Mieczyslaw Berman

”Trzy razy tak”. Historia Mieczysława Bermana, naczelnego grafika PRL

Jego autorstwa jest plakat wzywający do głosowania „trzy razy tak” w referendum w 1946 roku czy „Milicjant – twój przyjaciel i obrońca”. Mieczysław Berman, pozbawiony poczucia humoru piewca komunizmu, ma jednocześnie zasługi dla polskiej grafiki, o czym przekonuje Piotr Rypson, autor książki „Czerwony monter. Mieczysław Berman: grafik, który zaprojektował polski komunizm”.


Dlaczego poświęcił pan książkę akurat Mieczysławowi Bermanowi?

– On był zawsze obecny w polu moich zawodowych zainteresowań. Jako fotomontażysta, jako projektant graficzny i jako postać, która wyrastała ponad przeciętność wśród artystów nowoczesnych. Jego fotomontaże ukształtowały wyobraźnię całego pokolenia grafików w Polsce. Cieślewicz, Zamecznik, Lenica – ci wszyscy, których twórczością chlubimy się, czerpali właśnie z Bermana.

Zarazem Berman odpowiadał za komunikację wizualną polskiego komunizmu. Ówczesna propaganda wizualna stała się częścią popularnego języka komunikacji. Wydało mi się superciekawe i ważne, żeby opisać postać, która była dla tworzenia tego języka kluczowa. Tym bardziej że – Berman mógłby to sobie poczytać za zasługę – nawet dzisiejsza radykalna prawicowa propaganda wizualna korzysta z języka, który on wypracował, z jego dosadności przekazu.

W jego historii odbija się skomplikowana historia Polski.

  • To jest kolejny powód, dla którego zająłem się właśnie nim –  spośród wielu polskich twórców on jest jednym z nielicznych, którzy uczestniczyli w kilku ważnych etapach historii Polski. Karierę zaczął w latach 30., w Polsce sanacyjnej, doświadczył turbulencji wojennych, aktywnie brał udział we wprowadzaniu władzy komunistycznej i z sukcesami pracował w PRL po odwilży 1956 roku. Co ważne i nietypowe w Polsce, cały czas stał po tej samej stronie. Okopał się na lewicowych, komunistycznych właściwie pozycjach, i tam pozostał. Jak wystartował, tak skończył.

Przed wojną robił bardzo dużo komercyjnych rzeczy.

  • Wtedy komunizm nie byłby go w stanie utrzymać, zresztą był wówczas postacią z trzeciego szeregu. To nie był ideolog, działacz aparatu, tylko paputczik – ktoś, kto towarzyszył komunistom w ich drodze do władzy. Pracował dla KPP za darmo, ale musiał z czegoś żyć.

Tworzył więc dla największego wydawcy, jakim był „Rój” Melchiora Wańkowicza, dla najlepszego czasopisma medycznego, które wydawał koncern farmaceutyczny Spiess. Robił setki okładek, pewnie mu się nawet całkiem dobrze powodziło. W tę pracę komercyjną wskoczył całkowicie pod koniec lat 30., gdy zdelegalizowano partię komunistyczną i komuniści tacy jak on kompletnie się pogubili, nie wiedzieli, co będzie dalej, potracili kontakty.

A dalej była wojna. On znalazł się we Lwowie.

  • I tam nie przyjęto go do struktur partii. Chodziło prawdopodobnie o okładkę książki Trockiego, którą zrobił w 1933 roku. Pewnie wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielkie jest napięcie w partii. Zlecenie dostał od zaufanego człowieka, który wydawał książki dla KPP. No i potem we Lwowie, mimo wstawiennictwa wysokich czynników partyjno-NKWD-owskich, nie został przyjęty do grona, które robiło „Czerwony Sztandar”, nie dostał obywatelstwa sowieckiego, o które ubiegali się wszyscy prawdziwi komuniści, i jeszcze zesłano go do jakiegoś kołchozu na wschodzie.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: