Uncategorized

Interesy z Izraelem szły dobrze, teraz idą tylko uchodźcy. Kraje arabskie są wkurzone na Hamas


Członkowie irańskich sił paramilitarnych Basij maszerują i depczą izraelską flagę podczas wiecu poparcia dla Palestyńczyków w Teheranie, Iran, 24 listopada 2023 r.

Członkowie irańskich sił paramilitarnych Basij maszerują i depczą izraelską flagę podczas wiecu poparcia dla Palestyńczyków w Teheranie, Iran, 24 listopada 2023 r. (Fot. Vahid Salemi / AP Photo)

Arabscy królowie i generałowie w strachu. Palące flagę Izraela tłumy młodych Arabów na ulicach Kairu czy Rabatu w jednej chwili mogą się zmienić w antyrządowe protesty

„Królestwo Arabii Saudyjskiej obserwuje bezprecedensowe wydarzenia, do jakich dochodzi między palestyńskimi grupami a izraelskimi siłami okupacyjnymi. Ostrzegaliśmy, że z powodu okupacji i pozbawiania Palestyńczyków ich praw w końcu dojdzie do eksplozji”.

„Katarskie MSZ uznaje Izrael za stronę wyłącznie odpowiedzialną za trwającą dziś eskalację, w związku z nieustannym naruszaniem praw Palestyńczyków”.

 „Arabska Republika Egiptu ostrzega przed eskalacją między stroną palestyńską i izraelską po serii ataków na palestyńskie miasta”.

„MSZ Królestwa Jordanii przestrzega przed dalszą eskalacją w Gazie, szczególnie w świetle izraelskich ataków i naruszeń dokonywanych na palestyńskim narodzie”.

„Irak potwierdza, że przeprowadzane przez Palestyńczyków operacje to naturalny efekt opresji, jakiej są poddawani od niepamiętnych czasów przez syjonistyczne władze okupacyjne”.

„Algieria z zaniepokojeniem przygląda się brutalnym izraelskim atakom na Strefę Gazy, w których giną niewinni synowie i córki palestyńskiego narodu, męczennicy syjonistycznej okupacji, opresji i prześladowań”.

Wojna rozleje się na cały Bliski Wschód i Zatokę Perską? Ona już tam jest

Oświadczenia arabskich rządów publikowane po 7 października brzmią niewiarygodnie. Zwykle nie pojawia się nawet nazwa grupy, która tego dnia w Izraelu zamordowała 1,2 tys. osób, a setki kolejnych porwała do Gazy. Czytając słowa Arabów, ma się wrażenie, że Izrael bez powodu zaatakował palestyńską enklawę, a jedyną przyczyną trwającej od dwóch miesięcy wojny, w której zginęło też kilkanaście tysięcy Palestyńczyków, jest izraelska okupacja.

Nawet kiedy pierwsze emocje opadły, Arabowie nie zmienili retoryki. 11 listopada arabscy i muzułmańscy przywódcy spotkali się w Rijadzie, by pomachać szabelką. Spotkanie było niezwykłe – rzadko przy jednym stole zasiadają Liga Arabska i Organizacja Współpracy Islamskiej, w ostatnich latach kwestia palestyńska nie ruszała ich na tyle, by się spotykać.

W rozmowach skrzykniętych przez saudyjskiego następcę tronu, księcia Muhammada ibn Salmana, uczestniczyli nie tylko jego sojusznicy, jak Jordańczycy czy Egipcjanie, ale też znienawidzeni rywale – przywódcy Iranu, Turcji, Kataru. O ile lista gości zaskakiwała, w ustaleniach niespodzianek nie było – uczestnicy potępili „izraelską agresję na Strefę Gazy, zbrodnie wojenne i nieludzkie masakry popełniane przez okupacyjne władze Izraela”. O zbrodniach i nieludzkich masakrach Hamasu znowu ani słowa.

Świat arabski, czyli blisko pół miliarda ludzi w kilkudziesięciu krajach, solidaryzuje się z Palestyńczykami, bo to Arabowie, którym od lat dzieje się krzywda. Dlatego mieszkańcy krajów arabskich wychodzą – choć nielicznie – protestować przeciwko izraelskim nalotom w Gazie, a ich władzom trudno dziś realizować snute wcześniej plany normalizowania relacji z Izraelem – bogatym, nowoczesnym krajem, z którym zwyczajnie opłaca się kolegować.

Dziś normalizacja musi poczekać – arabscy przywódcy wiedzą, że im groźniej robi się w Gazie, tym bardziej kruche robią się bezpieczeństwo i stabilność na ich własnych podwórkach. Większość arabskich rządów to dyktatury, które doskonale zdają sobie sprawę, że demonstracje solidarności z Palestyńczykami, czyli tłumy młodych Arabów na ulicach Kairu czy Rabatu, w jednej chwili mogą się zmienić w antyrządowe protesty. W dodatku krzywda Palestyńczyków zawsze była ulubionym argumentem wszelkiej maści islamskich ekstremistów i terrorystów od Al-Kaidy po tzw. Państwo Islamskie. Dzięki obecnej odsłonie wojny mają nowe paliwo i latami będą epatować koszmarnymi zdjęciami zabitych palestyńskich dzieci.

Pobrzmiewające od początku wojny pytanie, czy wojna zostanie w Gazie, czy rozleje się na region, nie ma sensu – ona już tam jest. Od dwóch miesięcy w starciach na granicy izraelsko-libańskiej po obu stronach giną setki ludzi, w atakach szyickich bojówek w Syrii i Iraku rannych zostało już kilkudziesięciu amerykańskich żołnierzy, a Izrael kilka razy zbombardował lotniska w Damaszku i Aleppo.

Połowa Jordańczyków to Palestyńczycy

Choć normalizować relacje z Izraelem Arabom dziś trudno, obrażać się też nie jest łatwo. Szczególnie że wspierająca Izraelczyków bezwarunkowo Ameryka to jednocześnie najważniejszy sojusznik co ważniejszych krajów arabskich. Nic dziwnego, że poszczególne rządy lawirują dziś między uspokajaniem własnej ulicy przez wygłaszanie antyizraelskich oświadczeń a pilnowaniem, by nie zaszkodzić intratnym relacjom z Izraelem i Zachodem.

Najtrudniej mają Egipt i Jordania, kluczowi sojusznicy Ameryki. Oba graniczą z terenami palestyńskimi, od dekad mają układy pokojowe z Izraelem, aktywnie współpracują z Izraelczykami w kwestiach wywiadu i bezpieczeństwa i nie chcą słyszeć o wysiedlaniu Palestyńczyków na ich terytorium.

Zresztą Jordańczycy to już niemal w połowie z pochodzenia Palestyńczycy – w końcu tylko Jordania dała palestyńskim uchodźcom obywatelstwo. Nawet jordańska królowa to z pochodzenia Palestynka, a Amman odpowiada za święte dla muzułmanów miejsca w Jerozolimie.

Nic dziwnego, że Jordańczyków dramat w Gazie niepokoi szczególnie. To właśnie król Jordanii, Abdullah, obwieścił krótko po ataku Hamasu, że „cały region stanął nad przepaścią”, a szef jordańskiej dyplomacji Ajman Safadi alarmował, że „Bliski Wschód tonie w morzu nienawiści, która zdefiniuje poglądy kolejnych pokoleń”. Jednocześnie mimo publicznego złorzeczenia Izraelczykom Jordańczycy zachowują zimną krew – tuż po ataku zaprosili do Ammanu amerykańskiego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, by porozmawiał z arabskimi przywódcami i uspokoił nastroje.

Egipt: Wystarczą nam nasi dżihadyści, nie potrzebujemy palestyńskich

Egipt, najludniejszy kraj arabski, wyjątkowo czujnie przygląda się wydarzeniom w Gazie. To Kair kontroluje przejście graniczne w Rafah, a tym samym dostawy pomocy humanitarnej i wypuszczanie z enklawy cudzoziemców i rannych. Choć od października już milion Palestyńczyków z Gazy musiał uciekać z domów i nie ma gdzie się schronić, a w mediach pobrzmiewa pytanie, dlaczego nie wpuszczą ich do siebie bracia Egipcjanie, Kair pozostaje nieugięty. – Likwidowanie sprawy palestyńskiej bez sprawiedliwego rozwiązania nie wchodzi w grę – tłumaczy egipski prezydent, generał Abd al-Fattah as-Sisi. – W żadnym wypadku nie może się odbyć naszym kosztem – uciął.

Władze w Kairze wiedzą, że w tłumie uchodźców przez granicę mogliby łatwo przeniknąć radykałowie, a tych już nie brakuje w samym Egipcie. Kair od dekady boryka się z terrorystami na Synaju i nie chce ryzykować, że palestyńscy dżihadyści wejdą w konszachty z miejscowymi i zaczną wspólnie atakować Izrael z egipskiego terytorium. Izrael musiałby odpowiedzieć i byłoby po wieloletnim pokoju. Zresztą Palestyńczyków nie chcieliby u siebie sami mieszkańcy Synaju, których władze – wojując z terrorystami – ciągle przesiedlają i którzy od dekad cierpią biedę, czują się zaniedbywani i dyskryminowani. 

Jednocześnie Egipt poza kłopotami ma na obecnym konflikcie coś do ugrania. Unia Europejska, która w związku z wojną w Gazie jeszcze bardziej boi się napływu migrantów, rozważa porozumienie z Kairem zakładające – w zamian za obietnicę ograniczenia migracji – współpracę gospodarczą, w tym wsparcie finansowe. Którego Kair łaknie jak kania dżdżu.

Liban między młotem a kowadłem, a ajatollahowie dolewają oliwy do ognia

Wojna w Gazie to również cios w maleńki, pechowy, stojący u progu bankructwa Liban. Miejscowa najważniejsza partia polityczna, najbardziej wpływowy ruch społeczny i najpotężniejsza grupa zbrojna to Hezbollah, czyli wierni przyjaciele Hamasu. Od lat pod rękę z Irańczykami, Syryjczykami i szyickimi rebeliantami w Jemenie tworzą „oś oporu” wobec Izraela. A choć szef partii Hassan Nasrallah nie pali się dziś do dużej, kosztownej wojny z Izraelem, od dwóch miesięcy nie ustają potyczki na granicy izraelsko-libańskiej, gdzie Izrael i Hezbollah wzajemnie się ostrzeliwują, ryzykując, że byle błąd, śmierć większej grupy cywilów, wciągnie Libańczyków w wojnę z potężnym sąsiadem, która do reszty zrujnuje kraj.

Sytuację uważnie obserwują irańscy ajatollahowie – sponsorzy i sojusznicy Hamasu i Hezbollahu. Już w trzy dni po ataku z 7 października najwyższy przywódca Ali Chamenei gorąco pochwalił sprawców i oświadczył, że „cały świat islamu ma obowiązek wspierać Palestyńczyków i – jeśli Bóg pozwoli – będzie ich wspierał”. Jednak także on nie chce wielkiej wojny z Izraelem, dlatego przy każdej okazji zapewnia, że atak „przeprowadzili sami Palestyńczycy”.

Ajatollahom, choć sami nie chcą się w nią pakować, wojna w Gazie jest na rękę – z uciechą podkreślają, że atak Hamasu ujawnił „słabość” ich izraelskich wrogów. Pasuje im, że krajom arabskim, które wcześniej rozważały nawiązanie relacji z Izraelem, chwilowo się odechciało. Do tego konflikt skutecznie odwraca uwagę świata od prac nad bombą atomową i psuje opinię w regionie Amerykanom. To dlatego władze w Teheranie, lubiące załatwiać swoje sprawy cudzymi rękami, dyskretnie dolewają oliwy do ognia, śląc szyickie bojówki na izraelskie i amerykańskie cele w Syrii i Iraku, choć przezornie unikają amerykańskich ofiar.

Już po relacjach Saudów z Izraelem? Biały Dom: Nie na długo

Jeszcze więcej kłód Hamas rzucił pod nogi Saudom, którzy od czerwca szykowali się, by znormalizować stosunki z Izraelem. Przełom byłby ogromny, bo Rijad, który dotąd nie uznał istnienia państwa Izrael, to nieformalny lider świata arabskiego. Nawet izraelski premier Beniamin Netanjahu chwalił planowany deal jako „wielki historyczny zwrot”.

Teraz ze zwrotu nici, a choć z czasem Saudowie wrócą do swoich planów, dziś nie byliby w stanie wytłumaczyć poddanym, dlaczego wyciągają rękę do Izraelczyków, kiedy miejscowe media pełne są zabitych w Gazie palestyńskich cywilów.

Jednocześnie Saudowie zachowują dystans – Rijad, choć krytykuje Izrael i użala się nad losem mieszkańców Gazy, nie odwołuje planowanych wcześniej organizowanych na swoim terenie dużych międzynarodowych eventów, a Biały Dom potwierdza, że Saudowie z czasem wznowią proces normalizacji stosunków z Izraelem. Tyle że teraz kwestia palestyńska, która już wcześniej była elementem negocjacji, zyska nową wagę, bo Rijad będzie przekonywać poddanych, że deal pozwoli skuteczniej pomóc dotkniętym wojną Palestyńczykom.

Na razie świat zastanawia się, co z Gazą po wojnie. Pojawiają się sugestie, by oddać kontrolę Autonomii Palestyńskiej, jednak ta nie bardzo radzi sobie nawet z rządzeniem na Zachodnim Brzegu Jordanu. Ten drugi kawałek palestyńskich ziem coraz bardziej pogrąża się w chaosie – na miejscu w najlepsze panoszą się Hamas i inne grupy terrorystyczne, powstają też nowe, bardziej radykalne ugrupowania młodych, sfrustrowanych Palestyńczyków. Izraelska armia regularnie prowadzi tu operacje zbrojne, a żydowscy osadnicy coraz częściej atakują miejscowych Palestyńczyków. Tymczasem bez stabilnego Zachodniego Brzegu i silnych władz palestyńskich nie może być mowy o ustabilizowaniu sytuacji w Gazie.

Katar: Hamasu pilnujemy na prośbę Amerykanów

Największym zaskoczeniem obecnej wojny jest Katar. Mnożą się pytania, jak to się stało, że utworzony dopiero na początku lat 70., liczący zaledwie milion mieszkańców maleńki emirat tak skutecznie pośredniczy w negocjacjach, pomaga wypuszczać z Gazy cudzoziemców i rannych, a ostatecznie – wraz z Amerykanami i Egipcjanami – doprowadza do wymiany zakładników na więźniów i zawieszenia broni.

Dla speców od regionu to żadna niespodzianka. Katar od dekad buduje sobie markę, brylując w negocjacjach pokojowych w regionie i po za nim – w Afryce, Ameryce Południowej czy Afganistanie. Mediował już w konfliktach libańskim, palestyńskim, somalijskim czy sudańskim, otwarcie popiera Hamas i Hezbollah, ma świetne stosunki z Iranem, jednocześnie nie tracąc sojuszu z USA i poprawnych relacji z Izraelem.

Dziś, choć świat się cieszy, że Katarczycy pomagają w zwalnianiu zakładników i przerywaniu walk, jednocześnie podejrzliwie patrzy na konszachty Ad-Dauhy z Hamasem. Pobrzmiewa pytanie, dlaczego ważny sojusznik Zachodu gości u siebie szefów terrorystów, którzy tak bestialsko uderzyli w Izrael. Katarczycy odpowiadają, że terroryzmu nie wspierają, a utrzymywanie szerokich kontaktów to dla sprawnego negocjatora konieczność.

Zresztą – podobnie jak w przypadku talibów – Ad-Dauha pozwala przywódcom Hamasu mieszkać u siebie na wyraźną prośbę Amerykanów, którzy uważają, że lepiej pilnować wrogów na podwórku sojusznika, niż stracić ich z oczu choćby w Teheranie.

Palestyńczycy będą bez domu? Reszta Arabów wzrusza ramionami

Choć Arabowie publicznie ostro krytykują izraelską ofensywę w Gazie, faktycznie to Hamas pokrzyżował im szyki. Od lat nie musieli oglądać się na Palestyńczyków i bardziej lub mniej otwarcie flirtowali z Izraelem, uważając słusznie, że to współpraca, która bardziej im się opłaca. Dlatego tak chętnie przyjmowali w ostatnich latach wysiłki Amerykanów, którzy dawno postawili krzyżyk na palestyńsko-izraelskim pokoju, za to wzięli się do poprawy relacji Izraela z ich arabskimi sojusznikami. W efekcie w ostatnich latach relacje z Jerozolimą nawiązali Emiratczycy, niedługo po nich – Bahrajn i Maroko. Palestyńczycy każdą taką umowę traktowali jak zdradę i wyłamanie się z ogólnoarabskiej zasady, że nie wolno uznać Izraela, dopóki nie przestanie okupować palestyńskich terenów.

To, że Palestyńczycy nie mają szans na własne państwo i dziejową sprawiedliwość, dawno spowszedniało nie tylko Zachodowi, ale też Arabom. Koszmar, który 7 października rozegrał się w Izraelu i który od dwóch miesięcy rozgrywa się w Gazie, przypomniał, że czas zmienić podejście, bo ten konflikt to żadna przeszłość, to tykająca bomba zegarowa.

Marta Urzędowska

Interesy z Izraelem szły dobrze, teraz idą tylko uchodźcy. Kraje arabskie są wkurzone na Hamas

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Izraèl zapomnial uregulowac dlug. 75 lat. Swiatynia moze poczekac. Najpierw dlug

  2. Dochod 40.000 dolarow na lebka , na two jej ziemi, a Tobin Ronda Lasker, ze data na nich hardware. Na ich ziemi dla ciebie. Izrael ma psi obowiazek dac I’m kompensacje za wygnanie z Gazy.
    Od wybrania obecn2go rzadu, Zydzi intensywnie dokonuja pogromy na Arabach na Zachodnìm Brzegu. Napewno juz zatykacie uszy zeby nie slyszec.

  3. Dochod 40.000 dolarow na lebka , na two jej ziemi, a Tobin Ronda Lasker, ze data na nich hardware. Na ich ziemi dla ciebie. Izrael ma psi obowiazek dac I’m kompensacje za wygnanie z Gazy.
    Od wybrania obecn2go rzadu, Zydzi intensywnie dokonuja pogromy na Arabach na Zachodnìm Brzegu. Napewno juz zatykacie uszy zeby nie slyszec.

  4. Czytaj : Gdyby ” Przesiedleni” uderzyli w Polske, wymordowali i zwalcili z 4 tysiecy Polek, dzieci polskich, uprowadzili z 1000 Polakow lacznie z niemowletami, to by Polska ” zmienila podejscie” i oddala Breslau, Stettin, Kolberg..
    To latwe, ” Przesiedleni” nie zadaja calej Polski, tylko Prus Wschodnich, czesci Pomorza itp. itd.
    NATO strzeze Polski, Niemcy tez w NATO to chyba nie pomogliby ” Przesiedlonym” , to mozna sobie te ” trzeba ” snuc.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.