Uncategorized

LEMberg: Lwów oczami Stanisława Lema


Lwów, widok z Zamku Wysokiego, 1939, fot. 
Polona.pl

Po II wojnie światowej Lem już nigdy nie wrócił do rodzinnego miasta. Ale często w swoich książkach odwoływał się do Lwowa . Które lokacje były szczególnie bliskie sercu przyszłego autora Solarisa?

Jak wspomniał Lem w jednym z wywiadów:

Przed wojną nie byłem ani w Warszawie, ani w Krakowie. Mogę więc powiedzieć, że Lwów to moje miejsce na ziemi i część tego, kim jestem. Jestem zakorzeniony w mieście.
Trans SS

Jego autobiograficzna ” Highcastle” była jedną z nielicznych książek o Lwowie wydanych w komunistycznej Polsce . W literaturze polskiej istnieje wiele mitów związanych z historią Lwowa. Lem przyczynił się także do powstania wyidealizowanego wizerunku galicyjskiej metropolii. Choć idylliczny punkt widzenia jest łatwy do zrozumienia, opisuje świat oczami bogatego nastolatka.

Lem dorastał we Lwowie, trzecim co do wielkości mieście II RP (zaraz po Warszawie i Łodzi). Była polską stolicą nowoczesności i ostoją wolnej myśli w czasach okupacji. Było to miasto słynnego uniwersytetu, Szkoły Matematycznej, miejsce spotkania pereł architektury renesansowej i secesyjnej z nowoczesnością.

posłowiu do Wysokiego Zamku Jurij Andruchowycz napisał , że Lwów był wówczas miastem dziwnym. Było wiele wesołych miasteczek, kuglarzy i fontanny czekoladowe. Ale są też wyblakłe i nierealistyczne wspomnienia przypominające, że straszna historia nie oszczędziła Lwowa. Jednym z nich jest kula pozostawiona w przesłonie okna w sypialni rodziców Lema – pozostałość po wojnach polsko-ukraińskich w 1918 roku.

Lem nie skupiał się zbytnio na opisie trudnej strony miasta. Kiedyś wspomina o zamieszkach, które wybuchły po tym, jak podczas antyrządowej demonstracji policja zastrzeliła robotnika Władysława Kozaka. Lem obserwował zamieszki ze swojego balkonu. Obraz przedwojennej biedy pojawia się także w nawiązaniu przez pisarza do szczególnie mroźnej zimy 1930 roku. Pisał, że dzieci biegały za ciężarówkami z węglem, żeby złapać grudki węgla, które spadły na ziemię. Jeszcze mniej uwagi poświęcono mozaice kulturowej Lwowa. Jest wzmianka o dzielnicy żydowskiej otaczającej dom Lema, ale nie ma ani słowa o Ukraińcach. W rozmowie z Tomaszem Fiałkowskim Lem opowiedział o swoim ukraińskim koledze z klasy Misieku. z którymi komunikował się tylko po polsku. Kiedy podczas sowieckiej okupacji Lwowa Misiek rozmawiał z nim na ulicy po ukraińsku, zdziwiony Lem zapytał go:Ty szczo, zdurił ? (’Postradałeś zmysły?’)

Może wyidealizowany obraz miasta był wyjściem z koszmaru dwóch zawodów, a może Lem był po prostu zbyt zajęty swoim bogatym życiem wewnętrznym. Jego myśli były wypełnione gwiazdami, galaktykami i wynalazkami. Lem był mistrzem omijania, więc nie poruszał bolesnych tematów (np. historii dużej rodziny, która zginęła w Holokauście). Ale tak działa ludzka pamięć; przypomina bardziej chaotyczny magazyn niż zorganizowany katalog wydarzeń. Jak pisał kiedyś antropolog David Lowenthal w Przeszłość jest obcym krajem : „Traktujemy przeszłość jako muzeum archeologiczne […] pełne przypadkowo rozrzuconych kości”.

Dzieci mają dobrą pamięć do anegdot i wydarzeń z okładek magazynów, takich jak upadek człowieka-muchy, który próbował wspiąć się na jedną z najwyższych kamienic w centrum miasta, używając jedynie „haka do wiązania sznurowadeł”. Nawiasem mówiąc, starszy kuzyn Lema – Marian Hemar – napisał piosenkę o tym wydarzeniu. Piosenka kończy się słowami: „więc tak to się skończyło i to trzeba wiedzieć, ci, którzy wspinają się wysoko, spadają bardzo nisko”.

Zdjęcie miasta w sepii z góry
Lwów z góry, 1930, fot. Polona.pl

Niestety historia wreszcie dotarła do rodziny Lema. W 1945 roku, po traumie zawodowej i długim pobycie we Lwowie, Lem wraz z rodzicami musiał przenieść się do Krakowa. W rozmowie ze Stanisławem Beresiem Lem wyjaśnił:

Jeśli naprawdę kogoś kochasz – na przykład kobietę – i ktoś ci ją zabiera, a oni mają dzieci, nie chcesz jej znowu spotykać. Bo nie ma nic do powiedzenia. I tak samo jest z miastem. Teraz wydaje mi się obce. Jak mogę nadal dbać?
Trans SS

Miasto do końca życia traktował jednak Lem jako miłość swojego życia. Lwów pojawił się nie tylko w Highcastle , ale także w wywiadach i niespodziewanych miejscach. Bardzo możliwe, że Prix pilot mieszkał również we Lwowie.

Przyjrzyjmy się miejscom, które były szczególnie ważne dla Lema w jego młodzieńczych latach.

Dom

Zdjęcie kamienicy w słońcu, ukrytej w dwóch drzewach bez liści
Kamienica we Lwowie przy ulicy Brajerowskiej 4, na drugim piętrze mieszkał Stanisław Lem z rodziną. „Gdy na dworze było ciepło, spędzałem czas na balkonie, na który mogłem wyjść z gabinetu ojca”, z Highcastle, fot. Wikimedia Commons

Dokładne informacje o adresie Lema można znaleźć w Highcastle : „Mieszkaliśmy na drugim piętrze przy Brajerowskiej 4”. Kamienica, w której dorastał Lem, stoi do dziś. Zmieniono tylko nazwę ulicy. Dziś ulica nosi imię ukraińskiego prozaika, poety i przywódcy grupy literackiej Młoda Muza – Bohdana Łepki. Łepki przed wojną był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i senatorem RP w latach 1938-1939. W międzyczasie nazwę ulicy zmieniono na Malzgasse i nosiła imię komunistycznego pisarza Jarosława Hałana. Jak powiedział Jarosław Hrycak, ukraiński historyk: „Gdyby był konkurs na miasto, w którym nazwy ulic są najczęściej zmieniane, Lwów na pewno by wygrał”.

Na początku XX wieku ulica Brajerowska była jedną z najmłodszych ulic Lwowa. Znajdował się na terenie rezydencji EF Brajera i stąd jego nazwa. W kamienicy nr 10/12 mieszkał wybitny dyplomata i historyk – Szymon Askenazy oraz słynny lwowski społecznik – Włodzimierz Stesłowicz. Kamienica nr 20 została wybudowana dla słynnego lwowskiego lekarza – Władysława Tatarczucha.
Przeł. SS

Jak zauważyła Agnieszka Gajewska w Zagładzie I Gwiazdy , kamienica Lema znajdowała się na skraju dwóch różnych światów. Z frontowego balkonu widać było centrum miasta, a kilka kroków za kamienicą była biedna dzielnica żydowska.

Rodzice Lema nie pozwalali mu wychodzić sam, gdy był jeszcze w wieku szkolnym. Tak więc jego mały świat obejmował kamienicę, najbliższe ulice, przy których mieszkali jego bliscy, Ogród Jezuitów i okolice Katedry św. Ale dzięki swojej wyobraźni często podróżował myślami siedząc na balkonie. Z tego miejsca Lem koordynował „ataki okolicznych kamienic, bo kominy nadawały budynkom wygląd prawdziwych pancerników. Kiedyś udawałem Robinsona, albo po prostu siebie, ale na bezludnej wyspie”.

Czarno-białe zdjęcie z targów wschodnich we Lwowie widziane z góry
Międzynarodowe Targi Wschodnie we Lwowie, 1926, fot. audiovis.nac.gov.pl

Lem opisał lwowskie parki i ich atrakcje w Wysokim Zamku . Największym był Park Stryjski,z pobliskimi pawilonami Targów Wschodnich. Mimo że dom Lema znajdował się zaledwie 2,5 km od parku, jego rodzina jeździła tam powozem.

Targi Wschodnie były dużą inwestycją okresu międzywojennego. Jego celem było wzmocnienie pozycji Lwowa w handlu międzynarodowym. Jego lokalizacja nie była przypadkowa – związana była z Ogólnopolską Wystawą Powszechną we Lwowie zorganizowaną w 1984 roku. Rynek nie tylko prezentował bogactwo gospodarcze Galicji, ale także promował polską sztukę i kulturę. Mimo że granice były zamknięte, odwiedzali je turyści ze wszystkich trzech zaborów. Nowe pawilony zaprojektowali wybitni architekci. Jak wspomniał Lem w rozmowie z Tomaszem Fiałkowskim: „Można było poczuć europejskie wpływy, ale ja z chłopakami pojechaliśmy tam tylko po to, żeby napić się darmowego rosołu Maggi i zbierać druki reklamowe”.

Co jeszcze można znaleźć w parku? „Latem i zimą” – pisał Lem – „można było wejść na wieżę Baczewskiego, która była czworoboczną budowlą pokrytą kolorowymi butelkami. Zawsze byłam ciekawa, czy zawierają prawdziwy trunek, czy tylko kolorową wodę, ale nikt nie mógł powiedzieć”. Przez park przebiegała mała alejka, która według młodego Lema „wiodła na koniec świata”.

Czarno-biała fotografia przedstawiająca czworoboczny budynek pokryty butelkami
Międzynarodowe Targi Wschodnie we Lwowie, 1930, fot. audiovis.nac.gov.pl

Bardzo blisko Targów Wschodnich – pisał Lem – można było znaleźć:

najpiękniejsze miejsce na świecie – „Wesołe Miasteczko”, pełne karuzeli, kolejek górskich, opuszczonych miasteczek i różnych atrakcji. Można było nawet uderzyć bałwana w skórę w twarz, siłę mierzono dynamometrem. Kolejne ciekawe miejsce – pchli cyrk z pchłami ciągnącymi mini powozy… oraz tajemnicze kioski i szafki, które odwiedziłam z ojcem. W jednym z nich można było zobaczyć panią zdejmującą ubranie. Nie do striptizu, ale do pokazania wszystkim licznych tatuaży, które zdobiły jej ciało.

Pozostając przy temacie sztuk wizualnych, Lem i każde lwowskie dziecko odwiedzał pawilon z monumentalną Panoramą Racławicką:

Atmosferę można było poczuć już podczas wspinaczki. Najpierw trzeba było przejść przez pół ciemną kulę i wydostać się na molo, które przypominało balon na ogrzane powietrze. Z molo można było oglądać bitwę tak, jakby toczyła się od nowa.
Przeł. SS

Ogród Jezuitów

Obecnie najstarszy ogród we Lwowie nazywa się Park Iwana Franki . Od 1779 do 1919 był nazywany pojezuickim, a od 1919 do 1945 – parkiem Tadeusza Kościuszki . Jest to jeden z pierwszych parków Europy Środkowo-Wschodniej, który został upubliczniony. W publikacjach Lema pojawia się zawsze pod swoim imieniem.

Zdaniem Lema Ogród Jezuitów nie był tak atrakcyjny jak Park Stryjski. Jego rodzina chodziła do parku, „a szkoda” – jak pisał w Highcastle :

Droga przed uniwersytetem była wyłożona drewnianym brukiem, więc kopyta koni wydawały niesamowity dźwięk. Wydawało się, że pod powierzchnią kryje się ogromna przestrzeń.
Przeł. SS

Na tym małym kawałku trawiastej krainy mały chłopiec mógł przeżyć zarówno fascynujące, jak i straszne wydarzenia. Raz nawet Lem się zgubił, bo jego uwagę przyciągnęła wielka beczka z wodą ukryta w wysokim krzaku. Wspomina o tym w „Ogrodzie ciemności”. Kolejną atrakcją parku był człowiek z kołem fortuny. Możesz spróbować wygrać gadżety, takie jak lusterka kieszonkowe czy papierośnice.

Szkoła

Pałac w sepii, budynek, ulica i latarnia
Lwów, Plac Smolka, 1927, fot. Polona.pl

Według badań inteligencji przeprowadzonych w 1939 r. Lem był najinteligentniejszym nastolatkiem w Małopolsce Wschodniej. Uczęszczał do II Szkoły Powszechnej im. Karola Szajnochy na Podwalu. Szkoła została otwarta w okresie zaborów i była dedykowana dzieciom austriackich urzędników. Od tego momentu szkoła miała rozszerzony program języka niemieckiego. W Wysokim Zamku Lem szczegółowo opisał swoich profesorów i ich relacje.

