*Getto ławkowe, odcinek 6

Anna Karolina Klys

 


Co roku w rocznicę śmierci Wacławskiego na uczelniach polskich powtarzała się ta sama historia. Najpierw okrzyki, transparenty („Żądamy Ghetta dla Żydów i obniżki opłat”, „Śmierć żydokomunie”, „Niech żyje Wielka Polska!”), a na ławkach po prawej – kartki z napisem: „Miejsce zajęte przez Polaka”, zaś na ławkach po lewej stronie audytorium – żółte z jednym krótkim „Żyd”, później laski, pałki i kastety. Leciały szyby w mieszkaniach i sklepach, na pogotowie zgłaszali się kolejni pobici, poranieni nożami studenci i przypadkowi przechodnie.
W listopadzie 1936 roku we Lwowie prezes związku Młodzieży Wszechpolskiej Marian Wardyński (piąty rok weterynarii) poprowadził studentów na ulice w rocznicę śmierci Grotkowskiego. Zatrzymali i zdemolowali autobus linii Winnik– Lwów. Pobili wszystkich pasażerów, w tym katolików. Wardyński ukrywał się po fakcie, ale ostatecznie został aresztowany. Bito też w Warszawie, po nabożeństwie w intencji Wacławskiego.

Uczelnie zawieszały działalność, organizacje żydowskie protestowały, organizacje endeckie z dumą informowały o niezłomnej postawie studentów katolików. I chociaż z roku na rok przyjmowano coraz mniej studentów narodowości żydowskiej -od 45 procent mniej na prawo po ponad 60 procent mniej na inne kierunki, to pierwszym rokiem, w którym nie doszło do hec związanych z gettem ławkowym, numerus clausus i numerus nullus, był dopiero październik 1939.
W Poznaniu przestano przyjmować ich zupełnie na pierwszy rok studiów, w 1937 roku było tu na wszystkich kierunkach i na wszystkich latach studiów osiemdziesięciu Żydów, ale wystarczyło dwóch studentów żydowskich, by żądać „odżydzenia” uczelni. Na Uniwersytecie Poznańskim kilkunastu studentów endeków pobiło i wyrzuciło z budynku studentów Lustiga i Fałatowskiego na wydziale prawno-ekonomicznym.

Do głosów działaczy żydowskich proszących o opamiętanie rzadko dołączali się katolicy. W listopadzie 1936 roku Maria Dąbrowska opublikowała w „Dzienniku Popularnym” tekst Doroczny wstyd: Każdy początek roku akademickiego przynosi we wszystkich prawie miastach uniwersyteckich Polski rozpętanie się ekscesów antyżydowskich, urągających już nie tylko cywilizacji, ale najelementarniejszym uczuciom ludzkim i obywatelskim. Dąbrowska stara się znaleźć odpowiedzialnych za „prześladowanie, bicie i kaleczenie bezbronnych oraz niszczenie publicznego i prywatnego mienia”. Oskarża: pisarzy (że nie dość przekonujący), stronnictwo nacjonalistyczne (że zachęca i nawołuje do bicia i szykanowania bezbronnych, co na bijących „kładzie na całe życie niestarte piętno niższości moralnej”), kler (że nie potępia bicia, niszczenia, obrażania i kradzieży dokonywanych „pod hasłem katolicyzmu i Krzyża”, a wręcz przeciwnie, stale odbywa się „ślubowanie w Częstochowie, spowiadanie, komunikowanie i błogosławienie młodych terrorystów, zawieszanie w audytoriach krzyżów – godła miłości i pokoju – po to, żeby po tych ślubach i spowiedziach i pod tym krzyżem bić i poniewierać bliźnich”), szkolnictwo (że wpuszcza na uczelnie wyższe „młodzież tępą i prostacką”), prasę (że nie informuje, a uprawia propagandę), rodzinę (że milczą lub aprobują), a w końcu profesorów akademickich (że są bierni lub pochwalają ekscesy). I tak z autorki narodowej, lubianej i szanowanej przez prasę i krytykę prawicową, stała się enfant terrible. Koło Polonistów Uniwersytetu Jagiellońskiego odwołało jej odczyt literacki, w endeckich gazetach pojawiły się propozycje, żeby Maria Dąbrowska dostała od Światowej Organizacji Syjonistycznej tytuł „honorowej Żydówki”.

Do grup, które najaktywniej włączały się w akcje „odżydzania”, należała na początku głównie „złota młodzież”. Dzieci bogatych właścicieli ziemskich, urzędników. Później dopiero do antyżydowskich akcji dołączyli przedstawiciele średnio i mało zamożnych studentów. Ale dochodziło do takich sytuacji, kiedy studenci „wynajmowali” za pieniądze demonstrantów. W grudniu 1936 trzej warszawscy studenci wynajęli „niejaką Kowalewską”, która w nocy cegłą wybiła trzy wielkie okna wystawowe w magazynie okryć Birsteina (ul. Miodowa 11). Wartość zbitych szyb – 4 tysiące złotych. Jak ustaliła policja, Kowalewskiej płacono 2 złote od wybitej szyby. Ale zatrzymano też samych studentów – Jaworskiego za wybicie szyb w sklepie Hirsza skazano na czternaście dni bezwzględnego aresztu, Miłoszewskiego na siedem dni za wznoszenie okrzyków antyżydowskich i antypaństwowych, Rogalskiego, który ciężko pobił Żyda, oraz Ferdynanda hr. Falkenberga, za to samo, na siedem dni aresztu. Helenę Popławską za podżeganie do bicia – na pięć dni.

Kiedy w styczniu 1937 roku na Uniwersytecie Warszawskim ogłoszono „dzień bez Żyda”, zawsze występujący przeciwko „hecom antysemickim” prof. Kotarbiński opublikował na łamach „Kuriera Porannego” list otwarty: „Z rozgoryczeniem wstępuję na teren uniwersytetu. Jednemu z moich uczniów, starszemu statecznemu nauczycielowi, napastnik rozbił tam głowę klamką czy czymś podobnym. Inny szlachetnie myślący młody człowiek ufność swą do uczelni przypłacił załamaniem ogólnym. Raz podczas wykładu wtargnęła wataha, tygrysimi skokami dopadnięto Żydów w ławkach, sprano, stłuczono, sponiewierano jego i innych. Nie pokazał się już więcej. Trzeci szukał sygnatur w katalogu. Otoczono go – jak opowiada – z nagła, zapytano, czy Żyd, a gdy potwierdził, złamano mu nos. Napastnicy – nie, raczej oprawcy – rzucali półprzytomnym jak piłką, tłukąc ile wlazło, bo „jeszcze nie upadł”, bo trzeba go było „dokończyć”. Zbitego wyrzucili wreszcie na bruk przed bibliotekę. Dodajmy, że w żadnym z opisanych przypadków nie był to lynch indywidualny, kara czy odwet za czyny lub ujawnione intencje danego właśnie osobnika. Robota idzie hurtem i komu by się chciało dopytywać o takie detale. (…) Nie ma co, trzeba się brać do samoobrony, bo znikąd obrona nie przyjdzie, skoro znikąd nie przychodziła na czas po dziś dzień. Nie bić w odwet, tylko nie dawać bić. Zasłaniać napastowanych, rozbrajać napastników. Tam się ustala pokojowy modus vivendi, gdzie obrona dzielniejsza jest od napadu. A wolno mniemać, że w działaniach obronnych nie dopatrzą się występku ci, których prawo powołuje do zapobiegania napaści.”
Następnego dnia po ukazaniu się artykułu, kiedy wieczorem profesor wraz ze studentami opuszczał Uniwersytet czekała już na nich grupa endeków. Uzbrojeni w pałki i laski pobili ciężko studentów Żydów, szczególnie poważnie Ojzera Sokoła i asystentkę profesora – dr Dinę Steinberg. Sam profesor, otoczony przez studentów chrześcijan, zdołał bezpiecznie opuścić teren Uniwersytetu. Profesor Kotarbiński wypowiadał się wiele razy przeciw biciu i poniżaniu studentów żydowskich, oburzała go bierność studentów polskich, którzy nie przeciwstawiali się endeckiej przemocy. Prowadził też zajęcia u siebie w mieszkaniu, by uniknąć endeckich ataków.

cdn

Poprzednie wpisy

TUTAJ


Wszystkie wpisy Anny na Blogu

TUTAJ

 

 

One Response to “*Getto ławkowe, odcinek 6”

  1. Wielkie dzieki wspanialej autorce !
    Oraz cytat:
    „Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych.”​
    ​Karol Ludwik Monteskiusz, 1689-1755​

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: