Piłeczka

Napisal i przyslal Zenek Rogala


          

 

Znów dzisiaj patrzyła na mnie i uśmiechała się tajemniczo. Dopiero jak wchodziłem do mieszkania po skrzypiących, drewnianych schodach, uświadomiłem sobie, że całą drogę od ratusza do domu, frunąłem tuż nad ziemią. Począwszy od ratusza, przez całą Świerczewskiego, całą Ściegiennego, aż do Szopena. Tylko kilka razy w czasie tego lotu, dotknąłem stopami ziemi. Kiedy przelatywałem obok szkoły zobaczyłem, że stoi w tym samym miejscu, mimo moich modlitw o to, żeby zapadła się pod ziemię. Uświadomiłem sobie, że paskudne jutro, zatrzyma mnie w tym budynku przez tyle godzin, zanim znów po południu będę mógł patrzeć na nią jak w harcerskim kręgu, w czasie wspólnej zbiórki w harcówce, w podziemiach ratusza, zaśpiewamy razem  „ … będę tulił czarną główkę miłej swej do snu…”. Śpiewać piosenkę będą wszyscy, ale ja będę śpiewał tylko dla niej. Więc kiedy dzisiaj niespodziewanie zapytała mnie, podrzucając do góry małą piłeczkę, czy przyjdę jutro na zbiórkę, byłem pewien, że chce ponownie usłyszeć to wyśpiewane przeze mnie zapewnienie.

          Kiedy była uczesana w dwa piękne, czarne warkocze, wtedy w zależności od sytuacji, widziałem obydwa końce zwisające swobodnie z tyłu, albo z przodu. Z przodu  było najlepiej, bo widziałem jej przepiękną twarz, w czarnej ramce z włosów. Ale często, przeważnie właśnie na zbiórkach harcerskich, zmieniała je na przepiękny koński ogon, swobodnie dyndający z tyłu głowy, który przecież przy szybkich ruchach głową wychylał się raz z jednej, a raz z drugiej strony jej roześmianej buzi.

          Bywało, i to było najbardziej ekscytujące, że snując się po wąskich uliczkach naszego  miasteczka, nagle i całkiem niespodziewanie natykałem się na nią, idącą z koleżanką. Wtedy i tego  nie mogę do dziś zrozumieć, zaskoczony taką niespodziewaną bliskością, przygnieciony tym niespodziewanym szczęściem udawałem, że jej nie widzę, mimo, a przecież właściwie dlatego, że nagle serce waliło mi w piersi jak młot w kuźni pana Komorowskiego. Podczas gdy ja byłem pewien, że z mojej strony to było tylko głupie, tchórzliwe udawanie obojętności, o tyle nie byłem pewien, czy brak jej reakcji na mój widok, to też rodzaj pozoru, czy zwykły brak zainteresowania. Wątpliwości te pozostały nierozwiązane do dnia dzisiejszego.

          Wakacje się skończyły. Misternie uknute plany nowej strategii naszych spotkań, niespodziewanie przerwała  październikowa odwilż. Coraz częściej pośród kilku nazwisk klasowych kolegów i jej nazwisko przewijało się na liście uczniów wyjeżdżających z naszego kraju do dalekiego Izraela.        

         Domek był maleńki, z maleńką  rabatką i pochylonym nad nią płotem. Za otwartą furtką, skrzynie, pudła i pudełka, nie jak do zwykłej przeprowadzki, lecz widać, że spakowane na daleką podróż. Jak co dzień siedziałem w krzakach naprzeciw i bezradnie patrzyłem na krzątającą się wokół bagaży rodzinę  zesłańców. Wtedy zobaczyłem ją przed domem, zatrzymała się … tak… patrzy w moją stronę … podnosi rękę, Raz w górę, raz w dół. Zatem warto było znosić torturę rozstania, czyżby mnie widziała… macha do mnie…nie… ona tylko wysoko podrzuca maleńką piłeczkę.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogala

TUTAJ

 

3 komentarze to “Piłeczka”

  1. Gdzies na gornej polce w szafie mam okuzone pudelko z malymi zdjeciami, czarno biale. Na zdjeciach sa twarze kolegow, kolezanek, harcerzy i harcerek druhow i przewodnikow, tych wszystkich ktorych tak kochalem a ktorych imion dzisiaj juz nie bardzo pamietam, tylko chwile kiedy bylismy razem. Nagle ten caly swiat ktos zabral mi na zawsze, bez mozliwosci powrotu. A jak mozna bylo powrocic i odwiedzic to bylem odwiedzajacym gosciem w nie swoim swiecie. A jednak tego pudelka nie umiem i nie moge wyrzucic, nie wiem dlaczego. A ten ktos niech bedzie przekletym na zawsze.

  2. My, drugie pokolenie ocalonych z holokastu, nienawidzimy Polske i Polakow nie dlatego ze naszych zmeczonych rodzicow i nas mlode pokolenie z Polski wygnali w Marcu 1968 roku ale za to ze nam nasze dziecinstwo ukradli. Nigdy im tego nie wybacze.

  3. Tak bardzo przypomina dni naszej mlodosci, naiwnych snow i mocnych uczuc jakich wiecej nigdy juz nie mielismy. Bylem tam, czulem to samo, bolalem to samo, kochalem tak samo, w innym miescie, ale w tym samym czasie. Bol rozstania, bol zdezorientowania i nie zrozumienia co sie dzieje pozostal w nas na zawsze. Piekne opowiadanie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: