Uncategorized

Czy istnieje Zeus?

Jan Hartman

I tak to stare spory plemion o to, czyje bóstwo jest większe, przeistoczyły się w problem istnienia Boga. No bo przecież skoro dom stoi, to ktoś musiał go postawić, czyż nie?

Szkoły uczą o Zeusie, ale jeszcze więcej o Bogu. Nie ustaje zainteresowanie tą postacią, a wręcz ma ona pośród bohaterów zbiorowej wyobraźni status wyróżniony. I to do tego stopnia, że urzeka nawet tak zwanych niewierzących. To ciekawe zjawisko wynika ze skuteczności pewnych chwytów retorycznych, które warto sobie wyjaśnić, aby im więcej nie ulegać. Działają one zresztą w powiązaniu z odwieczną ludzką prostodusznością. Stoi dom? A, to widocznie jakaś osoba musiała go postawić. Jest świat? A, to widocznie jakaś osoba musiała go stworzyć. Połączenie tej naiwności z kilkoma trikami ze słowem „Bóg” do dziś pozwala prosperować Kościołom chrześcijańskim (i nie tylko).

Słowo „Bóg” jest nazwą własną postaci z legend żydowskich i żydowsko-greckich, zebranych w świętych księgach judaizmu i chrześcijaństwa, występującą ponadto w dziełach tzw. teologii. Jak w wielu innych kompilacjach ludowych podań mówiących o najpotężniejszych spośród istot nadludzkich, czyli bóstwach, również postać zwana w polskich przekładach żydowskiej (a także greckiej i łacińskiej) literatury religijnej Bogiem ma charakterystykę chwiejną i niekonsekwentną. Bóg przybiera więc w różnych tekstach religijnych i teologicznych różne formy, a nawet przypisuje się mu sprzeczne cechy, np. niematerialność i materialność albo doskonałą jedność i dwoistość („Dwójca”) lub nawet troistość („Trójca”). Można tu jednakże mówić o pewnym znaczeniu głównym i znaczeniach pochodnych. W tym podstawowym znaczeniu Bóg to bóstwo kosmiczne (uraniczne), stwórca i sędzia świata, przedstawiany czasami jako starszy mężczyzna z brodą. W tradycji chrześcijańskiej znaczenie słowa „Bóg” rozszerzono jednakże na niewidzialną moc zwaną Duchem Świętym, a następnie na postać mesjańską przedstawianą jako młody mężczyzna będący Bogiem-Synem. Z połączenia tych wizji powstała Dwójca, a potem Trójca Święta, która stanowi dziś drugi najważniejszy (obok Ojca) desygnat słowa „Bóg”. Drugi, bo najczęściej użytkownicy słowa „Bóg” mają na myśli typowe dla bliskowschodnich religii bóstwo jedyne, mające cechy ojcowskie i królewskie, czyli właśnie Boga Ojca. W legendach żydowskich jest to wszechwiedzący i wszechwładny Stwórca, Pan i Sędzia świata, którego słuchać muszą inne bóstwa, anioły i ludzie.

Sprawa posłuszeństwa jest kluczowa dla zamieszania, które wciąż panuje wokół Boga, sprawiając, że pobudza on wyobraźnię współczesnych mieszkańców Polski i innych krajów Zachodu bardziej niż jakakolwiek inna postać literacka. Otóż ambitne ludy starożytne żądały od podbitych sąsiadów, aby uznawały wyższość ich bóstw. Dotyczyło to również Żydów, którzy napominali samych siebie oraz sąsiadów i mniejszości, żeby oddając cześć swoim bóstwom, nie stawiali ich wyżej niż Jahwe. Z biegiem stuleci ta kwestia hierarchii posunęła się aż do symbolicznej anihilacji obcych bóstw. Około dwóch tysięcy lat temu na Bliskim Wchodzie utrwaliła się praktyka już nie tyle wywyższania własnego bóstwa plemiennego ponad inne, co odmawiania im istnienia. Dotknęło to nawet Zeusa, który okazał się nagle legendą i mitem, bóstwem nieistniejącym.

Tak oto weszliśmy w epokę polityki istnienia. Jedne ludy były delegitymizowane do tego stopnia, że ich bóstwa, nawet ogłaszane przez swych wyznawców jedynymi stwórcami i panami świata, uznawane były przez chrześcijan za „nieistniejące”, podczas gdy dość podobne bóstwa ludów bardzo potężnych musiały zostać potraktowane inaczej… Dotyczyło to zwłaszcza sąsiedzkiego Allaha, z którym trzeba było się liczyć. I tu zastosowano wybieg retoryczny, który działa aż do dziś! Otóż w chrześcijańskiej polityce istnienia Allah (ale także żydowski Jahwe) uniknął anihilacji dzięki temu, że uznano go za źle nazwanego czy też nieprawidłowo rozpoznanego Boga. Tym samym uznano, że Arabowie „tak naprawdę” to wierzą w Boga, tylko że nie do końca to rozumieją i nieprawidłowo swoją wiarę wyrażają. Maurowie odwdzięczyli się chrześcijanom dokładnie tym samym i powstało zupełnie nowe znaczenie słowa „Bóg”. Przestało być nazwą własną centralnej postaci Biblii, czyli imieniem, a stało się szczególnego rodzaju terminem ogólnym, określającym bóstwa ogłaszane przez swych wyznawców bóstwami jedynymi i stwórcami świata.

Tego samego zabiegu dokonano również na gruncie kilku innych wyznań, dzięki czemu zawarły one koalicję, wspierając się wzajemnie. Wszystkie te religie mówią, że to ich bóstwo jest prawdziwe, niemniej kilka innych wyznań jakoś to przeczuwa i po swojemu uznaje. Nie bacząc na to, że Jahwe ma zupełnie inne cechy niż Bóg, a Bóg zupełnie inne niż Allach, wobec czego „wierzyć w Boga” to coś innego niż „wierzyć w Allaha”, w poszczególnych społecznościach ugruntowane zostało przekonanie, że jak muzułmanie mówią o Allahu, to mówią o Bogu, a jak chrześcijanie mówią o Bogu, to mówią o Allahu. I nawet niewierzący dali się na to nabrać i sądzą, że chrześcijaństwo i islam „mówią o tym samym” i że jest jakaś uniwersalna „wiara w Boga”. A jako że Bóg czy Allah są pomyślani w taki sposób, że wykluczają inne bóstwa jako nieistniejące (są wszak jedyni), to ludziom zaczęło się wydawać, że jest jeden uniwersalny „problem Boga” (odpowiednio „problem Allaha”), który streszcza się w pytaniu „Czy istnieje?”.

I tak to stare spory plemion o to, czyje bóstwo jest większe, przeistoczyły się w problem istnienia Boga. No bo przecież skoro dom stoi, to ktoś musiał go postawić, czyż nie?

Czy istnieje Zeus?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.