POLACY I ŻYDZI – SKĄD TE PROBLEMY?

Eugeniusz Noworyta

To zastanawiające: lata wspólnej historii i te nagłe wybuchy wzajemnych oskarżeń, podejrzeń i niechęci. Trudno szukać pocieszenia w ostatnich sondażach wykazujących, że Żydzi nie są już liderami nacji najbardziej znienawidzonych przez Polaków i czerpać satysfakcję z tego, że ich miejsce zajęli Arabowie, bowiem emocjonalne napięcie, jakie towarzyszy polsko-żydowskim sporom osiąga taki poziom, że dotyka najczulszych sfer ludzkiej egzystencji i rodzi pytania o jakość charakterów poszczególnych jednostek i całych narodów.


Przyczyny tych konwulsji we wzajemnych stosunkach próbują od lat wyjaśniać uczeni, świadkowie wydarzeń, duchowni, dziennikarze, politycy i wyspecjalizowane instytuty, ale najczęściej ich konkluzje, zazwyczaj niepozbawione subiektywnego spojrzenia, stają się źródłem kolejnych kontrowersji i zamiast niwelowania różnic, prowadzą do ich zaostrzenia. Jak sobie z tym poradzić w obliczu prawdy, że ta sytuacja rodzi niszczące skutki dla obu narodów i ma destrukcyjny wpływ na młode pokolenia?

Jeśli pominąć instrumentalne wykorzystywanie tej problematyki w celach politycznych, gospodarczych i jakichkolwiek innych przez polityków oraz różne grupy interesu i poszczególne jednostki – należałoby przyjąć, że głównym motywem ich działania jest dążenie do oparcia polsko-żydowskich relacji na prawdzie. Jednak w dążeniu do jej ustalenia oprócz wielkich emocji, można też dostrzec dużą rozbieżność w dziedzinie metod opisywania rzeczywistości. Być może, przy założeniu dobrych intencji wszystkich stron, właśnie w tym obszarze rodzi się najwięcej kontrowersji. Oto niepełny wykaz zróżnicowanej metodologii w podejściu do omawianego problemu.

Generalizacja pojedynczych zdarzeń. To częsty przypadek, wynikający z przemożnego dążenia do jednoznacznego zakwalifikowania opisywanego problemu według czarno-białych kryteriów, bez żadnych szarości i niejasności. Autorzy takich tekstów nie przywiązują wagi do uwarunkowań ani argumentów oponentów i formułują uogólniające wnioski według z góry przyjętych konkluzji. Ich prace, w zamyśle demaskatorskie, budzą zdecydowany opór i zamiast edukować, a co za tym idzie poprawiać świat, utrwalają zadawnione podziały i stereotypy.

Podobne efekty rodzi dosyć rozpowszechniona metoda szacunkowa w określaniu rozmiarów popełnionych przestępstw i doznanych krzywd. Zaskakuje łatwość, z jaką niektórzy badacze i politycy mnożą udokumentowane przypadki i – bez niezbędnych dowodów – sugerują dziesiątki, setki, a nawet tysiące podobnych zdarzeń. W ten sposób pęcznieją liczby ofiar, a zło wyrządzone bliźniemu nabiera monstrualnych rozmiarów, przestaje być słusznie napiętnowanym odosobnionym czynem, a staje się regułą. W takim ujęciu zanika podział na dobrych i złych, bo pod pręgierzem staje cała społeczność: Polaków lub Żydów, zależnie od tego, kto dokonuje rozliczenia historii. Zamiast edukacji, taka metoda powoduje irytację.

Niszczące skutki rodzi powracająca z uporem metoda wykorzystywania różnych, trudnych epizodów wzajemnych relacji, zadawnionych urazów, nieufności, niechęci i stereotypów do celów bieżącej walki politycznej. Te działania są szczególnie destrukcyjne, bo nacechowane cynizmem zaślepionych walką o władzę polityków, pobudzają ciemne strony ludzkich charakterów: antysemityzmu i antypolonizmu. Zamiast zbliżenia, mamy wzajemną pogardę i nienawiść.

Wiele złego wynika z metody relatywizacji cierpienia. Słusznemu żądaniu uznania wyjątkowości Zagłady często towarzyszy niedocenianie cierpienia innych. Dla Polski jest to szczególnie bolesne, zważywszy skalę represji i ofiar, jakie poniosła polska ludność z rąk niemieckiego okupanta. Ten spór o to, kto więcej wycierpiał – prowadzi na manowce i usuwa w cień sprawców wojennych zbrodni. Podobną rolę spełniają oskarżenia o wykorzystywanie cierpienia w charakterze instrumentu do załatwiania różnych przyziemnych interesów. Uważnego podejścia wymaga wyraźne rozgraniczanie ofiar od sprawców, ponieważ brak precyzji w tym zakresie, czego doświadczyliśmy niedawno, rodzi nieintencjonalnie poważne perturbacje w stosunkach polsko-żydowskich.

Następstwa nowelizacji ustawy o IPN wprowadzające penalizację nieprawdziwych opinii o polskim współsprawstwie w niemieckich zbrodniach, wskazują na nieskuteczność metody regulowania kontrowersyjnych problemów  historycznych w drodze przepisów prawa. A jeżeli już stosuje się takie instrumenty, to trzeba zadbać o precyzję terminologii, aby wykluczyć jej różne interpretacje i oskarżenia o próbę negowania ciemnych stron historii i atak na wolność słowa (zwłaszcza świadectwa ocalonych).

Nieprzemyślane lub intencjonalne działania polityków prowadzą do erupcji niedobrych emocji, utrudniających utrzymanie dobrych stosunków  między państwami. Zbyt często na potrzeby partyjnej polityki podważany jest wysiłek wielu ludzi zaangażowanych w przezwyciężanie stereotypów i budowę przyjaznych relacji między narodami. Aby to zmienić, niezbędna jest zmiana podejścia i oddzielenie trudnych problemów historii od bieżącej polityki oraz pozostawienie rozstrzygania wątpliwości i ustalanie faktów badaczom i instytutom naukowym. Istotna rola przypada edukacji, zwłaszcza młodych pokoleń oraz wyjaśnianie kontrowersji w drodze dialogu, a nie przy użyciu kampanii propagandowych.

Dobrze radzi Szewach Weiss: miejmy w pamięci 800 lat wspólnej historii, a przy ocenie budzącego największe kontrowersje okresu drugiej wojny światowej nie zapominajmy, że oba narody, polski i żydowski, były ofiarami niemieckich zbrodni.

Czy politycy posłuchają tej rady i swoje działania zechcą umieścić w takim kontekście? Czas pokaże.

Eugeniusz Noworyta: Polacy i Żydzi – skąd te problemy?

3 komentarze to “POLACY I ŻYDZI – SKĄD TE PROBLEMY?”

  1. Kazde slowo pana Valery Amiel to perla. Tak dobrze odpowiedzial. Moge tylko sie przylaczyc do tych slow i dodac: Hitler budowal obozy zaglady na ziemiach polskich. Polacy widzieli czarne dymy z krematoriow i byli obojetni. Za to ta obojetnosc musza poprosic o wybaczenie. A jesli nie prosza, niech sie w swojej szlahetnej historii sami gotuja. Oni potrzebuja nas wiecej anizeli my ich. Ma wielka racje syn pana Valery Amiel: Po co? kogo to obchodzi? Juz tam nie zyjemy i nie mieszkamy, a to ze nasi dziadkowie i pradziadkowie pochowani sa na polskiej ziemi to ma znaczenie tylko dla nas. Polacy niech z wlasnym sumieniem sie rozliczaja i o nas po prostu niech zapomna, raz na zawsze.

  2. Jestem już stary a tyle spraw zobaczyłem w innym swietle a ile wspomnień odżyło
    Musze chyba to spisać.ta warszawa lat 60-tych ,ta Praga lat pięćdziesiątych,ten PAP i UW po Marcu

  3. Valery Amiel 22/03/2018 at 01:59

    Jest gorzej, panie Gienku… Za kilka lat naszego (tj ostatniego marcowego polsko-żydowskiego) pokolenia już nie będzie. Właśnie tego najmniej skażonego i dotkniętego polskim antysemityzmem. Bo wbrew pozorom, myśmy żyli w Polsce jak Polacy, z polskimi ambicjami i wizjami przyszłości. To ze nagle dostaliśmy kopa w d. Od takiej czy innej grupy komunistów nie zmieniało naszego stosunku do kraju i do większości ziomków, mimo ze jasnym dla nas zawsze było czego można oczekiwać po Ciemnogrodzie. Tak się przygotowywała większość z nas do Marcowego Jubileuszu, na wesoło, bo prawie nikt na tym, po pierwszych bólach złe nie wyszedł. I tu nagle…! Na kilka dni przed tą rocznicą okazuje się, z proklamacji sejmowej, ze to my i nasi rodzice jesteśmy i byliśmy dla Polski i dla Polaków nie ofiarami hitlerowskiej zagłady i wielu polsko-chłopskich pogromów a przeciwnie: a sprawcami tegoż na Polakach, obok Niemców, Ukraińców i innych narodów z rękoma w cudzej krwi. To ze z 3,5 miliona zostało nas w Polsce pol miliona, z czego milion w Auschwitz, pewnie milion spod niemieckich kul, a milion pewnie tak jak rodzina moich sąsiadów z tego samego piętra w Swidnicy-Schweidnitz, na „ziemiach odzyskanych”, gdzie Rosjanie osiedlili moich rodziców z rosyjskiego łagru na Syberii, razem z gromem polskich niedobitków z Wołynia i innych polskich przesiedleńców z kresów, które aneksowali. Otóż ci sąsiedzi, Judyta i Adam, brat i siostra, z synkiem w moim wieku, to było wszystko co zostało z kilkunasto-osobowej rodziny po morderstwie reszty przez chłopów-sąsiadów, za meble i pierzyny a potem i dom, na kresach. Opowiadali o tym wtedy od czasu do czasu. A dziś co? Poszliby za te wspomnienia, za prawdę, do kicia?
    I tak się skończyła ta leśna audycja…
    Nikogo z nas nie będzie więcej interesować dialog z antysemitami w Polsce. Nas tam nie ma a historycy nas do tego nie potrzebują. Czytając wiadomości, moj syn, jeden z associate deans na Uniwersytecie Columbia, urodzony w Jerozolimie i mówiący trochę po polsku, zapytał mnie niedawno: a po co?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: