Ludwik Janion -kacik poezji cz.54

 

Ludwik Janion

Mieszka w Warszawie. Autor opowiadań, poezji, książek dla dzieci także publicystyka i krytyka literacka. Z ważniejszych: powieść „Zwijanie świata ”słowo/obraz terytoria” 2007, dwa tomy „Antologii poezji – Cogito”, antologie poezji młodych autorów: „Zanim wypełni się wiek” i „Dziesięć razy rok”. Poezje publikuje w „Twórczości”, „Toposie”, „Odrze”, w przeszłości także w „Literaturze”, „Fantastyce”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Kresach”, „Akcencie” i in. Współpracował z wieloma pismami, od „Szachów” poczynając, na „Kocich Sprawach” kończąc. Od 20 lat prowadzi w pismach „Cogito” i „Victor” działy poświęcone twórczości młodych autorów. W drugim programie Polskiego Radia przez dwa lata prowadził audycję: „Czas na debiut”. Autor słuchowisk radiowych dla dzieci, a także czterech części cieszącej się powodzeniem książki dla dzieci „Adaś i Słoń’, ponadto: „Paca i podróż dookoła świata” oraz zbiór wierszy ilustrujących arcydzieła światowego malarstwa: „Siła wyobraźni”. W latach 2010 – 2015 ghostwriter w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Eksszachista, belfer, radiowiec, scenarzysta… Ma sławną ciotkę i trzy córki.


Wirus

Nie nasz ból i nie nasz strach
Krzyk za murem ałe głach
Meszugener tylko w drzwiach
Wariat meszugener w piach

Wszyscy równi ałe głach
Czas zarazy koniec krach
Nie nasz ból zdycha łach
Złoty król w naszych snach

Pogoń, wygoń, zamknij drzwi
Dobij, zabij, więcej krwi
Zabierz, rozbierz, wyrwij, goń
Nie nasz ból, nie nasza dłoń

To dobrze wam tak
To kij wam w smak
I rach ciach ciach
I ałe głach
I w piach

* Ałe głach, jidysz, wszyscy równi (wobec śmierci).
* Meszugener, jidysz, nawiedzony szaleniec.

 

Byłem

Byłem złym ojcem, synem
a przecież natura nie chciała ode mnie niczego więcej

Gdybym dostał Nobla, Nike, funt kłaków
to miałbym choć alibi na to życie

Złym ojcem, synem, bratem, sąsiadem
a przecież tego tylko przyrodzie trzeba, tak mało

Gdybym był championem, wygrał wojnę
skrzydełka miał jak gąska
to może by mnie uniewinniono, tak mało

Złą siostrą byłem, mężem, kłamliwym kochankiem
a tak tyci tylko chce od nas rozum dziejów
Gdybym dostał order, wygrał na loterii
znalazł wczorajszy dzień
to może ułożono by poemat z dobrą puentą

A jednak, natura, rozum dziejów, bóg i wszyscy jego kumple
mają w nosie, o ile tak można powiedzieć,
kim byłem, czym byłem
co zrobiłem, czego nie

Im wystarczy, żeby dżdżownica podzieliła się na dwie połowy
Żeby kamień odbił się o drugi kamień w uciekającym Kosmosie

pamięci Osipa Mandelsztama
.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

One Response to “Ludwik Janion -kacik poezji cz.54”

  1. Oryginalne spojrzenie, trudne refleksje, …dziękuję.
    Zastanawia styl, skąd te jidyszowe nastroje ?
    Pozdrawiam serdecznie.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: