„Ekscesy antyżydowskie na polskich uczelniach w latach trzydziestych XX w.”

LUDWIK KRZYWICKI „BURDY STUDENCKIE”

Ludwik Krzywicki „Ekscesy antyżydowskie na polskich uczelniach w latach trzydziestych XX w.”

Niniejsze wydanie zawiera pełny tekst wspomnień, bez skrótów, zatytułowany w oryginale „Burdy studenckie”. Zmiana tytułu wydawała się oczywista, skoro ów fragment miał zafunkcjonować jako samodzielna książka. Tekst Krzywickiego uzupełniono o Suplement, zawierający kalendarium życia i twórczości, oparte na opracowaniu zawartym we Wspomnieniach z 1959 roku, i krótki cytat z pracy doktorskiej Henryka Hollanda Ludwik Krzywicki – nieznany, dotyczący polemiki Krzywickiego z teoriami rasistowskimi. Zamyka książkę  kilkanaście fotografii, związanych z opisywanymi w niej wydarzeniami.

 


W przybliżeniu od r. 1930 wzrasta niezadowolenie wśród młodzieży uniwersyteckiej i z wolna zaczyna z roku na rok wywoływać zamieszki coraz częstsze. I zabarwienie tych zamieszek również z każdym rokiem przeinaczało się i zarazem „zgęszczało się”. Trzeba oddać każdemu, co mu się słusznie należy, a więc i Januszowi Jędrzejewiczowi 1 : wniósł pomię- dzy młodzież wciąż działające pobudki niezadowolenia z jednej strony, demoralizacji z drugiej. Powo- łanie do życia Legionu Młodych, obdarzanie jego członków różnymi dobrodziejstwami, a przede wszystkim korzyściami materialnymi i po wyjściu ze szkół widokami promocji przyciągało do Legionu Młodych moc karierowiczów. Rdzeń pierwotny, zasadniczy, tworzyli niewątpliwie młodzieńcy ideowi, całą duszą swoją uwielbiający Piłsudskiego. Ale gromada, co skupiała się dokoła nich w liczbie coraz większej, w miarę postępów polityki p. Jędrzejewicza miała na oku jedynie widoki własnej kariery. W otoczeniu Jędrzejewicza zapomniano o tym, iż ci 10 szczerzy zapaleńcy, zapatrzeni w Piłsudskiego, przecież nie będą jego życia dzielili na dwa różne okresy i nad jednym ferowali wyrok potępiający.

Jeden okres — odgrywania, w zastępach PPS, roli jednego z przewodników i redaktora Robotnika i drugi — pozostawienia już w niepodległej Polsce steru rzą- dów tzw. pułkownikom, okresy przedzielone latami tworzenia siły zbrojnej, a później czynnej walki przeciw zaborcom oraz urządzenia Polski niepodległej. Młodzież legionowa przylgnęła do Piłsudskiego w całości jego działań, zarówno zapatrzona w jego czyny na polu bitew, jak i w płody jego pióra konspiracyjne i w otaczającą go legendę z czasów pepesowskich. A kiedy zaczęto dąsać się wśród przywódców sanacji na ideologów z Legionu Młodych za ich wolnomyślność religijną, za nowinki społeczne, ci otrząsnęli się raczej z wpływów idących od drugiego okresu działalności Piłsudskiego, ażeby całkowicie pójść śladami towarzysza Wiktora, owego Ziuka z czasów konspiracyjnych. Miałem do czynienia z jednym z takich zapaleńców zimą w r, 1935.

Pisał u mnie pracę dyplomową, którą złożył w kilka lat po zdaniu egzaminów ostatecznych. Znalazłszy się w jednym z miast prowincjonalnych, rozpoczął walkę w tamtejszym organie legionowym z miejscowym towarzystwem elektrycznym, zarzucając mu bezczelny wyzysk miasta. Zebrał niezmiernie ciekawy materiał w tym względzie i, kiedy wręczał miswoją pracę, oczekiwał sprawy sądowej. Jako publicysta miejscowy, miał wtedy za sobą lub przed sobą około dziesiątka procesów. Poprzednie wygrał i miał nadzieję wygrać i pozostałe. Skarżyło go duchowieństwo, wystąpiły firmy przemysłowe, nawet władze administracyjne niezbyt były zadowolone z ruchliwości pupila pana Jędrzejewicza. Jego rozprawa, acz ujęta w tablice statystyczne, oddychała namiętnością walki — była poświęcona matactwom popełnianym przez spółki akcyjne przy wymiarze podatku dochodowe- 11 go. Odbyłem jedną i drugą z nim konferencję: uwielbienie dla Piłsudskiego bezgraniczne, obrona dyktatury jako zasady rządu namiętna, byleby dyktatorem był marszałek, a przede wszystkim zachwyt nad jego przeszłością — z czasów nielegalnego Robotnika. Była to natura szczera, bezinteresowna, może nieco pieniacka. Takim był również Zapasiewicz. Takiej młodzieży było wiele. Janusz Jędrzejewicz niewątpliwie odegrał rolę kwoki, która wysiedziała kaczęta…

Ogół młodzieży akademickiej jednak nie odróżniał tych ideologów od zwyczajnej hołoty karierowiczowskiej, co tkwiła coraz obficiej w Legionie Młodych. Z jej powodu można by powtórzyć powiedzenie Piłsudskiego ze zmianą podmiotu: nie wszyscy członkowie Legionu Młodych są świniami, ale wszystkie świnie akademickie wlazły do Legionu. Wśród młodzieży akademickiej rozdymano do niebywałych rozmiarów każdą dążność Ministerstwa do zakneblowania ust młodzieży papką i czapką i każde dobrodziejstwo lub zapomogę dostające się uczestnikom Legionu. Rozdawnictwo łask odbywa- ło się częstokroć dość jawnie, ale bodaj jeszcze czę- ściej za kulisami. To postępowanie sprzyjało krzewieniu się plotek, niewątpliwie opartych o zdarzenia rzeczywiste, ale przeraźliwie rozdętych i swoim rozmachem wybiegających poza te szranki, A więc dla ubogich i zasłużonych studentów — mówiono — nie ma stypendiów, bo dostaje je Legion Młodych. Po wyjściu z uniwersytetu trudno komuś o otrzymanie posady, pomimo uzdolnień, bo — znowu twierdzono — legioniści mają pierwszeństwo itd.

Cala ksiazka  TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: