„Ludzie i zwierzęta”

Książkę „Ludzie i zwierzęta” Antoniny Żabińskiej czyta się ze szczególnym zainteresowaniem z racji niezwykłego sposobu przedstawienia wojny. Ukazana ona została poprzez tragedię zwierząt, ale i z punktu widzenia gehenny ludzi, zmuszonych do ukrywania się przed niemieckim okupantem na terenie zoo.

Wspomnienia Antoniny Żabińskiej – żony Jana Żabińskiego, w latach 1929–1950 dyrektora Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego – trafiła po raz pierwszy do księgarń w 1968 roku i miała kilka wznowień. Teraz ukazała się na fali zainteresowania hollywoodzkim filmem „Azyl” w reżyserii Niki Caro. „Ludzi i zwierzęta” warto jednak czytać zawsze, nie czekając na  nadarzającą się sposobność.

Ukrywanie na terenie zoo uciekających z getta Żydów czy poszukiwanych przez gestapo ludzi polskiego podziemia para małżonków traktowała w kategoriach powinności. Niosący niejedno zagrożenie czas wojny wymuszał na nich decyzje sprzeczne z naturalnym biegiem rzeczy. Tak więc z początkiem września 1939 roku Żabińscy musieli postąpić całkowicie wbrew własnej woli.

„W domu łatwiej przeżywać strach niepewność i nieszczęścia. Ale właśnie nasz dom znalazł się tymczasem na terenie najbardziej atakowanym przez wroga. Leżał bowiem niedaleko obu przyczółków mostowych – mostów kolejowego i Kierbedzia; w zoo stacjonował ponadto batalion zapór balonowych. Niemcy rozpoczęli zaciekłe bombardowanie ogrodu. Półtonówka rozbiła skałę białych niedźwiedzi, białe misie – jeden z najgroźniejszych drapieżników – wyszły na wolność! Lada moment to samo zdarzyć się może z pomieszczeniem lwów, tygrysów, lampartów i innych drobniejszych dzikusów. Życiu ludności w bombardowanym mieście zagrozi dodatkowe niebezpieczeństwo. Jedynym wyjściem było zapobiec temu: wystrzelać wszystkie drapieżniki. Postanowione to zostało już dużo wcześniej… Broń miało tylko wojsko… Wyszłam na ganek, kiedy się  t o  już stało. W pobliżu studni zobaczyłam gromadkę żołnierzy, porucznika i kilku ludzi z personelu ogrodu. Wszyscy milczeli, jeden z dozorców płakał.”

Po zablokowaniu przez okupanta wszelkich rachunków państwowych w bankach utrzymanie personelu i reszty mniej groźnych zwierząt wymagało wyjątkowych zabiegów gospodarskich. Pomogły pozostawione przez wojsko zapasy oraz wsparcie udzielane przez ludzi dobrej woli. Opustoszałe terytorium ogrodu stało się miejscem schronienia osób, którym niemieckie rozporządzenia odmawiały prawa do istnienia.

„Coraz więcej rozbitków przybywało teraz do naszego domu. Jak gdyby nie był on wątłą łupiną na rozkołysanych falach, lecz łodzią podwodną kapitana Nemo, która przez ciche głębiny dowiezie ich w końcu do portu. […] Zbiegowie z przedsionka krematoriów, z progu komór gazowych, chcieli jednak łudzić się, że znaleźli dla siebie bezpieczną kryjówkę; musieli w to wierzyć, aby nie oszaleć. Twierdzili więc, że właśnie tutaj nic im się stanie. Właśnie u nas, w domu, który był ‚domem otwartym’ w najdosłowniejszym znaczeniu.”

Calosc TUTAJ

Przyslala Rimma Kaul

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: