PIOSENKA PRZEWODNIA

.

BOŻENA KEFF

.


Młodociani faszyści podczas marszu narodowców w Warszawie 15.08.2020. Fot. Monika Bryk29 sierpnia

Brunatność nie „wkradła się do domu Chopina”, ona zawsze tu była. Inaczej któż by palił Żydów w stodole, któż by obdzierał do naga i odbierał ostatni grosz? Gdyby brunatność była desantem z zewnątrz, czy kobiety w Polsce zostałyby pozbawione podstawowego prawa do własnego ciała? Czy 11 listopada stałby się świętem wściekłych nacjonalistów, antysemitów, homofobów, mizoginów i nazioli?

Pewien piosenkarz znany raczej starszemu pokoleniu, Krzysztof Cwynar, zaśpiewał ostatnio piosenkę pt. Brunatna ballada (jej słowa znajdziecie tutaj). Jest autorem tekstu i przedstawia w nim swoje rozpoznanie sytuacji politycznej. Nie powiem, że się nie zgadzam z częścią tych konstatacji. Ale nie o tym. Tekst jest tak wyrazistą ekspresją bardzo częstej postawy polskiej inteligencji, że zatrzymał moją uwagę. Cóż, nieraz mówi się i pisze, np. na Facebooku, że polska inteligencja nieźle rozpoznaje sytuację i że potrafi ją dobrze nazwać, ale co do wniosków sprawa przedstawia się tragicznie.

Spójrzcie więc, proszę, na ten tekst polskiej kultury: każda linijka to nazwanie kolejnej klęski demokracji i niezależności sądzenia i czucia; gorzki tekst. Lecz nie jest to jedyne, co mam do powiedzenia o tej piosence. Gdyby tak było, nie byłoby powodu pisania o niej.

„Kraju spalonego Żyda” – tak się rzecz zaczyna, mocno, ciosem w serce wyobrażonej i niepokalanej tożsamości narodowej. Samo to, że takie słowa pojawiają się w piosence, jest zaskakujące, lecz też zrozumiałe. Sprawa polskiego udziału w Zagładzie jest i będzie jednym z najpoważniejszych problemów polskiej tożsamości zbiorowej. Zatem kraj „kar za prawdy dociekanie” i „kraj bagna oeneru” to nazwanie aktualnego stanu spolityzowanej tak, a nie inaczej rzeczywistości. Obóz Narodowo-Radykalny i uczczeni przez premiera Morawieckiego hołdem i kwieciem „żołnierze wyklęci” z Brygady Świętokrzyskiej to właśnie „bagno oeneru”. Brygada Świętokrzyska to jedyna polska formacja, która otwarcie współpracowała z SS. W czasie wojny jej żołnierze zajmowali się mordowaniem ukrywających się Żydów, napaściami na inne mniejszości i zwalczaniem wszystkich, którzy byli na lewo od nich, łącznie z AK. W ramach, jak lakonicznie ujmuje to Cwynar, „historii zakłamania” – z dzisiejszej polityki historycznej nie wynika wcale, czy Polska należała do koalicji antyhitlerowskiej, czy raczej była w koalicji antykomunistycznej, razem z III Rzeszą. Sprawa historycznie była dawno rozstrzygnięta, ale w nowej wersji historii – nie.

Linijkę o „kraju hołdowania zeru” odczuwam jako przytyk do historii najbardziej współczesnej, która jednak domaga się komentarza. Ach, gdyby to był problem tylko dzisiejszy! Ale kraj hołduje zeru, bo taką miał tradycję, głęboko i systemowo zakorzenioną w sarmackiej praktyce politycznej. Historycy tzw. szkoły krakowskiej, z końca XIX wieku, którzy jako pierwsi wyjrzeli z mgły romantycznej, podnosili kwestię tego, że w Polsce od czasu rozszerzonych „swobód szlacheckich”, od czasu wolnej elekcji, na tronie osadzano najczęściej kandydata bez ambicji politycznych, który patrzył na tron Polski jak na doraźną korzyść, na synekurę i bez większego oporu poddawał się naciskowi szlachty. A jeśli miał więcej charakteru, to napotykał taki jej opór, że i tak niewiele mógł zdziałać.

Co do „historii zakłamania” – to sprawa trudna. Nie chodzi bowiem tylko o wypaczoną perspektywę historyczną, w której Polska nie ponosi odpowiedzialności za swój los, jest bowiem ofiarą. Chodzi o udział całej niemal populacji w pewnej mitologizacji społecznej, z której słynie polska mentalność.

Otóż z powodu fantazmatycznych re-lokacji społecznych, które zaszły głównie po 1989 roku, członkom tzw. narodu, o różnym pochodzeniu społecznym – czy to chłopskim, czy małomiejskim, czy miejskim, czy inteligenckim, czy rzemieślniczym, czy proletariackim – uczyniono zaszczyt i wpisano wszystkich do Narodu Szlacheckiego, zwanego dawniej polskim. Zrównanie społeczne, jakie się dokonało za czasów PRL-u, mogło służyć jako realna baza tej fantazmatycznej operacji. W jej wyniku wszyscy zostali spowinowaceni z ziemianami i inteligencją, więc też z oficerami zabitymi w Katyniu, którzy najczęściej byli pochodzenia ziemiańskiego. Zatem zabici w Katyniu oficerowie fantazmatycznie stali się członkami rodzin, rodzinami rodzin ziemiańsko-oficerskiego narodu.

Symbolicznie więc „bolszewickie chłopstwo” pod wodzą „bolszewickich Żydów” zamordowało w Katyniu w 1940 roku cały polski naród ziemiańsko-oficerski. Liczba powtórzeń opowieści o tym mordzie, działań wokół niego, ceremonii i przypomnień, niemożność udzielenia przebaczenia mimo składanych przeprosin, świadczy o tym, że jest to akt konstytuujący jeden z korzeni dzisiejszej polskiej tożsamości. Ponieważ symbolicznie wszyscy zostali zabici w Katyniu, zatem jak największa reprezentacja polityczna musiała polecieć na Grób Narodu. (Uwaga: nie mówię tu o faktycznej zbrodni politycznej, mówię o wykorzystywaniu jej do budowania nowej fantazmatycznej tożsamości narodowej). „Cud nad Wisłą”, „Katyń” i „Smoleńsk” to symboliczne nazwy stopni wiodących do ponadspołecznego ujednolicenia Narodu, który odwiecznie już walczy z bolszewizmem/komunizmem; geneza tych zdarzeń, bardzo różna, a także ich społeczna różnorodność uschły i odpadły od orlich skrzydeł Narodu. Została antybolszewicka potęga i krzywda tego Narodu. Tu jesteśmy, jeśli chodzi o narrację o własnej tożsamości narodowej.

Żydzi oczywiście nadal są wszystkiemu winni, lecz z powodu ich istotnej nieobecności w kraju mogą być rozliczani tylko jako fatamorgana. Łącznie z zebraniem tysięcy podpisów pod uchwałą Kongresu USA, która mówi o wspieraniu dążeń organizacji żydowskich w ich roszczeniach, dotyczących tego, co przed wojną należało do żydowskich organizacji czy gmin wyznaniowych. Dotyczy to tylko organizacji i raczej zachodu Europy, jest też aktem wyrażenia woli, a nie prawem. W Polsce wokół tej uchwały wzbudzono jednak opór i panikę, zebrano tysiące podpisów w proteście. „Żydzi odbiorą wam i waszym dzieciom środki do życia” – słyszałam (to parafraza) na patelni przed metrem Centrum w Warszawie. Żydzi bowiem nie byli i nie są obywatelami polskimi (mówię o stanie fatycznym, mentalnym, a nie o prawie). Polacy to Polacy, to Naród, a Żydzi to Żydzi. Polakom należy oddać to, co do nich należało przed wojną, ale Żydom nie, choć byli obywatelami polskimi. Mniejszości w ogóle są podejrzane, proszę zajrzeć do podręczników historii używanych w szkołach, pisanych jeszcze przed 2015 rokiem. Mniejszości zagrażały II RP, bo taka ich natura, a sposób, w jaki były traktowane, nie ma tu nic do rzeczy. Jak to się stało, że w 1937 roku zdepenalizowano w Polsce homoseksualizm, w tak katolickim kraju? Prawdopodobnie z punktu widzenia Kościoła prawdziwym problemem byli wtedy Żydzi; pederasta – to była postać z żartów.

Mamy w Polsce wielki, ogromny problem z pojęciem równości. Gdyż równość dotyczy ludzi, którzy tworzą społeczeństwo, nie naród. Zatem problem z pojęciem obywatelskości, zatem problem z demokracją. A czy nie? Piosenka mówi prawdę.

*

„Kraju bredni o wybuchu” – powiada kolejna linijka. Lecz zanim nastąpił ten wybuch – dlaczego i po co, pół Sejmu, część Senatu i rządu ulokowano w (jednym) samolocie i posłano do Katynia? Jako się rzekło, wzywał Naród wyobrażony, Naród zabójczy; naród ziemiańsko-oficerski, naród „wielki i dumny” (słowa premiera Leszka Millera), naród, którego wspaniałość budują politycy, Kościół i szkoła.

Od ponad pół wieku, od 1968 roku, narasta w kraju terror tego słowa. Płonącą strzałą, którą naród wysyła ze swego łuku w niebo, jest rzecz jasna „patriotyzm” – ten gniewny, zabójczy, ten, który „zakazuje pedałowania”, obiecuje „śmierć wrogom ojczyzny”, wielbi prawdziwe, dawne formy rodziny, takie z przetrzepaniem skóry komu trzeba, z niewiedzą o seksualności, który żywi się pochodną od konserwatywnego katolicyzmu ideologią konserwatywnego katolicyzmu (lub udawanej wiary), pragnie zagnać kobiety do zagrody, na pozycje zwierząt domowych, które nie mają prawa do własnego ciała (udało się). To także patrioci chcą osoby LGBTQ osadzić w obozach, by nie szpeciły heteronormatywnego obrazu Narodu. Hasło „Zrobimy z wami co Hitler z Żydami!” oddaje ideologię tych, którzy je wykrzykują, to nie są żarty. Dalej idzie święte prawo do dewastowania przyrody, która wszak należy do białego gościa ze strzelbą, do drwala, do górnika, etc., więc opieka nad przyrodą byłaby aktem zniewieścienia narodu. Ponadto patriota żąda, żeby w swoim krajobrazie, na swojej ziemi miał prawo  n i e  oglądać żadnej obcej twarzy, nie słyszeć języka innego niż polski, ale polski-polski ( k…!), a nie polskojęzyczny polski.

Konsekwencje tego i dawniej zaakceptowanego prawa do przemocy dają „kraj tortur na komendach”. Bo gdzie jak gdzie, ale na komendach i wszędzie tam, gdzie ludzie znajdują się w sytuacji zależności od innych ludzi (szpitale, szkoły, kościoły), można ich pognębić, sponiewierać i zastraszyć, o ile ma się taką potrzebę. „Jak łatwo się tu żyje”, mówią moi znajomi i przyjaciele, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, do Belgii, do Szwecji. Jak łatwo, naród nie gniecie.

„Historii zakłamanie” jest także ucieczką od konfrontacji z rzeczywistością historyczną, która nie jest miła dla „kraju spalonego Żyda”. Od konfrontacji z faktem, że np., po II wojnie zapanował inny porządek niż przed nią, wymyślony nie tylko dla Polski, ale dla całego świata. To dzisiejsze przepisanie historii na prawicowy nacjonalistyczny wzorzec wskazuje teraz – jakby się nakładało mapkę narysowaną w szkole na kalce technicznej – na realną mapę kulturową i umysłową, na prawzorzec. I wypada, że to XVII-wieczny wzór kulturowy i polityczny sarmackiej elity kraju. Wtedy udało się jeszcze obronić teren swoich przywilejów i władzy, który roznieśliby chłopi ukraińscy w gniewie przeciw kolonizowaniu ich kraju i zmienianiu ich z wolnych ludzi w (polskich) chłopów pańszczyźnianych. Wtedy też Kościół katolicki zwyciężył; wygnano protestancką elitę kraju, najlepiej wykształconych i najcenniejszych dla kultury ludzi, poszczuto na Żydów, a chłopów kolanem dociśnięto do gleby. W nagrodę za szlachecki wysiłek ocalenia Polski potwierdzono, ku korzyści szlachty, wszystko to, co prowadziło właśnie do upadku państwa w sto lat później.

Utrwalono zasady polityczne, które oddaliły Polskę od ówczesnej Europy. Polska w XVII wieku płynęła pod prąd tendencjom europejskim – centralizacji, wzmacnianiu władzy królewskiej, „oświecaniu” jej, umacnianiu prawa, rosnącemu szacunkowi dla nauki, która występowała przeciwko przesądom. Jeśli spojrzeć na to z lotu ptaka, wydaje się, jakby Polska była jakimś europejskim Afganistanem; kliki rodowe, przekupstwo, dewocja, brak litości dla innych, pobłażanie dla siebie, niewolnictwo i samowola. Państwo było nazbyt ciężkim obowiązkiem dla szlachty. Mówi się o szlacheckiej anarchii. Można ten termin rozumieć w taki sposób, potocznie, lecz trzeba go też obronić: anarchia jest przeciwko czemuś, ma intencję rozmontowania starego systemu po to, by usunąć instytucje opresji i próbować żyć bez nich, na innych zasadach. Szlachta nigdy nie uprawiała anarchii w tym rozumieniu. Uprawiano destrukcję i autodestrukcję i nie powstrzymywała szlachty realna groźba upadku państwa, bo go nie ceniła, gdyż szlachta w XVII wieku nie umiała już praktykować pozytywnej wspólnoty.

I taki jest spadek polskiej historii – brak pozytywnej wspólnoty. Można wspólnie cisnąć chłopów, ale przecież szlachta pojedynkuje się o wszystko, bije o byle co, dzieli na obozy przypisane do rodów magnackich, prowadzi na siebie wzajem słynne zajazdy. I pije, ponad wszystko. Od końca XVI wieku to, co stworzono przedtem, zaczęło się rozpadać. Szlachcic usiłował z chłopa wycisnąć, ile się da (dziesięć dni pańszczyzny na tydzień; to nie błąd – dlatego „na pańskim” musiały pracować całe rodziny chłopskie), a chłopi próbowali nie dać z siebie wycisnąć życia, co się rzadko udawało.

ADAM LESZCZYŃSKISKOK W NOWOCZESNOŚĆ. POLITYKA WZROSTU W KRAJACH PERYFERYJNYCH 1943–198049,90 zł

A dla Boga, Polacy [szlachto – B.K.], czyście oszaleli!

Wszystko dobro, dostatek, żywność, wszystkie zbiory

Z waszych macie poddanych. Ich ręce was karmią

Przecie [czemu – B.K.] się tak okrutnie z nimi obchodzicie?

Wielbłąd, tak powiadają, nad siły nie nosi

I kiedy go najuczą, że przeładowanym

Być się poczuje, zaraz tamże się położy

I wstać nie chce. Opak [odwrotnie – B.K.] tu, bo nad przyrodzone

I boskie prawa chłopek wytrzymać to musi,

Co mu pan na ramiona włoży, by miał zdyszeć [wyzionąć ducha, zdechnąć – B.K.].

(Krzysztof Opaliński, Satyra III Na ciężary i opresyją chłopską w Polszcze)

*

Chłopi, jak się wydaje, nie wytworzyli kultury gruntownie odmiennej od „pańskiej”, w każdym razie kultura chłopska  n i e  jest znana z solidaryzmu i empatii, podobnie jak pańska. Jaka to więc była ta nie- wspólnota? Poza rodziną wszystko było niepewne. W rodzinie zaś wszystko było „trzymane do kupy” i przeciwko innym dzięki władzy i przemocy ojca rodziny. Co tych ludzi łączyło? Podejrzliwość wobec innych, brak zaufania, interesowność, brak szacunku wobec prawa. Baśń mówi, że polski brak szacunku dla prawa to wynik zaborów, a potem komunizmu, ale prawda – zapisana i udokumentowana – jest taka, że właśnie w XVII i XVIII wieku własne prawo nic nie znaczyło dla Polaków. Co rok to nowe prawa i konstytucyje/ Ale właśnie w tej wadze jako minucyje – pisze Wacław Potocki, jak chwilowe zarządzenia, które mnożą się i latają w powietrzu na zapisanych kartkach, którymi bawią się dzieci.

*

Andrzej Zieniewicz, literaturoznawca, napisał, że bez rewizji i krytyki, bez wystarczających zmian wzorców kultury kraj jakby się zarył gdzieś pod współczesnym sobie czasem. Śmierć wrogom ojczyzny, Żydom, LGBTQ, feministkom, brukselczykom! Nienawiść bywa niewiarygodna, widziałam w internecie kilka filmików na temat osób LGBTQ – groza. „Gaz”, „krematoria”, „obozy” to słowa powszechnie tam padające. Tę wspólnotę hejtu zazwyczaj odrzucamy jako tzw. ciemnogród, ale znów przywołujemy – powiada prof. Zieniewicz:

„[…] jako opokę wartości (chrześcijańskich, a jakże), w opozycji do wszystkiego, co świętej polskości zagraża, w opozycji do zaborów, do ideologii komunistycznej, do «żydokomuny», do kosmopolitycznej Europy itd., [i który – B.K.] nabrał w ostatnim czasie niesamowitej wyrazistości jako polityka historyczna organizowania patriotyczno-religijnego rytuału, już jawnie przeciw rozumowi. Kult «żołnierzy wyklętych» jest wszak demonstracyjnie przeciw próbom rozumienia zmienionej po Jałcie sytuacji. Urojenie «zamachu smoleńskiego» z komisją poszukującą «dowodów» na ten zamach w grobach ekshumowanych ofiar, świadomie przeciw rozumnemu pytaniu: co po w ogóle był ten lot? Tak jak wygnanie z Polski Żydów w Marcu ’68 miało przesłonić narodową mszą jawną katastrofę socjalizmu – polityczną, gospodarczą, ideologiczną. Słowem, wskazywanie winnych, wypędzanie onych, grzebanie w grobach ofiar, pośmiertne degradacje to psychotyczne rytuały mające krzepić nadwątloną świadomość patriotyczną przez otwarte zanegowanie rozumu politycznego na rzecz polskiego «punktu widzenia», opartego na mesjanizmie, żywiącego się ksenofobiczną nienawiścią i chętnego przyjąć każdą paranoję, byle oddalała kłopotliwą logikę i umiała zaniemówić wstyd nieudacznictwa”. (Andrzej Zieniewicz, Marzec ’68 jako wydarzenie graniczne, w: Tożsamość po pogromie. Świadectwa i interpretacje Marca’68, IBL PAN, Warszawa 2019)

*

Słyszę też pewne metainterpretacje polskiej sytuacji, w których podkreśla się, że dwie części polskiego społeczeństwa odmiennie głosujące nie są wcale tak bardzo od siebie dalekie, jak się wydaje. Pod retoryką polityczną bowiem skrywa się problemy ekonomiczne, np. ogromne dopłaty rządu dla firm i koncernów, przy których 500+ to niewiele. I w tym też jest racja, niezaprzeczalna. Ale problem również w tym, że społeczeństwo podzielone jest w sposób dużo bardziej zróżnicowany niż na dwa obozy, jednak tylko dwa obozy mają wystarczającą moc polityczną, żeby upublicznić wyraz postaw społecznych i kulturowych.

Teraz dobrze widać, jak bardzo Polska jest bliska Rosji, jeśli chodzi o dominującą świadomość. Nacjonalizm, religia jako jego wsparcie lub źródło, szowinizm nawet, autorytaryzm, restrykcyjność prawa, cenzurowanie nauki, homofobia, wojowniczość, rasizm – wszystko to łączy polską i rosyjską politykę i dominujący dyskurs. Politycy rosyjscy nie przejmują się zbyt prawami człowieka i Polacy też nie, bo w tej właśnie sprawie patrioci wstają z kolan i tworzą segregacyjne, godne apartheidu „strefy wolne od LGBTQ”. Po polskiej stronie jeszcze antysemityzm, w Rosji oficjalnie nieużywany, ale powszechny, podobnie jak w Polsce. Zarówno w Polsce, jak i w Rosji widać historyczne już napięcie pomiędzy zapadnikami, zwolennikami zbliżenia do Europy, i autorytarnymi swojakami. Różnicę stanowi możliwość wypowiedzi sprzeciwu wobec sił autorytaryzmu, jaka nadal jest w Polsce zachowana. Ale to cienka granica, zagrożona i niepewna, choć tak ważna. 

*

Dziękuję ci więc, piosenko, antybrunatna ballado, pretekstowa oczywiście. Lecz tu właśnie dochodzimy do tego, dlaczego piosenka była tak potrzebna. Oto jej zakończenie, ta jej litania:

Brunatna ballada do wnętrza

się wkradła ojczyzny Chopina

i w dom Jana Pawła

Gdzie Boniek, Wałęsa przynieśli jej chwałę

Gdzie wolność już miała być zawsze

na stałe.

Ale jak to – „wkradła się”? Zawsze tu była! Jak mogła się wkradać do własnego domu? To jej dom, ma klucze. Chopin, owszem, był tu przelotnym lokatorem, i co z tego? Gdyby ten dom Chopina nie był też domem brunatnych patriotów – piosenka nie zaczynałaby się tak, jak się zaczyna. Gdyby kolor brunatny nie był tu kolorem dawnym, pradawnym nawet, któż by palił Żydów w stodole, kto by się za nim uganiał po lasach, po komórkach, któż by zarzynał dzieci, gwałcił i mordował, obdzierał do naga i odbierał ostatni grosz na przeżycie? Gdyby się „wkradała” ta brunatność, gdyby była desantem z zewnątrz, czy kobiety w Polsce zostałyby pozbawione podstawowego prawa do własnego ciała, jakie obowiązuje wszędzie, wszędzie w Europie, poza Polską? Gdyby się „wkradła”, to czy 11 listopada stałby się świętem wściekłych nacjonalistów, antysemitów, homofobów, mizoginów, faszystów, nazioli? Jeśli się „wkradła”, to skąd się wkradła, skoro tylko w Polsce ogłoszono tu i ówdzie strefy wolne od LGBTQ?

A może się nie wkradła? Może ta brunatność pochodzi od czerni, może mieszka w kościele, skąd jest roznoszona przez wiernych i niewiernych jak COVID-19? A może się lęgnie od kapitalizmu, który nie zna litości dla tych, co sobie nie radzą, choć mają wędkę w postaci wolnego rynku? Od neoliberalizmu ekonomicznego, który ich ma za nic, bo nic nie mają? A może się lęgnie w endeckim myśleniu, a może w ostrym nacjonalizmie Młodzieży Wszechpolskiej i Konfederacji, a może w różnych przekonaniach, które inteligencja pielęgnuje jako całkiem niewinne, np. że Jan Paweł II nadaje się na patrona demokracji?

Ale czy to nie on powołał na kościelne urzędy w Polsce najbardziej zakonserwowaną kościelną konserwę? Czy nie on krył pedofilię w Kościele? Czy nie za jego sprawą rozniesiono w pył i z ofiarami w ludziach teologię wyzwolenia w Ameryce Południowej, ideę, która miała tam i sens, i moc społeczną? Czy nie on apelował do gwałconych miesiącami kobiet bośniackich, by nie usuwały ciąż z tych gwałtów? Czy nie on wzywał w Afryce umierającej na AIDS, by strzegła się prezerwatyw? On jednak.

Zaś skądinąd tylko sympatyczny Wałęsa z Matką Boską w klapie? Matka Boska w klapie i krzyż powieszony w Sejmie to te strzelby, które powieszone na scenie w pierwszym akcie muszą wypalić w ostatnim. No i jest ostrzał nawet.

Tylko krytyczne myślenie, tylko rewizja paradygmatów własnej kultury może nas zbawić. Dopóki tego nie ma, nie istnieje rzeczywista alternatywa dla autorytarnych rządów. Co zaś do wolności, to nigdy i nigdzie, nikomu i za nic nie jest ona gwarantowana na zawsze i na stałe. Nawet Polakom.


No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: