Wystąp !

 

Napisal i przyslal

Zenek Rogala

Uwaga! Koniecznie przecztaj opowiadanie ” B” z 10.3

Link na samym dole


         Nie, nie, nie, nie, nie… Tak, tak, tak, tak, tak.  Nie… tak… nie… tak… … …

Wyłem, wewnętrznie wyłem, wyłem tak, jak tylko to ludzkie, wewnętrzne zwierzę potrafi wewnętrznie wyć.

         Jeszcze w ten dramat nie wierzyłem. Przecież to niemożliwe. Dlaczego mnie się to przytrafiło. Co będzie dalej, jak będzie wyglądać jutro. Nie, nie , nie… A jednak tak, tak, tak…  Rzeczywistość wokół i ta bagnista droga do baraku i to zimno wokół i zimno we mnie. Tak! Tak! Tak!  Jestem w tym przeklętym obozie. Ale czy to ja, przecież to niemożliwe, żebym to był ja. Jakże tak, skoro mam jakieś ubranie w pasy podłużne, jakaś marynarkę w pasy podłużne i nawet czapkę także w pasy podłużne, na nogach… nie … to jednak tak, to ja, choć już całkiem ktoś inny. A może jednak to nie ja, bo przecież, skoro nie mam na głowie swoich pięknych włosów, to jaki to ja, skoro zamiast mnie, na moim przedramieniu te fioletowe cyferki są teraz mną . I zamiast nazwiska i zamiast imienia od dzisiaj jestem numerem 4373.

         Na zimnym, błotnistym apelu wystąpił z szeregu stary pasiak. Podszedł do czarnego. Ten stał władczo podparty pod boki.          

         – Jestem profesor – tu nie dosłyszałem nazwiska – z Uniwersytetu w Ostendzie. Reprezentuję spontanicznie powołaną przez więźniów baraku dwunastego Radę Więźniów. Rada Więźniów baraku dwunastego informuje Kierownictwo Obozu, że w tym obozie nie ma żadnych warunków sanitarnych, a w naszym baraku jest lodowaty chłód, jak możecie tak traktować ludzi, jak nie ludzi – mówił głośno, wyprostowany przed czarnym, a jego pasiasta czapka, pozostawała  regulaminowo w prawej dłoni i właśnie dlatego jego  biała głowa wydawała się taka mała.

         Zapadła śmiertelna cisza. Czarny spokojnie podszedł do pasiastego i w odpowiedzi na zgłoszony postulat, walnął go w twarz swoją czarną łapą. Pasiasty jakby się skulił i upadł do stóp czarnego. Leżał bez ruchu. Czarny, powoli i bez pośpiechu, chwilę pomanipulował przy swoim pasie i po chwili rozległ się pojedynczy huk. I dopiero wtedy zapadła ta prawdziwa śmiertelna cisza. Mała, biała głowa profesora poczerniała od krwi.

         – Kto umie spawać? – tłumacz z wyraźnym akcentem niemieckim wołał zza pleców czarnego.

         Takie pytania zadawane na codziennych apelach mogły oznaczać gwarancje przeżycia tego jednego dnia. Znaczyły bowiem, że jeżeli jesteś czarnym potrzebny jako murarz, drukarz, stolarz, szewc, cieśla i być może dlatego, że jesteś im potrzebny dostaniesz obietnicę przeżycia. Występowałem codziennie jako murarz, drukarz, stolarz, szewc i cieśla, a dzisiaj wystąpiłem jako spawacz.

         Pomieszczenie było murowane i właściwie, był to typowy warsztat samochodowo montażowy. Na długich stołach leżały powyginane rury i mnóstwo sporej  wielkości wyciętych z grubej blachy, metalowych liter. Wewnątrz warsztatu znajdowały się jeszcze trzy numery.  Numer 3644  i Numer 2451 i nieco starszy Numer 1352.

         Ten najstarszy, ale z najniższym numerem był weteranem obozowym i z jego zdaniem liczyliśmy się przede wszystkim. Znał zwyczaje czarnych, wiedział kiedy można i jak należy reagować, na sytuacje obozowe, żeby przeżyć dzień bieżący. W pomieszczeniu, w którym się znalazłem było ciepło, więc to już był raj. Można było pod byle pretekstem usiąść, czyli odpocząć. Numer 3644 i numer 2451 umieli odpoczywać kucając. Podobno u nich na wsi tak mężczyźni odpoczywają, kiedy stanie okazuje się zbyt męczące, wtedy kucają i w takim bezruchu odpoczywają. Ja tak nie potrafiłem.

         Należało te wycięte, metalowe litery wspawać pomiędzy dwie faliste rurki tak, żeby powstał napis, hasło. Żeby każdy wchodzący, czyli przekraczający główną bramę tego przeklętego obozu zobaczył, przeczytał, a potem przeszedł pod napisem ARBEIT MACHT FREI.

         Tylko szatan mógł być autorem tego epokowego żartu, tej nonszalanckiej kpiny, tej ironii, wobec każdej czynności na świecie. Tylko szatan mógł utożsamić wolność ze śmiercią.

         Spawanie odbywało się acetylenem. Żeby ten gaz uzyskać należało wytworzyć go w odpowiednich warunkach. Taką wiedzę posiadałem. Na ścianie, odręcznie czarna łapa naszkicowała napis. Miał być wzorcem dla nas, jak umieszczać litery w napisie, żeby zachować zasady niemieckiej pisowni.

         – Panowie, los dał nam rzadką okazję wykonania pierwszego, odważnego nieposłuszeństwa wobec wroga. Spójrzcie na tę literę. Pozornie jest taka sama widziana z frontu, jak i odwrotnie, bo te dwa brzuszki jednak różnią się od siebie. Dolny jest znacznie większy od górnego, i wystarczy postawić tę literę „na głowie”, a będzie to sygnał, że coś tu nie gra, że do tego faszystowskiego porządku wkradł się jakiś błąd, że  może nie ze wszystkim jest tu w tym obozie jak należy – proponuję wspawać tę trzecią literę odwrotnie. Postawić ją w tym napisie na głowie, jak wszystko na tym dzisiejszym  świecie.

         – Nigdy się na to nie zgodzę, jeśli Niemcy zorientują się, że jest to niesubordynacja, a przecież jest, to pójdziemy pod ścianę, jak już wielu za nawet mniejsze przewinienia – Numer  2451 był przejęty i wzburzony.

         – Ja też mam dla kogo żyć, zostawiłem całe gospodarstwo i zamierzam zaraz po wojnie tam wrócić nie, nie zgadzam się, to zbyt ryzykowne.

Numer 3644 kucał i jakby skamieniał.  Numer 1352 stał w milczeniu.

         – A ja się zgadzam, odezwał się spokojnie Numer  1352, niech tak będzie jak mówi Numer 4373. Jeśli nie będziemy ryzykować to i tak nas stłamszą jak tego profesora. A tak, to chociaż damy wyraz swemu oburzeniu na to co tu się dzieje, a coś czuję, że  właściwie to najgorsze zaczyna się dziać, bo coś mi mówi, że to miejsce jest przeklęte. A poza wszystkim czuję, że to przedsięwzięcie nam się uda i jeszcze ktoś opisze całe to nasze nieposłuszeństwo.

         – Decydujmy, bo zaraz przyjdą po napis, dzisiaj przecież będziemy go wieszać.

         Następny przeklęty ranek był nawet dość pogodny. Staliśmy przeklęci, jak co rano, na przeklętym apelu, w tym przeklętym obozie, każdy na swoim przeklętym miejscu.

         Czarny szedł powoli i stanął na swoim przeklętym miejscu. Stojący obok niego, ale jednak tuż za nim, tłumacz podniósł do swoich przeklętych oczu tę przeklętą kartkę i patrząc w nią, głośno i wyraźnie wyczytał:

        – Numer 3644

        – Numer 2451

        – Numer 1352

        – Numer 4373

        – Wszyscy wyczytani wystąp!

 

Wszystkie opowiadania Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: