Poprzednio, nawet większy wzrost wartości bitcoina miał miejsce podczas kryzysu cypryjskiego w kwietniu tego roku, kiedy to z ok 30 dolarów, w ciągu kilku dni, cena błyskawicznie poszybowała do 260 dolarów… by równie szybko opaść do poziomu ok. 100 dolarów.

 

To właśnie przyciąga uwagę – szybkie i radykalne zmiany wartości. Ale czym tak właściwie jest bitcoin ?

 

Mówi się: „wirtualna waluta”, co raczej przynosi na myśl skojarzenie z pozbawionymi realnej wartości „jednostkami” znanymi z gier i serwisów społecznościowych – skojarzenie to jest jednak dalekie od rzeczywistości.

Bitcoin jest jednostką, której wartość ustalana jest poprzez wolny rynek, głównie w drodze internetowych giełd. Ilość bitcoinów jest limitowana (do ok. 2140 roku nie powstanie więcej, niż 21 milionów bitcoinów) toteż im więcej osób będzie chciało stać się częścią systemu, tym wyższa będzie cena za jednego bitcoina. Przywodzi to oczywiście na myśl klasyczną piramidę finansową polegającą na tym, że ludzie kupują określone aktywa jedynie w celu ich dalszej odsprzedaży z zyskiem, kiedy ich wartość wzrośnie – istotnie, prawdopodobnie wiele osób nabywa bitcoiny jedynie z chęci odsprzedaży go z zyskiem.

 

Jednak zanim wyda się o bitcoinie sąd, jako o kolejnej, niczym nie różniącej się od innych bańce spekulacyjnej – warto zastanowić się nad tym, czy może sam bitcoin jest zjawiskiem, które oferuje realne i konkretne korzyści nie wynikające wyłącznie z wzrostu jego wartości jako aktywa spekulacyjnego.

 

Muszę przyznać, jest tego sporo – jeszcze tydzień temu nie miałem poza medialnymi newsami zielonego pojęcia o zjawisku bitcoina, postanowiłem więc sprawdzić jak to działa w praktyce. Jakie jest moje odczucie?

 

  1. Jeżeli chodzi o technologię wymiany, – pieniądze przesyłane są błyskawicznie, bezpośrednio pomiędzy użytkownikami bez pośrednictwa banków lub jakiejkolwiek centralnej jednostki władnej wstrzymać, cofnąć lub zatrzymać transakcję.
  2. W porównaniu to usług bankowych, opłaty za przelewy są mikroskopijne – je też ustala wolny rynek, jeżeli ktoś chce, może ustawić opłatę transakcyjną na „0” tyle tylko, że wtedy większość z użytkowników sieci, którzy użyczają swojej mocy obliczeniowej (i prądu) w celu autoryzacji transakcji nie będzie śpieszył się z potwierdzniem transakcji, efektem czego potrwa ona nieco dłużej (jednak i tak jest to kilka rzędów wielkości szybciej niż przez tradycyjny system bankowy).
  3. Bezpieczeństwo. Bitcoin jest tzw. kryptowalutą – nazwa wzieła się właśnie od kryptografii, jeżeli ktoś zabezpieczy swój tzw. bitcoinowy „portfel” przy użyciu tzw. „klucza prywatnego” – nikt poza nim nie będzie miał możliwości dostępu do zabezpieczonych przez niego środków, jeśli dana osoba zgubi wygenerowany przez algorytm klucz prywatny – pieniądze przepadną na zawsze. Doniesienia medialne o hakerskich atakach i skradzionych bitcoinach dotyczą głównie giełd na których dochodzi do transakcji – w tych miejscach faktycznie należy zachowywać szczególną ostrożność.
  4. Anonimowość, czego skutkiem jest radykalne zmniejszenie możliwego do wykonywania władztwa organów władzy państwowej nad postępowaniem jednostki. Często podnoszonym przeciwko bitcoinowi zarzutem jest, że poprzez zachowanie anonimowości transakcji umożliwia on pranie brudnych pieniędzy, unikanie płacenia podatków i obrót wszelkimi innymi produktami zakazanymi przez prawo – czy jednak ulubioną formą płatności przestępców nie jest przypadkiem … gotówka?
  5. Brak kontroli banku centralnego powoduje, że nikt nie zdewaluuje posiadanej przez nas waluty przez „luzowanie ilościowe” jak ma miejsce np. z dolarem, inaczej mówiąc, nikt nie okradnie nas z naszej własności przez ukryte pozbawianie naszych jednostek pieniężnych siły nabywczej. I pisząc o „braku kontroli” mam na myśli zupełny brak kontroli – banki centralne bitcoinowi mogą się jedynie przyglądać i z strachem spoglądać jak on i pozostałe kryptowaluty powstałe na podstawie sieci „peer to peer” zdobywają coraz większe znaczenie w światowej wymianie pieniężnej.                                                                                                                                                                                                                                                Co oznacza wzrost wartości bitcoina? Oznacza on  wzrost kapitalizacji całego systemu z kilkuset milionów do ok. 10 miliardów dolarów w skali roku, co oznacza z kolei, że coraz większa część gospodarki „przełącza się na kryptowaluty”. Bitcoinów (i innych kryptowalut) zakazać się praktycznie nie da – nie można bowiem pójść do „głównej cetrali” i nacisnąć guzik „off” ponieważ taka centrala nie istnieje. Zakodowana przez niemożliwy do złamania algorytm historia transakcji jest zawarta na dziesiątkach tysiącach komputerów rozsianych po całym świecie.
  6. Moim zdaniem sama technologia jest jeszcze nazbyt skomplikowana dla przeciętnego użytkownika, ale za 5- 10 lat, jeżeli nie bitcoin to inna kryptowaluta (najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz konkurowania ze sobą kilkudziesięciu różnych kryptowalut opartych na zasadzie peer-to-peer), spowoduje zbędność takich instytucji jak banki (a w szczególności banki centralne), politycy utracą kontrolę nad naszymi finansami, a ludzie przestaną być okradani przez „podatek inflacyjny”.