Legnica. Amerykanie szukają zrabowanego Żydom skarbu

Przyslala Rimma Kaul


Idąc tropem niesamowitej historii opowiedzianej na łożu śmierci przez byłego oficera SS, ekipa amerykańskich dokumentalistów dotarła do Legnicy. Znalazła kamienicę, w której prawdopodobnie ukrył bezcenną kolekcję znaczków pocztowych, odebranych Żydom kierowanym do obozów na pewną śmierć. Przeszkodą w dalszych poszukiwaniach są mieszkańcy budynku, którzy nie chcą pozwolić na prace w piwnicy.

W czasie wojny w tym domu mieszkał scharführer SS Rudolf Wahlmanna. Jego pasją była filatelistyka. Jako niemiecki oficer miał dostęp do znaczków pocztowych odebranych Żydom i innym więźniom transportowanym z całej Europy do obozów koncentracyjnych oraz obozów pracy. Zlecono mu przegladanie i segregowanie zrabowanych kolekcji. Co cenniejsze znaczki miał przekazywać do Berlina – ale kolekcjonerski instynkt wziął górę. Oszukując przełożonych, Rudolf Wahlmann ukrywał najwartościowsze eksponaty za zwstążką kapelusza. Tak rosła jego prywatna kolekcja. Zanim z całą rodziną uciekł z Legnicy przed nadciągającymi od Wschodu Rosjanami, zakopał ten skarb w piwnicy domu, gdzie mieszkał. Prócz znaczków Wahlmann ukrył rodowe srebra i książki. Przez lata utrzymywał tę historię w tajemnicy. Dopiero przed śmiercią zdecydował się opowiedzieć córce o zostawionych w Polsce znaczkach.

Odkąd ta opowieść dotarła do amerykańskiego pisarza i scenarzysty Garego Gilberta – też filatelisty – nie dawała mu spokoju.

– Codziennie do obozów trafiało 25 tysięcy ludzi. Jeśli założyć, że 1 procent z nich to filateliści, Wahlmann miał dostęp do setek tysięcy znaczków. Niekiedy bardzo rzadkich i cennych. Zgodnie z tym, co mówiła córka oficera zgromadził niesamowity zbiór – mówi Gary Gilbert.

Dla specjalistów, dysponujących wiedzą i odpowiednimi katalogami, znaczki są jak odciski lini papilarnych. Można ustalić, do kogo należały, zanim zostały odebrane przez nazistów.

– Musiałem się tego dowiedzieć, żeby upamiętnić te miliony ludzi, które zginęły w obozach – mówi Gary Gilbert. Dlatego film “Liegnitz plot” od początku miał być czymś więcej niż tylko dokumentalną opowieścią o poszukiwaniu zaginionego podczas wojny skarbu. Jego twórcy – Gary Gilbert, wielokrotnie nagradzana producentka Dylan Nelson i wybitny reżyser Dan Sturman, zdobywca Oscara – chcą sprawić, by przynajmniej część zrabowanych w czasie wojny znaczków wróciła do swych prawowitych właścicieli albo ich spadkobierców. Reszta kolekcji pozostałaby w Legnicy, wzbogacając zbiory Muzeum Miedzi.

Podobno w latach siedemdziesiątych grupa poszukiwaczy próbowała odnaleźć znaczki i przemycić je zza żelaznej kurtyny odgradzającej kraje komunistyczne od reszty Europy. Ich akcja zakończyła się fiaskiem. Skarb – jeśli istnieje – wciąż tkwi gdzieś w ziemi.

– Od znajomego, który opowiediedział mi historię Wahlmanna, dostałem mapę przedwojennego Liegnitz – mówi Gary Gilbert. Dysponował też czarno-białym zdjęciem dwóch dziewczynek przy domu z charakterystycznym ogrodzeniem. Udało mu się zlokalizować to miejsce. To dzisiejsza ul. Tatarska. Okazało się, że dom przetrwał wojnę. Istnieje do dziś.

Bratem Rudolfa Wahlmanna był psychiatra Adolf Wahlmann, niemiecki zbrodniarz wojenny. Adolf Wahlmann w latach 1942–1945 kierował Państwowym Centrum Medycznym w Hadamar. To szpital psychiatryczny, w którym na rozkaz Adolfa Hitlera w ramach faszystowskiego programu eutanazji zamordowano ok. 11 tys. niepełnosprawnych umysłowo Niemców.

– Wszystkich nas zafascynowała możliwość znalezienia i zwrotu artefaktów skradzionych ponad 70 lat temu. Na swój własny, skromny sposób mieliśmy nadzieję na oddanie sprawiedliwości rodzinom osób, które zginęły w Auschwitz – dopowiada reżyser i współproducent filmu Dan Sturman. Podkreśla, że nie robią tego dla pieniędzy. To projekt, który przynosi straty. Jest jednak dla nich ważny ze względów emocjonalnych.

Prace nad filmem “The Liegnitz Plot” trwają już 5 lat.  W 2015 roku Amerykanie po raz pierwszy pzyjechali do Legnicy. Nie nadawali swojemy śledztwu rozgłosu, bojąc się wywołania zamieszania podobnego do tego, które towarzyszyło poszukiwaniom Złotego Pociągu w Wałbrzychu. Nie chcieli przysparzać niepotrzebnych kłopotów lokatorom kamienicy. Nie wiedzieli też, z kim mają do czynienia. Zachowując ostrożność, zdecydowali się skłamać, by mieszkańcy wpuścili ich do środka. Udając, że robią film miłosny pt “On the basement” (“W piwnicy”), uzyskali ich zaufanie i dostęp do piwnic Tatarskiej 1. Zatrudnili aktorkę, by wydać się bardziej wiarygodni. Tymczasem po cichu rozpoczęli poszukiwania skarbu. Musieli je przerwać, bo lokatorzy zorientowali się, że są oszukiwani a filmowcy zamiast kręcić romans chodzą z wykrywaczem metalu i kopią coś w ich budynku. Podstęp wzbudził nieufność w kamienicy.

– Kiedy po pewnym czasie opowiedzieliśmy lokatorom prawdę, byli niezadowoleni – opowiada Dan Sturman. – Straciliśmy rok na wyjaśnienie tej sytuacji. W końcu wynegocjowaliśmy ich zgodę na kontynuowanie poszukiwań w piwnicy. Uzyskaliśmy wsparcie m.in. Muzeum Miedzi, Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, skompletowaliśmy zespół archeologów, wystaraliśmy się o wszelkie zezwolenia.

Według Amerykanów, mieszkańcy zażądali pieniędzy za dostęp do budynku. Kwota była znaczna i rok zajęło filmowcom jej zebranie. Wrócili, ale wspólnota zmieniła stanowisko. Nie pomogło nawet zaangażowanie prezydenta Legnicy Tadeusza Krzakowskiego, który wspiera ekipę “The Liegnitz Plot”.

– Jest takie angielskie powiedzenie, że najlepiej dezynfekuje słońce – mówi reżyser filmu Dan Sturman, wyjaśniając dlaczego po pięciu latach pracy zwołał ze swymi przyjaciółmi konferencję prasową w Legnicy. Amerykanie są zdeterminowani skończyć swój dokument. Plan A, zakładający realizowanie projektu w tajemnicy, zawiódł. Filmowcy próbują planu B, polegającego na większej otwartości, dyplomacji i wykorzystaniu oficjalnych ścieżek.

Zrealizowano już większość materiału. Niestety nie ma możliwości nakręcenia kluczowych dla filmu scen – odnalezienia i odkopania artefaktów. Powodem jest niechęć mieszkańców kamienicy do współpracy z dokumentalistami.

Legniczanie natrafiają na artykuły z amerykańskich portali, gdzie łączy się fiasko legnickiej misji ze wzmagającym się w Polsce antysemityzmem. Producentka “The Liegnitz Plot” Dylan Nelson pod koniec grudnia opowiedziała dziennikarzowi portalu Westword.com o tekście “Jak rozpoznać Żyda” opublikowanym przez oficjalnie wydawany w naszym kraju tygodnik “Tylko Polska” oraz o spalenu kukły Żyda na wrocławskim Rynku. Zapewniła Westword.com, że “The Liegnitz Plot” nie ma na celu oczernienia Polski, ale scenariusz zakłada skonfrontowanie opowieści o poszukiwaniach znaczków przez Garego Gilberta z niepokokojącym “wzrostem prawicowej ksenofobii, autorytaryzmu i antysemityzmu – nie tylko w Polsce, ale na całym świecie”. W innym miejscu obok zdjęć z planu filmowego w Legnicy pojawiają się fotografia podpalonej przez Rybaka kukły i scena z Marszu Niepodległości budząca skojarzenia z nazistowskim wiecem.

– Nadal mamy nadzieję, że mieszkańcy kamienicy zrozumieją, jak wielkie znaczenie ma odnalezienie ukrytych przedmiotów, że docenią również to co zrobiliśmy do tej pory i historię, którą chcemy opowiedzieć. Wierzymy, że jest ona ważna nie tylko dla mieszkańców Tatarskiej 1 i Legnicy, ale także dla Polski i całego świata. Prosimy Was o dołączenie do nas i wsparcie w uzyskaniu możliwości kontynuowania poszukiwań – apeluje Dan Sturman.

 

FILM YOU TUBE/ HYPE

FOT. THE LIEGNITZ PLOT

FOT. PIOTR KANIKOWSKI

One Response to “Legnica. Amerykanie szukają zrabowanego Żydom skarbu”

  1. Elżbieta Tracewicz 25/01/2020 at 08:53

    Znaczki (ostatecznie kawałeczki papieru ladnie zadrukowane) miały większą wartość niż ich właściciele, których bez skrupułów pozbawiono życia.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: