natan G

NATAN GURFINKIEL: TERROR? – SPOKO, TO NASZ CHLEB POWSZEDNI

Natan Gurfinkiel

od kilku dni mam nie­prze­zwy­cię­żalną chęć zano­sze­nia modłów dzięk­czyn­nych. dzieje się tak za sprawą czter­na­sto­latka, który – jak z dumą donio­sły media – usi­ło­wał pode­rżnąć gar­dło tak­sów­ka­rzowi.

po ostat­nich zama­chach we fran­cji i w niem­czech poczu­łem się nie­swojo. byłem wła­śnie w kraju – naj­sam­przód w kra­ko­wie, póź­niej na ślą­sku, a na koniec w war­sza­wie. kiedy czy­ta­łem nagłówki wia­do­mo­ści dnia, lub oglą­da­łem njusy, ogar­niał mnie zwy­czajny cykor. mówię o tym otwar­cie, choć jako pod­po­rucz­ni­kowi głę­bo­kiej rezerwy w woj­sku pol­skim, nie wypada mi demon­stro­wać wła­snych por­tek w sta­nie drżączki na tyłku, czyli pupie – bez boskiej obrazy.

(mich­niku ada­mie, racz zauwa­żyć, że w tych trud­nych cza­sach doszlu­so­wa­łem do two­jej gazety w ele­ganc­kim nazew­nic­twie, bo teraz – w obli­czu islam­skiego zagro­że­nia, powin­ni­śmy być silni–zwarci–gotowi)

nie mogłem wsze­lako poskro­mić cykora, który bez­czel­nie zagnieź­dził mi się w we wnę­trzu i, igno­ru­jąc glo­rię mego ofi­cer­stwa, zakłó­cał spraw­ność pustaka.

jedyne, nad czym mogłem jesz­cze głów­ko­wać, to zasta­na­wia­nie się, kiedy roz­le­gnie się okrzyk allah akbar i zaczną roz­ry­wać się gra­naty…

i oto młody boha­ter – syn ziemi naszej, prza­śny pol­sko­ka­to­licki sło­wia­nin przy­wró­cił naszemu naru­towi hero­izm, któ­rego cząstka kap­nęła rów­nież na mnie. nie musimy już cyko­rzyć jak franczki jakieś, lub za prze­pro­sze­niem brek­sit­czycy i doj­cze.

no bo i co jesz­cze mogą nam zro­bić te islamy? prze­cież od ostat­nich wybo­rów naszą sto­licą jest PiSla­ma­bad – jest no i co? nadal nią rzą­dzi bufe­towa.

nie straszni nam żadni ter­ro­ro­wi­cze, bo na naszych auto­stra­dach i dro­gach śmierć kosi wię­cej osób, niż we wszyst­kich tych zama­chach. a też odkąd, jesz­cze za komuny, na jezd­niach zaczęto malo­wać zebry, kie­rowca nie potrze­buje już polo­wać na poje­dyn­czego prze­chod­nia.

do tego wszyst­kiego są jesz­cze pijani dróż­nicy i roz­tar­gnieni zawia­dowcy sta­cji. wszy­scy oni i różni inni sieją spu­sto­sze­nie, ale aku­rat ich się nie boimy, bo wiemy, że od życia się umiera, więc jak już się zda­rzy, że któ­re­muś z nas ma się to się przy­tra­fić poza kolejką, to niech nam się żaden obcy nie wtrąca, bo tu jest pol­ska i sami wszystko potra­fimy

nie będzie islam itd… nie ben­dzie i jusz!

 

natan gur­fin­kiel

Wszystkie wpisy natana na blogu

KLIKNIJ TUTAJ

natan gurfinkiel: terror? – spoko, to nasz chleb powszedni

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: