SKOK W PRZYSZŁOŚĆ

ARKADIUSZ GŁUSZEK

POLSKA KACZYŃSKIEGO. PRZESZŁOŚĆ, KTÓRA CHCE BYĆ PRZYSZŁOŚCIĄ.

Portal SokzBuraka przytoczył kilka dni temu tweet Joanny Senyszyn, w którym stwierdza ona, że nie jest tragedią obecna sytuacja geopolityczna Polski pod rządami PiS ale tragedią jest to, że z tej sytuacji zadowolona jest połowa Polaków. To nieco przesadna reakcja, ale niemal wszyscy ulegamy lekkiej histerii raz po raz po kolejnych „sukcesach” obecnego rządu.


Można podejrzewać, że nasza reakcja jest pożądana przez Kaczyńskiego. Wszyscy poniekąd zostaliśmy zamknięci w jego głowie, świecie Realpolitik i polskiego patriotyzmu w rozumieniu Kaczyńskiego. A ponieważ jest to konstrukt o cechach innowacyjnych, nieprędko i niełatwo z niej wyskoczymy.

Wiele można zrozumieć czytając raport z badań dr. Macieja Gduli „Dobra zmiana w Miastku. Neo-autorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Charakterystyczne, że jedną z niewielu cech, która łączy wszystkich zwolenników „dobrej zmiany” jest wg. Gduli niechęć do elit. Wyzwolona energia tego obozu dominuje, korzystając z chwilowego zniechęcenia polityką ludzi niepodzielających wizji Kaczyńskiego. Gdula proponuje termin „neoautorytaryzm”, opisując stan świadomości zwolenników PiS i politykę tej partii, przy czym czyni uwagę: „A jednak współczesny autorytaryzm nie jest po prostu powtórzeniem historii, bo wyrasta z innego gruntu i jest osadzony w zupełnie innym kontekście społecznym. Najprościej rzecz ujmując, autorytaryzm, który znamy z przeszłości, był zjawiskiem społeczeństwa masowego, a dzisiejszy – społeczeństwa niszowego”.

Teraz widać, po co Kaczyńskiemu była potrzebna antysemicka afera. Jak z poparcia społeczeństwa niszowego uzyskać poparcie większości tu i teraz? Poruszyć emocje plemienne. Pokłady emocji, które są. Nie trzeba tutaj wymyślać żarówki. Wystarczy wykorzystać gotowe, sprawdzone rozwiązanie. Pokazać społeczeństwu „nowych Żydów”.

Nie ma tutaj zaskoczenia. Konsekwentnie budowana narracja – my prawdziwi Polacy i oni, ci gorsi. Użycie oenerowskiego języka nienawiści i wykluczenia, w którym wystarczyło zamienić słowo Żyd na słowa „gorszy sort”, „zdradzieckie mordy” lub inne z bogatego repertuaru Kaczyńskiego. Mamy autentyczny powrót do późnych lat 30. ubiegłego wieku. Osiemdziesiąt lat wstecz. Wielki projekt narodowego radykalizmu spod znaku falangi wyciągnięty z zamrażalnika dziejów. Wizja klerykalnie faszystowskiego państwa z centralną rolą Kościoła rzymskokatolickiego i z konsolidacją społeczeństwa wokół radykalnego projektu nacjonalistycznej ekskluzywności. ONR-bis. IV RP.

Społeczeństwo daje się w to wciągać krok po kroczku, powoli ale konsekwentnie. Nie spiesząc się, uważając żeby nie wytrącić ludzi ze stanu sytego zaspania, Kaczyński serwuje kolejne porcje narkotyku.

Należy sobie uświadomić, że nie mamy tutaj zwykłego sporu politycznego na gruncie demokratycznego państwa prawa. Na naszych oczach rozgrywa się dramat sporu cywilizacyjnego. Czy odpowiada nam wizja Polski Kaczyńskiego? Czy to przypadkiem nie jest ślepy zaułek historii? A jeżeli to tylko roboczy etap tworzenia „lepszej” Polski, to jakie są pomysły na zapędzenie dżina z powrotem do butelki?

To zmartwienie pozostawmy Kaczyńskiemu.

Nas interesuje pozostanie w głównym nurcie historii. Można wiele wniosków wyciągnąć z analizy dzisiejszej sytuacji. Można na własny użytek rozumieć to co się w ostatnich dwu latach wydarzyło w Polsce, ale też w innych miejscach na świecie, chociażby w USA, jako „rewolucja maruderów” albo „historyczne podciąganie taborów”.

Wydaje mi się, że najważniejszym wnioskiem byłoby przyjęcie tezy, że mamy do czynienia z nowym, innowacyjnym projektem politycznym, twórczo wykorzystującym stare radykalne projekty, które działały, ale z różnych przyczyn skompromitowały się i zostały porzucone. I z tym nowym innowacyjnym projektem można konkurować jedynie innym innowacyjnym projektem.

To oczywiste, że nowatorskie rozwiązanie nie pojawi się na zawołanie. Ale im wcześniej zaczniemy pracować nad jego stworzeniem, tym wcześniej możemy oczekiwać osiągnięcia pożądanych rezultatów. Jeżeli przytomna część społeczeństwa i te „wyklęte” elity nie dają zgody na realizację wizji Kaczyńskiego, to wydaje się, że trzeba zażądać rozwodu. Rozwodu z wizją, logiką i językiem obozu „dobrej zmiany”.

Rozsądnie byłoby więc zrezygnować z całego kanonu klasycznych pojęć i terminologii, bo nie opisują już rzeczywistości. Pamiętajmy, że ekipa Kaczyńskiego przewróciła tradycyjne znaczenie wielu pojęć do góry nogami. Chociażby znaczenie terminu „elita”. W mojej opinii powinniśmy teraz przeorać całą naszą świadomość historyczną, całe pokłady wiedzy wsączane nam do głów od dziecka. I stworzyć alternatywę. Wyraźną, z krwi i kości, kroczącą na zupełnie innym gruncie i zmierzającą w zupełnie innym kierunku. To też – moim zdaniem – nie będzie całkiem nowy świat. Ten świat istniał w naszej historii od setek lat, ale nie miał szczęścia przebić się na pierwszy plan na dłużej.

Można się zżymać, że de facto mamy dwie Polski. To oczywiście boli, ale czas przyjąć do wiadomości fakty. Dwie Polski funkcjonują nie od dzisiaj. Dzisiaj jest bardziej niż potrzebne wsparcie dla tej drugiej Polski.

Żeby dać próbkę nazywania spraw przy pomocy innego języka niż pisowski, nazwijmy tę Polskę „Polską uśmiechu” od „Orderu Uśmiechu” – dla mnie symbolu „mojej” Polski. Takim symbolem dla mnie jest też WOŚP i Jurek Owsiak. To oczywiste, że dla PiS to będą elementy komuny i złodziejstwa ale pies im … lizał. Oni już nie są z mojego świata, ich język nie jest moim, ich wartości i nazewnictwo nie są moimi. To dla mnie przedstawiciele innej cywilizacji, którzy żyli w sąsiedztwie, ale chwilowo zamieszkali w moim domu i demolują go, nie wiedząc jak z niego korzystać. Do tego żądają żeby mówić w ich języku. Ale ja kocham mój język, który oni oczywiście pogardliwie nazywają językiem miłości, bo zupełnie nie przypomina ich języka i nie rozumieją go.

Istniejące partie polityczne opozycyjne wobec PiS dały sobie narzucić reguły gry i język, a nawet logikę sporu. To oznacza, że są w pełni kontrolowane przez Kaczyńskiego. Spełniają rolę listka figowego. I wydaje się, że są już nawet pogodzone ze swoją rolą.

Nowy projekt polityczny musi zostać oparty na całkowicie nowej i odmiennej wizji Polski. Całkowicie, czyli jak gdyby kompletnie z innego świata pojęć, wartości i języka. Musi to być projekt odważny i odważnie prezentowany w całkowitej kontrze do projektu PiS. Przywołam tutaj przykład Ruchu Palikota, któremu nikt nie dawał szans, a oni zebrali 10% w wyborach w 2011 roku, głosząc otwarcie antyklerykalny program. A mamy dzisiaj inną sytuację. Korzystną dla rozwiązań radykalnych.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: