – powtaaarzam…

Poprzednie odcinki KLIKNIJ TUTAJ

http://studioopinii.pl/natan-gurfinkiel-niemcy-z-mego-gdanskiego-podworka/

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.