Uncategorized

Niewyrafinowane przemyślenia Wildsteina zdają się mieć wpływ na Morawieckiego

Jan Grabowski

Mateusz Morawiecki i Bronisław Wildstein.
Mateusz Morawiecki i Bronisław Wildstein. (Fot. Kuba Atys/Agencja Wyborcza.pl i Michal Wozniak/East News)

Po wymianie mailowej między Bronisławem Wildsteinem, Mateuszem Morawieckim i Michałem Dworczykiem widać, że dla wojujących nacjonalistów badania naukowe o treści niezgodnej z oficjalną partyjną wykładnią automatycznie relegują ich autorów do rangi „wrogów narodu”.

W ostatnich dniach ujawniono kolejne listy ze skrzynki mailowej ministra Michała Dworczyka, szefa kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego. Autorami tych maili są: prawicowy publicysta Bronisław Wildstein, premier Mateusz Morawiecki oraz dwóch doradców premiera. Maile, pisane w 2018 r., dotyczą interpretacji historii Zagłady, historyków i instytucji zaangażowanych w badania i edukację o Holokauście oraz relacji polsko-izraelskich. We wszystkich wypadkach mowa jest o tzw. zagadnieniach „godnościowych”, w których koślawo pojęta polska racja stanu miesza się z wojującym i odpornym na racjonalne argumenty nacjonalizmem. Ujawnienie tej korespondencji otwiera okno, przez które widać „od kuchni” toporne próby budowania polskiej polityki historycznej, czyli PPH.

26 stycznia 2018 r. (w przededniu Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu!) Sejm uchwalił tzw. nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, prawny bubel, który z miejsca za granicą zyskał sobie miano „polskiego prawa o Holokauście”. Tym, co najbardziej rzucało się w oczy, była kara trzech lat więzienia dla ludzi, którzy – cytując ustawodawcę – „publicznie i wbrew faktom przypisują Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”. W rzeczywistości chodziło o zakneblowanie badaczy, edukatorów oraz tych wszystkich, których poglądy na dzieje Zagłady różniłyby się zasadniczo od obowiązującej wykładni partyjno-rządowej. Warto tu wspomnieć, że przeciwko haniebnemu prawu zagłosowało zaledwie 5 (słownie: pięciu) posłów! Pozostałych 409 głosowało „za” lub wstrzymało się od głosu.

Polskie Prawo o Holokauście wywołało wielkie wzburzenie na całym świecie, co nikogo – poza granicami Polski – specjalnie nie zdziwiło. Trudno mi się tu powstrzymać, żeby nie wspomnieć, że już w 2016 r. ogłosiłem na łamach „Israeli Journal of Foreign Affairs” artykuł „The Holocaust and Poland’s »History Policy«”, sygnalizujący nadchodzące zmiany w polskim prawie i związane z nimi zagrożenia dla wolności badań naukowych. Takich ostrzeżeń było więcej.

Kilka tygodni później (16 lutego 2018 r.), podczas konferencji w Monachium, gdy wydawało się, że trudno jest jeszcze bardziej pogrążyć reputację Polski na arenie międzynarodowej, premier Morawiecki oświadczył, że „byli polscy sprawcy [Holokaustu], tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy czy ukraińscy – nie tylko niemieccy”. To zrównanie Żydów z wywodzącymi się z innych narodów sprawcami Zagłady odbiło się szerokim echem w prasie światowej. Tego samego dnia premier Morawiecki, jak gdyby chcąc usunąć jakiekolwiek wątpliwości co do własnych intencji, złożył kwiaty na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, jedynej polskiej formacji podziemnej, która zimą 1944/45 wycofała się na zachód razem z hitlerowcami przed Armią Czerwoną.

17.02.2018, premier Mateusz Morawiecki złożył wieniec i zapalił znicz na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.
17.02.2018, premier Mateusz Morawiecki złożył wieniec i zapalił znicz na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. Waldemar Kompała/KPRM

Polski premier mógł się pofatygować do pobliskiego Dachau, aby oddać hołd ludziom pomordowanym przez hitlerowców – ale nie; wolał oddać hołd ludziom wspieranym przez nazistów.

Gdyby ktoś miał ochotę zainicjować konkurencję pt. jak najszybciej i sposób najbardziej trwały zrujnować image Polski w świecie, to niczego lepszego nie byłby w stanie wymyślić.

Następne miesiące to czas gorączkowych poszukiwań przez polskie władze drogi wyjścia z trzęsawiska, na które wprowadziły siebie oraz cały kraj. Opublikowane maile pochodzą właśnie z tego gorącego okresu. Maile, co pokazała sprawa jednego z dziennikarzy telewizyjnych, są wiarygodne i w przyszłości powinny stać się jednym z dowodów w dochodzeniach prowadzonych przeciwko ludziom, którzy po 2015 r. przystąpili do niszczenia polskiej demokracji. Analiza tej korespondencji pozwala nam na prześledzenie działań, mających na celu cementowanie nacjonalistycznej wizji przeszłości, opartej na fałszowaniu historii jednej z największych tragedii w historii ludzkości, jaką była Zagłada europejskich Żydów.

Morawiecki i Wildstein o „naszych ludziach”

Pierwszy e-mail skierowany przez Bronisława Wildsteina do Morawieckiego nosi datę 5 marca 2018 r. Obaj panowie są na „ty” („Bronek” i „Mateusz”), co nadaje wymianie bardziej nieformalny, wręcz przyjacielski, wymiar. W liście „Bronka” czytamy: „Podstawowy problem, który mamy w stosunkach z Żydami, polega na tym, że kontakty z nimi monopolizują nasi wrogowie. Pisząc to mam na myśli nie tylko formację, którą reprezentujesz, ale do pewnego stopnia cały naród polski. Centrum Badań nad Zagładą Żydów prezentuje wręcz obsesyjną nienawiść do Polaków. Jan Grabowski, sugerujący na prawo i lewo, że Polacy wydali lub zabili ok. 200 tys. Żydów, twierdzi, że sprawą pomocy Żydom ze strony Polaków można się zająć dopiero po zbadaniu naszych zbrodni, a Izrael powinien zawiesić dyplomatyczne stosunki z RP, dopóki będzie obowiązywać prawo o IPN. Barbara Engelking jest podobna, tak jak i całość tej ekipy. I to są ludzie, którzy przejęli stosunki z Yad Vashem. ŻIH, muzeum »Polin« są niewiele lepsze… Należałoby zanalizować ich status i możliwości stopniowego wprowadzania do nich innych ludzi”.

Muzeum Polin w Warszawie
Muzeum Polin w Warszawie Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Warto tu zwrócić uwagę na prymitywny język wykluczenia i agresji, którym operuje autor listu. Zestawienie „naszych wrogów” z wolą całego narodu polskiego przywodzi na myśl retorykę najgorszych czasów. Równie pouczająca jest sugerowana w liście strategia planowanego wprowadzania „naszych ludzi” do instytucji działających na polu żydowskiej pamięci Zagłady. Przejęcie Muzeum Historii Polskich Żydów okazało się trudniejsze, niż Wildstein zakładał, gdyż państwo miało tylko 1/3 udziałów tym przedsięwzięciu. Pozostali „udziałowcy” (czyli miasto Warszawa oraz Stowarzyszenie ŻIH) odmówili wsparcia rządowych nominatów. Z Żydowskim Instytutem Historycznym – gdzie obsadzenie stanowiska dyrektorskiego w całości zależne jest od ministra Glińskiego – poszło łatwiej. Dziś ŻIH, pod kierownictwem p. Moniki Krawczyk, osoby pozbawionej kwalifikacji do kierowania placówką naukową, ale bezwzględnie lojalnej wobec rządzących nacjonalistów, stał się kolejnym trybikiem w maszynie napędzającej polską politykę historyczną. Całkiem niedawno „wprowadzanie naszych ludzi” do instytucji żydowskiej pamięci Zagłady nabrało tempa.

Malowanie napisu na gmachu Żydowskiego Instytutu Historycznego przy ul. Tłomackie
Malowanie napisu na gmachu Żydowskiego Instytutu Historycznego przy ul. Tłomackie ADAM STĘPIEŃ

Wśród członków nowo ukonstytuowanej Rady Muzeum Polin odnajdujemy „innych ludzi”, czyli nominatów ministra kultury. Jest tam sam „Bronek” Wildstein, jest Artur Hofman, szef Towarzystwa Społecznego-Kulturalnego Żydów, wierny sojusznik dzisiejszych władz, którego „Bronek” w swym liście do premiera Morawieckiego określił jako osobę „prezentującą rozumny oportunizm”, jest wiceszef IPN Mateusz Szpytma, jest Albert Stankowski, dyrektor powstającego Muzeum Getta Warszawskiego, anonsowanego przez ministra Glińskiego w momencie poczęcia jako „muzeum miłości polsko-żydowskiej”, jest też wiceminister kultury Jarosław Sellin, człowiek bezpośrednio odpowiedzialny za frontalny atak polskiego państwa na niezależnych badaczy Zagłady.

Niemal równocześnie ukonstytuowała się Rada Oświęcimska, a w niej równie łatwo odnaleźć „naszych ludzi”. Tu też jest Mateusz Szpytma, jest dr Grzegorz Berendt, pracownik IPN odpowiedzialny za „zdobycie” przez władze Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, są też wspomniani wcześniej Artur Hofman oraz Albert Stankowski. W ten sposób plan zakreślony przez Wildsteina w 2018 r. nabiera konkretnych kształtów, a instytucje powołane do ochrony żydowskiej pamięci stają się zakładnikami PPH. O ile kandydatów wysuniętych przez władze można oceniać krytycznie lub bardzo krytycznie, o tyle obecność Mateusza Szpytmy, człowieka odpowiedzialnego w IPN za „Judenangelegenheiten”, osobę ponoszącą z racji pełnionej funkcji bezpośrednią odpowiedzialność za zeszłoroczne mianowanie byłego neofaszysty na kierownicze stanowisko w IPN, jest policzkiem publicznie wymierzonym wszystkim niezależnym i wielce zasłużonym ludziom zasiadającym w obu Radach.

„Wypiliśmy morze piwa, ale było warto”

Z dalszej części listu „Bronka” do premiera Morawieckiego przebija troska o szczupłość sił prorządowych na polu walki o właściwą narrację historyczną dotyczącą Zagłady. Reklamując inicjatywę swego syna („mój syn, Dawid Wildstein, już od kilku lat lansuje ideę i hasło »Warszawa dwóch powstań«”), „Bronek” radzi premierowi, aby „polską martyrologię wypromować na żydowskiej i jest to możliwe”. Nie jest jasne, jak wielką moc sprawczą miała sugestia „Bronka” aby polską martyrologię promować za pomocą martyrologii żydowskiej, ale strategia „podłączania” polskiego cierpienia pod tragedię żydowską stała jednym z leitmotivów PPH w ciągu ostatnich lat. Przykładów nie trzeba szukać daleko: w przekazie oficjalnym obóz zagłady Treblinka II miesza się z obozem pracy Treblinka I, podobnie rzecz się ma z obozem zagłady Auschwitz II i obozem koncentracyjnym Auschwitz I, nazwa Treblinka zostaje „zajęta” na rzecz polskiej martyrologii na skutek skandalicznych działań Instytutu Pileckiego, a Muzeum w Auschwitz w mediach społecznościowych „polonizuje” komory gazowe Birkenau.

Dawid Wildstein odznaczony przez prezydenta Dudę

Dawid Wildstein odznaczony przez prezydenta Dudę ADAM STĘPIEŃ

Mateusz Morawiecki odpowiedział „Bronkowi” tego samego dnia. Premier zgodził się, że „sojuszników mamy bardzo niewielu i po części trzeba ich znaleźć, a po części dopomóc w ich organizowaniu”. „Niewiele jest dla mnie równie ważnych spraw jak ta” – zapewniał „Bronka” polski premier. Na koniec dodał: „Ważna jest selekcja mediów, o której wspominasz. Nie tylko w Izraelu, ale na całym świecie. Musimy mieć zmapowanych przychylnych Polsce dziennikarzy. To praca do wykonania »na już« przez MSZ i PFN”.

W „selekcji mediów” i w „mapowaniu przychylnych dziennikarzy” zabrał głos doradca premiera, niejaki Andrzej Pawluszek. W liście z 6 marca 2018 r. Pawluszek donosił o swoich zabiegach w Tel Awiwie: „Bardzo sensowna jest dyr. Joanna Hofman (była Ambasador w Helsinkach), pomijam, że to nasz człowiek, ale ona rzeczywiście czuje temat”. W liście z 22 marca Pawluszek znów nawiązał do polskiej dyplomatki: „Joanna Hofman z Instytutu Polskiego w TLV [Tel Awiw], super babka!”. Celem Pawluszkowych starań w Izraelu było z jednej strony znalezienie dziennikarzy przychylnych oficjalnej polskiej narracji („nawiązałem świetny kontakt z dziennikarzem z »Jerusalem Post« (Gol Kalev), wypiliśmy morze piwa, ale było warto”), jak również zmobilizowanie dodatkowych funduszy z budżetu MSZ w celu opłacenia kogoś, kto by „korygował hebrajskie wpisy Wikipedii i pozycjonował izraelskie strony w google”. Sponsorowane przez państwo ingerencje w materiały publikowane w Wikipedii to odrębny temat, godny oddzielnego artykułu.

„Grabowski czy Engelking są po prostu wrogami Polski”

W kolejnym liście Wildsteina do Morawieckiego (z 28 czerwca 2018 r.) „Bronek” nawiązał do planowanego „wspólnego, polsko-izraelskiego projektu badania holokaustu na ziemiach polskich”. „Najlepiej gdyby zrobił to Yad Vashem z IPN-em” – pisze Wildstein. „Należy to wymusić na władzach Izraela, gdyż teraz całość kontaktów z izraelskimi historykami monopolizuje Centrum Badania nad Zagładą Żydów, którego główne postacie: Grabowski czy Engelking są po prostu wrogami Polski. Następny jest tylko nieco lepszy Polin czy ŻIH. Gdyby powstał tego typu projekt, to wyniki badań sygnowanych przez stronę izraelską byłyby nie do podważenia. Pojawiłyby się tam również ciemne karty, ale traktowane poważnie i osadzone w kontekście, wyglądałyby radykalnie inaczej niż »rewelacje« Grossa czy Grabowskiego”.

Prezydent Andrzej Duda z osobami odznaczonymi Orderem Orła Białego. Od lewej: Bronisław Wildstein, Zofia Romaszewska, Wanda Półtawska, Irena Kirszensztajn-Szewińska, prof. Michał Kleiber i Michał Lorenc

Prezydent Andrzej Duda z osobami odznaczonymi Orderem Orła Białego. Od lewej: Bronisław Wildstein, Zofia Romaszewska, Wanda Półtawska, Irena Kirszensztajn-Szewińska, prof. Michał Kleiber i Michał Lorenc Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Warto „rozpakować” tych kilka zdań. Pomijam już kwestię „wrogów Polski”, którą Wildstein poruszył w swoim wcześniejszym liście. O wiele bardziej istotna jest próba „siłowego” przymuszenia władz izraelskich celem wymuszenia współpracy Yad Vashem z IPN-em w celu uzyskania izraelskiej akceptacji dla prób fałszowania historii Zagłady przez polskich nacjonalistów. Sam pomysł świadczy o braku rozeznania w wadze, jaką w Izraelu przywiązuje się do narracji holokaustowej, a autor listu najwyraźniej nie ma pojęcia, jak głęboko skompromitowaną na arenie międzynarodowej instytucją jest IPN. Z szeregu rozmów, jakie ostatnio odbyłem z historykami zatrudnionymi w Yad Vashem, wynika, że jeżeli nawet propozycja współpracy z IPN padła z polskiej strony, to przez nikogo w Izraelu nie została potraktowana poważnie.

List „Bronka” kończy się na dramatyczną nutę: „Jeśli prześpimy tę okazję, to ciągle będziemy konfrontowani z kolejnymi sensacjami produkowanymi przez przedstawicieli pedagogiki wstydu, którzy chcą skompromitować naszą historię, a w konsekwencji i tożsamość”. Kompromitacja historii na skutek krytycznego podejścia badaczy?! Kompromitacja tożsamości narodowej w wyniku badań ogniskujących się na najtrudniejszych aspektach historii narodowej? Ręce opadają, a szukanie sensu w prozie Wildsteina wydaje się zadaniem ponad siły. Pół biedy, gdyby to były jedynie wynurzenia prawicowego publicysty. Koniec końców papier jest cierpliwy.

Niestety, mamy tu do czynienia z publicystą, którego niewyrafinowane przemyślenia zdają się mieć bezpośredni wpływ na premiera kraju.

Morawiecki odpowiedział „Bronkowi” po dwóch dniach. W liście czytamy: „absolutnie się z Tobą zgadzam, że to kluczowy projekt i nie można tego odpuszczać. IPN albo Ośrodek Badań M[agdaleny] Gawin [Instytut Pileckiego] to najlepsi kandydaci do tego projektu, powinni jak najszybciej się za to brać”. Na koniec Morawiecki poprosił Wildsteina, żeby opracował projekt wraz z Michałem Dworczykiem i Markiem Magierowskim, tak aby Morawiecki „mógł już o tym porozmawiać z premierem Netanyahu”.

Afera mailowa. Morawiecki i Wildstein

Jakie wnioski można wyciągnąć z wymiany Morawiecki – Wildstein?

Po pierwsze, sprawy „godnościowe”, walka o utrzymanie narodowych mitów to zagadnienia o podstawowym znaczeniu dla rządzących nacjonalistów.

Po drugie, w celu obrony tych mitów premier i jego otoczenie gotowi są mobilizować aparat państwowy, finanse państwa oraz wywierać naciski dyplomatyczne za granicą, aby osiągnąć swój cel.

Po trzecie, widziany z perspektywy wojujących nacjonalistów świat badań naukowych jawi się jako przedłużenie walki politycznej, a studia o treści niezgodnej z oficjalną partyjną wykładnią automatycznie relegują ich autorów do rangi „wrogów narodu”.

Po czwarte, na „froncie żydowskiej pamięci”, widzianym jako kierunek priorytetowy dla państwa, władze są gotowe do użycia wszelkich sił, aby podporządkować sobie instytucje mogące mieć wpływ na narrację historyczną dotyczącą okresu Zagłady.

Nie tak dawno prasę obiegły doniesienia o spotkaniach mgr Julii Przyłębskiej, szefowej neo-Trybunału Konstytucyjnego, z ministrem Dworczykiem. W trakcie spotkań miano ustalać tryb procedowania kolejnych spraw wniesionych przed TK, co w sposób oczywisty łamało konstytucję oraz cały szereg paragrafów kodeksu karnego. Konstytucjonaliści i prawnicy w sposób najostrzejszy z możliwych potępili i napiętnowali dokonującą się na naszych oczach destrukcję demokracji oraz podporządkowanie władzy sądowniczej partii rządzącej. Chciałbym mieć nadzieję, że ujawnione maile Wildsteina, Dworczyka i Morawieckiego będą miały podobne znaczenie dla humanistów, że staną się dzwonkiem alarmowym dla historyków, dla badaczy, dla edukatorów i dla nauczycieli historii Zagłady. Toporne próby modulowania świadomości historycznej za pomocą aparatu państwowego przywodzą na myśl najgorsze okresy w polskiej historii.

Jan Grabowski

Pracuje na uniwersytecie w Ottawie, jest autorem wielu publikacji na temat Holokaustu, m.in. monografii „Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w Zagładzie Żydów

Niewyrafinowane przemyślenia Wildsteina zdają się mieć wpływ na Morawieckiego

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Pan Bronislaw Wildstein moglby zmienic sobie nazwisko na jakies gojskie bo nie widac po jego zachowaniu jakiekolwiek zydowskie korzenie. Jego przodkowie dawno juz przewracaja sie w grobie ze wstydu. Napewno duzy wplyw na jego zachowanie miala jego matka prosta polska chlopka. O tym dowiedzialem sie z Wikipoedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Wildstein. Formalnie nie jest on Zydem po takiej matce, dlatego nie potrafie zrozumiec dlaczego nie zmienia nazwiska na Kowalski.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.