PATRIOTOZA

Natan Gurfinkiel


nareszcie jakaś dobra wiadomość w tej powodzi malkontenctwa, którą wytrzymywałem z coraz większym trudem. obserwowanie zbiorowego obłędu, nazywanego dobrą zmianą, wstawaniem z kolan, przełamywaniem pedagogiki wstydu i bóg jeden wie jeszcze czym, odbierało mi wszelką ochotę zasilania tego chóru narzekaczy.

pocieszałem się tylko tym, że nie istnieje żadne naturalne prawo, zapewniające rodzajowi ludzkiemu nieustanny postęp, jak nam ongiś wmawiano. PRL, za czasów której to wmawianie się odbywało, dokonała żywota, ale radosny determinizm trwa w najlepsze. postęp ciągle się dokonuje, bo rolę obalonego reżimu przejęła przebrzydła (a może już nawet przebżydła) plajtforma, która stawia zaciekły opór wszelkiemu postępowi.

i oto w samym środku tego paranoicznego zachłyśnięcia się swymi dokonaniami, władza zdobyła się wreszcie na jakiś rozsądny krok. wiadomość o tym dosięgła mnie za pomocą „najlepszej telewizji świata” – jak nazwałem kiedyś to źródło:

Zakończył się protest lekarzy rezydentów. Rząd w osobie ministra zdrowia zobowiązał się do podniesienia składki na zdrowie do 6% do roku 2024 i dał coś lekarzom, m.in. możliwość płatnego urlopu naukowego dla lekarzy rezydentów. Ci w rewanżu zaapelowali do kolegów, aby ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, pracowali dłużej niż 48 godzin tygodniowo „dla dobra POLSKICH pacjentów”. Widocznie niepolscy pacjenci nie zasługują na to, żeby im pomóc.

kolega PIRS słusznie wypunktował słowo „polskich”, bo w tej beczce miodu, jakim jest pomyślne rozwiązanie zatargu, znalazła się również łyżka dziegciu. stało się tak nie z winy nowego ministra zdrowia, lecz samych lekarzy, mimo ich najlepszej woli.

w polsce pod rządami obecnej większości parlamentarnej tyle mówi się o patriotyzmie, że słowo naród, lub bodaj polacy osadza się w zwojach mózgowych nawet u ludzi obdarzonych krytycyzmem i nieskorych do uniesień. sądzę, że nie jestem osamotniony w poglądzie, iż patriotyzm winien być sprawą intymną i nadmierne obnoszenie się z nim mocno trąci kiczem.

jako że syn mój jest lekarzem, synowa również i nawet mój wnuk działa w profesji medycznej, bo jest rehabilitantem, tematyka medyczna zajmuje sporo miejsca w rozmowach rodzinnych. wszystko to skłania mnie do konkluzji, że posunięcia obecnej władzy wygenerowały groźną dolegliwość psychiczną, którą można nazwać patriotozą. nie oszczędza ona nawet lekarzy, o czym świadczy zacytowany apel rezydentów, którzy negocjowali z ministrem.

aby to zilustrować, można odwołać się do historii:

za prezydentury de gaulle’a często odbywały się referenda. w czasie jednego z nich georges pompidou, naonczas sekretarz de gaulle’a, wbiegł na drugie piętro pałacu elizejskiego, gdzie mieścił się gabinet prezydenta, by zakomunikować mu najnowsze prognozy. przezwyciężając zadyszkę, pulchny sekretarz wykrzykiwał:

– mon dieu, mon dieu
– mon général serait assez, cher pompidou – powiedział z rozbawieniem de gaulle…

w historii z rezydentami też najzupełniej wystarczyłoby określenie pacjent, ale nie było nikogo, kto mógłby o tym poinformować negocjatorów ze strony lekarzy. w obecnym rządzie każdy, kto w jakikolwiek sposób reprezentuje władzę, myśli, że jest pierwszy po bogu.

Wszystkie wpisy Natana

TUTAJ

natan gurfinkiel: patriotoza

One Response to “PATRIOTOZA”

  1. Podobnym idiotyzmem jest ciągłe powtarzanie „Polki i Polacy”, jakby słowo „Polacy” nie zawierało w sobie wszystkich obywateli polskich.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: