Uncategorized

  Za drutami


Jakub Kopec

    Mamusia rekin do synka rekinka „Pamiętaj, synku, o prawie morza; najpierw kobiety i dzieci”. W filmie „Zielona granica”, który znam wyłącznie ze słyszenia, wszystkich polskich strażników granicznych, z wyjątkiem jednego sprawiedliwego, obowiązuje takie rozumienie moralności. To jest, oczywiście, krzywdząca ocena wydarzeń z objętych stanem wyjątkowym podlaskich terytoriów Rzeczypospolitej, sprzed wybudowania zapory i sprzed wybuchu wojny w Ukrainie. 

   Rzeczywistość uległa  zamazaniu przez skrajnie sprzeczne ze sobą komunikaty prasy rządowej i opozycyjnej.  I teraz nie wiadomo, czy na  fotosie  z planu zdjęciowego do filmu Agnieszki Holland „Zielona granica”, uwidoczniona jest dziewczynka stojąca za zaporą z drutu kolczastego po dobrej stronie mocy, czy też po stronie dobra przed zasiekami stoi uzbrojony po zęby siepacz nacjonalistycznego reżimu Rzeczypospolitej. Dziewczynka wygląda na dobrze odżywioną i nie widać strachu na jej twarzyczce.                                                                                                                

     Intrygująca jest sytuacja siepacza, bo niewykluczone przecież, że w ludzkim odruchu, polski strażnik z granicy polsko- białoruskiej chciałby przez druty kolczaste podać dziewczynce cheeseburgera i czekoladki, lecz surowo zabraniają mu tego rozkazy.

    Ponad ćwierć wieku wcześniej światową karierę zrobiło zdjęcie  zatytułowane „Penny Marshall podaje rękę Fikretowi Alić przez drut kolczasty”, na którym na pierwszym planie widniała piękna i dobrze odżywiona amerykańska aktorka, a za drutami z twarzą pełną rozpaczy stał mieszkaniec Bośni, wychudzony do granic unicestwienia. Fotografia potwierdzała pogłoski o tym, że Serbowie dokonują w Bośni genocide, prawdziwego ludobójstwa w obozach koncentracyjnych na wzór i podobieństwo Auschwitz. Zaczem amerykańscy piloci zapakowali co trzeba do luków bombowych swoich szybkich samolotów szturmowych i z wysokości niedosiężnej dla jugosłowiańskiej artylerii zrzucili „boski przekaz” na serbskie miasta.

   Jedna drobna rzecz wzbudziła sceptycyzm Thomasa Deichmanna, inżyniera z wykształcenia i dziennikarza z zawodu. Drut kolczasty przymocowany był do słupka po stronie, gdzie stali Bośniacy.  Deichmann wiedział, że ogrodzenie czy to z siatki drucianej, czy też z drutu kolczastego, zawsze mocuje się do słupków po stronie zewnętrznej. Czyli na fotografii widać, że za drutami uwięziona jest gwiazda filmowa Penny Marshall! Niemiecki dziennikarz natychmiast udał się do Trnopolje w Bośni. W zabudowaniach dużego gospodarstwa rolnego urządzony był obóz dla uchodźców, w którym rozmaite organizacje dobroczynne rozdzielały dary społeczności międzynarodowej: wodę mineralną, cukier, chleb z masłem i mąkę, kaszę i makaron. Zaledwie zainicjowane, urwane w pół słowa ogrodzenie z drutu kolczastego, miało odgradzać mieszkańców sadyby od pastwiska dla rogacizny… Okazało się, że wychudzony Fikret Alić po przebytej gruźlicy jest pod troskliwą opieką Lekarzy bez Granic.

   Po której stronie nie kończących się zasieków z drutu kolczastego, ustawionych na kresach wschodnich Rzeczypospolitej, ludzie oddychają wolnością, a po której urządzono im ciężki pierdel, gdzie deptane są prawa człowieka? Chińska propaganda utrzymywała przez tysiąclecia, że Wielki Mur zbudowano dla ochrony demokratycznego Państwa Środka przed najazdami hord mongolskich od północy, a tymczasem naukowcy amerykańscy twierdzą dziś, że w starożytności kosztowna inwestycja podjęta została w celu uniemożliwienia ucieczki na północ niewolnikom świadczącym darmową pracę przy uprawie ryżu.                                                                                                           

    Prezes Jarosław Kaczyński dla obrony Rzeczypospolitej przed najazdem imigrantów roznoszących robactwo i  choroby, szerzących gwałt i pożogę, kazał wybudować zaporę przeciwko ludziom transportowanym do Mińska samolotami i  następnie,w asyście uzbrojonych po zęby siepaczy batiuszki Łukaszenki, dowożonych autobusami w pobliże polskiej granicy. Ustawiona wielkim wysiłkiem i miliardowym kosztem, ciągnąca się przez setki kilometrów zapora z  drutu kolczastego, okazała się całkiem zbędna.

Rząd ustanowiony przez prezesa Kaczyńskiego, pod czujnym okiem premiera Morawieckiego zorganizował bowiem hurtową sprzedaż setek tysięcy polskich wiz wjazdowych na straganach przed konsulatami  Rzeczypospolitej w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu. Za pięć tysięcy dolarów, każdy terrorysta mógł legalnie przedostać się do Unii Europejskiej przez przejście na granicy białorusko-polskiej. Władze polskie nie obawiały się przeludnienia, chorób i gwałtów, ponieważ wiedziały, że koczownicy, po wylądowaniu w Polsce, natychmiast udadzą się na zachód w poszukiwaniu bogatszych pastwisk. Wychodzi na to, że mur zbudowano wyłącznie po to, żeby migranci nielegalni nie psuli dobrego biznesu eurosceptycznym i ksenofobicznym władzom Rzeczypospolitej.

    O, przepraszam, zasieki graniczne nie stanowią żadnej zapory, ale spełniają ważną funkcję propagandową. Mają przekonywać wyborców, że tylko rządy Zjednoczonej Prawicy mogą uchronić Polskę przed najazdem obcych. Z tej przyczyny nieszkodliwy film Agnieszki Hollanad pt. „Zielona granica” wzbudził histeryczną reakcję czynników oficjalnych i nienawistny hejt całej przyrządowej prasy.

   Przepraszam za osobisty wtręt i niestosowne porównanie. Dwadzieścia lat temu, gdy bracia Kaczyńscy demonstrowali dopiero swoje parcie na władzę, wydałem książkę „Po drugiej stronie lustracji”, która ujawniała ich konszachty z głównymi aferzystami FOZZ. I byłaby moja twórczość „dziennikarza śledczego” przemknęła przez rynek księgarski cichutko i niezauważenie, gdyby Bracia nie pozwali mnie do sądu za naruszenie ich dóbr osobistych. Moim procesem sądowym z „obojgiem braci” i rewelacjami sygnalisty Cliffa Pineiry zainteresował się Witold Krasucki, reżyser filmów dokumentalnych . I tak powstał film „Dramat w trzech aktach”, który miał sześciomilionową widownię w TVP. Książka „Po drugiej stronie lustracji” natychmiast sprzedała się w dwu dodatkowych nakładach!

   Agnieszka Holland nakręciła film o mało atrakcyjnej, bardzo wymagającej materii. Ja zaś, na ten przykład, wcale nie mam ochoty na oglądanie w kinie scen z udziałem płaczących matek, wygłodzonych dzieci i mężczyzn odzianych w  mundury, brutalnie wrzucających żywych ludzi do „koszy na sałatę”, w celu przerzucenia ich na powrót za linię graniczną. Premiera „Zielonej granicy” odbyła się w Białymstoku, ma się rozumieć. Film natychmiast zdobył liczne nagrody festiwalowe pomniejszego kalibru, ale temu nie można się dziwić, bo wszystko co wychodzi z kuchni Agnieszki Holland jest smakowite. Ludzie, wszelako, nie pchali się do kin, dopóki minister Zbigniew Ziobro, gość , który za nic nie chce być miękiszonem, nie skreślił kilku mocnych słów na platformie X: „W III Rzeszy Niemcy produkowali propagandowe filmy pokazujące Polaków jako bandytów i morderców. Dziś mają od tego Agnieszkę Holland”. 

   Prawni przedstawiciele reżyserki natychmiast wezwali Zbigniewa Ziobrę do przeprosin i wpłaty 50 tysięcy złotych na cele dobroczynne.  Sprawa trafiła do sądu okręgowego w Warszawie, który zdecydował o wydaniu zabezpieczenia w sprawie „roszczenia o ochronę dóbr osobistych Agnieszki Holland”. Minister sprawiedliwości „nie może wypowiadać się na temat Agnieszki Holland i jej twórczości w kontekście filmu «Zielona granica» do zakończenia postępowania”. Rozpaczliwa sytuacja: na pięć minut przed nadwiślańskimi wyborami,  w Europie i Ameryce na dobre rozpętała się afera wizowa, rujnująca wizerunek rządów Dobrej Zmiany, a tymczasem Ziobro zmuszony jest milczeć  na temat zielonej granicy i migrantów roznoszących mikroby… 

   Minister Ziobro zebrał się w sobie i uroczyście oświadczył  na platformie X, że żadna Agnieszka Holland, żaden sąd nie zaknebluje mu ust, nie podda jego wolności słowa lewackiej cenzurze. 

    Na dziesięć dni przed wyborami słupki Zjednoczonej Prawicy poleciały w dół na łeb,  na szyję. Mówią, że sprawił to mocarny Tusk swoim „marszem  miliona serc”. A ja powiadam, że matką przedwyborczego sukcesu opozycji demokratycznej jest Agnieszka Holland, która  niewieścim paluszkiem reżyserskim zepchnęła w śmieszność ministra sprawiedliwości wraz z jego prezesem.

                                                        Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.