KABARET A REBOURS

KRZYSZTOF MROZIEWICZ


Po scenie błąka się stary, mądry Żyd. Jest emerytowanym oficerem armii izraelskiej. Pochodzi z przedwojennej Warszawy. W retrospektywie przeżywa pojedynek bokserski z narodowcem, pogrom na Kiercelaku, bal żydowskich gangsterów w burdelu, rewolucję z 1905 roku, awantury korporacji studenckich, wreszcie wyjazd do Ziemi Obiecanej, czyli Izraela.

Andrzej Seweryn gra Żyda w taki sposób, że widzimy od razu nie jedną a trzy Ziemie Obiecane. Tę z powieści Reymonta, tę z programu wyborczego PiS i Ziemię Mojżeszową.

Ta troistość jest błogosławieństwem spektaklu. „Król” Twardocha, czyli powieść o żydowskim półświatku z Nalewek, przypomina opowiadanie Izaaka Babla pod tym samym tytułem „Król”. Seweryn gra nie tylko pana Szapiro z Tel Awiwu lecz także Benię Krzyka z Odessy i – być może – pisarza Izaaka Beshevisa Singera z Krochmalnej, bo maszyna do pisania gra przez cały spektakl razem z Sewerynem.

Kiedy patrzymy na gangsterów balujących w burdelu, przypomina się książka Richa Cohena „Twardzi Żydzi” o gangsterach żydowskich z Nowego Jorku z lat 30. To oni wykreowali gwiazdora CNN Larry’ego Kinga i supergwiazdora estrady Franka Sinatrę. A także Meiera Suchowlańskiego z Grodna, który rządził szulerniami Las Vegas i Hawany. Ameryka była wtedy krajem marzeń wszystkich biedaków z całego świata. USA nie chciały jednak obszarpanych Żydów z Polski.

W marzenia o wyjeździe z Polski reżyserka, Monika Strzępka, wplata bunt robotników pod czerwonymi sztandarami z „Warszawianką” z 1905 roku. Kolor sztandarów jest czerwony „bo na nim robotnicza krew” – mówi pieśń. I mówi nieprawdę. Robotnicy kupowali czerwone płótno, bo było najtańsze. Strzępka inscenizując rewolucję demonstruje moc swego własnego buntu, który wyrasta z teatru kontestacji i kontrkultury końca lat 60.

Przesłanie spektaklu stara się dotrzeć do nas z ryzykowną tezą, że bez Żyda i burdelu nie ma socjalizmu. Ksawery Pruszyński i Antoni Ferdynand Ossendowski pisali z Palestyny w latach trzydziestych, że gdyby na czas doceniono syjonizm, nie doszłoby do przewrotu bolszewickiego i Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikoweji. A zatem nie byłoby komunizmu, a losy Polski potoczyłyby się zupełnie inaczej, bo Zinowiew, Kamieniew, Trocki i Radek a może sam Lenin zajęliby się budową państwa Izrael, zamiast uprawiać dyktaturę proletariatu.

Przypomnę inną tezę: że bez Żyda i burdelu nie byłoby faszyzmu, o czym mówił „Kabaret”, zarówno film jak i niedawne przedstawienie w Teatrze Dramatycznym m.st. Warszawy. Monika Strzępka zagrała – może nawet podświadomie – „Kabaret a rebours”, czyli musical pełen dramatycznych ale i zmysłowych pieśni, pełen ohydnej przemocy, wulgaryzmów, od których uszy bolą i zmitologizowanych biografii bohaterów tego wybitnego spektaklu. Rozegrany został tak, że po pierwszej części mamy wrażenie, iż to już koniec. Kurtyna spada i milczy, nie wypuszczając wykonawców z ukłonami finalnymi. Jednak mistyka nie może się tak kończyć. Widz powinien dostać po pysku. I zaczynają się tortury drugiej części. Dwie godziny koszmaru, bandyckich porachunków, kpin z dziennikarstwa oraz homoseksualizmu między którymi nie ma różnicy, celowe anachronizmy jak karoserie samochodów z lat pięćdziesiątych, których nie było przed wojną, kapiszony zamiast prawdziwej amunicji, której nie mogło brakować gangsterom z Muranowa i dymów jak na koncercie rockowym.

Wszystko to dzieje się w pamięci Seweryna, który jako Szapiro przeżył wojnę w Europie i kilka wojen na Bliskim Wschodzie. Spektakl reżyserowała dresiara, która tańczy z radości na scenie i rzuca się aktorom na szyję dziękując za znakomite przedstawienie. Młodzi grali, jak chciała awanturnica. Kobiety a właściwie dziewczyny – Eliza Borowska, Maria Dębska, Barbara Kurzaj, Katarzyna Strączek pod gwiazdą Grażyny Barszczewskiej – wspaniale. Starsi – zwłaszcza Krzysztof Dracz i Jerzy Schejbal – jak gdyby występowali za Szyfmana u boku Ludwika Solskiego. Powiedzieli ze sceny to, o czym się nie mówi. Że przed wojną byli w Warszawie zarówno polscy faszyści jak i żydowscy gangsterzy. Dziś, po nowelizacji ustawy o IPN, można o tym mówić tylko w teatrze.

Seweryn prowadził kiedyś studentów PWST pod pomnik Mickiewicza po zdjęciu „Dziadów”. Dziś przed premierą „Króla” poszedł na Marsz Wolności. Protestowano przeciw uzależnieniu sądów od władzy wykonawczej. Trybunał Konstytucyjny poległ. Sąd Najwyższy drży w posadach.

Sąd Ostateczny jeszcze się trzyma.

Krzysztof Mroziewicz: Kabaret a rebours

One Response to “KABARET A REBOURS”

  1. szkoda ze nie wspomniano niesamowitej prawdziwej histori KROLA handlu zywym towarem. Nazywal sie Migdal, pochodzil z warszawskich Nalewek..W Ameryce poludniowej Argentynie i Brazyli stworzyl kolosalna siec burdeli., ktora kierowalo . kierowalo zalozone przez niego oficialnie zarejestrowane Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy, Roczny budzet towarzystwa przekraczal sume kilu milionow dolarow. Skorumpowal cala policje Argentynska. .
    I nawet dzis, slowo ” polacca” nie jest slowen , ktore uzywa sie w eleganckim towarzystwie. Polacca znaczy w Argentynie: prostytutka.

    Migdal zaczal od handlu w swoim wlasnym zydowskim srodowisku. Sprzedawal mlode zydowki do Argentyny, pod pozorem wspanialego malzenstwa. . A po przjezdzie, zabieral paszport… i do roboty..

    ps. nazwe Towarzystwa, cytuja z pamieci. Brzmiala ona oczywiscie nie po polsku ale po hiszpansku.

    ..

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: