Kochanka

Zenon Rogala

         


Stała w progu. Wyraźnie widziałem jak stała w progu naszej sypialni. Jeszcze światło było bardzo skąpe, ale na szczęście padało w stronę drzwi. Więc widziałem wyraźnie jak stała w progu i zanim przekroczyłem ten niewidzialny próg między jawą i snem, oraz między nocą i dniem, a właściwie wczesnym świtem, po przetarciu oczu raz i jeszcze raz, widzę wyraźnie stojąca postać młodej kobiety w drzwiach naszej sypialni.

Podniosłem się na obydwu łokciach, żeby lepiej zobaczyć tę postać, bo na razie widziałem tylko z poziomu łóżka podtrzymujące zarzuconą na ramiona chustkę oraz splecione ręce, podtrzymujące tę chustkę. Byłem pewien, że jeszcze przed chwilą chusta zasłaniała jej  głowę, ale widocznie tuż przed moim spojrzeniem odsunęła ją z głowy w tył, w kierunku pleców, bo jeszcze nie zdążyła poprawić włosów opadających niestarannie na jej twarz. Spod w nieładzie osłaniających czoło włosów, spoglądały na mnie i to wyraźnie na mnie, dwoje roziskrzonych oczu. Właśnie dzięki temu, że światło padało w jej stronę, wyraźnie odbijało się od oczu i wracało do mnie jako iskry.

         Jednego byłem pewien. Po jej zachowaniu, postawie i sposobie patrzenia na mnie, po tym zatrzymaniu w drzwiach wiedziałem jedno i tego byłem pewien – ona przyszła do mnie. I tylko do mnie. Nie widziałem w jej postawie oznak zmęczenia czy zadyszania. Sprawiała raczej wrażenie kogoś kto przychodzi co prawda niespodziewanie, ale wiadomo, że jest wyczekiwany. Nie obnosiła się z tą swoją ważnością i wyjątkowością. Raczej wyglądała na skromną i pozbawioną przesadnej dumy. Nie chełpiła się swoim strojem, postawą i urodą. Zwróciłem uwagę przede wszystkim na jej oczy, te dwa roziskrzone ogarki, pełne żarliwości i zmysłowej zachęty. Kto w nie spojrzy, zaczerpnie z tego źródła siłę i determinację do dalszego życia. Całość urody jej twarzy i siła pierwszego wrażenia, to właśnie w nieładzie pozostawione włosy, gładkie policzki, lekko błyszczące od porannego chłodu, wyraźny rumieniec od razu widoczny, bo stworzony przez poranny wiatr, świeżość powietrza i temperaturę  jej krwi, wyraźnie pulsującej w tym młodym organizmie.

         Lekko uniosłem głowę, żeby zobaczyć całą jej postać. Jej ramiona oplatała  chusta dość szara, choć dzięki temu, że niezbyt starannie oplotła ramiona, widać od spodu wyraźny wzór kwiatowy. Więc jej chusta ma dwa wzory ten spodni, to wyraźny wzór z kolorowych kwiatów. Otulona chusta dość szczelnie przykrywała jej ramiona i dłonie, ale widać było, że dłonie zaciska na skrawkach chusty, więc kiedy podniosłem głowę jeszcze wyżej, zobaczyłem jej sukienkę już nie osłoniętą chustą. Dziwne, bo sukienka była całkiem cienka i całkowicie nie pasowała do ciepłej chustki-koca na ramionach. Jeszcze zobaczyłem tylko wzorzyste falbany sukienki. Zakrywały jej nogi prawie po kostki.

         Wreszcie usiadłem, żeby to wszystko zobaczyć na własne oczy. Była bez butów. Nie miała nic na swoich maleńkich nogach, była boso…

         Byłem w szoku, szok stopniowo wzrastał. Począwszy od samego niespodziewanego pojawienia się tej uroczej istotki, poprzez jej wyjątkowy wygląd, aż po ten zupełnie niezrozumiały brak w jej garderobie.

        – Aha, już wiem.. po prostu zmarzła w tej swojej drodze do – nie wiadomo dokąd – i postanowiła odwiedzić kogoś, kto jakby specjalnie dla niej wygrzał miejsce pod kołdrą, aby mogła zanurzyć się i trochę ogrzać.

Podłożyłem pod głowę poduszkę tak, że wreszcie widziałem wszystko z pozycji prawie siedzącej. Wreszcie po pierwszym szoku, sam szykuję sobie następny.

Ja siedzę pod ciepłą kołdrą, ręce ułożyły mi się jakoś tak wzdłuż ciała. Powoli dochodziłem do siebie. Zawsze z rana mam tak rozczochrane włosy, że teraz odruchowo sam nie wiem czemu, poprawiam je i wiem, że jest to zabieg bezskuteczny, bo od zawsze były niesforne zwłaszcza z rana. Cały czas nie spuszczam z oczu tego zjawiska i cały czas mam świadomość, że ta dziewczyna znalazła się tu nieprzypadkowo.

         Teraz ze zgrozą widzę, że rozluźnia trzymane końce tej chustki. Opada ona wzdłuż jej młodego ciała i otula jej bose stopy, a  jej ręce nagle odsłonięte szukają ciepła przez wzajemne pocieranie się dłońmi. Teraz widzę jej postać całkiem wyraźnie. Jest naprawdę młoda i naprawdę piękna. Nie wiem dlaczego tak sądzę, ale jestem pewien, że jest piękna, bo jest młoda. Teraz dopiero widzę jak piękne są jej włosy, opadające prawie do ramion. Są skręcone i układają się w nieregularne zwoje pszenicznych loków. Teraz też widzę jej piękną wzorzystą w kwiaty, zwiewną sukienkę. Nic dziwnego, że otuliła się chustą , ale widać przez roztargnienie, może pośpiech, założyła chustę wzorem do spodu. Teraz widać, że to taki sam wzór jak ten na sukience. Ciągle zuchwale patrzy na mnie jakby czegoś oczekiwała, jakby spodziewała się po mnie jakiegoś zachowania. Jakiegoś znaku do rozpoczęcia czegoś. Teraz poczułem całe zażenowanie tą sytuacją. Teraz dopiero ta sytuacja wydała mi się szokująca. Bo oto ja, pan w starszym już wieku, raczej ten, który liczy się z końcem, a nie początkiem, ten który w łóżku widzi miejsce relaksu i zasłużonego odpoczynku, i ta stojąca przede mną przepiękna, długowłosa, młodziutka i arcyzgrabna, powabna i kusząca, zmysłowa i dojrzewająco zjawiskowa.

         To stało się odruchowo. Słowo daję, że to był odruch, a nie perfidna gra. Kiedy tak patrzeliśmy na siebie. Ja, prawie siedzący pod kołdrą, z rękami wyciągniętymi wzdłuż ciała i nie mogący oderwać od niej wzroku, i ona zuchwale obecna w zasięgu tego wzroku. I kiedy wiedziałem, że chłoniemy siebie w zapamiętaniu, wykonałem, i przysięgam, że odruchowo gest przywołania. Po prostu lekko dwukrotnie uniosłem i opuściłem swoją lewą dłoń, tak jak przywołuje się kota, czy zaprzyjaźnionego pieska.

         – Choć tu – tylko tyle i aż tyle znaczył ten gest.

         Rzuciła się w moim kierunku. Zanim zdążyłem uchylić gorącej, gościnnej kołdry, już była obok mnie, już poczułem ogień jej lodowatych stóp, już ona, jakby znała mnie od lat, otuliła mnie swymi sprężystymi ramionami. Wiedziałem, że muszę poddać się jej woli i jej namiętnym rozkazom. Wiedziałem, że pragnę jej jak niczego w tym momencie na świecie, że jest spełnieniem moich marzeń i odwiecznych tęsknot, że dopiero w jej ramionach dostrzegam odwieczny sens.

I kiedy już traciłem oddech i poczucie rzeczywistości zapytałem :

      – Jak się nazywasz, boska ….

      – Jestem  Wiosna – wyszeptała…

Wszystkie opowiadania Zenona Rogala

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: