
Jaroslaw Kosiaty
–Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych
Jeszcze na Dzień Ojca
To będzie bardzo osobisty wpis. Był chłodny, późny jesienny wieczór. Siedziałem wtedy na IX piętrze szklanego biurowca, w siedzibie amerykańskiej korporacji w centrum warszawskiego Mordoru, odgrzebując się z jakiś zawodowych zaległości. Nagle zadzwonił telefon. To był mój Ojciec. Powiedział (po raz pierwszy w życiu!), że mnie kocha i że jest ze mnie dumny. Byłem tak zaskoczony, że zdołałem dopiero po chwili cicho odpowiedzieć: Ja Ciebie też kocham Tato. Cieszę się, że zdążył wypowiedzieć te ważne słowa, a ilu synów i córek nigdy nie usłyszało ich od swoich Rodziców? Był wspaniałym, mądrym, wrażliwym, dobrym człowiekiem, choć trudno przychodziło mu okazywanie uczuć (może dlatego, że sam stracił swojego ojca w wieku zaledwie 7 lat i bardzo to przeżył). Nauczył mnie ciężkiej pracy, szacunku dla innych, bezinteresownego pomagania potrzebującym i bycia zawsze uczciwym, niezależnie od okoliczności. Ale najbardziej jestem Mu wdzięczny za tę jedną, krótką rozmowę telefoniczną wtedy w nocy. I choć nie pracuję już w amerykańskiej korporacji, nadal staram się żyć zgodnie z Jego przesłaniem. Mam nadzieję, że będzie ze mnie dumny, gdy znowu się spotkamy już po tamtej stronie… Pamięci mojego Ojca – Krzysztofa Kosiatego (1942-2012). Non omnis moriar.
Książka
Poniżej fragment książki Krystyny Knypl „Randka pod sekwoją”:
„To są życzenia dla wszystkich ojców: tych, którzy zawsze chcieli nimi być i tych, którzy zostali zaskoczeni wiadomością o ojcostwie, a także tych, którzy nigdy się nie dowiedzieli, że są ojcami. Też dla tych, którzy nie uwierzyli w wiadomość o swoim ojcostwie i dla tych, którzy uwierzyli w nią po latach.
Jest to dla ojców, którzy czytali dzieciom na dobranoc ulubione książki nie tylko o rycerzach, lecz także „Małą Księżniczkę” i byli wzruszeni jej losem. Jest to dla tych ojców, którzy dawali klapsy swoim dzieciom i dla tych, którym nigdy taka myśl nie przyszła do głowy.
Są to życzenia dla ojców, którzy zaprowadzili dziecko pierwszy raz do przedszkola, ponieważ ich żona sądziła, że są ważniejsze sprawy w życiu. Są też dla ojców, którzy nie byli nigdy na żadnym przedstawieniu, w którym występowało ich dziecka i dla tych, którzy najgłośniej bili brawo po występach.
Dla tych, którzy uczyli swoich synów kopać piłkę, a córki prowadzić samochód. A także dla tych, którzy nie zauważyli jak szybko dzieci rosną i dla tych, którzy odmierzali co rok wzrost swoich dzieci na framudze drzwi.
Są też dla tych ojców, którzy zawsze spóźniali się po odbiór dziecka ze szkoły i tych, którzy odbierali na czas. Są to życzenia dla ojców, którzy traktując jak własne, wychowali dzieci innych osób. Dla tych, którzy wracali do domu zawsze trzeźwi i tych, nie mających w tym zakresie większych sukcesów. A także dla tych, którzy kupili swoim synom pierwszy scyzoryk szwajcarski i dla tych, którzy uczyli córki obsługi komputera. Dla tych, którzy obsypywali swoje dzieci pieniędzmi i tych, którzy tego nie robili.
Są to życzenia dla wszystkich mężczyzn, którzy dzielili z kobietami trud, radość i dumę wychowania ich dzieci, bo były to zawsze ich wspólne losy, a także dla tych, którym nie było dane towarzyszyć kobietom. Dla wszystkich mężczyzn, którzy poczuli choć przez chwilę inny niż macierzyństwo, nieznany kobietom – smak ojcostwa…”
Co piszą inni…
Kilka dni temu znalazłem na fejsbuku poniższe wspomnienie Aliny Sikorskiej o swoim ojcu:
„Nie mieliśmy samochodu. Na wakacje jeździliśmy pociągami. Taki pociąg na Mazury podstawiany był chyba w Rybniku (o ile dobrze pamiętam), więc żeby w ogóle do niego wsiąść jechaliśmy (tato i my, czyli dzieci typu 7 i 4 lata) autobusem z Gliwic do Rybnika. Tam peron był już szczelnie wypełniony ludźmi, i żeby móc dostać się do pociągu, większość szła na bocznicę i tam już zajmowała miejsca dla swoich. Pociąg wjeżdżał i wsiadało się do niego drzwiami i oknami.
Tato miał taki sprytny sposób na przeżycie tej podróży z nami, że między ostatnimi siedzeniami w przedziale a ścianą rozkładał na podłodze śpiwory i tam mogliśmy spać, bo podróż trwała całą noc. Po drodze kolejni podróżni próbowali wsiadać przez okna, bo drzwiami nie było szans. Cały przedział słuchał w radio listy przebojów w Trójce, grał w karty i mimo wcześniejszej „walki” o miejsca, podróżowało się wspólnie bardzo miło.
Na Mazury docieraliśmy wczesnym rankiem. Trzeba było poczekać aż załoga przekaże nam jacht i wyruszaliśmy na dwa tygodnie bez łazienki, toalety, kuchni i wszystkich tych codziennych wygód. Raz na trasie dopływaliśmy do pałacu, w którym urządzone były prysznice i tam ten jedyny raz można było się wykąpać. W Mikołajkach były lody, a w Giżycku gorąca czekolada. Za to wszędzie były smażalnie ryb. Motorówkami pływała tylko Milicja i służby ratunkowe, więc raczej panowała cisza. Były jeziora, na których przez dwa dni nie spotykało się żywej duszy. Ryn był dla mnie najbardziej uśpionym miejscem na świecie. Tu nawet loda nie można było kupić. Chleb był. I mleko w woreczkach. Tyle.
Mam masę pięknych wspomnień z tych naszych żeglarskich wypraw. Żadnej traumy, że śpię na podłodze w pociągu, a nade mną siedzą obcy ludzie. Podobały mi się te Taty pomysły. Wiedziałam, że jest przygotowany do pokonania wszelkich trudności i nie muszę się niczego przy nim bać.
Później wyjechaliśmy do bogatych Niemiec i czar prysł. I gdyby nie Bóg, który mnie wtedy pochwycił, to… mogłoby być smutno bez tych Mazur, żagli i prawdziwych przygód.
Tak mnie naszło w Dniu Ojca…”
Wiersz
Zawsze w Dniu Ojca przypomina mi się piękny wiersz Jana Brzechwy (1898-1966):
Ojciec
Nieżywe, smutne słowa: "Mały Jaś",
Mów do mnie znów jak dawniej. Światło zgaś,
Chcę z tobą być jak dawniej sam na sam,
By dobrze, tak jak dawniej, było nam.
Przy tobie, tak jak dawniej, siądę tuż
I będę aż do świtu milczał już;
I tylko będę słuchał twoich słów,
A ty znów, tak jak dawniej, do mnie mów.
Ja wiem, jak ci jest trudno przemóc grób,
Lecz zrób to, jeśli możesz, dla mnie zrób...
Tu nic się nie zmieniło, tylko - czas...
Przyjdź do mnie nie na długo, chociaż raz,
I powiedz, tak jak dawniej: "Mały Jaś",
Obejmij tak jak dawniej, lampę zgaś,
Do siebie na kolana znów mnie weź
I siwe moje włosy dłonią pieść.
Z życia wzięte :-)
Aby nie kończyć w tak nostalgicznym nastroju podzielę się z Wami pewną anegdotą :-)Grupa turystów odwiedzała farmę krokodyli. Znaleźli się w zabezpieczonej klatce, na środku jeziora pełnego krokodyli. Właściciel gospodarstwa zaproponował: Kto wskoczy do wody i dopłynie do brzegu, otrzyma milionów dolarów. Odpowiedzią była wręcz ogłuszająca cisza...
Nagle pewien mężczyzna wskoczył do wody. Ścigany przez żarłoczne krokodyle, wręcz nadludzkim wysiłkiem - dotarł bez szwanku do brzegu. Farmer wręczył mu czek na milion dolarów i ogłosił: Mamy zwycięzcę, gratuluję!Po otrzymaniu nagrody mężczyzna i jego żona wrócili do hotelu. Już w pokoju, facet, wciąż w olbrzymim stresie i potwornie zmęczony, powiedział do żony:- Kochanie, nie wskoczyłem sam... Ktoś mnie, kur*a wepchnął!!!Żona uśmiechnęła się tylko i tajemniczo odpowiedziała:- Wiem kochanie, wiem... 😉Morał z tej historii jest następujący: Za każdym mężczyzną odnoszącym sukcesy - zawsze stoi jakaś kobieta. 🤭😎Miłej, spokojnej nocy i dobrych snów.
Jarosław KosiatyListy z krainy snów
www.wiersze.co
Wszystkie wpisy Jarka TUTAJ
Kategorie: Uncategorized


@Autor
„przypomina mi się piękny wiersz Jana Brzechwy”
To Brzechwę wolno cytować? Bez ryzyka trzech lat więzienia za nie takie jak trzeba poglądy? Ciutkę się zdziwiłem, bo ta wasza prasa Narodowo-Patriotyczna to o Brzechwie tak oto:
„Spór o kolaboranta Brzechwę … miał w swym życiorysie haniebne 10 lat pierwszego okresu powojennego, kiedy „najdziksze wyprawiał swawole” w ohydnym stalinowskim duchu. … osoby, które co sił wybraniały Brzechwę, zakłamując, minimalizując lub wręcz negując fakty dowodzące umoczenia się Brzechwy po uszy w stalinowskiej mazi. … cytaty ze stalinowskich wierszydeł J. Brzechwy … Przypomnijmy tu kolejne etapy stalinowskiej kolaboracji Jana Brzechwy … W czasie, gdy straszliwym terrorem, z pomocą sowieckich oprawców rozbijano resztki państwa podziemnego, publikuje jeden z najpodlejszych swych utworków”
… i tak dalej w tym samym stylu. Link, jak kto ciekaw, poniżej:
https://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/spor-o-kolaboranta-brzechwe/
Warto też przypomnieć ten oto cytat z „Interii”:
„Jan Brzechwa stał się powodem konfliktu w Dmosinie koło Głowna. Otóż część mieszkańców tej miejscowości nie chce, by autor wielu bajek i wierszy dla dzieci został patronem szkoły podstawowej, bo był Żydem a Żyd patronować szkole nie może.”
https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-zyd-jan-brzechwa-nie-moze-byc-patronem-szkoly-w-dmosinie,nId,777901#google_vignette
Jak nie może patronować to nie może, wolnoć Tomku w swoim domku. Jeśli jednak tego Brzechwę tak starannie oblewa się ****em, jeśli ten Brzechwa taki zły i niedobry, bo po pierwsze Żyd a po drugie „kolaborant”. to chyba można sobie darować cytaty? Jak się na kogoś wylewa hektolitry ***na, to można by się przynajmniej od tego kogoś odp… odczepić, powiedzmy.