Uncategorized

Prawdziwe złoto Ukrainy


  Jakub Kopeć

   Zrobiliśmy łaskę Ameryce dołączając polski korpus ekspedycyjny   do udziału w inwazji Iraku przez siły NATO, czyli przez Stany Zjednoczone. Nie spadło wówczas z Nieba na ziemie polskie ani jedno ziarnko manny. Nagroda za dawniejsze zasługi przyszła do nas dopiero w czasie pełnowymiarowych działań  wojennych na wschodzie Ukrainy. Transportem szerokotorowym i TIR-ami napłynęły do Rzeczypospolitej miliony ton zboża, które od stuleci nazywane jest „złotem Ukrainy”.     Krzykacze z opozycji totalnej zarzucają władzom Rzeczypospolitej, że  ze spekulacyjną intencją doprowadziły do zapełnienia silosów tanim zbożem nie poddanym wcześniej kontroli fitosanitarnej, czym rozregulowały rynek zbożowy. Czy w gospodarce kraju na poły rolniczego może się zdarzyć coś piękniejszego niźli pełne spichlerze?                                                                        

      Według teoretyka Mac Luhana w toku funkcjonowania propagandy „środek przekazu  staje się przekazem”. Jako pozbawiony wszelkiej uczoności  praktyk dziennikarstwa idę dalej i oświadczam, że przekazem staje się też medium wszelkiej informacji, czyli dziennikarz. A  ja właśnie jestem dziennikarzem, w dodatku od dwudziestu kilku lat dziennikarzem emerytowanym, znaczy się freelanserem tudzież ghostwriterem. Musi być jakiś niewysłowiony uwodzicielski czar w tych brzmiących z amerykańska specjalizacjach prasowych, skoro wistblowder Cliff Pineiro właśnie do mnie skierował swe kroki, gdy przyszło mu do głowy spisanie zwierzeń aferzysty  o rozgrabieniu niebotycznych kwot z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Zapukała do mnie także porwana do Polski córka oligarchy i rektora Petersburskiego Uniwersytetu Górniczego, promotora i autora (sic!) doktoratu Władimira Putina i szefa wszystkich czterech jego prezydenckich kampanii wyborczych w Guberni Petersburskiej.Nie było więc kwestią przypadku, że tuż przed własną śmiercią i jakiś czas przed wybuchem pierwszego zbrojnego konfliktu na wschodnich rubieżach Ukrainy

Maciej Karpiński, mój przyjaciel  ze szczęśliwego dzieciństwa w Boernerowie pod Warszawą , do którego od niepamiętnych czasów dojeżdża jedyny w Polsce jednotorowy tramwaj nr „20”, dostarczył mi przygotowany do edycji książkowej manuskrypt pamiętników swojego dziadka Stanisława. Dziadek Stanisław dwukrotnie dźwigał tekę ministra finansów w rządach II Rzeczypospolitej i piastował funkcję prezesa Banku Polskiego, powołanego do przygotowania emisji „złotego polskiego”, który miał zastąpić narzuconą Polsce przez rządy zaborcze „markę polską”. To właśnie Stanisław Karpiński był faktycznym wykonawcą słynnej reformy walutowej Władysława Grabskiego, i to jego skromniutki pomnik należałoby erygować na pożegnanie złotego polskiego w momencie przystąpienia Polski do strefy euro.

       Tygodnik „Newsweek” już na początku marca zapowiedział inwazję Rosji na Kijów w dniu 8 maja, a najdalej 24 maja 2014 roku. Europa nie może uzgodnić wspólnej listy sankcji ekonomicznych przeciwko agresorowi ze wschodu, a tymczasem w zasięgu szponów prezydenta Putina znajdzie się skarbiec państwowy Ukrainy z tonami złota w sztabach! Historia lubi się powtarzać. Najpierw anszlus Krymu, a potem nastąpi stopniowe okrawanie Ukrainy przy biernej postawie Europy i Ameryki! Trzeba więc zrobić to, co w 1939 roku uczynił Zygmunt Karpiński z ogromnymi rezerwami złota, zmagazynowanymi w podziemiach Banku Polskiego. Zanim Niemcy zdążyli wejść do Warszawy, bratanek schorowanego prezesa Banku Polskiego zbrojnym konwojem z licznymi przygodami przetransportował polskie złoto do sojuszniczej Francji.

 Cóż to była za epopeja! Z jakimi zagrożeniami musiał się zmierzyć konwojent polskiego złota! Na każdym kroku czyhali nań pospolici rabusie, lecz największe niebezpieczeństwo nadeszło ze strony rządu sojuszniczej Francji, który po prostu chciał polski skarb sobie przywłaszczyć. Dopiero dzięki wstawiennictwu prezydenta Stanów Zjednoczonych udało się Zygmuntowi Karpińskiemu odzyskać złoto i przerzucić je przez kanał La Manche pod opiekę Królowej Brytyjskiej. Za to złoto kupowano później uzbrojenie dla armii Andersa. Siedemdziesiąt lat rękopis pamiętnika przeleżał ukryty głęboko w szufladzie.

W czasach terroru, ale także w epoce radosnej „małej stabilizacji” za Gomułki i Gierka, nie było dostatecznych powodów, by przyznawać się do posiadaniarękopiśmiennego skarbu. Po upadku rządów generała Jaruzelskiego rodzina prezesa karpińskiego nadal chroniła rękopis przed światłem dnia, albowiem zawierał on prawdy niewygodne dla doktrynerskich monetarystów, wprowadzających w życie„plan Balcerowicza”.

   „Pamiętnik”  zawiera bezcenny materiał faktograficzny, który nam – ludziom mającym praktyczne i teoretyczne kłopoty z finansami, pozwala zrozumieć, dlaczego oficerowie Piłsudskiego zniszczyli w 1935 roku Pomnik Wdzięczności Ameryce, erygowany na miejscu, gdzie do dziś na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie stoi pomnik Adama Mickiewicza. Otóż zamożna Ameryka na dobroczynnej pomocy finansowej dla zabiedzonej i raczkującej Rzeczypospolitej lichwiarskim sposobem bardzo się wzbogaciła! Zachwyciła mnie  też w „Pamiętnikach” szczegółowa analiza taktyki monetarnej Państw Centralnych, które podczas I wojny światowej przy pomocy marki polskiej przerzuciły znaczną część kosztów prowadzenia działań wojennych przeciwko Aliantom na ludność polską. Jednak potomkowie prezesa Banku Polskiego nie wyrażali zgody na druk, ponieważ pamiętnik zawiera także informacje „wrażliwe”, a w końcowej części, obejmującej czasy wojenne, zdradza utratę władz umysłowych przez ciężko chorego autora.

       Po śmierci Michała Karpińskiego, mojego przyjaciela z dzieciństwa, względy ogólne wzięły górę nad wszelkimi  rodzinnymi skrupułami. Zaniosłem rękopis do byłego premiera Józefa Oleksego, który jako wykładowca i dziekan wydziału w Warszawskiej Akademii Finansów  dobrze wiedział, co z nim należy  uczynić dalej. I tak rękopis trafił do rąk naukowców z działu historycznego Narodowego Banku Polskiego, gdzie jest jego najwłaściwsze miejsce. Swoją rolę uznałem za spełnioną.

    Tymczasem mroczną nocą z 7 na 8 marca  2014 roku „czarni ludzikowie” przeprowadzili potajemną akcję „zabezpieczenia zapasów ukraińskiego złota” w stylu przypominającym film „Złoto dla zuchwałych” z Clintem Eastwoodem i innymi gwiazdami Hollywood w rolach wiodących.  Informacja strony internetowej novorossija.ru, że ukraińska rezerwa złota została wywieziona do Stanów Zjednoczonych, wzbudziła mój niepokój. Czy wszystko odbyło się lege artis, tak jak to się działo w przypadku przenosin polskiego złota ze skarbca Banku Polskiego do Francji?

 „Według relacji pracowników lotniska Boryspol, w nocy z 7 na 8 marca cztery opancerzone furgonetki do przewozu pieniędzy, którym towarzyszyło 15 zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, przywiozły na lotnisko 40 skrzyń. Zostały one władowane do amerykańskiego samolotu wojskowego, który natychmiast odleciał. Administracja lotniska, której zgłoszono zdarzenie, nakazała całej obsłudze »nie interesować się tą sprawą«. Później do redakcji portalu zadzwonił urzędnik Ministerstwa Dochodów i Opłat informując, że cała ukraińska rezerwa złota została tej nocy wywieziona do USA. Nakazać miał tą operację jeden z »nowych przywódców« Ukrainy.”

Jeżeli portal novorossija.ru nowych przywódców Ukrainy zaznacza cudzysłowem, wcale nie zwiększa to wiarygodności jego informacji politycznych. Podczas wojen hybrydowych szerzenie paniki wśród ludności cywilnej na terytorium nieprzyjacielskim jest podstawowym zadaniem propagandy. Trzecia Rzesza wyprodukowała miliardy doskonale sfałszowanych dolarów nie po to, żeby cokolwiek za te pieniądze kupić, lecz żeby po rozrzuceniu zielonych banknotów zsamolotów nad terytorium nieprzyjacielskim dokonać straszliwych zniszczeń w gospodarce i w finansach Wielkiej Brytanii i USA. Fałszywa lub prawdziwa wiadomość o opróżnieniu skarbca w banku emisyjnym Ukrainy mogła zachwiać zaufaniem do i tak mocno już osłabionej hrywny. Więc z dociekaniem – prawda to, czy fałsz – poczekajmy do lepszych czasów, kiedy rządy skonfliktowanych państw zaczną mniej kłamać.

Potraktujmy rzecz ściśle teoretycznie. Jeżeli akcja przerzutu złota z Ukrainy do Stanów Zjednoczonych miała miejsce w realu, a nie zawdzięczała swojego bytu jedynie niefrasobliwości i bezkarności internetu, to dlaczego nowe demokratyczne władze Ukrainy nie szukały bezpieczeństwa dla skarbu w pobliskim Frankfurcie nad Menem, gdzie emitowane są dobre banknoty euro, wybrały zaś zaoceaniczny Fort Knox, w którym wytwarzane są biliony dolarów bez pokrycia w amerykańskiej gospodarce? Złoto jest wartością, którą można i trzeba pomnażać przez „godziwy zysk”, a nie tylko trzymać w sejfie, bo, jak mówią bankierzy, od przetrzymywania w sejfie nawet złoto rdzewieje. Czy strona ukraińska zapewniła sobie jakiś dochód w zamian za uprzystępnienie zapasów kruszcu bankowi federalnemu USA? W przypadku przekazania zapasów złota pod zastaw, amerykańskie kredyty dla Ukrainy powinny być łatwiejsze do uzyskania i tańsze!

Przewiezienie złota za ocean nie jest chyba zwyczajną kaczką dziennikarską, skoro informację o akcji na lotnisku Boryspol powtarzają i wzbogacają o dodatkowe elementy także wiarygodne portale internetowe w krajach należących do Unii. Podczas wojny nowego typu, noszącej nazwę wojny hybrydowej, całe zdarzenie zwywiezieniem złota może być prowokacją propagandową, wymyśloną przez rosyjskojęzyczny portal noworussia.ru. Jednakże pod gromkim tytułem „Ratują skarbiec narodowy– Ukraina wywiozła złoto do USA!”, podobne informacje podała też polsktabloidowa gazeta „Fakt”.

Kim byli „czarni ludzikowie” z lotniska Boryspol? Byli to kolesie z bandy Clinta Eastwooda, czy też legalni reprezentanci władz Stanów Zjednoczonych? Naprawdę obawiam się, że kiedy zada ktoś w Waszyngtonie pytanie o ukraiński skarb w złocie, odpowiedzą w zdumieniu: Ukraińskie złoto? Jakie złoto? Myśmyukraińskiego złota na oczy nie widzieli! W kwietniu 2014 roku ukazała się w „Polityce” publikacja poważna, nieomal naukowa, traktująca o znaczeniu „reformy pieniężnej Grabskiego” dla dziejów II Rzeczypospolitej. Podany był w niej znamienny szczegół o pierwszym banknocie pięćdziesięciozłotowym, który w dniu debiutu „złotego polskiego” małżonka prezesa Stanisława Karpińskiego wykupiła, wpłacając do kasy pięćdziesiąt milionów marekpolskich. 

     Mój cel został osiągnięty! Pamiętnik Stanissława Karpińskiego dostał się w ręce dziennikarza, który zrobił z materiału rękopiśmiennego należyty prasowy użytek. Jeden tylko pojawia się szkopuł: życzeniem zmarłego depozytariusza rękopisu było niskonakładowe wydanie drukiem pamiętnika założyciela Banku Polskiego, tak, żeby każdy, nie tylko dziennikarz i muzealnik, mógł dotrzeć do bezcennych wspomnień. I mógł zwrócić uwagę nie tylko na malowniczą wymianę w stosunku pięćdziesiąt złotych do pięćdziesięciu milionów marek w 1925 roku, lecz na sytuację o prawie dwa lata wcześniejszą, kiedy w krakowskim „Sempericie” i w kolejowych zakładachnaprawczych w Tarnowie wybuchł krwawy bunt robotników, którym pobory wypłacono w krociowych ilościach marek polskich, za które nie można było kupić bochenka chleba. W tzw. Powstaniu Krakowskim sprowadzeni na pomoc policji ułani zastrzelili 33 robotników, ponosząc przy tym dotkliwe straty w ludziach, koniach bojowych i w sprzęcie wojskowym.

Łatwiej będzie nam pojąć ambiwalencję uczuć polskiego obserwatora pojedynku bokserskiego Kliczko- Adamek, kiedy poddamy precyzyjnej analizie podział sentymentów wśród widzów telewizyjnej debaty przed kamerami TVN24, wktórej europoseł Paweł Kowal starł się z totalnym eurosceptykiem Januszem Korwinem- Mikke. Cywilizowany wiceprzewodniczący  partii, która chce zacieśnić więzi małżeńskie w Unii przez rozwód z Unią, zmiażdżony został sofistycznymi argumentami przez barbarzyńcę totalnego, głoszącego wyższość intelektualną mężczyzn nad kobietami i przekonującego świat, iż nie ma dowodów na to, że Hitler posiadał jakąś wiedzę o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej przez Holokaust. Przykro patrzeć, kiedy chuligan w smokingu i z muszką pod szyją maltretuje porządnego człowieka w krawacie, ale z drugiej strony, czy poseł Kowal musiał tak bezmyślnie upierać się przy legalności władz Ukrainy, wybranych przez rozgardiasz Majdanu, gdy Korwin-Mikke, nie bez formalnej słuszności, powtarzał z uporem, że legalnym prezydentem Ukrainy tak po prawdzie  nadal pozostawał ten paskudny Janukowycz, który ukradł gigantyczny majątek państwowy i tchórzliwie nawiał do Rosji.

Opróżnienie skarbca w Kijowie na rzecz zasilenia w złoto Fortu Knox, gdzieś hen za Oceanem Atlantyckim, jest zdarzeniem do najwyższego stopnia hipotetycznym. Ale załóżmy dla eksperymentu myślowego, że „czarni ludzikowie” posługujący się językiem amerykańskim rzeczywiście zapakowali ukraińskie złoto do wojskowego samolotu transportowego i odlecieli w siną dal. Portal noworossija.ru sugeruje, że zgodę na przerzut, czy też polecenie zabezpieczenia zapasów złota w lepiej strzeżonym i nie zagrożonym przez inwazję ruskich Forcie Knox, wydał ktoś znowych władz Ukrainy. Jeżeli tak było naprawdę, to czy nowy urzędnik zadbał, żebyukraiński konwojent skarbu miał legalne papiery podpisane przez zarząd Banku Centralnego, którego skład osobowy swoim prezydenckim podpisem zatwierdził sam Janukowycz? W ciągu kilkunastu dni sprawowania rewolucyjnej władzy majdanowcy nawet nie pomyśleli o wymianie i formalnym zatwierdzeniu nowych władz Banku Centralnego.

Kiedy Zygmunt Karpiński, dziarski bratanek złożonego niemocą prezes Banku Polskiego, obciążony dziesiątkami ton złota przedzierał się przez Europę kierunku sojuszniczej Francji, miał za pazuchą rzetelne pełnomocnictwa. Jak to można wyczytać z memuarów, polski konwojent siedział okrakiem na polskim złocie i nie opuszczał skarbu ani na chwilę. Dlaczego przesyłka z ukraińskim złotem zaadresowana została właśnie do Ameryki? Przecież Ameryka to dla Ukrainy stowarzyszonej z Europą ani brat, ani swat. Jeżeli na pokładzie transportowca z całym ukraińskim złotem nie leciał żaden ukraiński cywil, upoważniony przez prezesa Banku Centralnego do jego konwojowania, znaczyłoby to już, że dokonała się granda. Cały skarb w sztabkach przejęła uzbrojona po zęby banda Clinta Eastwooda! 

  Od złota w sztabkach powracajmy jednak do złota zalegającego milionami ton w polskich spichlerzach i magazynach portowych. Jarosław Kaczyński rzekł jedno słowo, a już Polska bez porozumienia z Unią zamknęła granice  dla tranzytu ukraińskiego zuboża i wszelkich produktów żywnościowych. Skoro tak gładko granice zamknął, to musiał ją wcześniej własnoręcznie otworzyć.  Czy to właśnie ten znany z talentu słowotwórczego polityk, dla całej operacji spekulacyjnej i przerzutowej wymyślił kryptonim „zboże techniczne”?  Ta kwestia powinna być szczegółowo przebadana przez powoływaną do życia Komisję do Zbadania Wpływów Rosyjskich w latach 2007- 2023 ,  bo nie jest całkiem wykluczone, że akcję pt. „zboże techniczne”, rozwalającą rynek żywnościowy w Polsce, wykoncypowano w Moskwie.

                                                                       Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.