Tłok

Zenon Rogala

Od wielu już lat nie korzystam z komunikacji miejskiej. Jakoś los tak zdarzył, że dawno już zapomniałem jak wygląda miasto zza okien tramwaju. Ale nie tylko widoki na zewnątrz tramwaju uległy zmianom. Właśnie wczoraj byłem zmuszony przez życiową sytuację, do niespodziewanego przejazdu trasą dawnej czwórki. Co prawda trasa pozostała taka sama, dalej jeździ na niej tramwaj numer cztery, ale zmiany zaistniałe od tamtych lat, są widziane gołym okiem. Wagony z tamtych czasów widocznie stoją już w zatłoczonych muzeach komunikacji miejskiej, bo oto dzisiaj podjeżdża całkiem inny technicznie pojazd. To już nie ten sam wagon, zmiany widzę tuż po wejściu do środka.

Gdzież kiedyś było do pomyślenia, żeby tramwaj odjechał dopóki nie wsiądą wszyscy chętni. Obecnie muszą być szczelnie zamknięte drzwi i w dodatku wszystkie i te z przodu i te z tyłu. Już mało kto pamięta co to były tak zwane winogrona. O likwidacji umundurowanych konduktorów słyszałem już dawno, ale dzisiaj nikt nawet nie odczuwa ich braku, Wręcz przeciwnie, dzisiaj każdy jest samorządny i samodzielny i nie potrzebuje być kontrolowany przez nikogo.

Zaufanie to podstawa. Jeśli jedziesz, to najpewniej masz ze sobą ważny bilet, inaczej ryzykujesz spory mandat i jeszcze większą dawkę wstydu. Najbardziej jednak zmieniła się klientela, pasażerowie traktują samą jazdę bez żadnych szczególnych emocji. Wsiadanie, kiedyś podobne do walk gladiatorów, obecnie może stanowić przykładowy punkt w szkoleniu na zachowanie się przy wsiadaniu do tramwaju. Wygląda, że większość taki kurs przeszła, bo śladów dawnych emocji przy wsiadaniu już nie widziałem.

          Po wejściu do środka każdy najchętniej zająłby miejsce siedzące, ale nie ma tragedii, jeśli akurat w tej chwili wszystkie są zajęte. Po chwili i tak któreś się zwolni. Dzisiaj zaraz po wejściu do tramwaju i to bez względu, czy się udało usiąść, czy nie, każdy wyjmuje maleńką plastikową, płaską zabawkę i wpatrując się w zaświecony ekranik, wystukuje coś na maleńkiej powierzchni. W tym czasie dziwacznie się uśmiecha, lub zaabsorbowany tą tajemniczą czynnością, marszczy brwi, lub robi do tego małego płaskiego pudełeczka, głupkowate miny.
Inni jak gdyby nigdy nic czują się jak u siebie w domu i nie zwracają uwagi na mijające nas zatłoczone ulice i uciekające po bokach tramwaju fasady domów, jeszcze inni nie bacząc, że mogą być podsłuchiwani, bez żenady głośno rozmawiają do takich płaskich prostokącików.
          Siedzę, bo – słuchajcie, nie mogę, – siedzę, bo taka czarnulka z włosami jak karakuły, najpewniej licealistka, ustąpiła mi miejsca,
          – Proszę, niech pan siada – powiedziała trochę za głośno. Cóż…siadam.
Już wiem, że to rewanż, ja będąc w liceum, także ustępowałem miejsca przeważnie starszym paniom, ale niech tam…
          Jazda, jazda, co za jazda … ludzie wsiadają i wysiadają, nagle ruch zrobił się niemożliwy. Tłok stał się niemiłosierny, wszyscy pchają się, ale po co, nie wiem dlaczego, przecież wszyscy dojedziemy na miejsce, po co się tak pchać i tak na siebie warczeć. Widzę starszą panią obok, już wstaję, żeby zrobić jej miejsce …
          – Dziadku, to już koniec jazdy, nie ma spania w tramwaju – widzę z bliska te piękne, czarne karakuły.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: