
Szef polskiej dyplomacji, minister Radosław Sikorski, podczas batalii o pierwsze miejsce w wewnętrznych prawyborach Koalicji Obywatelskiej, w telewizji publicznej powiedział, że na czas wojennego zagrożenia Rzeczypospolitej on byłby prezydentem lepszym od Rafała Trzaskowskiego, bowiem bliższe są mu zagadnienia militarystyczne. Tak, to prawda, Trzaskowski ma przystojne oblicze bawidamka, gdy tymczasem Sikorski potrafi przybrać tak straszliwą marsową minę, że żaden wróg nie potrafiłby przetrzymać jego przenikliwego spojrzenia.
Każda akcja rodzi reakcję. Kiedy Trump bez wyraźnego powodu wyrzuca z Gabinetu Owalnego swojego Ukraińskiego gościa Wołodymyra Zełenskiego, efekt jest taki jakby ktoś zepsuł powietrze w Białym Domu, podrzucając żrąco-cuchnącą bombę ekologiczną pod centrum administracyjne Stanów Zjednoczonych. Jednym prezydenckim dekretem o zakazie użytkowania w amerykańskiej gastronomii publicznej papierowych rurek do podawanych napojów i zastąpieniu ich rurkami plastikowymi, Trump likwiduje wszelki cywilizacyjny i ekologiczny postęp w najpotężniejszym dziś kraju świata.
Amerykanie doskonale pamiętają scenę pojedynku dobrego czarownika Marlina ze złą czarownicą Mim w filmie Walta Disneya. Mim oszukuje przez cały pojedynek, łamiąc po kolei każdą z ustalonych przez siebie zasad. Merlin początkowo ma przewagę, dopóki Mim nie przemienia się w ziejącego ogniem smoka. A wówczas Merlin sięga po atomowy argument i przemienia się w bakterię chorobotwórczą. Skóra na smoku pokrywa się wnet pryszczami i ropniakami. W oka mgnieniu wielkie smocze cielsko zmienia stan skupienia i staje się maleńką kupką ścierwa… Wspierając swoim prezydenckim autorytetem zwolenników teorii antyszczepionkowych, Trump sprawia, że większym zagrożeniem egzystencjalnym od chińskich czy rosyjskich rakiet z głowicami konwencjonalnymi, stanie się dla Ameryki bakteria cholery, czy też choćby zmutowany wirus SarsCov2, znajdując w obywatelach USA bezpieczne dla siebie pożywienie. Czy Radek Sikorsk byłby prezydentem dobrze przygotowanym także na odparcie ataku z użyciem broni bateriologicznej?
Może niepotrzebnie wskazuję na zalety kandydata na kandydata do fotela pod żyrandolem Pałacu Namiestnikowskiego, skoro wiadomo już prawie na pewno, że urząd prezydencki w Rzeczypospolitej sprawować będzie Rafał Trzaskowski. Na użytek znakomicie zapowiadającego się urzędowania kolejnej głowy państwa Polskiego przypomnę tylko przygodę, jaka spotkała prezydenta naprawdę dla Polski zasłużonego. Tę przygodę opisałem w mojej książce „Patablanca”, wydanej w 2004 roku, którą na łamach socjaldemokratycznej „Trybuny” reklamowałem w nieprzyzwoicie długim ogłoszeniu, przytaczającym fragment publikacji, objaśniający istotę „dealu brazylijskiego”.
Nielegalna spekulacja na polskim długu według scenariusza Jaya Newmana , jednego z dyrektorów największego amerykańskiego banku inwestycyjnego „Morgan Stanley”, polegała na kupowaniu polskich papierów dłużnych, gdy spadała ich cena na rynku wtórnym, i sprzedawaniu ich w odpowiednim momencie, gdy cena szła w górę. Trafne decyzje giełdowe o kupnie bądź sprzedaży papierzysk, mógł podejmować tylko ktoś, kto całą tę huśtawkę cen orkiestrował.
W ciągu trzech dni i dwu nocy w sekretnym hoteliku, urządzonym w całkowicie prywatnym poznańskim szpitalu „Korvita”, gdzie zamelinowałem się wraz z poszukiwanym międzynarodowym listem gończym Cliffem Pineiro, wysłuchałem i zapisałem na taśmie magnetofonowej szczerą spowiedź skruszonego aferzysty, który szczegółowo objaśniał mi giełdową technikę spekulacyjną ludzi dobrze poinformowanych o terminach projektowanych decyzji rządowych. Powstała z tego książka „Po drugiej stronie lustracji”, a zawarta w niej spowiedź aferzysty Cliffa doczekała się ekranizacji w trzyodcinkowym serialu telewizyjnym pt. „Dramat w trzech aktach”. Prezydent Aleksander Kwaśniewski przyobiecał, że ułaskawi pierwszego biznesmena, który wyzna organom ścigania, że popełnił grzech korupcji. Tymczasem zamiast ułaskawienia, spadło na skruszonego aferzystę Cliffa Pineirę oskarżenie, że w filmie i w książce dopuszcza się oszczerstwa, nieszczącego dobrą opinię niepokalanych braci Kaczyńskich.
Nie mam prawa uskarżać się na swój los. Szczere wyznania Cliffa sprawiły, że ja, po publikacji gigantycznego ogłoszenia, straciłem pracę w „Trybunie” i ostatnie odrzwia katedralne, do których jak – za przeproszeniem – Marcin Luter, mogłem przybić swoje „95 tez przeciw odpustom”. Cliff natomiast trafił do prawdziwego śmierdzącego więzienia, chociaż nie był oszczercą. W serialu telewizyjnym „Dramat w trzech aktach” , kiedy nikt nie przystawiał mu pistoletu do głowy, Stanisław Rojek, skarbnik „partii braci Kaczyńskich” mówi, że brał od Cliffa Pineiro pieniądze, ale nie była to korupcja, ponieważ donator niczego od partii nie chciał uzyskać. W procesie cywilnym, wytoczonym mi przez braci Kaczyńskich, późniejszego premiera Jarosława i rychłego prezydenta Lecha, świadek Rojek oświadczył Wysokiemu Sądowi, że od Cliffa nie przyjął ani centa.
Dlaczego prezydent Kwaśniewski bronił braci Kaczyńskich jak Piłsudski bronił niepodległości, i jak Jaruzelski bronił socjalizmu? Tuż po karnawale w Rio de Janeiro Kwaśniewski udał się z państwową wizytą do Brazylii i oświadczył, że rząd polski za chwileczkę, za momencik, spłaci wszelkie zobowiązana finansowe wobec Brazylii. Na wtórnym rynku cena polskich papierów dłużnych skoczyła gwałtownie do góry.
Kiedy prezydent Trump podejmował decyzję już to o drakońskim podniesieniu wysokości ceł, już to o ich zawieszeniu na dziewięćdziesiąt dni, próbowałem jedynie wyobrazić sobie, jak szaleństwo Pana Prezydenta wielkiej Ameryki zinterpretowałby bohater mojej książki „Po drugiej stronie lustracji”, wenezuelski banita Cliff .
Skoro wszystkim państwom, korzystającym dotychczas z klauzuli najwyższego uprzywilejowania, Trump podwyższył cła do dwudziestu procent, a w przypadku Chin Ludowych nawet o sto dwadzieścia pięć procent, a potem – gdy przedstawiciele poszkodowanych państw przyjeżdżali do Waszyngtonu, błagali prezydenta USA o zmiłowanie i „po tyłku go całowali” – udobruchany w ten sposób Trump zawiesił decyzję o wprowadzeniu ceł zaporowych na całe dziewięćdziesiąt dni, mój skruszony aferzysta Cliff powiedziałby, że za takim postępowaniem musi skrywać się gruby szwindel.
Jeśli, jak doniosły opiniotwórcze nowojorskie gazety, na zawirowaniach giełdowych Elon Musk w jedną upojną noc stracił pięćdziesiąt miliardów dolarów, a w tym samym czasie fortuna Donalda Trumpa cudownie powiększyła się o czterysta piętnaście milionów dolarów, to „głupi jak worek z cegłami” jest właśnie Musk, gdy tymczasem Donald Trump jawi się nam jako rozsądny, godny zaufania i zwłaszcza naśladowania inwestor!
O godzinie 9.37 rano, niespełna 4 godziny przed ogłoszeniem decyzji o zawieszeniu ceł, Trump opublikował na swojej platformie Truth Social wpis o treści: „TO JEST ŚWIETNY CZAS NA KUPOWANIE!!! DJT”. Zbieżność czasu między postem zachęcającym do inwestowania i ogłoszeniem przełomowej decyzji gospodarczej, wywołała w USA natychmiastowe podejrzenia.
„To jest po prostu karygodne. To jest coś, co się nie mieści w żadnej… Nie ma miary na to.” – komentuje w rozmowie z dziennikiem „Fakt” Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych Xelion. – „Gdyby to było u nas, to Komisja Nadzoru Finansowego wszczęłaby natychmiast postępowanie, prokuratura wsiadłaby komuś na głowę i tyle.”
Sprawa jest na tyle poważna, że demokratyczny senator Adam Schiff już wezwał Kongres USA do zbadania, czy prezydent dopuścił się handlu informacjami poufnymi lub manipulacji rynkiem. Kluczowe pytanie, które zadaje polityk, brzmi: „Kto czerpał zyski?”. „Warto zauważyć, że akcje Trump Media, firmy powiązanej z prezydentem, wzrosły tego dnia o 22,67 proc., znacznie przewyższając ogólny wzrost rynku. Jak informuje „Time”, wartość 53 proc. udziałów Trumpa w tej firmie (obecnie w funduszu powierniczym kontrolowanym przez jego najstarszego syna) wzrosła o 415 mln dol.”
Pokój w Ukrainie miał Trump załatwić pstryknięciem palców, w jeden dzień. Tymczasem w ósmym tygodniu bezskutecznych negocjacji z Putinem, prezydent USA narzucił światu potężne bariery celne, ogłaszając jednocześnie 2 kwietnia 2025 Dniem Wyzwolenia USA.
„Społeczność międzynarodowa nie może siedzieć bezczynnie, Stany Zjednoczone nie mogą działać arbitralnie, a koło historii nie może się cofnąć. Stajemy naprzeciw potężnym siłom nie tylko w celu ochrony naszych uzasadnionych praw i interesów, ale także w celu ochrony wspólnych interesów społeczności międzynarodowej oraz zapobieżenia powrotowi ludzkości do świata dżungli, w którym silniejsi polują na słabszych” – powiedział chiński minister spraw zagranicznych w uzasadnieniu decyzji o ustanowieniu stuprocentowych ceł odwetowych dla towarów pochodzących ze Stanów Zjednoczonych.
I tak oto rozpoczęła się wojna, na razie jeszcze tylko handlowa, która jednak w każdej chwili może przepoczwarzyć się w „wojnę pełnoskalową” z użyciem rakiet ziemia -ziemia, lotniskowców i czołgów, a dronów przede wszystkim.
Jakub Kopeć
Kategorie: Uncategorized


” Sprawa jest na tyle poważna, że demokratyczny senator Adam Schiff już wezwał Kongres USA do zbadania, czy prezydent dopuścił się handlu informacjami poufnymi lub manipulacji rynkiem.”
Problem polega na tym, że ten zły i niedobry Trampek ma także większość w obu izbach Kongresu. Tak więc ”demokratyczny senator” może sobie wzywać, ale wiele z tego wzywania nie wyjdzie.
Tak w ogóle to prezydent może nakładać cła tylko w takim zakresie, w jakim na to pozwoli Kongres. Ale Kongres jak na razie chyba nie zamierza zwalczać polityki celnej Trampka.