–

Czy znowu to samo? Nie, dużo gorzej. Antysemici lat 1930-ych nie zawsze byli świadomi konsekwencji swego postępowania, a nasi współcześni dobrze je znają i rozumieją. Wtedy większość z nich nawet sobie nie wyobrażała, że zaawansowany i zdawało się kulturalny segment ludzkości może zdemonizować i systematycznie wymordować wielomilionową grupę etniczną. W tamtych latach nikt nie wołał: „Żydzi do gazu!” Amerykańsko-żydowski komentator Jonathan S. Tobin zastanawia się, co pozwoliło nazistom odnieść taki „sukces” i „w jaki sposób zdawało się cywilizowany naród niemiecki z pomocą kolaborantów innych nacji doszedł do przekonania, że nie tylko wolno zabić tyle ludzi, ale że jest to usprawiedliwione” (Jewish News Syndicate, January 26, 2024). Jako świadek i ocalały z największej zbrodni przeciwko narodowi żydowskiemu a może i ludzkości, odpowiadam mu, że preegzystencja nienawiści zwanej antysemityzmem jako wrodzonej cechy kultury na długo przez faszyzmem i nazizmem sprawiła, że nie było potrzeby nikogo o niczym przekonywać. Według socjologa i filozofa Zygmunta Baumana niezbędna była tylko dwudziestowieczna technologia i komunikacja. Wskazywanie palcem faszystów, Niemców, Austriaków czy innych jako głównych sprawców wzmaga tylko dezorientację.
Wszyscy oni byli antysemitami, których wspólnym mianownikiem była nienawiść do Żydów i tak ich należy nazywać.Po Holokauście był im potrzebny termin zastępczy dla kamuflażu. Jak „antysyjonizm”, wynaleziony przez sowiecką propagandę, gdy po uzyskaniu niepodległości przez Izrael większość syjonistów zwróciła się na Zachód a nie na Wschód. Ten szyfr zrobił zawrotną karierę po zaskakującym zwycięstwie Izraela nad arabsko-sowiecką koalicją w czerwcu 1967. Antysyjonizm stał się bardzo przydatnym kamuflażem w mojej ojczystej Polsce, gdzie „Żyd” zawsze był i do dziś jest brzydkim słowem. Z dnia na dzień każdego Żyda i każdego spokrewnionego lub skoligaconego z Żydami uznano za „syjonistę”, choć większość z nich była raczej antysyjonistami prokomunistycznej lub bundowskiej proweniencji. Co więcej, niektórzy prześladowani za rzekomy syjonizm dopiero teraz dowiadywali się o swych żydowskich korzeniach.
Jednakże nawet w kulminacyjnym okresie tej histerii politycznej nie odmawiano im prawa do życia w Izraelu, którego nigdy nie degradowano do rangi „syjonistycznego terytorium” („Zionist entity”). Dawano im dokument podróży w jedną stronę, który uniemożliwiał im powrót do Polski, i szykanowano iaż do granicy jak żydowskich wygnańców z Hiszpanii w 1492 roku, lecz w przeciwieństwie do tego co się słyszy dzisiaj nikt nie odmawiał im prawa do życia. Owszem, żądano, żeby Izrael wycofał się do linii demarkacyjnej sprzed 1967 roku, ale nikt nie skandował „od rzeki do morza”. Przeciwnie, wołano „Syjoniści do Syjonu!” Owszem, w 1975 ONZ pod przewodem byłego austriackiego nazisty przyjął niesławną sowiecką rezolucję: „Syjonizm=Rasizm, ale nikt nie śmiał publicznie wołać, że „syjoniści nie mają prawa żyć” jak to uczynił niedawno murzyński student amerykański na internetowej platformie towarzyskiej. Wskazuję jego rasę, bo „kolorowi” studenci należą do aktywu młodzieżowej koalicji antyżydowskiej, zapominając, że hitlerowska teoria rasowa zaliczała Murzynów do „podludzi” (Untermenschen) jak nas i że byliśmy aliantami w długiej walce o równouprawnienie Murzynów w Ameryce i południowej Afryce. JI jeszcze jedna istotna różnica: z powodu dzisiejszej „intersekcjonalnej” teorii rasowej – jeszcze bardziej dzielącej, absurdalnej i katastrofalnej od nazistowskiej teorii rasowej i komunistycznej teorii klasowej – jesteśmy teraz bardziej alienowani i izolowani niż przed Holokaustem.
Owszem, 42 ocalałych Żydów zabito w ohydnym pogromie kieleckim 4 lipca 1946, ale wtedy opinia publiczna tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie potępiła zbrodnię i nikt nie śmiał publicznie usprawiedliwiać i popierać jej sprawców – w przeciwieństwie do tego, co się dzieje dziś po dużo okrutniejszym, ludobójczym pogromie 7 października 2023, którego ofiarą padło trzydzieści razy więcej Żydów. Jego nieludzkość bardziej przypomina pogromy roku 1941 w Rumunii, Polsce, Litwie i Iraku, gdy – o dziwo! – nie było „syjonistycznej okupacji”, ani „syjonistycznego ludobójstwa”, ani żadnego „Zionist entity”. Jeszcze jedno jest dziś gorsze: Wtedy pomimo znazifikowanej Europy i nazistowskich wpływów na Bliskim Wschodzie opinia publiczna był wyraźnie podzielona na lewicową i prawicową i można było znaleźć schronienie po lewej stronie. Natomiast dziś przez diabolicznie sprytny totalitarny intersekcjonalizm jesteśmy prawie całkiem osamotnieni.
Latem 1967 poznałem w Polsce tłumacza z Interpressu, PRL-owskiej agencji propagandowej, która produkowała materiały dla zagranicznych konsumentów. Człowiek ten ze łzami w oczach mi wyznał, że jest zmuszony tłumaczyć wstrętną antysemicką propagandę z polskiego na angielski dla niewykwalifikowanych w tej dziedzinie arabskich sojuszników. Po ucieczce z Polski, pracując w U.S. Information Agency, natrafiałem na ślady antysemickich trików dezinformacyjnych w PRL-owskim i sowieckim stylu i znajduje je do dziś już nie w blisko-wschodnich mediach, lecz w zachodnich, włącznie z towarzyskimi.
Najbardziej zdumiewa mnie tolerancja postępowych mediów dla antysemickiego wstecznictwa studentów i studentek, demonstrujących na rzecz islamistów, którzy odmawiają kobietom praw obywatelskich włącznie z prawem do wykształcenia. A najbardziej oburza cenzura opinii ocalałego z Holokaustu jak ja, bo są niewygodne dla po-holokaustowych antysemitów. „Antysyjonizm tak, a żydowska postawa nie – jak w niezapomnianej Polsce Ludowej.
Zaraz po ucieczce napisałem „Zwycięstwo”, ciąg dalszy „Żydowskiej wojny”. Pisałem je z dziwnym uczuciem: po raz pierwszy w życiu nikt mi nie zaglądał przez ramię, po raz pierwszy pisałem bez autocenzury. Nie od razu uświadomiłem sobie, że to jest uczucie wolności. Jarosław Iwaszkiewicz chwalił moją „Żydowską wojnę” m.in. za niedomówienia i przemilczenia (patrz „Rozmowy o książkach”, Życie Warszawy, 1 maja 1966). W „Zwycięstwie” – uważanym przez niektórych literaturoznawców za moją najlepszą prozę – nie potrzebowałem takich chwytów technicznych. A teraz, w tejże Ameryce, znowu czuję zaglądanie mi przez ramię: to będzie zaaprobowane, a to nie. Poprawka: nie w tejże Ameryce, bo to już nie ta Ameryka.
Od lat skrada się zamach na jej wolność przez siły, które pokazują swe prawdziwe kolory dopiero gdy się usadowią u władzy, czego moje pokolenie doświadczyło w powojennej Polsce i innych „republikach ludowych” a z pewnym poślizgiem na Kubie. Pytanie: czy ci, co usiłują zakneblować lub wykastrować ocalałego z Zagłady są tylko antysemitami? Odpowiedź: nie tylko. Wyjątkowo szczery profesor w Teheranie przyznał: „protestujący przeciwko Izraelowi to nasi udzie”. Inaczej mówiąc, antysemityzm znowu jest środkiem do osiągnięcia ważniejszego celu.
Pierwszy esej w moim zbiorze „Prawda nieartystyczna” zatytułowałem „Życie jako dezintegracja”, gdyż dezintegracja była dominującym fenomenem w moim życiu. Najpierw dezintegracja feudalnej bazy kraju i żydowskiego miasteczka, jednej kultury po drugiej, potem fizyczne unicestwienie żydowskości, potem wyzwolenie, które prędko stało się przeciwieństwem, i na koniec uporczywy wzrost po-holokaustowego antysemityzmu, który zdawał się logicznie niemożliwy. Nawet moja zgodna z tradycją ucieczka do Ameryki okazuje się dziś daremna. Paradoksalnie mój stary kraj wydaje się dziś mniej wrogi.
„Politycy amerykańscy sporo się nauczyli od swych kolegów ze Wschodu a właściciele zachodnich mass mediów od mass mediów Wschodu” – pisałem 40 lat temu w w/w eseju. To twierdzenie nigdy nie było prawdziwsze niż teraz. Szeroka kampania „antysyjonistyczna” z nieskrępowaną obietnicą, że 7 października będzie powtarzany „10 000 razy” i „każdego dnia” oraz deklaracje, że „syjoniści nie mają prawa żyć” prześcignęły najbardziej mordercze nagonki przeciw Żydom z mojej pamiętnej przeszłości – nawet Hitler tak wyraźnie nie wyjawiał swych zamiarów.
Te wypowiedzi trzeba traktować dosłownie, gdyż przekraczają kolejną linię karną i przypominają, że Holokaust nie był zbrodnią przeciwko temu, co się nazywa ludzkością, lecz zbrodnią popełnioną przez nią – twierdzenie, przy którym upieram się od dziesiątków lat.
Na koniec muszę coś wyjaśnić tym licznym Żydom, którzy ponownie współczują swoim wrogom bardziej niż sobie: Ludobójstwem była zamierzona rzeź 1200 żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci 7 października w 2023 roku w południowym Izraelu, a nie wynikłe z tego bombardowania Gazy. Ludobójstwem było zamierzone wymordowanie co najmniej miliona żydowskich dzieci przez europejskich antysemitów a latach 1940-ych, a nie mimowolna śmierć tysięcy dzieci w Gazie wskutek nieuniknionych izraelskich nalotów na pozycje Hamasu. W drugiej wojnie światowej, co dobrze pamiętam, lotnictwo wszystkich uczestników powodowało ciężkie straty ludności cywilnej, ale tylko niemieckie bombardowania uznano za zbrodnię z premedytacją.
Obecna wojna w Gazie – wciąż mniej wyniszczająca i tragiczna niż bieżące konflikty zbrojne w Sudanie i Jemenie, które nie wywołały ani jednego studenckiego protestu – może być zatrzymana natychmiast przez tych, którzy ją zaczęli, jeśli zwolnią wszystkich zakładników i złożą broń.
Z jakichś niepojętych przyczyn takie proste rozwiązanie nie jest nawet brane pod uwagę. Natomiast wszystkie żądania są kierowane pod adresem Izraela i Żydów, którzy byli pierwszymi ofiarami tej nowej żydowskiej wojny o przetrwanie. Ciekaw jestem, czy po-holokaustowi Żydzi gotowi są pogodzić się z tym nowym antyżydowskich precedensem i „nową normalnością” przeznaczoną tylko dla Żydów. Bo ja na pewno nie. I przyznaję, że to dobrze, że większość ocalałych z Zagłady nie dożyła i nie widzi tego co ja.PS Jest to mój własny przekład mojego artykułu, który ukazał się 4 lipca br. w Israel Journal of Foreign Affairs pt. „Worse than Again.”
https://www.tandfonline.com/eprint/YYE94EYVW8JSMUYGBYBF/full?target=10.1080/23739770.2024.2365025
Polska wersja jest nieco auto-cenzurowana z w/w powodów.
