Wio koniku

Nadeslal Wlodek Proskurowski

wlodek proskurowski

reunion68

15.ix.2013

Wio koniku

Zarzucają mi samodyscyplinę, a niekiedy nawet silną wolę.  Takiemu to łatwo, urodził się w czepku samodyscypliny.  A tak naprawdę to ja jestem po prostu leniuch, którego trzeba poganiać batem żeby coś zrobił.  Tyle, że jest to rodzaj samobiczowania: ręka dzierżąca bat to moja własna ręka.  Ale jak sie już raz wpadnie w bruzdę, to później idzie znacznie łatwiej.  Jednak najlepiej to bym sobie leniuchowal rozanielony w słońcu.  Może być na plaży.  To dlatego właśnie jestem w Kaliforni.

Samodyscyplina jest bardzo nudna. Na pływalni nie bardzo sobie z kimś pogadasz, nawet z rybkami (na marginesie – widzieliście kiedyś dwu facetów pływajacych obok i rozmawiających ze sobą przez godzinę? Nigdy; a dwie facetki? Na kopy).  Gimnastyka poranna też strasznie nudną jest.  Kiedyś można było sobie pogadać z panem z telewizora, a jeszcze dawniej i z tym z radia.  Teraz trzeba by iść na siłownię żeby posłuchać darmowej muzyczki.

Zawsze muszę się popędzać: ‘idź na pływalnię, nie leń się’, ‘nie chce mi się, zmęczony jestem, pogoda kiepska (pływalnia  odkryta)’, ‘idź, nikt za ciebie tego nie zrobi, trzeba się kopnąć w tyłek, i iść’.  Albo: ‘pod górę ciężko mi się idzie, przeszedłem już przecież dziesięć kilometrów’, ‘idź, przebieraj nóżkami i to prędko’, ‘dlaczego?’, ‘bo możesz przebierać, jak już nie będziesz mógł, to bedziesz chciał, ale nic ci nie pomoże’.

Wio koniku, a jak się postarasz …

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: