Uncategorized

Korzenie klęski Ameryki

KAROLINA GLICK

Przetlumaczyl Sir Google Translate

Podwaliny porażki zostały położone w dniach, tygodniach i miesiącach, które nastąpiły po zamachach z 11 września, kiedy sformułowano przewodnie założenia „Wojny z terrorem”

Jeszcze przed samobójczymi zamachami bombowymi na lotnisku w Kabulu w czwartek wieczorem amerykańskie media działały z rzadką jednomyślnością. Po raz pierwszy od pamięci amerykańskie organy medialne z całego spektrum ideologicznego i politycznego zjednoczyły się w przekonaniu, że prezydent USA Joe Biden wywołał strategiczną katastrofę dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników swoim niekompetentnym przywództwem w sprawie wycofania się USA z Afganistanu. Niektórzy porównują go do Zatoki Świń z 1961 roku; inni do Sajgonu w 1975 roku; inni do ambasady USA w Teheranie w 1979 roku. Bez względu na analogię, wniosek jest taki sam: poddanie się Bidena talibom już weszło do panteonu amerykańskich powojennych porażek.

Biden jest osobiście odpowiedzialny za katastrofę humanitarną i strategiczną, która rozgrywa się na naszych oczach. Jest jedynym amerykańskim przywódcą w historii, który świadomie porzucił Amerykanów i amerykańskich sojuszników na pastwę losu za liniami wroga. Ale chociaż Biden ponosi wyłączną odpowiedzialność za decyzję o opuszczeniu Afganistanu w jego obecnym stanie, nie jest winą Bidena, że ​​po 20 latach wojny talibowie wciąż byli w pobliżu, silniejsi niż 11 września 2001 roku i w pełni zdolni przejęcia kontroli nad krajem. Podwaliny tej porażki zostały położone w dniach, tygodniach i miesiącach, które nastąpiły po atakach z 11 września.

W następstwie 11 września ówczesny prezydent George W. Bush i jego zespół ds. bezpieczeństwa narodowego połączyli założenia przewodnie tego, co stało się znane jako globalna wojna z terroryzmem. W kolejnych latach niektóre założenia były aktualizowane, dostosowywane lub zastępowane w miarę rozwoju warunków na ziemi. Ale trzy z założeń, które od tamtej pory stały u podstaw amerykańskiego planowania i operacji wojskowych, wywiadowczych i dyplomatycznych, nie zostały ponownie przeanalizowane, z wyjątkiem ostatnich dwóch lat administracji Trumpa. Wszystkie trzy przyczyniły się znacząco do porażki Ameryki w Afganistanie i jej niepowodzenia w wygraniu wojny z globalnym terrorem jako całości. Pierwsze założenie dotyczyło Pakistanu, drugie Iranu, trzecie Izraela.

Zgodnie z prawem Pakistan powinien być pierwszym domino, które upadło po atakach z 11 września. Talibowie byli pomysłem pakistańskiej agencji wywiadowczej ISI, zmęczonej dżihadem. Działacze Al-Kaidy również otrzymali wsparcie ISI. Ale poza kilkoma groźbami i tymczasowymi sankcjami w czasie amerykańskiej inwazji na Afganistan w październiku 2001 r., Stany Zjednoczone nie podjęły żadnych znaczących działań przeciwko Pakistanowi. Powód bezczynności Ameryki jest łatwy do zrozumienia.Subskrybuj The JNS Daily Syndicate przez e-mail i nigdy nie przegap naszych najważniejszych artykułów

W 1998 roku Pakistan przetestował broń nuklearną. Do 11 września 2001 roku Pakistan wystawił znaczący arsenał nuklearny. Po atakach Pakistan jasno określił swój pogląd na wojnę nuklearną i związek między swoim stanowiskiem a sponsorowaniem terroru.

W październiku i grudniu 2001 r. terroryści kaszmirscy sponsorowani przez Pakistan zaatakowali parlament Dżammu i Kaszmiru oraz parlament Indii. Kiedy Indie oskarżyły Pakistan o odpowiedzialność i zagroziły odwetem, ówczesny prezydent Pakistanu Pervez Musharraf postawił pakistańskie wojsko w stan pogotowia. Indie zaczęły rozmieszczać wojska na granicy, a Pakistan poszedł w ich ślady.

Zamiast stanąć po stronie Indii, Stany Zjednoczone naciskały Delhi, by ustąpiło, co uczyniły w kwietniu 2002 roku. W czerwcu 2002 roku wspierani przez Pakistan terroryści przeprowadzili zamachy samobójcze na żony i dzieci indyjskich żołnierzy. Odliczanie do wojny rozpoczęło się od nowa. W czerwcu 2002 r., ponownie kłaniając się naciskom USA, Indie zobowiązały się, że nie będą pierwszymi, które wprowadzą do konfliktu broń nuklearną. Musharraf odmówił naśladowania.

Zamiast zjednoczyć się za Indiami, administracja Busha wyrwała Musharrafowi pustą obietnicę, że przestanie sponsorować terroryzm, a następnie zmusiła Indie do ponownego ustąpienia. Przesłanie USA było jasne. Wiarygodnie grożąc użyciem broni jądrowej Pakistan odstraszył Amerykanów. Niecałe sześć miesięcy później Korea Północna wyrzuciła inspektorów ONZ ze swojego reaktora jądrowego w Yongbyon i wycofała się z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Iran eskalował swoje tajne działania nuklearne w Isfahanie i Natanzu.

Decyzja USA o uniknięciu konfrontacji z Pakistanem po atakach z 11 września upoważniła ISI do odbudowy Talibów i Al-Kaidy po tym, jak Stany Zjednoczone zdziesiątkowały oba kraje w swojej początkowej ofensywie. Przywódcy talibów przemieścili się do Pakistanu, gdzie odbudowali swoje siły i prowadzili wojnę na wyczerpanie z siłami USA i NATO oraz afgańską armią i rządem, który zbudowali. Osama bin Laden mieszkał w pakistańskiej bazie wojskowej, kiedy został zabity przez amerykańskich komandosów. Ta wojna zakończyła się kapitulacją Bidena i odzyskaniem Kabulu przez talibów w tym miesiącu.

To prowadzi nas do Iranu. W ich post-wrześniowym. Po 11 obradach Bush i jego doradcy postanowili nie konfrontować się z Iranem, ale zamiast tego starać się pogodzić z mułłakracją. To nie była nowa polityka. Od czasów administracji Reagana dominującym poglądem w Waszyngtonie było to, że możliwe jest osiągnięcie porozumienia z reżimem irańskim, które przywróciłoby strategiczny sojusz między Waszyngtonem a Teheranem, który istniał przed rewolucją islamską w 1979 roku.

Bush i jego doradcy nie byli poruszeni do ponownej oceny tego poglądu, gdy dowiedzieli się, że Iran zapewnił materialne wsparcie porywaczom z 11 września. Nie rozważyli ponownie swoich założeń po tym, jak przywódcy Al-Kaidy wyjechali do Teheranu, kiedy talibowie zostali pokonani w Afganistanie. Nie rozważali tego ponownie, gdy Iran służył jako kwatera główna i magazyn broni dla Al-Kaidy w Iraku lub szyickich milicji w ich wojnie przeciwko siłom amerykańskim i koalicyjnym w Iraku.

Barack Obama przyjął założenia Busha dotyczące Iranu. Zamiast skonfrontować się z Teheranem, próbował przestawić amerykański sojuszniczy system bliskowschodni z Iranem iz dala od arabskich sojuszników Ameryki i Izraela. Skutecznie przekazał Iranowi kontrolę nad Irakiem, gdy wycofał siły amerykańskie. Utorował Iranowi drogę do arsenału nuklearnego dzięki umowie nuklearnej z 2015 roku.

Po przedłużającej się walce z waszyngtońskim establishmentem i jego przedstawicielami w swoim gabinecie, którzy przyjęli założenia Busha, w ciągu ostatnich dwóch lat urzędowania Donald Trump częściowo porzucił strategiczne założenie, że Iran może i powinien być ugłaskany. Biden ze swojej strony jest zaangażowany w przywrócenie i eskalację polityki Obamy wobec Iranu.

Jeśli chodzi o Izrael, to bezpośrednio po atakach z 11 września ówczesny sekretarz stanu Colin Powell przekonał Busha do przyjęcia dwóch powiązanych ze sobą założeń dotyczących Izraela. Po pierwsze, ustalił, że terroryzm przeciwko Izraelowi jest inny – i bardziej akceptowalny – niż terroryzm przeciwko wszystkim innym. Po drugie, Bush ustalił, że wojna z terroryzmem będzie skierowana przeciwko grupom terrorystycznym, ale nie przeciwko rządom sponsorującym terroryzm (z wyjątkiem Iraku). Jako były urzędnik administracji Busha David Wurmser, który brał udział w okresie po wrześniowym. Podczas przywołanych niedawno rozważań Powell argumentował, że terroryzm zagraża Arabom nie mniej niż Ameryce. W takim przypadku sztuczka, która pozwoliła im przeciągnąć ich na stronę amerykańską, polegała na tym, aby dać im wypłatę, która sprawi, że będzie to warte ich czasu.

Izrael był zapłatą. Stany Zjednoczone byłyby w stanie sprowadzić Syrię na pokład, skłaniając Izrael do oddania Wzgórz Golan reżimowi Assada. Waszyngton sprowadziłby Saudyjczyków i resztę sunnitów, zmuszając Izrael do oddania OWP Judei, Samarii, Gazy i Jerozolimy.

Przed prowadzoną przez USA inwazją na Irak w 2003 r. ówczesny premier Izraela Ariel Szaron próbował rozwikłać przewodnie założenie Waszyngtonu dotyczące Iranu. Powiedział Bushowi i jego doradcom, że Irak nie stanowił strategicznego zagrożenia dla Izraela ani nikogo innego w regionie od czasu wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Jeśli Stany Zjednoczone chciały pokonać globalny terror, wyjaśnił Sharon, powinny działać przeciwko Iranowi. Administracja go zignorowała.

Jeśli chodzi o założenia administracji dotyczące Izraela, tydzień po atakach, Bush celowo wyłączył terroryzm przeciwko Izraelowi z wojny z terrorem, kiedy powiedział połączonym izbom Kongresu, że wojna będzie skierowana przeciwko grupom terrorystycznym „o zasięgu globalnym”.

Rozpoznając, dokąd zmierzają Amerykanie, w październiku 2001 r. Sharon wygłosił coś, co stało się znane jako jego „przemówienie czechosłowackie”.

Po śmiertelnym ataku terrorystycznym w Gazie Szaron powiedział: „Wzywam zachodnie demokracje, a przede wszystkim przywódcę wolnego świata, Stany Zjednoczone: Nie powtarzajcie strasznego błędu z 1938 r., kiedy oświecone europejskie demokracje zdecydowały się poświęcić Czechosłowację dla „wygodne rozwiązanie tymczasowe”.

„Nie próbuj ugłaskać Arabów naszym kosztem — to dla nas nie do przyjęcia. Izrael nie będzie Czechosłowacją. Izrael będzie walczył z terroryzmem. Nie ma „dobrego terroryzmu” i „złego terroryzmu”, tak jak nie ma „dobrego morderstwa” i „złego morderstwa”.

Reakcja administracji na oświadczenie Szarona była szybka i wściekła. Sharon został ostro skarcony przez Powella i Biały Dom i pokonał szybki odwrót.
Miesiąc później Powell został pierwszym wysokim rangą urzędnikiem amerykańskim, który oficjalnie poparł ustanowienie państwa palestyńskiego.

Niepowodzenie Szarona w przekonaniu Amerykanów do ponownego przemyślenia swoich fałszywych założeń wynikało z jego niezrozumienia i strachu przed Waszyngtonem. Natomiast Benjamin Netanjahu miał bliską znajomość zwyczajów Waszyngtonu. W rezultacie jego starania, by przekonać Amerykanów do ponownego rozważenia swoich założeń dotyczących Iranu i Izraela, zakończyły się znaczącym sukcesem. Pierwszy sukces Netanjahu w stosunku do Iranu przyniósł Arabom.

Netanjahu uznał, że państwa Zatoki Arabskiej były tak samo zagrożone przez Iran – i przez wysiłki Obamy, by uspokoić Iran – jak Izrael. Więc wyciągnął do nich rękę. Przekonana przez Netanjahu, Arabia Saudyjska przewodziła państwom Zatoki Arabskiej i Egiptowi w przyjmowaniu Izraela jako sojusznika w ich egzystencjalnej walce z Iranem. Saudyjczycy wyjaśnili, że konfrontacja z Iranem była o wiele ważniejsza dla Arabów niż pomoc Palestyńczykom.

Jedność izraelsko-arabska w sprawie Iranu przeszkodziła Obamie w uzyskaniu aprobaty Kongresu dla jego umowy nuklearnej. Stała również u podstaw decyzji Trumpa o porzuceniu transakcji Obamy.

Netanjahu wykorzystał również swój sojusz operacyjny z Arabami, aby odwrócić fałszywe założenia USA na temat Izraela, szczególnie w odniesieniu do Palestyńczyków. Wykorzystywał także dyplomację publiczną nastawioną na wpływanie na sympatyków Kongresu Izraela i opinię publiczną. Wysiłki Netanjahu wykoleiły plan Obamy dyktowania Izraelowi warunków „pokojowego” ugody. Pod rządami Trumpa wysiłki Netanjahu wpłynęły na decyzję Trumpa o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy i przekonały Trumpa do poparcia izraelskiej suwerenności nad częściami Judei i Samarii.

Co niepokojące, sukcesy Netanjahu są szybko niweczone przez administrację Bidena i rząd Bennetta-Lapida.

Narasta poczucie, że katastrofalne wycofanie się Bidena z Afganistanu cofa świat o 20 lat. Ale prawda jest jeszcze bardziej tragiczna. W 2001 roku Stany Zjednoczone były znacznie potężniejsze w stosunku do swoich wrogów niż dzisiaj. I tak jak to miało miejsce przez ostatnie 20 lat, sytuacja zacznie iść w dobrym kierunku dopiero wtedy, gdy Ameryka w końcu porzuci fałszywe założenia, które przyjęła 20 lat temu.

Caroline Glick jest wielokrotnie nagradzaną felietonistką i autorką „Izraelskiego rozwiązania: jednopaństwowego planu na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie”.


Korzenie klęski Ameryki ( ang versja )

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. „Those who cannot remember the past are condemned to repeat it.” – George Santayana, filozof hiszpański – amerykański, 1863-1952. Znane bardziej jako „’Those who do not learn history are doomed to repeat it”.

    Klęska amerykańska w Afganistanie 2021 nie była najgorsza. Prawie 180 lat temu, Afgańczycy wycięli w pień ( Zdołał uciec jeden lekarz wojskowy), 4.5 tysięczny regiment brytyjski i jeszcze 12,000 cywilów , w trakcie odwrotu z Kabulu do garnizonu w Jalalabad. Zbędne dodać że Brytyjczycy podpisali przedtem solenną umowę o nieagresji z dyżurnym królikiem Afganistanu Muhammedem Akbarem Chan. Brytyjczycy zawsze dbali o stronę prawną i czasem nawet brali ją poważnie. Ale to nie wojsko tego królika wyrżnęło ich w przełęczy Khurd Kabul, ale bliżej nieznani „mountaineers”. Nieznani do dzisiaj.
    W Afganistanie do dzisiaj co obowiązuje miejscowego królika ( i jego szczepu) nie obowiązuje reszty szczepów. Tak było i tak będzie.

    Jasne że politycy amerykańscy niczego nie uczą się z historii .Ale dziwne że także Brytyjczycy, którzy powinni wiedzieć lepiej, jednak wdepnęli świadomie w gnojówkę afgańską na życzenie półgłówków amerykańskich po ataku islamistów na „Bliźniacze Wieże” w 2001.
    A przecież przyczyny powtarzających się klęsk misjonarstwa Zachodu w trzecim świecie są takie same jak w Afganistanie: Zaborcy traktują szczepy w 3 świecie jak narody europejskie i ze śmiertelną powagą podpisują umowy z każdym kto twierdzi że reprezentuje wszystkich, ignorując tych co mają inną opinię o reprezentacji.

    Mam nadzieję że na tym kończy się epoka misjonarstwa zachodniego. Są na to nowi kandydaci, jak Chiny, Rosja i Iran. Ich kolej zakosztować łajna. Zachód ma dosyć. Teraz powinien znaleźć sposób jak przetrwać jako ta sama cywilizacja zachodnia.

    To przedsięwzięcie wcale niełatwe. Ale może przy okazji przestaną wychowywać nas, Izraelczyków, bo Izrael nie jest Zachodem.

  2. XIV wieczny historyk arabski Ibn Khaldoun jakby przewidzial to, piszac o ” assabiya”

    https://www.tabletmag.com/sections/news/articles/assabiya-lee-smith

    „For our elite, the fall began during the tail end of the Bill Clinton presidency when Democratic Party strategists augured that they’d soon have a permanent hold on power thanks to urban intellectuals, young single women, racial and ethnic majorities, and the LGBT community. What is described as a coalition is in fact a mélange of clients with varying and sometimes opposing interests that can only be held together by stoking a communal hatred of the national majority—the white middle class.


    Evidence of the establishment’s decay is everywhere you look—the botched withdrawal from Afghanistan, the public health bureaucracy’s failed COVID response, even Obama’s 60th birthday. Who would publicly celebrate leadership of an effort to split a nation on behalf of a sectarian gang that is only kept from each other’s throats by driving them at a much larger force, one made more cohesive and angry by the elite’s incessant attacks? Only a deracinated and delirious regime would parade an assortment of celebrities from the worlds of entertainment and politics to demonstrate its self-arrogated superiority in front of a nation it locked down, bankrupted, and mocked—only an intoxicated elite with no one left to take away the car keys.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.