Kategorie: Uncategorized


@Freda Uziyel
”… Od pierwszego dnia po 7 lipca mówię i walczę przeciw antysemitom. … Kiedy włączyłam 7 lipca rano TV ( po strasznej nocy pełnej makabrycznych snów , które okazało się były przepowiednią tragedii; do dzisiaj aż nie mogę w to uwierzyć ) i podano w wiadomościach co stało się w Izraelu …”
Pozwolę sobie zauważyć, że atak Hamasu miał miejsce nie ”7 lipca” tylko 7-go października. Data podana dwukrotnie (patrz wyżej), więc to nie literówka. Pomyłka drobna, zaledwie trzy miesiące różnicy, ale jednak istotna.
Heniu,
Ja na pewno nie godzę się na nową rolę wyznaczoną dla Żydów. Zostałam wychowania w dumie żydowskiej i w poszukiwaniu prawdy . Bełkot antysemitow jest irytujący , ale nikt nie zmusi mnie do milczenia. Od pierwszego dnia po 7 lipca mówię i walczę przeciw antysemitom.
Heniu , wspomniałeś Zagładę i , ze dobrze iż większość Ocalonych nie dożyła naszych czasów. Zgadzam się z Tobą i to tak bardzo , że wyznam coś co nigdy nie sądziłam, ze może przyjść mi na myśl. Kiedy włączyłam 7 lipca rano TV ( po strasznej nocy pełnej makabrycznych snów , które okazało się były przepowiednią tragedii; do dzisiaj aż nie mogę w to uwierzyć ) i podano w wiadomościach co stało się w Izraelu , moja pierwsza myśl była: jak to dobrze, że Mama nie żyje. Druga myśl: jak to dobrze , że Tata nie żyje.
Napisałeś odważny i mądry artykuł. Dziękuję.
@Wlodek S
”Ależ Paluszku historyczne statystyki przęstepstw Lat 1935-1939 polskiej policji są łatwo dostępne internetowo”
Dane potwierdzające ogłoszone przeze mnie tezy (Księżyc jest kulą ulepioną z zielonego sera, ryby pięknie śpiewają) są nader łatwo dostępne internetowo. Ja tak twierdzę, ex cathedra, z wysokości mojego nieomylnego Palucha. Bo jak ja mówię, to mówię! Powiedziałem!
Argumentacja i metodologia wzorowana na tej, którą posługuje się bloger z ksywką Wlodek S.
TP:
Każdy może pomóc samą obecnością i na świecie pozostało jeszcze kilku Żydów młodszych od nas.😁
@MEF
”przyłączyć się do wojen państwa żydowskiego|”
Hmm… Jak komuś stuknął siódmy krzyżyk, to trochę trudno. Jak ósmy, to jeszcze trudniej.
Można tylko mieć nadzieję, że syn czy córka (czy też wnuczek/wnuczka) nie będzie zmuszony przez własne dowództwo do pełnienia służby jako … hihi … ”unarmed soldier”. Żołnierz bez karabinu.
Wiem, że temat nie jest do śmiechu.
Nie wiem natomiast, kto zdecydował, że dziewczyny w mundurach mają pełnić służbę na pograniczu Gazy bez broni osobistej. W wojsku wszystko dzieje się na rozkaz. Ktoś wydał taki rozkaz.
@ml
Czytam wypowiedzi blogera @ml z zainteresowaniem. I nasuwa mi się taki komentarz, ogólnej natury.
Otóż Żydzi to niby mądry naród, nagrody Nobla, przemysł hi-tech, fizycy w projekcie Manhattan, muzycy, pisarze i tak dalej. Przy tym wszystkim Żydzi jako naród mają jedną fatalną wadę. Zaniedbują otóż oczywistą dla innych narodów zasadę, że zdrajców się wiesza.
Zaniedbywanie tej oczywistej dla reszty świata zasady powoduje niemałe straty w przemyśle powroźniczym, straty odnotowują producenci mydła (sznur przed użyciem trzeba namydlić, żeby wszystko szło sprawnie i humanitarnie). Straty odnotowuje niejeden cieśla budowlany, który nie ma okazji wznosić odpowiednich konstrukcji.
Przede wszystkim jednak zaniedbywanie oczywistej dla reszty świata zasady, że zdrajców się wiesza, pozbawia szerokie rzesze społeczeństwa odstraszającego przykładu i upowszechnia brzydki zwyczaj strzelania do własnej bramki. To oczywiście tylko analogia, stawką nie jest wygrany mecz, idzie najbardziej elementarne sprawy życia i śmierci. W każdym innym kraju i w każdym innym narodzie jest rzeczą zupełnie oczywistą, że zdrajca, który działa na śmiertelną szkodę swojego kraju, jeśli złapany – to tyle jego, że parę razy nogami fiknie. Wśród narodów żyjących w rozproszeniu, obywateli innych państw, kara jest oczywiście łagodniejsza, ale dotkliwa. Zdrajcy nie podaje się ręki, nie prowadzi się z nim pogwarek czy dyskusji, stosuje się ostracyzm. Można takiemu (CENZURA) pod nogi plunąć, ale i to niechętnie. Śliny szkoda.
Nie każdy rodzi się bohaterem i nie każdy rodzi się uczciwym człowiekiem. Zawsze znajdą się tacy, którzy swój kraj i swój naród usiłują zdradzić i sprzedać, nawet nie za judaszowe srebrniki, tylko ze zwierzęcego strachu. Taki jeden z drugim durny łeb boi się wroga – ale nie boi się swoich. Łajdacka zdrada to wówczas racjonalna postawa. Czy to pismak z robaczywej żurnalii, co to popełnia kolejne obrzydliwe teksty, czy to redaktor, który mu te teksty puszcza, czy też, przepraszam za ciężki wulgaryzm, _minister_, co oddaje zdobyte w krwawym boju terytoria bezlitosnemu wrogowi – każdy z nich ma nadzieję, że takim łajdackim aktem swoje własne życie przedłuży.
A ludzka natura jest taka, że każdy taki zaf (CENZURA) (CENZURA)el dorabia sobie do swojego obrzydliwego postępowania jakieś pseudo-szlachetne pobudki. Sam siebie okłamuje, bo by mu inaczej ciężko było patrzeć w lustro przy goleniu.
Ależ Paluszku historyczne statystyki przęstepstw Lat 1935-1939 polskiej policji są łatwo dostępne internetowo, niewiadomo czego się czepiasz.
Poza tym, gratuluję chyżością przypadkowych skojarzeń.
@Wlodek S twierdzi:
„Według statystyki polskie policji, w ostatnich latach przed wojna mordowano co roku okol 100 Żydów w Polsce w aktach antysemickich.”
Na jakie to „statystyki” ten Wlodek S się powołuje, nie bardzo wiadomo. Źródła swoich rewelacji jakoś nie podaje. Jak te jego rewelacje kwestionować, to się śmiertelnie obraża. Albo podkreśla w odpowiedzi, że „miał ignorować” adwersarza, albo ucieka się do filozofii („Rzeczywistość jest skomplikowana i pełna sprzeczności”). Otóż korzystając z takiej właśnie metodologii to ja mogę twierdzić, że „”Według statystyki polskie policji, w ostatnich latach przed wojna mordowano co roku okol 17 000 Żydów w Polsce w aktach antysemickich”, że Księżyc jest kulą ulepioną z zielonego sera, a ryby pięknie śpiewają (i to nie tylko w Ukajali).
Jedno trzeba przyznać: W dzisiejszych czasach rzadko się zdarza, żeby w Polsce pobito czy zamor.. sorki, _zlikwidowano_ Żyda za to, że jest Żydem. No bo skąd tego Żyda wziąć? W kraju, w którym czyszczono etnicznie z benedyktyńską dokładnością, nastąpił oczywisty problem: Nie ma kogo bić. Jeden Adaś w końcu całej stodoły nie zapełni, nawet na spółę z Rywinem.
Jakiś czas temu podczas jednego z popularnych marszy Narodowo-Radykalnych spalono kukłę Żyda. Kukłę – no bo skąd mieli wziąć prawdziwy obiekt? Aż ich było szkoda.
No i znowu ”Sasiadka” czyli Wlodek S. ze swoimi falszywymi statystykami..
Np. ” 100 tysiecy uczestniczylo w demonstracjii przeciwko antysemityzmowi w Paryzu !!” Doceniajac to i nic nie ujmujac uczestnikom, Paryz jest miejscem zamieszkania okolo 300 tysiecy Zydow , wiec ilu z nich uczestniczylo w tym marszu ? O ile zaden, zastraszeni czy co..
”100 morderstw na Zydach w przedwojennej Polsce, a teraz nc..”
Sasiadka nie zuwaza ze w przedwojennej Polsce bylo 3 miliony Zydow, teraz jest okolo 40 000, wiec odsetek morderst tez musi byc mniejszy..
Ten norweski odpadek zenski z Akademii Medycznej w Warszawie maszerowal w tlumie Polek i Polakow myslacych jak ona.
Zydowscy studenci na tej Uczelni dowiedzieli sie od wladz tam ” Tak jest, a jak sie wam niepodoba to wy…” jak wspomnieli przesladowanie ich na tejze Uczelni.
Profesor Jan Hartman, ktory poprzednio popisywal sie artykulem tutaj krytykujacy Izrael ze wycieczki mlodziezy izraelskiej maja ochrone tam, ” niepotzebna, bo Polska jest krajem przyjaznym i otwartm”, w ostanim artkule
pisal jakim zaskoczeczeniem jest ta powszechna nienawisc tam do Izraela i Zydow wsrod studentek i studentow.. Wyleczyl sie ze zludzen.
Saiadka jest wlasnie tym Zydem troszczacym sie tylko o ” niewinnych paletyncow”, jak H. Grynberg pisal, wszelkie argumenty splyna z nich jak woda z gesi, najwazniejsze sa ” glowki dzieci w Gazie” i zmuszenie Izraela zeby dalej bral dzieci z Gazy na darmowe leczenie raka do Izraela.
Dzieci izraelski porwane do Gazy ku zachwycie Gazan i maltretowane przez dzieci palestynskie tam( bylo video, jak po hebrajsku, bo nauczyly sie w szpitalach izraelskich, szydza z bitego przez chlopczyka izraelskiego ” A zawolaj ” Ima !!”) [ Mama),] nic nie znacza dla ohydnej Sasiadki..
Pogarde tylko mozna miec dla niego i ich, Zarazy, ktora niewatpliwie sa.
”GORZEJ NIŻ PRZEDTEM” no to jak to było w tych trzydziestych ? Większość krajów europy miała oficjalna politykę antysemicką i prawa ograniczające możliwości zatrudnienia, edukacji i uprawniania zawodów. Antysemityzm był programem większości partii politycznych a większość gazet ziała antyżydowskim jadem.
Według statystyki polskie policji, w ostatnich latach przed wojna mordowano co roku okol 100 Żydów w Polsce w aktach antysemickich. Na Politechnice Lwowskiej zamordowano trzech studentów kolegów mojej mamy. Podobnie działo się w Niemczech, Austrii, Rumunii innych państwach europejskich. Nawet w USA i GB były ustawy antysemickie nie mówiąc już o prasie.
A jak jest dziś ? Antysemityzm jest w wielu krajach Europejskich karanym przestępstwem a nie opinią. Nie ma antysemickich praw ani partii z antysemickim programem. Ekscesy czy akty antysemickie są ścigane i karane. Niepokojące i mobilizujące do walki ale społecznie marginalne. W lutym w Paryżu 100,000 ludzi demonstrowało przeciw antysemityzmowi.
Według pana Henryka ”gorsze” bo bandyci mordujący kolegów ze studiów moje mamy nie byli świadomi możliwości zagłady. Niezbyt to przekonywujące.
Mam wrażenie ze pan Henryk stracił zupelnie poczucie proporcji, sami oceńcie czy ””GORZEJ NIŻ PRZEDTEM” ma cień wiarygodności.
JC:
Co robić? Można stawić na przetrwanie Izraela i przyłączyć się do wojen państwa żydowskiego, albo na renesans gmin żydowskich w Niemczech, Polsce ,Czechach i na Węgrzech.
Wspaniały artykuł.
Bardzo dobra analiza. Niestety nie wynika z niej odpowiedź na pytanie ”Co robić?”. Czy faktycznie jesteśmy bardziej bezradni niż ”wtedy”? Najwyraźniej świat nie chce słuchać ostrzeżeń przed nadchodzącym wielkimi krokami ”islamskim tsunami”, którego zasłoną dymną są, a pierwszymi ofiarami mają stać się Żydzi. Bicie na alarm w ”żydowskich gazetach” okazało się nieskuteczne już przedtem.