W Polsce o II wojnie światowej mówi się w kontekście walk, o miłości w wymiarze romantycznym lub tragicznym, a o seksualności, czy seksualnej pracy przymusowej, która jest tematem twojej książki w ogóle się nie wspomina…


Gdy powstawały „Przemilczane” moim założeniem było, aby nie była to tylko i wyłącznie książka historyczna, ale żeby wzbudzała refleksje na temat przemocy seksualnej współcześnie. Te przysłowiowe klocki tak się poukładały, że ukazała się w momencie, gdy pokojową nagrodę Nobla otrzymała Nadia Murad, która była seksualną niewolnicą i lekarz-ginekolog z Konga Denis Mukwege. Obydwoje otrzymali ją za swój wkład w walkę z przemocą seksualną i gwałtem jako bronią wojenną. II wojna światowa jak każdy konflikt zbrojny jest związana z seksualnością. Ja skupiłam się na przemocy i brutalności. Trzeba jednak pamiętać, że w czasie wojny istnieje również pożądanie. Z jednej strony związki intymne: małżeństwa, z drugiej – niezobowiązujące romanse. One nie były wynikiem przymusu, tylko dobrowolną decyzją dwóch stron. Oczywiście to nie były doświadczenia tylko tego wycinka Europy, ale wielu krajów podbitych i okupowanych. Dobrym przykładem jest Dania, gdzie nastoletnie kobiety w ramach swojego młodzieńczego buntu przeżywały swój „pierwszy raz” z Niemcami.

Dlaczego temat zarówno seksualności jak i seksualnej pracy przymusowej nie był prawie w ogóle poruszany?

To, co chyba najmocniej zaskoczyło mnie na początku pracy nad tą książką, to fakt, że istniała i wciąż istnieje powszechna zgoda na przemilczanie tego tematu. Z jednej strony taka tematyka po prostu niszczy „bohatersko-patriotyczny landszafcik”, jaki wykreowano wokół tematu wojny. Nie jest to kwestia ostatnich lat i twardego, wręcz betonowego kursu polityki historycznej prowadzonego przez PiS. Przed 2015 roku, zanim ta partia wygrała wybory, wcale nie było lepiej.

Po drugie istnieje ogromna obawa, że ruszając ten temat dojdzie do skandalizacji pamięci II wojny światowej. W Polsce istnieje bardzo mocna hierarchia cierpienia – kodeks zasad zgodnie, z którym istnieją „dobre” i „złe” ofiary. Moje bohaterki należą do tej drugiej grupy. Wygodniej jest nie mówić na ten temat. Po prostu nie pamiętać, że ktoś taki istniał i coś takiego w ogóle miało miejsce.

Bohaterki, czyli tytułowe „Przemilczane” same przez lata milczały, albo wypierały to z pamięci.

To była stygma. Po wojnie nikt nie zadawał pytania „Jakie było twoje doświadczenie związane z seksualnością w okresie wojny?”. Nie pytano: „Czy zostałaś zgwałcona? Miałaś relację dobrowolną, czy byłaś w domu publicznym?”. Cała ta przeszłość została oddzielona grubą kreską. Wśród tych, które nie mówiły, nie wspominały i milczały przez lata były zarówno te kobiety, którym golono głowy za romans z Niemcem, co uznawano za zdradę narodową, jak i te, które pracowały w obozowych burdelach. Po wojnie to właśnie one były często pierwszymi „kozłami ofiarnymi”, którym chciano wymierzyć karę. Przykładem tego może być ulotka roznoszona w województwie łódzkim. Dotyczyła ona kobiety, której zgolono głowę, bo w trakcie wojny oddawała się Niemcom. „Po wojnie” jak podkreślano w treści ulotki „przeszła na stronę ubecji. Teraz wydaje wyroki na prawdziwych Polaków”. Ta prześladowcza atmosfera, która bardzo mocno narastała w okresie powojennym sprawiła, że kobiety bały się, że jeśli ktoś dowie się o ich wojennej przeszłości, po prostu zrobiłby im krzywdę.

Calosc TUTAJ

Wiecej o ksiazce

TUTAJ