Ale jego droga do szkoły była ciekawsza niż sam budynek. „Dzisiaj nadal mogę dostać się do szkoły, nawet z zawiązanymi oczami. Droga do szkoły utkwiła mi w pamięci jak jakaś znana melodia”. Po drodze było wiele architektonicznych posągów. Ale jak pisał Lem, „wtedy nie obchodziły mnie zbytnio ruiny i pomniki”. Miał więcej interesujących rzeczy do odkrycia. Co może być ciekawszego niż XIX-wieczny ratusz czy czarna renesansowa kamienica? Na przykład wystawa okienna Orensteina z „piramidami pomarańczy, jabłek i bananów z owalnymi pałeczkami Fyffesa”.

Innym ważnym placem we Lwowie jest Plac Mariacki, obecnie nazywany Placem Mickiewicza. „Dachy oświetlały mydła Schmidta, a po neonowych drabinkach skakały czekoladki Suchard, Milka, Velma i Bittra”. Innym wspomnieniem związanym z placem jest zebranie się tam uczniów, by opłakiwać śmierć Piłsudskiego .

Cukiernie

Witryna w cukierni od środka, na zewnątrz stoi grupa osób, które chcą podziwiać to, co zostało wystawione na ekspozycję
Cukiernia Ludwika Zalewskiego we Lwowie, 1933, fot. audiovis.nac.gov.pl

W rozmowie z Ewą Lipską Lem wspomniał o powracającym śnie : „Chodzę po mieście w poszukiwaniu marcepanu, ale okazuje się, że nie mogę go nigdzie dostać”. Legenda głosi, że miał słodycze. Na szczęście przedwojenny Lwów dawał wiele okazji do przeżycia „marzyckiej Szeherezady degustacji słodyczy” (cytat z reklamy czekolady Plutona autorstwa Aleksandra Wata).

Prawdziwy skarb wśród cukierni można znaleźć przy ul. Akademickiej 22. Miejsce należało do Ludwika Zalewskiego. Lem napisał:

Wygląda na to, że miałam naprawdę dobry gust, bo nigdy więcej nie widziałam wystawy cukierniczej zorganizowanej z takim rozmachem. Wyglądała jak scena w metalowych ramach. Zmieniali dekorację kilka razy w roku. Dekoracja stanowiła tło dla ogromnych rzeźb z marcepanu. Miejsce to z pewnością było prowadzone przez niektórych artystów rubeńskich lub przyrodników. Stworzyli słodkie arcydzieła, zwłaszcza tuż przed Bożym Narodzeniem czy Wielkanocą. Och, jakie cuda zaklęte zostały w masie kakaowo-migdałowej! Cukrowy Święty Mikołaj na saniach i lawiny słodyczy próbujące uciec z worka, matowe półmiski z szynką i rybą w woreczkach – również z nadzieniem marcepanowym lub ciasteczkami. Ale ta informacja nie jest po prostu teoretyczna. Jeśli przyjrzysz się bliżej galaretce, zauważysz, że ma nawet plasterki cytryny, co należy uznać za sukces wielkiego rzeźbiarza jedzenia. Pamiętam, jak podziwiałem stado różowych świń o czekoladowych oczach, wszelkie możliwe owoce, grzyby, szynki, rośliny, nawet leśne zagajniki i nierówne tereny. Dochodzisz do wniosku, że Zalewski mógłby zrobić kosmos z czekolady!

Lem nie przesadzał z wpływem lwowskich cukierni na mieszkańców. Zdjęcie z 1933 roku opublikowane w „ Ilustrowanym Kurierze Codziennym ” przedstawia grupę osób podziwiających wystawę okienną. Zalewski miał ciasta z najwyższej półki, więc nawet Lem z zamożnej rodziny mógł sobie pozwolić tylko na chodzenie tam od czasu do czasu.

Inne ważne punkty na mapie Lwowa to furgonetka z lodami przy pasażu Mikolasch i kiosk z chałwą pana Kawarasa w pobliżu opery. Drugie miejsce zawsze dostarczało każdemu matematycznej zagadki; czy warto kupić większe opakowanie chałwy za 20gr czy mniejsze za 10gr? Kolejnym sentymentalnym miejscem była jugosłowiańska cukiernia, która znajdowała się niedaleko Teatru Wielkiego. Można było tam kupić „najsmaczniejsze lokalne słodycze ze Wschodu, np. tureckie przysmaki, makagigi, egzotyczne nugaty, napój chlebowy i nie tylko”.

Teatr Wielki

Czarno-biała fotografia pięknego lwowskiego Teatru Wielkiego nocą
Teatr Wielki, fot. z książki Żanny Słoniowskiej „Przedwojenny Lwów. Najpiękniejsze fotografie” (Przedwojenny Lwów. Najpiękniejsze fotografie), fot. wydawnictwo RM, Warszawa 2013

Wspomnienia Lema z Teatru Wielkiego to także doznania kulinarne:

To prawda; Bardzo podobało mi się przychodzenie do teatru bardzo wcześnie, kiedy jeszcze nie zdjęto ogromnej żelaznej kurtyny Siemiradzkiego. Shenanigany, które miały tam miejsce, były niesamowicie zabawne. Nasz teatr wydawał się niezwykle luksusowy i „comme il faut”. To było w najlepszym smaku. Budynek miał wiele pięter, obicia krzeseł z czerwonego aksamitu, żyrandole, palarnię i wreszcie bufet, w którym ojciec kupował sztangiele z cienko krojoną szynką. Dziś nie pamiętam co oglądałam w teatrze, ale bardzo dobrze pamiętam, że jeden sztangiel kosztował 50 gr.
Trans SS

Kino Marysieńka

Przygody Lema z kinematografią nie były zbyt szczęśliwe. Jego współpraca z Tarkowskim zakończyła się ognistą kłótnią. Wiele adaptacji jego książek zakończyło się fiaskiem. Właściwie Lemowi spodobała się tylko jedna adaptacja jego książki – Przekładaniec w reżyserii Andrzeja Wajdy . Czy za tę niechęć do kina należy winić dzieciństwo Lema? Swoje doświadczenia z Kinem Marysieńka opisał w następujący sposób:

Naprawdę nie podobało mi się to miejsce. Chodziłem tam z mamą, kiedy ona, jak mogłem wywnioskować, nie miała ze mną nic lepszego do roboty. Nie rozumiałem rzeczy, które wydarzyły się na ekranie. Czasami po cichu zsuwałem się z fotela i czołgałem po zimnej podłodze. Ale mnie to też znudziło, więc musiałem poczekać na zakończenie filmu. Ludzie na ekranie poruszali tylko ustami, nie wydając żadnych dźwięków, a słychać było tylko muzykę.
Trans SS

Filmy z dźwiękiem były znacznie lepsze, ale pamiętał tylko przedwojenne filmy o potworach, takich jak King Kong , Frankenstein i Mumia z Borisem Karloffem. „Im straszniejszy był film, tym bardziej mi się podobał ” – napisał.

Wysoki Zamek

I wreszcie docieramy do górującego nad miastem zamku wysokiego. Lem wyjaśnił, jak ważne było to dla dzieci:

Czarno-białe zdjęcie parku z dużą ilością ławek
Lwów, parkway na Zamku Wysokim, fot. audiovis.nac.gov.pl

Wysoki zamek był dla nas tak samo ważny, jak niebo dla każdego chrześcijanina. Chodziłeś tam za każdym razem, gdy zajęcia były odwołane z powodu nieobecności naszego profesora. Tak więc zawsze była to dla nas rzadka, zachwycająca niespodzianka. Nikt nie pojechał tam, aby opuścić zajęcia, ze względu na niebezpieczeństwo spotkania z profesorem. Dezerterzy woleli Kaiserwald w okolicach Piaskowej Góry. Tam bez problemu mogli schować się w krzakach, paląc specjalne śląskie smakołyki czy papierosy Junaka. Będąc w zamku, mogliśmy bardzo mocno uwieść niewiarygodną ilość swobody i słodkiej wolności.
Trans SS

Oryginał w języku polskim, sierpień 2021, przekład SS, wrzesień 2021

Patryk Zakrzewski

Autor: 

Patryk Zakrzewski

Patryk jest antropologiem kultury, a czasem DJ-em. Pisząc, zawsze wyszukuje niesłusznie zapomniane zjawiska z historii kultury Polski.

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.