
O Stanisławie Lemie pisałem dość obszernie na tych łamach pod koniec maja 2020 roku Nie będę więc wracał do opisanych tam szczegółów mojej znajomości ze znakomitym pisarzem. Tym razem do nawiązania do jego twórczości zachęcił mnie kolega, którego zdanie nie tylko sobie cenię, ale jego sugestie traktuję jako polecenia, które należy spełniać, więc to robię
Pretekstem jest pewien tekst. Otóż w lutowym numerze kultowego pisma amerykańskiej inteligencji “The New Yorker” ukazał się esej poświęcony Stanisławowi Lemowi i jego możliwemu stosunkowi do sztucznej inteligencji, a zwłaszcza jej najnowszego produktu ChatGPT. (Thinking About A.I. with Stanisław Lem. The science-fiction writer didn’t live to see ChatGPT, but he foresaw so much of its promise and peril) Autorka The New Yorkera Rivka Galchen nie kryje swego podziwu i uznania dla naszego wybitnego pisarza. Koncentruje się jednak, co jest zrozumiałe, na jego amerykańskiej percepcji, a zwłaszcza jej braku. Galchen tego nie pisze, ale ja dodam, że dla większości amerykańskich konsumentów książek science fiction, książki Lema były i pozostają zbyt „filozoficzne” dostarczają nie tyle rozrywki, co zmuszają do myślenia. A tego, zresztą nie tylko amerykański, ale również polski czytelnik, specjalnie nie lubi.
Natomiast sporo uwagi poświęca też dość bezceremonialnej, by nie powiedzieć druzgocącej ocenie przez Lema tamtejszej produkcji science fiction. Lem jedyny wyjątek zrobił dla dość dziwacznego pisarza tego rodzaju książek Philipa K. Dicka. Co ciekawe, to właśnie ten ceniony przez autora „Solaris” Dick uważał, że książki samego Lema pisze jakaś grupa wrogich USA agentów, którymi FBI powinna się zająć. Jak wiadomo agenci amerykańskich służb specjalnych nie skorzystali z sugestii.
Moim zdaniem w całym tym eseju Rivki Galchen, w dużej mierze opartej na “Summa Technologiae,” najciekawsze jest końcowe pytanie nawiązujące do ośmieszonych przez Lema obaw związanych z usamodzielnieniem się sztucznej inteligencji, która w konsekwencji miałaby zagrozić ludzkiej kreatywności. Krótko mówiąc, Lem uważał, że jest to obawa płonna, a pytanie jest źle postawione. Jeśli tak, to autorka The New Yorkera pozostawia czytelnika z intrygującym nowym pytaniem. Każe się zastanowić, że skoro zagrożenie ze strony sztucznej inteligencji (a dzisiaj możemy dodać Chata GPT) nie istnieje, to w takim razie, co nam zagraża?
W moich kontaktach ze Stanisławem Lemem ceniłem dwie rzeczy: absolutną niezależność myślenia i zjadliwą złośliwość wobec każdego fałszu, również dostrzeganego w mojej obronie religii, a dokładniej filozofii Waltera Onga. Sztuczna inteligencja nie ma ani jednego, ani drugiego. Jest pasożytem żerującym na ludzkiej inteligencji i pochlebcą, który każe wierzyć, że jej użytkownik wymyśla coś oryginalnego.
Tak więc problem nie w sztucznej inteligencji, czy w Chat GPT, ale w ich użytkownikach.
Stanisław Lem a sztuczna inteligencja
Kategorie: Uncategorized

