Uncategorized

Pisarze i dezerterzy

Przyslala Rimma Kaul

Pobyt w Palestynie podziałał twórczo na wielu literatów znajdujących się w szeregach Armii. Z kolei dla licznych żołnierzy pochodzenia żydowskiego był to ostatni przystanek na szlaku – odegrali później ważną rolę w powstaniu państwa Izrael.

Pierwsze grupy żołnierzy Armii Polskiej na Wschodzie przetransportowano do Palestyny prosto z Iranu już w maju 1942, większość trafiła tu jednak latem 1943 roku. Andersowcy nie byli wszak jedynymi Polakami, których na Bliski Wschód rzuciła wojenna zawierucha. Już w 1940 roku stacjonowali tu po raz pierwszy strzelcy karpaccy, którzy po walkach na libijskiej pustyni, połączyli siły z oddziałami ewakuowanymi z ZSRR. Przebywało tu wiele cywilnych uchodźców, wśród nich znane postacie polskiego życia politycznego i literackiego, między innymi as reportażu Melchior Wańkowicz. Wraz z Armią Andersa dołączyli kolejni literaci, między innymi Władysław Broniewski, Marian Czuchnowski, Anatol Stern.

„Mała Polska” w Palestynie wciąż trwała, gdy Armia przemieściła się już dalej do Egiptu. Tu zostało całe zaplecze redakcyjne wojska (gazety i radiostacja), tu założono polskie szkoły dla młodych junaków i junaczek, rozlokowano ludność cywilną i niezdolną do dalszej służby wojskowej.

Przewodnik po Palestynie, fot. polona.pl

Przewodnik po Palestynie, fot. polona.pl

Imperium wydawnicze

Pisarz Aleksander Klugman stwierdził: „Właściwie w owym okresie Palestyna była głównym ośrodkiem polskości na obczyźnie; rolę Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania czy Lwowa sprzed 1939 przejęły Tel Awiw i Jerozolima”. Wedle danych polskiej Placówki Wydawniczej z 1946 roku, w ciągu czterech lat nakład wydanych w Palestynie polskojęzycznych książek wyniósł ponad pół miliona egzemplarzy.

Wydawano klasykę polskiej literatury, lektury i podręczniki dla siedmiu tysięcy uczniów rozlokowanych po kraju, a także nowości. W Palestynie premierowo ukazały się nowe tomiki wierszy Broniewskiego („Bagnet na broń”, „Drzewo rozpaczające” i fragmenty nieukończonego poematu „Bania z poezją”), dwie powieści Anatola Sterna („Odpowiedzialność nazisty” i „Żyd z Polski” – obydwie od razu przetłumaczone na hebrajski) czy „De profundis” Wańkowicza – reportaż historyczny, w którym „Mel” prześledził dzieje ruchu syjonistycznego. Roman Brandstaetter zadebiutował tu w roli dramatopisarza – jego „Kupca warszawskiego” wystawił narodowy Teatr Habima w Tel Awiwie. Teodor Parnicki napisał w Jerozolimie „Srebrne Orły”, powieść historyczną o początkach państwa polskiego. Obok autorów cieszących się uznaniem przed wojną, pojawiają się młodzi debiutanci, którzy jeszcze odegrają swoją rolę w historii polskiej literatury, jak Artur Międzyrzecki – w Palestynie ukazał się jego pierwszy tomik „Namiot z Kanady”.

Poza tym , ukazywały się liczne tytuły prasowe: dziennik „Gazeta Polska” z dodatkiem dla dzieci „Nasza Gazetka”, literacko-polityczny dwutygodnik „W drodze”, „Głos Polski”, „Nasze Drogi” i inne: wojskowe, harcerskie czy branżowe.

Przebywał tu cały przekrój przedwojennej inteligencji – ponad jedna trzecia polskich uchodźców była przedstawicielami wolnych zawodów. Jak podaje Artur Patek w artykule na temat polskiej emigracji niepodległościowej w Tel Awiwie, według danych Delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w 1944 roku w Palestynie przebywało wtedy m.in. 161 polskich nauczycieli, 129 urzędników ministerstw, 104 inżynierów, 86 adwokatów i aplikantów adwokackich, 86 literatów, dziennikarzy i artystów, 84 dentystów i farmaceutów, 30 sędziów, prokuratorów, rejentów oraz pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości.

Mapa Palestyny z 1939 roku, fot. polona.pl

Mapa Palestyny z 1939 roku, fot. polona.pl

“Europa w miniaturze”

W filmie “Wielka droga” Michała Waszyńskiego z 1946 roku, opowiadającym dzieje odysei andersowców, jest scena w której trzech lwowskich baciarów wcielonych w szeregi armii rozmawia ze sprzedawcą napojów chłodzących, ortodoksyjnym Żydem, który okazuje się być ich galicyjskim krajanem – pochodzi bowiem z Rzeszowa.

– Dwadzieścia lat! I jeszcze pan nie zapomniał bałakać po naszemu?
– Co to znaczy zapomniał? Jak można zapomnieć swój język? Przecież ja się tam urodziłem. […]
– Ale tu macie fajno: słońce, pumerańcze, banany!
– Słońce wszędzie jest… A pomarańcze? Ja panu powiem prawdę – wolałem tamte nasze kartofle… […]

Jak podaje Karolina Przewrocka-Aderet w książce “Polanim”, wedle spisu powszechnego z 1926 roku imigranci z Polski stanowili 37,6 procent ogółu palestyńskich Żydów. Wedle danych polskiego konsulatu, w styczniu 1944 r. polszczyzną jako językiem domowym posługiwało się około 30 tys. żydowskich emigrantów z Polski, a zatem co piąty mieszkaniec Tel Awiwu.

Bank Polska Kasa Opieki SA oddział w Tel Awiwie, 1934, fot. NAC

Bank Polska Kasa Opieki SA oddział w Tel Awiwie, 1934, fot. NAC

Wedle wspomnień, miejscowe społeczności – arabska i żydowska – przyjęły polskich cywilów i żołnierzy bardzo życzliwie. Wykorzystywali ten fakt nawet brytyjscy żołnierze, którzy zaczęli przystrajać swoje samochody biało-czerwonymi flagami. Konflikt arabsko-żydowski w okresie II wojny światowej nieco deeskalował, ale wciąż zdarzały się akty przemocy i terroru – a Brytyjczycy uważani za okupantów byli na nie szczególnie narażeni.

We wspomnieniach andersowców niewiele jest jednak wzmianek o bliższych relacjach z palestyńską ludnością, sprowadzają się one zazwyczaj do etnograficznych opisów odwiedzanych arabskich miejscowości, relacji z wizyt na targowiskach, itp. Analogicznie, niewiele miejsca autorzy poświęcili bliskowschodnim Żydom – wydaje się, że ze względu na kulturową bliskość polscy Żydzi stanowili dla nich naturalną kompanię.

"Palestyna. Żydowska siedziba narodowa w obrazach", 1941, fot. polona.pl

„Palestyna. Żydowska siedziba narodowa w obrazach”, 1941, fot. polona.pl

Fotoreportaż „Wśród palestyńskich arabów” z czasopisma „Nasze Drogi”, marzec 1941fot. polona.pl

Spotkania z polskimi Żydami, jak i dźwięk języka polskiego na ulicach, znajome potrawy w restauracyjnych menu – wszystko to sprawiało, że andersowcy mogli się tu poczuć „prawie jak w domu”. Lokalni przedsiębiorcy zamieszczali w żołnierskiej prasie polskojęzyczne reklamy (np. „Bar Gdański – najmilsze miejsce spotkania Polaków” czy „Zabiegi kosmetyczne Halina. Kierowniczka i właścicielka Polka”), w księgarniach i bibliotekach można było znaleźć przedwojenne polskie książki.

Ksawery Pruszyński, gdy próbował po angielsku spytać o drogę konduktorkę, usłyszał: „Panie żołnierz, prosimy mówić po naszemu, tu sami swoi”. Wyraz temu poczuciu bliskości dał w wierszu „Tel-Aviv” Tadeusz Sowicki, który właśnie w Palestynie zadebiutował poetycko tomikiem „Zwrotnik Wilkołaka”:

Tel-Aviv – nie znasz jeszcze, jak iść, gdzie i dokąd.
Kwiaciarki pytasz w obcym języku kulawym,
Dziewczyna w śmiech i nagle przymrużając oko:
„Niech pan mówi po polsku – ja jestem z Warszawy!”

Strona z reklamami, Nasze Drogi, marzec 1941, fot. polona.pl

Strona z reklamami, Nasze Drogi, marzec 1941, fot. polona.pl

W Palestynie, a głównie w Tel Awiwie, większośc imigrantów z okresu międzywojennego stanowili polscy Żydzi. Powstały polskie, nie tylko z nazwy ale również ze systemu dystrybucji towarów i sposobów obsługiwania klientów, restauracje, kawiarnie, sklepy, zakłady krawieckie, fryzjerskie, a nawet wielkie przedsiębiorstwa handlowe i przemysłowe. Język polski stał się równorzędnym partnerem hebrajskiego i angielskiego. [Kazimierz Krukowski, „Z Melpomeną na emigracji”]Plac Ziny Dizengoff, widok od północy, 1934, proj. Genia Averbuch, LC, fot. materiały prasowe Muzeum Polin

Wielu andersowców wspominało więc potem pobyt w Palestynie z rozrzewnieniem. Śródziemnomorski klimat był dla nich wyczekiwanym oddechem po doświadczeniu spiekoty w obozowiskach na irackiej pustyni. Te odczucia wyraził, między innymi, w swoich spisanych na gorąco wspomnieniach „Cofnięty czas” (ukazały się w 1944 roku w Londynie), pisarz i poeta Marian Czuchnowski. Ksaweremu Pruszyńskiemu, wedle relacji spisanej w zbiorze wojennych reportaży „Walczymy”, wydanym w 1943 roku w Jerozolimie, Palestyna jawiła się niczym baśniowa kraina: „[…] ujrzałem, że kwaterujemy na terenie otoczonym zewsząd pomarańczowymi gajami. Poczułem, jakbym się nagle znalazł w bajkowej, cudownie kolorowej krainie Disneya. Wszędzie wysycona zieleń drzew, przybranych tysiącami złotopomarańczowych owoców, na tle cudownie lazurowego nieba.”

Marian Czuchnowski stwierdził, że żydowskie osiedla w Palestynie to „Europa w miniaturze wprawdzie, ale zgrabnie emaliowana, pewna siebie, śmiała”. Broniewskiemu Tel Awiw kojarzył się z warszawskim Żoliborzem (ale „tandetniejszym i bez charakteru”), Czuchnowski zanotował, że ma coś w sobie z „Gdyni, Sopotów, Jastarni”. Wielu z polskich literatów zafascynowało się ideą kibuców – reportaże z osiedli pisali czołowi reportażyści, Pruszyński i Wańkowicz. Czuchnowski pisał wręcz, że są miejscem „narodzin nowego człowieka”. Nieco bardziej sceptyczny był Broniewski:

Ten kibucowy socjalizm w otoczeniu kapitalistycznym nie wydaje mi się czymś konstruktywnym na większą skalę, jednakże dla tych ludzi mam dużo sympatii i podziwu. Żydzi mówią tutaj po hebrajsku i kiedy się słyszy dzieci mówiące tym starożytnym, zamarłym językiem, dzieci, które inaczej mówić nie umieją, wierzy się, że wyrosną one na przyszłych twórców kultury i państwa żydowskiego. Zresztą, diabli wiedzą, bo tu Arabów jest dwa razy więcej niż Żydów i nie wiadomo, jak się to wszystko ułoży po wojnie.

Marian Czuchnowski, fot. szukajwarchiwach.gov.pl

Marian Czuchnowski, fot. szukajwarchiwach.gov.pl1 / 3PreviousDefilada Samodzielnej 2 Brygady Pancernej przed gen. Kazimierzem Sosnkowskim (salutuje) w Hill 69 koło Gazy. Widoczne czołgi Sherman M4, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.pl

Defilada Samodzielnej 2 Brygady Pancernej przed gen. Kazimierzem Sosnkowskim (salutuje) w Hill 69 koło Gazy. Widoczne czołgi Sherman M4, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.plPolscy żołnierze z Palestyńczykami, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.pl

Polscy żołnierze z Palestyńczykami, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.plPolscy żołnierze obserwują Palestynkę niosącą dzban na głowie, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.pl

Polscy żołnierze obserwują Palestynkę niosącą dzban na głowie, fot. Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego / audiovis.nac.gov.plNext

Noce w kibucach i noce biblijne

Życie polskiej diaspory w Palestynie nie było jednak taką sielanką, jak mogłoby się wydawać z przytoczonych wcześniej opisów. Trafili tu przedstawiciele praktycznie wszystkich obozów spolaryzowanej sceny politycznej przedwojennej Polski: sanatorzy, socjaliści, endecy i komuniści; zwolennicy rządu londyńskiego i rządu lubelskiego; co prowadziło nieraz do konfliktów. Byli daleko od Polski, lecz i tu docierała do nich wieści o kolejnych tragicznych wydarzeniach: Zagładzie, obydwu powstaniach warszawskich czy konferencjach w Jałcie i Teheranie – gros andersowców wywodziło się z Kresów, więc zajęcie tych terenów przez Związek Radziecki oznaczało dla nich niemożność powrotu do domu.

Przyjrzyjmy się bliżej losom literatów, którzy znaleźli się wtedy na Bliskim Wschodzie. Do Jerozolimy i Tel Awiwu trafiają mężczyźni w sile wieku, choć boleśnie doświadczeni w ciągu ostatnich lat. Mają za sobą kafkowski koszmar śledztw NKWD, więzienia, zsyłki, głodu… Niedługo potem zakosztowali uroków życia w wojskowych obozach Azji Środkowej: tyfusu, malarii, ukąszeń skorpionów. Docierające z Polski wieści to kolejne ciosy. I tak, Broniewski dowiaduje się, że jego ukochana trafiła do Oświęcimia, Brandstaetter, że Niemcy zamordowali jego rodziców. Jeden pocieszenie znajduje w wódce, drugi w Bogu, zaś obaj w nowych relacjach z kobietami.

Władysław Broniewski w łagrze, fot. Wikimedia Commons

Władysław Broniewski w łagrze, fot. Wikimedia Commons

Pobyt w Jerozolimie w szczególny sposób zaważył na życiu i dalszej twórczości Romana Brandstaettera, który przed wojną dał się poznać jako obiecujący krytyk literacki i poeta. Dostał się tu jeszcze przed Armią Andersa: udało mu się z żoną zbiec z okupowanego Wilna przez Moskwę, Baku i Irak. Z początku współpracował z hebrajską prasą i scenami teatralnymi, później dzięki znajomości z ambasadorem Stanisławem Kotem, który był jego wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, dostał pracę w nasłuchu radiowym Polskiej Agencji Telegraficznej. Podczas nocnego dyżuru dostrzegł w gazecie reprodukcję rzeźby ukrzyżowanego Chrystusa z kościoła w Asyżu. Ta sytuacja spowodowała niemal mistyczne objawienie i wpłynęła na duchową przemianę pisarza – opisał te przeżycia w opowiadaniu “Noc biblijna”.

Roman Brandstaetter, fot. z archiwum Stowarzyszenia im. Romana Brandstaettera

Roman Brandstaetter, fot. z archiwum Stowarzyszenia im. Romana Brandstaettera

Marian Czuchnowski i Władysław Broniewski, obaj przed wojną zasłużeni dla lewicowej i zaangażowanej poezji, dostali urlop od służby wojskowej i zostali oddelegowani do Jerozolimy: Broniewski ma objąć posadę redaktora technicznego pisma „W drodze”, Czuchnowski „Gazety Polskiej”.

Wspólnie jeżdżą również na wieczory autorskie w kibucach. Szczególnie ciepło przyjmowani są w lewicowych społecznościach Ha-Szomer Ha-Cair. Wielu osadników pamięta jeszcze ich utwory sprzed wojny, gdy Broniewski pisał o ulicy Miłej i księżycu ulicy Pawiej (nauczył się zresztą recytować ten wiersz także w przekładzie na jidysz). Jedno ze spotkań zakłóca nagle awaria prądu. Broniewski przerywa recytacje i przeprasza, gdyż nie zna na pamięć wiersza, który akurat wygłaszał. Wtem, w ciemności słychać głos jednej z uczestniczek spotkania, która kontynuuje recytacje od miejsca, w którym przerwał poeta. Dochodzi jednak również do gorących sporów politycznych, gdy pojawia się temat Kraju Rad. Raz Broniewski zapytany, dlaczego on, rewolucyjny poeta, opuścił Związek Radziecki, odpowiada: „Bo mnie wypuścili”. Co ciekawe, nowe wiersze, w których zawarł antyradzieckie aluzje, zatrzymuje mu brytyjska cenzura wojskowa.

Władysław Broniewski po wypuszczeniu z sowieckiego więzienia. Moskwa, październik 1941, fot. "Karta"/Zbiory Muzeum Władysława Broniewskiego

Władysław Broniewski po wypuszczeniu z sowieckiego więzienia. Moskwa, październik 1941, fot. „Karta”/Zbiory Muzeum Władysława Broniewskiego

Szczególną dumą napawa go fakt, że jego wojenne wiersze są kolportowane wśród zwykłych żołnierzy, przyczepiane do ścian wojskowych namiotów. Broniewski pisze w Jerozolimie także swój słynny wiersz „Żydom Polskim”:

Pamięci Szmula Zygielbojma

Z polskich miast i miasteczek nie słychać krzyków rozpaczy,
padli, jak hufiec bojowy, warszawscy obrońcy getta…
Słowa me we krwi nurzam, a serce w ogromnym płaczu,
dla was, o Żydzi polscy, polski tułaczy poeta. […]

W pierwszych listach pisanych do córki Broniewski bardzo chwali sobie pobyt w Palestynie, lecz z czasem popada w coraz większe przygnębienie, które potęgują wspomniane wcześniej tragiczne wieści z Polski, nawroty malarii i alkoholowe ciągi. Poczuwa się też przecież do bycia żołnierzem, wojskowych szlifów nabierał w Legionach i w czasie wojny z bolszewikami, a ma poczucie, że utkwił bezczynnie w miejscu. Jak napisał w wierszu „Via Dolorosa”:

Nie przyszedłem tu szukać Boga
Ja jestem żołnierz piechoty.
Ja wiem, że jedyna droga do Polski
to droga Golgoty

Jerozolima, Via Dolorosa przy twierdzy Antonia, fragment rzymskiego łuku Ecce Homo, 1942-43, fot. NAC

Jerozolima, Via Dolorosa przy twierdzy Antonia, fragment rzymskiego łuku Ecce Homo, 1942-43, fot. NAC

Jerozolimy religijnej nie lubię. Jakieś natrętne kramarstwo wszystkich wyznań, tępy i bezcelowy fanatyzm. Grób Chrystusa całkiem nieciekawy, jedynie Via Dolorosa ma trochę charakteru dzięki temu, że właśnie pozostała zaułkiem, gdzie jak przed dwoma tysiącami lat panuje brud, zgiełk, handel, coś tak jak u nas na ulicy Miłej. [Broniewski w liście do córki, maj 1943]Jerozolima, Kopuła na Skale, zwana Meczetem Omara, 1942-43, fot. NAC

Ale najpiękniejsze jest położenie Jerozolimy. Trzeba Ci wiedzieć, że Jerozolima jest na wysokości Zakopanego, dokoła pagórki bardzo malownicze, masa białych kamieni, zieleń, którą latem słońce spali, na horyzoncie żałobne cyprysy, szaro-zielone oliwki i domy z białego kamienia. [Broniewski w liście do córki, maj 1943]Jerozolima, Getsemani, inaczej Ogród Oliwny, 1942, fot. NAC

Tam giną ludzie, miasta, stolice,
Tam naród w walce –
A ja tu chodzę,
Depczę jerozolimskie ulice
I gryzę palce
Ja chcę kiedyś… na Żoliborzu…
Choćby na krótko…
Jeśli nie –
Nad Śródziemnym Morzem
Zdechnę ze smutku.

[Władysław Broniewski – „Middle East”]Morze i Plaża w Tel Awiwie, fot. Ze’ev Aleksandrowicz

Niemal wszyscy z nich prędzej czy później z Palestyny wyjechali: do Polski, jak Broniewski, Brandstaetter czy Stern (choć dopiero w 1948 roku, gdy wybuchła wojna arabsko-żydowska) lub na Zachód, jak Marian Czuchnowski, który resztę życia spędził w Anglii.

Osobnym przypadkiem jest Leo Lipski, świetny, choć wciąż nie dość znany w Polsce, pisarz, którego pojawienie się w Palestynie, również wiązało się pośrednio z wędrówką Armii Andersa. Wyszedł z łagru schorowany, wraz z bratem (zginął pod Monte Cassino) ewakuował się z ZSRR z Armią Andersa. Trafił do Tel Awiwu, a potem do Bejrutu, gdzie studiował dzięki rządowemu stypendium. W wyniku choroby został sparaliżowany. Resztę życia spędził w Tel Awiwie. Funkcjonował jednak na marginesie tamtejszego życia literackiego, nigdy nie nauczył się hebrajskiego i pisał po polsku.

Anatol Stern, lata 40. XX wieku, fot. ze zbiorów Danuty Łomaczewskiej/East News

Anatol Stern, lata 40. XX wieku, fot. ze zbiorów Danuty Łomaczewskiej/East News

Jego mikropowieść „Piotruś” to brutalny i chaotyczny przewodnik po ciemnej stronie Tel Awiwu: świecie szemranych transakcji, hoteli-burdeli, ludzkiej nędzy i upokorzenia. Historia bohatera, w pewnym stopniu oparta na doświadczeniach Lipskiego, niepełnosprawnego chłopaka, który znalazł się w Tel Awiwie i zdesperowany postanowił wystawić się na sprzedaż na targu. W szkicu „Jak powstawał »Piotruś«”, Lipski pisał: „chciałem pokazać człowieka w uniwersalnym sensie tego pojęcia – i jego los na ziemi. Chciałem pokazać degradację człowieka. Piotruś (podobnie jak ja) jest okaleczony fizycznie, wyrzucony poza nawias życia społecznego przez swoją chorobę, samotność, sytuację ekonomiczną i emigrację”. Jak stwierdziła Marta Cuber w pracy poświęconej twórczości Lipskiego, powieść jest odwróceniem mitu raju, jakim Izrael miał być dla polskich emigrantów.

Leo Lipski, fot. Instytut Literacki

Leo Lipski, fot. Instytut Literacki1 / 2PreviousUlica Allenby w Tel Awiwie, 1922, fot. Wikimedia.org

Ulica Allenby w Tel Awiwie, 1922, fot. Wikimedia.orgArchitektura Nowoczesna, fot. Ze'ev Aleksandrowicz

Architektura Nowoczesna, fot. Ze’ev AleksandrowiczNext

„Melduję, że zdezerteruję”

W Palestynie pozostało też niemal trzy tysiące żołnierzy pochodzenia żydowskiego. Dla ludzi wychowanych na opowieściach o Ziemi Obiecanej podróż przez kraj dawnych przodków była ogromnym przeżyciem. Rabin Armii Andersa, Pinkas Rosengarten, zapisał w swoich wspomnieniach:

Żadne słowa nie potrafią wyrazić burzy emocji, które przeżywaliśmy podróżując przez Ziemię Obiecaną, chłonąc atmosferę Kraju Izraela. Jak wulkan z głębi wybuchła modlitwa dziękczynienia za przywilej przybycia do kraju tęsknoty i marzeń. Była to długa, pełna cierpień droga rozpoczęta ucieczką przed nazistowskimi mordercami, przez zwątpienie, cierpienie, głód i poniżenie w komunistycznych więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach niewolniczej pracy. Wszyscy mieliśmy wrażenie, że w końcu wyrwaliśmy się z niewoli na swobodę, z cienia na światło.

Polonia. The largest ship on the line (Najszybszy statek na linii), ok. 1936, plakat, CZA, fot. Materiały prasowe Muzeum Polin

Polonia. The largest ship on the line (Najszybszy statek na linii), ok. 1936, plakat, CZA, fot. Materiały prasowe Muzeum Polin

Jiszuw, czyli lokalna społeczność żydowska, otoczył opieką przybyłych z ZSRR; organizowano dla nich spotkania czy wycieczki do świętych miejsc judaizmu. Organizacje syjonistyczne prowadziły agitacyjną kampanię i rekrutowały spośród nich nowych ochotników. Rozpoczęła się fala dezercji. Motywacje były różne. Wielu z nich po prostu odnalazło tu swoich krewnych, którzy przybyli do Palestyny wraz z kolejnymi alijami. Wobec nadchodzących z Polski relacji i świadectw dotyczących Zagłady, wielu z nich utwierdza się w przekonaniu, że nie ma już dokąd wracać. Doświadczenie fali przedwojennego antysemityzmu i jego echa pobrzękujące niekiedy jeszcze w armii były kolejnym argumentem za pozostaniem i włączeniem się w przyszłą walkę o państwo żydowskie.

Demonstracje Żydów przeciwko zakazowi wyjazdu do Palestyny. Uczestnicy demonstracji na ulicy Nalewki w Warszawie, 1930, fot. www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

Demonstracje Żydów przeciwko zakazowi wyjazdu do Palestyny. Uczestnicy demonstracji na ulicy Nalewki w Warszawie, 1930, fot. http://www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

Osiedlali się w kibucach lub zasilali paramilitarne organizacje, takie jak Irgun czy Hagana. Dezercje były solą w oku brytyjskich władz mandatowych, które obawiały się przystąpienia setek dobrze wyszkolonych żołnierzy do syjonistycznego podziemia. Miejscowa społeczność zaś ukrywała ich, załatwiała nowe dokumenty potwierdzające, że urodzili się w Palestynie czy Jemenie.

Najsłynniejszym spośród nich był Menachem Begin, przyszły premier Izraela. W apokryficznej anegdocie, przypisywanej nieraz Beginowi, powtarza się dialog:

– Panie kapitanie, melduję, że jutro zdezerteruję.
– W takim wypadku, żołnierzu, życzę powodzenia!

Jednak z czasem polskie władze wojskowe po prostu przyzwalały na złożenie wniosku o zwolnienie ze służby w przypadku żołnierzy, którzy chcieli pozostać w Palestynie i tak prawdopodobnie było właśnie w przypadku Begina (sam zainteresowany mówił, że honor żołnierza nie pozwalał mu zdezerterować z armii walczącej z Hitlerem).

Menachem Begin (w pierwszym rzędzie pierwszy z lewej) w mundurze Armii Polskiej na Wschodzie, Palestyna, grudzień 1942, fot. Wikimedia Commons

Menachem Begin (w pierwszym rzędzie pierwszy z lewej) w mundurze Armii Polskiej na Wschodzie, Palestyna, grudzień 1942, fot. Wikimedia Commons

Generał Anders zapytany dwie dekady później o kwestie dezercji w wywiadzie dla paryskiej „Kultury” przyznał: „Wydałem ścisłe dyrektywy nieścigania tych żołnierzy Żydów, którzy […] opuszczali szeregi. Uważałem, że ci Żydzi, którzy za swój pierwszy obowiązek uważali walkę o wolność Palestyny, mają do tego prawo”.

Jednak około 30 procent żołnierzy pochodzenia żydowskiego ruszyło w dalszą wędrówkę szlakiem bojowym Armii, przez Egipt do Włoch. Jan Bielatowicz tak napisał o nich w tekście „Kaddisz”, dedykowanym żydowskim żołnierzom poległym pod Monte Cassino, z książki „Żyd polski – Żołnierz polski”: „Synowie zaułków Bielska, Żywca, Tarnowa, Podhajec, Łap i Lidy, którzy przeszli przez ziemię swoich Proroków i nie wymienili jej za przybraną ojczyznę”.

Autor: Patryk Zakrzewski, maj 2021

https://culture.pl/pl/superartykul/pisarze-i-dezerterzy

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Wspaniały artykuł, dziękuje bardzo.
    Gdzie jeszcze był publikowany ?

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.